Fani warszawskiej giełdy nie zaliczą ostatnich sześciu miesięcy do zbyt udanych. Raczej będą chcieli wymazać ten okres z pamięci. Może z wyjątkiem akcjonariuszy spółek gamingowych. Pół roku za nami. Na polskim rynku akcji miał to być okres przynajmniej umiarkowanej hossy, a wyszła nam niestety bessa. Wyciągnąłem z rynku trochę statystyk i przypomniałem sobie kilka kluczowych wydarzeń, które albo mroziły krew w żyłach, albo zaspokajały finansowy apetyt. Oto 8 informacji, które moim zdaniem najlepiej oddają to, co wydarzyło się przy ul. Książęcej w ciągu ostatnich sześciu miesięcy.

Jeden z najsłabszych okresów po 2000 r.
Indeks WIG, reprezentujący szeroki rynek GPW, spadł w pierwszym półroczu o 12,2 proc. Licząc od 2000 r. jest to dopiero szósty taki przypadek. Niestety, skala zniżki plasuje go na trzecim miejscu. Gorzej było tylko w 2001 r., a więc po pęknięciu bańki internetowej (spadek o 21,9 proc.) oraz w 2008 r., czyli po pęknięciu bańki na rynku kredytów hipotecznych (spadek o 26,1 proc.). W grudniu ponoć pękła bańka bitcoinowa, ale kapitalizacja rynku kryptowalut jest wciąż zbyt mała, by posądzać go o istotny wpływ na rynki akcji.

Większość analityków powie dość enigmatycznie, że tegoroczny spadek to efekt wzrostu globalnej awersji do ryzyka. Mówiąc prosto – Trump wywołał handlową burzę na świecie, a w takich sytuacjach kapitał w pierwszej kolejności robi wymarsz z rynków wschodzących, czyli takich, jak Polska. A że jesteśmy relatywnie mniej płynni, to uciekający kapitał sieje dość duże spustoszenie widoczne w formie spadających notowań.

Tylko WIG-media na plusie
Na GPW notowanych jest 14 indeksów branżowych i w pierwszym półroczu tylko jeden był na plusie – ten skupiający przedstawicieli branży mediów. Żeby było śmieszniej – zyskał on zaledwie 1,1 proc., a główna w tym zasługa Wirtualnej Polski, bo waży w portfelu indeksu prawie 50 proc., a jej akcje podrożały od stycznia do czerwca o 4,7 proc. Pozostałe 13 indeksów kończyło półrocze pod kreską, a średnia zniżka wyniosła -13,8 proc. O ponad 20 proc. zanurkowały WIGi reprezentujące sektory – budownictwa, chemii, energetyki i górnictwa. Dodam też, że po ok. 13 proc. straciły też główne indeksy, reprezentujące segment dużych, średnich i małych spółek, czyli odpowiednio WIG20, mWIG40 i sWIG80.

75 proc. spółek pod kreską
Aż 3/4 spółek z szerokiego rynku GPW zakończyło pierwsze półrocze spadkiem notowań akcji. Jego średnia wielkość wyniosła -22,2 proc. Na samym dole tabeli, z przeceną sięgającą 94,3 proc. (prawie się wyzerował) znalazł się znany producent odzieży – Próchnik.

Pozostała ćwiartka dała zarobić, średnio +21,5 proc. Królem półrocza został Vivid Games, którego akcje podrożały o prawie 140 proc.

A skoro już o spółkach mowa, to dodam tylko, że w ciągu pierwszych sześciu miesięcy na GPW zadebiutowało tylko pięć nowych firm, a wycofano ich aż 14. Jak tak dalej pójdzie, to ujemny bilans przestanie być niebawem wyjątkiem od reguły.

Gaming nie zawiódł
Aby przerwać tę litanię giełdowych smutków, jeden pozytyw. Otóż świetnie poradzili sobie w tej pierwszej połowie roku przedstawiciele branży producentów gier. W czubie tabeli, oprócz wspomnianego już Vivid Games, znalazły się także 11 bit studios (+129,,3 proc.), PlayWay (+100 proc.) oraz CD Projekt (+67 proc.). Ten ostatni kontynuuje swój rajd na północ i w mijającym tygodniu po raz pierwszy w historii przebił poziom 200 zł za akcję. Warto tutaj dodać, że symboliczny wymiar miało tegoroczne „przyjęcie“ producenta „Wiedźmina“ do portfela WIG20. Szkoda natomiast, że wciąż nie ma indeksu WIG-gry. Gdyby istniał to w podsumowaniu branżowym z pewnością byłby po pierwszym półroczu liderem.

Trudno nie odnieść wrażenia, że gaming powoli staje się polskim towarem eksportowym, a dla inwestorów bezpieczną przystanią – czymś w rodzaju takiego naszego, lokalnego złota czy franka szwajcarskiego. I choć wielu mówi, że to żadna przystań, a zwykła bańka, to jednak coś w tym jest, że na mocnym minusie są akurat spółki górnicze i energetyczne, a nie gamingowe. Jakimś dziwnym trafem te pierwsze w większości należą do Skarbu Państwa i kadrowe rotacje były tam w ostatnim czasie większe niż w składzie piłkarskiej reprezentacji Polski podczas mundialu w Rosji. Na szczęście politycy w gry komputerowe raczej nie grają, więc deweloperzy mogą spokojnie kodować, a my czekać na kolejne premiery.

Afera z GetBackiem
Pierwsze półrocze, a być może i cały 2018 r., z pewnością zapisze się w pamięci inwestorów, jako czas upadku windykacyjnej spółki. Opisywałem tę historię na łamach HiCash.pl, dlatego przypomnę tylko krótko, że spółka przyjęła zbyt agresywną strategię, zadłużając się na potęgę, by skupować ogromne portfele wierzytelności. Co gorsze dług zaciągała w formie obligacji, które trafiały do Kowalskich, jako rzekomo bezpieczne papiery o wysokim oprocentowaniu. W spółkę “wpompowano” w ten sposób trzy razy więcej kapitału niż w Amber Gold. Gdy pojawiły się pierwsze oznaki problemów, kurs akcji w ciągu kilku dni runął o 50 proc. W połowie kwietnia notowania zostały zawieszone i “lewitują” do dziś. Co więcej – prezes spółki i kilka innych osób ze ścisłego managementu trafili do aresztu. Po drodzę wypadło bowiem kilka „trupów z szafy“ i okazało się, że nie wszyscy w tej firmie mieli uczciwe intencje.

“Trump it up”
Nie da się ukryć, że gospodarz Białego Domu ma w tym roku największy wpływ na nastroje inwestorów. Swoimi tweetami, komentarzami i gestami przebija Angelę Merkel, Theresę May i “cesarza” Korei Północnej razem wziętych. Trump rozpętał wojnę handlową z Chinami i Unią Europejską, w międzyczasie grożąc Wladimirowi Putinowi i Kim Dzong Unowi. Potem sam łagodził swoje stanowisko, albo robili to za niego ludzie z jego administracji. Giełdy natomiast reagowały podwyższoną zmiennością, spowodowaną, o czym wspominałem wyżej, ucieczką kapitału z rynków wschodzących. Od wiosny nie ma w zasadzie komentarza rynkowego, w którym polityka prezydenta USA nie byłaby wymieniana jako stały czynnik ryzyka. Niestety, ale Trump to chyba człowiek spod znaku tych, jak to ładnie w “Mikrotykach” ujął Paweł Sołtys, który “mówi więcej niż trzeba i więcej niż wie”. Gdy taką wadę ma zwykły przechodzień to pół biedy, ale jak ma ją przywódca USA no to “Houston, we…”.

Koniec monetarnej kroplówki

Myślę, że ochotę na giełdowe zakupy zmniejszały też w ostatnich miesiącach czynniki związane z polityką pieniężną największych banków centralnych. Otóż amerykański Fed prawdopodobnie zrealizuje w tym roku cztery podwyżki stóp procentowych, a EBC zakończy w grudniu program skupu aktywów. Być może 2018 r. to rok końca ery taniego pieniądza, który od lat pchał giełdowe wyceny w stronę nieba. Jak EBC odłączy finansową kroplówkę, a inwestorzy w USA zaczną przerzucać pieniądze z parkietu na lokaty, to może nas czekać prawdziwe „sprawdzam“.

Blockchain na GPW
I na koniec powrócę jeszcze na rodzimy parkiet i zaproponuję optymistyczny akcent. Otóż pod koniec czerwca warszawska giełda opublikowała aktualizację swojej strategii. W jej ramach przewidziano sporo rozwiązań technologicznych, w tym platformę do equity crowdfundingu opartą na technologii łańcucha bloków. Giełdy zagraniczne z tą bazą danych „romansują“ już od dłuższego czasu, a niektóre są na tak zaawansowanym poziomie (jak szwajcarski SIX), że chcą wprowadzać alternatywne systemy obrotu dla tokenów. W tym kontekście pomysł GPW interpretuję jako próbę podłączenia się do globalnego trendu. Nie zapominajmy, że giełda to też spółka i musi zarabiać. A skoro koniunktura nie sprzyja, to trzeba szukać innych źródeł zysku. Myślę, że blockchain to słuszny kierunek. Jeśli nawet nie wyjdzie z crowdfundingiem, to spokojnie można go testować na wielu innych polach i szukać swojej przewagi konkurencyjnej.