Milenialsi, niczym Leon zawodowiec, zabijają wszystko oprócz kobiet i dzieci. W poprzednich odcinkach zamordowali golfa i kino. Dzisiaj przyszedł czas na ukochane potrawy śniadaniowe Ameryki. Producenci płatków i jogurtów wpadli w popłoch. Czy wspomniane dobra czeka teraz kuchenny exodus?

Powód niechęci do płatków jest banalny. Według słów ludzi, którzy wiedzą lepiej, milenialsi gardzą płatkami, bo jest przy nich za dużo roboty. Na początku pomyślałem, że jeżeli to prawda, to jako ludzkość jesteśmy zgubieni. Wsypanie płatków do miski i zalanie ich mlekiem albo jogurtem to w końcu dość prosta sprawa. Jeżeli dla młodych to skomplikowane, to już po nas. Okazało się jednak, że nie o to chodzi.

Według badań firmy Mintel, 40% milenialsów nie je płatków, bo trzeba po nich zmywać. Przyznam się wam, że dawno nie widziałem tak doskonałego strolowania firmy badawczej. 68% amerykańskich gospodarstw domowych ma zmywarkę. Nawet jeżeli nie ma, to miskę po płatkach wystarczy opłukać. W ostateczności są naczynia jednorazowe.

Od razu uznałem to wytłumaczenie za głupie. Musi być jakiś inny powód niechęci do płatków. I wydaje mi się, że go znalazłem. Jest nadrukowany na opakowaniach w specjalnej tabeli, podającej skład i kaloryczność produktu. Kto będzie chciał jeść coś, co ma w stu gramach prawie 380 kcal? Młodzież coraz bardziej dba o zdrowie i figurę, więc woli sięgnąć po granolę. Kalorii tyle samo, ale zdrowiej i smaczniej.

Między rokiem 2000 a 2015 sprzedaż płatków spadła z 13.6 do 10 mld dolarów. Płatki jedzą głownie starsze pokolenia, którym tak właśnie kojarzy się śniadanie. I jadą na tej nostalgii, zamiast usmażyć sobie 2 jajka, 4 plastry bekonu, nawrzucać na talerz warzyw, dodać dwie grzanki i zjeść ze smakiem. Ewentualnie dziabnąć granolę.

Polacy oczywiście jak zwykle spóźnieni, ale i u nas trend będzie się odwracał. W 2017 roku w ramach akcji Food Rentgen przebadano 197 płatków śniadaniowych, które można kupić w naszych sklepach. Do badań laboratoryjnych trafiło dwudziestu finalistów. W dziesięciu płatkach znaleziono pestycydy, rekordzista miał ich 12. Na dodatek większość była dosłodzona cukrem i słodzikami. Rekordzista miał w składzie 7 różnych substancji słodzących. Witaj cukrzyco!

Z powodu cukru młodzi rezygnują również z jogurtów light. Dawno temu wszyscy dali sobie wmówić, że za otyłość odpowiada tłuszcz. W sumie logiczne, co tworzy tkankę tłuszczową? No przecież nie cukier czy białko, nie?

Tłuszcz został wrogiem dietetycznym numer 1, ludzkość rzuciła się na produkty beztłuszczowe i odtłuszczone. Pamiętacie margarynę light dobrą na serce? To była dopiero trucizna. Ale wtedy nikt nam tego nie mówił, bo tłuszcz był zły. Ludzie jedli więc jogurty light i cieszyli się, że odżywiają się zdrowo. Nikt nie zwracał uwagi na fakt, że te beztłuszczowe rarytasy są dosładzane. Gdy tłuszcz wrócił do łask a cukier zajął jego miejsce wroga publicznego, ludzie zaczęli rezygnować ze słodzonych jogurtów light na rzecz bardziej pożywnych produktów białkowych typu jogurt grecki. Który może i ma trochę cukru, ale przynajmniej nie udaje, że jest dietetyczny. I można się nim najeść.

Prowodyrami pogrążania jogurtu byli młodzi ludzie, którzy najszybciej reagują na nowości przeczytane w internecie. W efekcie w USA sprzedaż jogurtów light spadła w roku 2015 z 1,2 do 1 mld dolarów.

Polacy tym razem utrzymują się w trendzie, w 2017 roku wyprodukowano o 2 mln litrów jogurtu mniej niż rok wcześniej. I już nie chodzi tylko o produkty light, ale o wszystkie. Chyba też się przekonaliśmy, że zamiast dwóch łyżek cukru w jogurcie lepiej na śniadanie zjeść coś pożywnego i zdrowego. Na przykład, bo ja wiem, granolę?

Producenci i badacze narzekają na leniwą młodzież, która nie wie do czego służy zmywarka. Faktyczny problem z płatkami i jogurtami tkwi nie w nieudolności milenialsów a w śmieciach, którymi napychane są te produkty. Niech giną.

Za tydzień zabijemy sobie coś innego.