Dzisiaj w naszym cyklu mamy taki temat, że pozwolę sobie na rozpoczęcie żartem. Gdy rząd mówi, że robi coś dla mojego dobra, to ja się zastanawiam, gdzie te dobra ukryć.

Jak się domyślacie po brawurowym wstępie, dzisiaj opowiem o dobrach. A przy okazji o konsumpcji i potrzebach ludzkich. Materiału dużo, miejsca mało, zaczynamy.

Dobro albo dobra, to w ekonomii wszystkie środki, które mogą być w jakiś sposób wykorzystane do zaspokojenia naszych potrzeb. Rower zaspokaja potrzebę odpoczynku, treningu albo transportu. Jedzenie zaspokaja naszą potrzebę przeżycia, film na Netflixie potrzebę rozrywki a udział w klubie dla dżentelmenów realizuje potrzebę przynależności.

Dla porządku wspomnę, że w niektórych materiałach i publikacjach można zetknąć się z węższym rozumieniem dóbr. Otóż prawdziwe dobro jest wyłącznie materialne. W naszym przypadku ostałyby się zatem rower i jedzenie, zaś film i przynależność klubowa już nie. Takiemu zawężeniu mówię jednak stanowcze „nie”, bo wyłączanie usług z katalogu dóbr nie ma, według mnie, sensu.

Wspomniałem, że dobra zaspokajają potrzeby. W rozumieniu ekonomii, potrzeba to jedna z jej centralnych kategorii. Definicyjnie jest to subiektywnie odczuwana rozbieżność między stanem obecnym a pożądanym. Myślimy sobie, że czegoś nam brakuje i ten brak jest najważniejszym motywem rozpoczęcia procesu przekształcania zasobów w dobra. Gdy pozyskamy zasoby, zamieniamy je na dobro, i przy jego pomocy, możemy zaspokoić potrzebę. Tak naprawdę cała ekonomia stoi na tym, że człowiek chce więcej i podejmuje wysiłki, żeby to osiągnąć.

Wyróżniamy kilka rodzajów dóbr:

Publiczne – dostawca nie może zapobiec korzystania z niego przez innych, a jednocześnie konsumpcja dobra przez jedną osobę, nie pozbawia innych takiej możliwości. Czyli, nie mamy za bardzo jak zabronić korzystania, ale nikomu od tego nie ubywa. Przykładem mogą być warszawskie bulwary nad Wisłą albo pokazy fontann na Podwalu. Patrząc szerzej, do takich dóbr zaliczymy policję, straż pożarną, armię albo radio i telewizję publiczną.
Prywatne – konsumpcja dostępna jest tylko dla tych, którzy mają środki na ich zakup. W naszym poprzednim przykładzie mógłby to być rower albo jedzenie.
Klubowe – może je konsumować wiele osób bez wzajemnego uszczerbku, ale te dobra są ograniczone i zwykle odpłatne. Ot, choćby takie kino albo teatr – film lub spektakl może oglądać tyle osób, ile wejdzie na salę, ale za wstęp trzeba zapłacić. W naszym poprzednim przykładzie takim dobrem był klub dżentelmenów.

Zasoby wspólne jak sama nazwa wskazuje, nie da się wykluczyć nikogo z korzystania z nich. A że ludzie rywalizują w konsumpcji ograniczonego zasobu, mogą wpaść w pułapkę zwaną tragedią wspólnego pastwiska. Nieograniczony dostęp do ograniczonych dóbr prowadzi do ich wyeksploatowania. Dobrym przykładem są tu drogi, które działają dobrze do momentu, gdy pojawi się na nich zbyt duża liczba samochodów. Wtedy drogi przestają zaspokajać potrzebę sprawnej i szybkiej komunikacji, następuje ich „wyeksploatowanie”.

Dobra możemy też podzielić ze względu na ich zachowanie popytowe.

Normalne – popyt rośnie wraz ze wzrostem dochodów nabywców
Podrzędne – popyt rośnie pod wpływem spadku dochodów nabywców
Luksusowe – popyt rośnie szybciej niż liniowo w stosunku do wzrostu dochodów.

W następnym odcinku opowiem o piramidzie. Rozszerzę też bardzo ciekawy koncept tragedii wspólnego pastwiska.