To ostatnia część mojego małego cyklu o oszczędzaniu i budżecie. Tak dużo rzeczy do omówienia, tak mało miejsca. Ostatecznie postanowiłem rozwinąć wątek z poprzedniego tekstu i dzisiaj napiszę wam trochę o najcenniejszym z posiadanych przez nas zasobów – o czasie.

Czas trwoni się nam najłatwiej ze wszystkiego, bo zazwyczaj nie myślimy ile on tak naprawdę jest wart. Rzadko kto liczy sobie ile kosztuje jego czas, problem ten zazwyczaj pojawia się przy negocjowaniu stawki godzinowej albo zarobków miesięcznych w nowej pracy. A warto znać te cyfry wcześniej. Dzięki nim jesteśmy w stanie szybko ocenić, czy coś nam się opłaci, czy może niekoniecznie.

Dobrej metody wyliczenia wartości naszego czasu nie ma, trzeba sobie to jakoś uśredniać. Nie ma sensu tego liczyć z wzoru: pensja/czas pracy, bo to nieprawda. Tak policzymy sobie wyłącznie stawkę godzinową w pracy.

Przeliczanie wartości każdej godziny w dobie też nie jest idealne, bo przecież śpimy. Jakąś formą najlepszego przybliżenia mogłoby być obliczenie wartości godziny aktywności. Liczymy ile średnio śpimy, odejmujemy ten czas od naszej doby i przeliczamy. Sugeruję w ramach jednego miesiąca zrobić takie ćwiczenie i policzyć jak długo średnio w ciągu doby jesteśmy aktywni. Sam korzystam z takiej metody, bo według mnie najmniej przekłamuje.  

Miejmy też świadomość, że czas ludzi, którzy nie pracują nie jest przecież wart 0 zł. Wszyscy mamy znajomych, którzy wybrali taki a nie inny zawód. Robiąc rzeczy pożyteczne zarabiają relatywnie niewielkie kwoty, jak choćby nauczyciele. Dlatego każdy powinien sam zastanowić się jak wycenić swój czas. Być może dojdziecie do wniosku, że jakiekolwiek wyliczenia są na nic i postanowicie uznaniowo stwierdzić, że wasza godzina kosztuje minimum trzy dyszki. Też dobrze, byleby nie przegiąć. Bo przy uznaniu, że godzina naszego czasu warta jest tysiąc złotych, całe nasze dalsze kalkulacje biorą w łeb.

No dobra, załóżmy że wyliczyliśmy sobie koszt naszej godziny i wynosi on dwie dychy. Do czego możemy tę stawkę wykorzystać?

Przede wszystkim do policzenia tego, czy opłaca nam się robić określone rzeczy. Poniżej przykłady z mojego życia. Walnął mi w lodówce termostat, lodówka mroziła, postanowiłem być prawdziwym mężczyzną. Zamówiłem model pasujący do mojej lodówki i sam go wymieniłem. Lodówka zaczęła mrozić jeszcze bardziej. Stwierdziłem, że pewnie coś uszkodziłem podczas montażu i zamówiłem kolejny. Sam wymieniłem. Sytuacja bez zmian. Wezwałem specjalistę, który uświadomił mi, że czujki z moich termostatów były za krótkie i nie sięgały tam, gdzie powinny. Wymienił na jeden z takich, które przyniósł ze sobą, zainkasował 150 ziko, od tamtej pory lodówka działa.

Oczywistym jest, że mój pęd do wiedzy na temat budowy lodówek i chęć zostania bohaterem domu były bez sensu. Straciłem kilkanaście godzin życia na dwukrotny zakup termostatu, wymianę i poszukiwania odpowiedzi dlaczego lodówka dalej działa wadliwie. Doliczamy też koszt zamrożonego jedzenia. Moja chęć zaoszczędzenia na specjaliście kosztowała lekko licząc czterokrotnie więcej od jego wizyty. Oczekiwana wartość oszczędności nie została osiągnięta, zanotowałem za to dużą stratę. Gdybym od razu wezwał magika od lodówek, zapłaciłbym tylko 150 złotych i nauczył się z pierwszej ręki tego, czego nie znalazłem w internecie. A w czasie, który straciłem na wszystkie czynności związane z reperacją własnoręczną, mogłem napisać trzy teksty, które sprzedałbym za stawkę wystarczającą na pokrycie kosztów wizyty złotej rączki. I jeszcze by mi zostało na dodatkowe atrakcje.

Miałem do pomalowania jedno pomieszczenie. Niestety, pełne załomów, wykuszów i trudno dostępnych miejsc. Gdybym własnoręcznie przygotował pokój do malowania (folia, mycie ścian) i zlecił samo pacykowanie, kosztowałoby mnie to 160 złotych plus farba. Normalnie zapłaciłbym ekipie a sam siedział i pisał. Jednak w perspektywie najbliższych 3 miesięcy czeka mnie malowanie dwóch mieszkań. Opłaciło mi się więc kupić narzędzia i pomalować pokój samodzielnie, nawet jeżeli trwało to kilka godzin. Przyda mi się praktyka, wałki i pędzle posłużą jeszcze dwukrotnie (ich koszt rozłoży się na trzy malowania). Gdybym jednak miał w perspektywie wyłącznie malowanie jednego pokoju, praca samodzielna byłaby kosztowo nieopłacalna.

Ale już na przykład własnoręczna wymiana żarówki w samochodzie jednoznacznie mi się opłaciła. W mojej Corolli trudno się dobrać do reflektora z powodu niefortunnego ułożenia akumulatora. Mimo tego po kwadransie prób udało mi się wygrzebać kostkę, zmienić żarówkę i upchnąć wszystko z powrotem w reflektorze. Zaoszczędziłem czas potrzebny na wizytę w warsztacie i pieniądze, które zapłaciłbym za usługę. Przy okazji nauczyłem się, jak to robić, co będzie procentować za każdym następnym razem. Kwadrans mojego czasu kosztował mniej niż wizyta u speców a wiedza na temat pozostanie.

Napisałem to wszystko po to, żebyście w swoich kalkulacjach uwzględniali coś więcej niż tylko to, ile będzie kosztować was zamówienie specjalisty. Znając koszt waszego czasu i wiedząc ile go poświęcicie na określone czynności, będziecie w stanie sprawnie przeliczyć czy nie opłaci się wam zapłacić za czas kogoś innego.

Ten temat jest absolutnie fascynujący i mógłbym o nim godzinami z przykładami, ale objętość mnie blokuje. Dlatego zachęcam do samodzielnych badań nad rzeczywistymi kosztami naszych codziennych aktywności. Gwarantuję wam, że się zdziwicie.