O cenach dumpingowych słyszymy średnio raz w tygodniu. W dziewięciu przypadkach na dziesięć określenie to jest użyte nieprawidłowo i dotyczy sytuacji, które zgodnie z definicją, dumpingiem nie są. Już tłumaczę.

W powszechnym rozumieniu, cena dumpingowa oznacza taką cenę, która jest znacząco niższa od tego, co oferuje konkurencja. I wszyscy wiedzą, że takie działanie ma na celu wycięcie jej do ziemi. Dla firm działających na danym rynku taka sytuacja nie jest komfortowa, bo nie da się w nieskończoność sprzedawać po kosztach albo nawet poniżej nich. Dla klienta wręcz przeciwnie, wojna cenowa w wydaniu dumpingowym to okazja do tego, żeby kupować najtaniej. Niestety, wynik takiego starcia w dłuższej perspektywie jest korzystny wyłącznie dla sprzedawcy oferującego ceny dumpingowe. Wytłumaczę ten mechanizm w dalszej części. 

Jak wspomniałem na wstępie, słowo dumping (ang. zrzucać, zarzucać rynek towarami)  jest najczęściej wykorzystywane nieprawidłowo. Dziennikarze używają go do opisania każdego towaru sprzedawanego dużo taniej niż towary działającej aktualnie na rynku grupy producentów. Czyli przyszedł Uber i dał dumpingowe stawki, wycinając konkurencję taksówkarską.

Zgodnie z definicją, o dumpingu można mówić w przypadku towarów i usług importowanych. Nie jest więc klasycznym dumpingiem sprzedawanie warzyw prosto z ulicy taniej, niż identycznego asortymentu (wszak wszystko przyjeżdża z giełdy w Broniszach) w warzywniaku. Tutaj mówimy wyłącznie o dużo niższych cenach.

Natomiast dumping to mechanizm, w którym na rynek, na którym rozsiadło się wygodnie kilku producentów, wchodzi nowa firma zagraniczna. I bez dania racji, zaczyna sprzedawać towar po cenie o 30 proc. niższej od najtańszego egzemplarza oferowanego w tym segmencie. Patrzymy na ceny, po jakich oferuje go nasz zagończyk u siebie i widzimy, że u nas sprzedaje taniej niż na swoim rynku wewnętrznym. To dumping cenowy. A jak sprzedaje poniżej kosztów wytworzenia, to mamy dumping kosztowy. Jest to praktyka niebezpieczna i zagraża najczęściej przemysłowi krajowemu.

Jak wspomniałem wcześniej, jeżeli państwo nie interweniuje i sytuacja taka potrwa dłużej, przegrani są wszyscy, oprócz firmy dumpingującej. Konkurencja nie jest w stanie przetrwać długo takiego naporu niskich cen i pada. W tym samym czasie klienci są zachwyceni i kupują taniej, bo po co przepłacać? Gdy konkurencji zabraknie, zaczyna się czas żniw.

Cena towaru szybuje sobie w górę, klienci wściekli, no bo jak to, miało być już zawsze tak tanio, dumpingujący wygrywa i kosi dużo pieniędzy. Skuteczne państwo stara się nie dopuszczać do takich sytuacji i ma ku temu takie narzędzie, jak cła czy zobowiązania cenowe. Przelećmy szybko przez działania antydumpingowe, jakie można podjąć w stosunku do atakującego.

Na dzień dobry można przyłożyć cłem antydumpingowym, które usuwa jego niekorzystne skutki i wyrównuje szanse w walce konkurencyjnej.

Przedsiębiorstwo oskarżone o dumping nie chce paść ofiarą cła, więc zobowiązuje się, że podniesie ceny przynajmniej do minimalnych rynkowych.

Państwo może ustalić kwoty importowe dla dumpingowanego towaru.

Wreszcie państwo może zastosować środki tymczasowe, czyli nałożyć cło tymczasowe albo depozyt gotówkowy w wysokości naliczonego i nałożonego cła antydumpingowego.

W następnym odcinku opowiem o rodzajach dumpingu i o tym, jak ekonomiści zaczynają opisywać nim również sytuacje wyłącznie w ujęciu rynku wewnętrznego.