Bezrobocie jest wtedy, gdy człowiek w wieku produkcyjnym, zdolny, gotowy i chętny do pracy, oraz aktywnie jej poszukujący, nie jest w stanie jej znaleźć. I tutaj niektórzy pewnie zakrzykną: no ale przecież wszędzie szukają chętnych do pracy, widziałem kartkę na drzwiach w pobliskiej Biedronce, że dają etat, socjal i benefit. To jak w ogóle może być bezrobocie?

O tym za chwilę. Dla jednych bezrobocie to koszmar, pesymizm, fatalizm, rezygnacja i apatia. Dla innych to jedynie powód do wzruszenia ramion. Dzisiaj przyjrzymy się jego naukowej definicji, przełożymy ją sobie na polski i porozmawiamy o jego przyczynach. Ale najpierw wyjaśnimy pułapki rozumowania zasygnalizowane w poprzednim akapicie.

Gdybyśmy żyli w gospodarce centralnie planowanej i ręcznie sterowanej, w której człowieka bezrobotnego kieruje się do pracy na front, na którym akurat pracowników brakuje, bezrobocia faktycznie by nie było. Przyszło nam jednak żyć w gospodarce w miarę wolnorynkowej, w której bezrobotny ma wybór, czy pozostać bez pracy, czy podjąć taką, która mu nie odpowiada.

Przyczyn nieodpowiadania pracy może być dużo. Wyobraźmy sobie sytuację, w której namawiamy korporacyjnego pracownika niskiego szczebla do zajęcia miejsca za kasą w supermarkecie. Jeżeli nie będzie miał noża na gardle, prawdopodobnie nie przystanie na naszą propozycję. Jego decyzję mogą warunkować na przykład czynniki finansowe – suma miesięcznych wydatków stałych, z których nie może zejść, jest wyższa niż maksymalna pensja kasjera. Taki człowiek będzie szukał pracy, w której zarobi na te koszty stałe a nie takiej, dzięki której przeżyje, ale wpadnie w spiralę zadłużenia.

Na przeszkodzie mogą stać również czynniki psychologiczne. Ktoś, kto skończył studia, pracował na stanowisku wymagających specjalnych umiejętności i wiedzy, cieszył się jakimś prestiżem, nieprędko zdecyduje się na pracę, która według jego standardów, będzie niewymagająca, zbyt prosta a nawet urągająca poziomowi jego kompetencji.

Dlatego często ludzie decydują się nie podejmować gorzej płatnej czy mniej prestiżowej pracy i nie ma w tym żadnego paradoksu. Co więcej, w każdej gospodarce, nawet centralnie planowanej, istnieje tak zwana naturalna stopa bezrobocia większa od zera. Wliczymy do niego zarówno tych, którzy nie chcą wykonywać pracy poniżej swoich umiejętności, jak również osoby o niskich kwalifikacjach, które wykonują monotonne, nieciekawe zajęcia. Dla nich czasowa przerwa w pracy może być sposobem na przeczekanie i ucieczkę od nudy i zamułki.

Gdy już sobie wyjaśniliśmy na czym polega błąd mądrości wygłaszanych przez wujka Janka na rodzinnej imprezie, możemy przejść do przyczyn bezrobocia. Jest ich wiele, wybierzemy te najważniejsze.

Wysokie koszty pracy pracodawców mogą powodować likwidację miejsc pracy albo zahamowanie tworzenia nowych. To odwieczny problem, który jest regularnie rozgrywany przez polityków. Podobne problemy może tworzyć nieelastyczne i opresyjne dla pracodawców prawo pracy. Tu jest duże pole do popisu dla aktualnego prawodawcy.

Niedopasowanie popytu i podaży na określony rodzaj pracy, czyli tak zwane bezrobocie strukturalne. W Polsce okresu przełomu politycznego mieliśmy wielu robotników nisko wykwalifikowanych i rolników. Gdy zaczęły padać duże zakłady pracy, PGR-y i małe gospodarstwa rolne, na rynku pracy pojawiła się duża grupa rolników i robotników, przy znacznie zmniejszonym zapotrzebowaniu na te zawody.

Czasami praca nie widzi się z pracownikami z powodów geograficznych. Bo co z tego, że możemy dostać pracę na platformie wiertniczej na Morzu Północnym, jeżeli oznacza to długą rozłąkę z bliskimi. W tym przypadku powodem bezrobocia jest ograniczona mobilność potencjalnych pracowników.

Reglamentacja pracy, czyli system państwowych i korporacyjnych pozwoleń oraz licencji na pracę. W tym przypadku tworzy się bariery wejścia, które zmniejszają liczbę pracowników mogących wykonywać dany zawód. Powoduje to oczywiście wzrost bezrobocia wśród tych zawodów i spadek konkurencyjności w dotkniętej takimi regulacjami branży. Prawnik po studiach potrzebuje aplikacji a lekarz musi zrobić specjalizację.

Brak równowagi między kierunkami kształcenia a zapotrzebowaniem na określony zawód. Pamiętacie wysyp magistrów marketingu i zarządzania? Dzisiaj mamy ich tak wielu, że rynek nie jest w stanie ich wchłonąć. Aktualnie rośnie nadprodukcja absolwentów kierunków informatycznych. Kto wie, za kolejne dziesięć lat możemy mieć nadprodukcję lekarzy.

Automatyzacja i restrukturyzacja przyczyniają się do likwidacji miejsc pracy wymagających niższych albo bardzo wąska wyspecjalizowanych kwalifikacji. Mówi się, że nie ma się co bać robotów zabierających pracę w montowniach, bo dzięki nim wszyscy w końcu będziemy dostawać pieniądze tylko za to, że jesteśmy.

Sezonowe lub stałe ograniczenie produkcji określonych towarów lub wykonywania usług z powodu braku zainteresowania ze strony konsumentów. Sezonowość dotyka na przykład pracujących w rolnictwie. Permanentność zniszczyła prawie całkowicie walkmany, winyle i wideo.

Na dzisiaj tyle, w następnym odcinku opowiem o rodzajach bezrobocia i jego skutkach.