Po latach siedzenia na kanapie Polacy odkleili tyłki od miękkiego weluru i zaczęli biegać. Tym razem nie za reglamentowanymi towarami, a dla przyjemności. Trend wyczuli również startupowcy dla których nowe przyzwyczajenia rodaków mogą okazać się żyłą złota. Niekoniecznie tam, gdzie się wszystkim może wydawać.

Słabym punktem opasek i zegarków fitnessowych są bowiem dołączane do nich aplikacje. Za przykład niech posłuży tutaj Xiaomi Mi Band 2, z którego korzystam podczas swoich treningów siłowych i biegowych. Gdy go kupowałem rok temu oferowana przez producenta apka natywna była tak daremna, że strach. Minimum dostępnych opcji a w bonusie niestabilność i ciągłe wywalanie się aplikacji na smartfonie. Lektura forów poświęconych opasce potwierdziła, że to nie są moje urojenia i ta aplikacja jest faktycznie słaba.

mat. Xiaiomi

Zamiennik, z którego korzystam do dzisiaj to Notify & Fitness for Mi Band. Po krótkich testach wersji darmowej, rozszerzyłem ją sobie za kilkanaście złotych do wersji PRO, dzięki czemu prościutka opaska zyskała tyle funkcjonalności, że mam wrażenie korzystania z produktu dużo bardziej zaawansowanego.

Twórcy tej aplikacji nie mają nic wspólnego z firmą Xiaomi. Po prostu siedli i stworzyli rzecz na tyle dobrą, że dla wielu użytkowników Mi Banda, Notify & Fitness to aplikacja pierwszego i jedynego wyboru.

Darmowych aplikacji do śledzenia aktywności jest na rynku sporo, ale wydaje mi się, że to i tak lepszy pomysł na robienie biznesu. Stworzenie nowej opaski wymaga prototypów, testów, poprawiania tego, co nie działa i tworzenia kolejnych prototypów. No i najlepiej byłoby, gdyby nasza opaska robiła coś nowego, pulsem i BMI nikogo nie skusimy.

Gdy siadamy do pisania softu, nasze zadanie jest łatwiejsze i mniej kosztuje. Nie znalazłem żadnej polskiej firmy, która tworzyłaby aplikacje do opasek, więc przynajmniej na rynku krajowym nie ma konkurencji.

Oczywiście zawsze kibicuję wariatom, którym nikt nie wytłumaczył, że nie da się zrobić tego, na co się porywają, dzięki czemu często udaje im się dokonać niemożliwego. Uważam natomiast, że pieniądze można zarobić znacznie łatwiej, niż pakując się w konkurowanie z firmami elektronicznymi, za którymi stoi potęga pieniądza, inżynierii, wyspecjalizowane taśmy produkcyjne i rozległe know-how.

Oceńmy realnie swoje szanse w sytuacji, gdy producenci opasek prześcigają się w nowoczesnym wzornictwie i naładowaniu produktów tyloma opcjami, że można się pogubić. Nowoczesne opaski liczą kroki, dystans i liczbę pokonanych pięter. Monitorują spalanie kalorii, intensywność aktywności, tętno i puls. W ramach ciekawostki powiem, że opaska Essential 350 do pomiaru pulsu wykorzystuje technologię stworzoną przez NASA. Handlujcie z tym.

GPS poda nam trasę co do centymetra i wyliczy wszystkie międzyczasy. Bardziej inteligentne gadżety same rozpoznają, który z zadanych im sportów zaczynamy właśnie uprawiać i rozpoczynają monitoring natychmiast po rozpoczęciu przez nas aktywności.  Oczywiście nie może zabraknąć powiadomień z naszego smartfona – opaska da nam znać, gdy ktoś do nas dzwoni albo odezwie się na messengerze.

Jeżeli dopiero zaczynamy ćwiczyć i nie jesteśmy pewni jak długo będziemy się w aktywność fizyczną bawić (przypomnijcie sobie siłownie wyludnione co roku w lutym), oraz nie wiemy czego potrzebujemy od urządzenia, kupujemy najtańszy produkt na rynku, już nawet Biedronka handluje opaskami. Dla klientów bardziej trendy jest Vivosmart HR+ od Garmina.

Pomiędzy nimi jest zaś cała masa produktów różnych firm, bo teraz modnie i na czasie jest wejść w akcesoria sportowe. No i przy okazji można na nich bardzo dobrze zarobić.

Może więc to jest kierunek dla młodych i zdolnych start-upów? Zamiast bawić się w lutowanie pulsometru z wyświetlaczem piszcie aplikacje do opasek fitnessowych. Wystarczy zebrać pieniądze na kickstarterze i świat sportowy padnie przed nami na kolana.

Zdjęcie: materiały prasowe firmy Xiaomi