Wakacje. Znowu ruszymy w Polskę i w świat, żeby zwiedzać, oglądać, zachwycać się i lenić. My, Polacy nie bronimy się przed wypoczynkiem. Lubimy wyciągnąć się na leżaku na plaży i naładować akumulatory przed powrotem do pracy. To, czego nie lubimy to przepłacać.

 

Według badań co roku na urlop rusza około 60 proc. Polaków. W tej grupie połowa wybiera wypoczynek zagraniczny. W roku 2016 na takie wyjazdy wydaliśmy 33,6 mld złotych, w tym 20,6 mld na wyjazdy długookresowe (powyżej pięciu dni). W trakcie podróży zagranicznych najwięcej zapłaciliśmy za transport (6,7 mld),  zakwaterowanie (5,6 mld) i wyżywienie (4,5 mld). Do talerza nikomu nie będziemy zaglądać, bo każdy na wczasach je co chce i za ile chce. Ale na zakwaterowaniu i lotach możemy łatwo zrobić duże oszczędności, nie jest wymagany wielki wysiłek a jedynie chwila wolnego czasu.

Zacznijmy od tego, że jest drogie podróżowanie, tanie podróżowanie i skandalicznie tanie podróżowanie. Gdy mamy dużo pieniędzy, rezerwujemy lot dokładnie w to miejsce, w które chcemy lecieć i na konkretny termin. I się nie przejmujemy.

Gdy chcemy podróżować tanio, musimy zdobyć się już na pewną elastyczność. Być może trzeba będzie przesunąć o tydzień urlop. Być może trzeba będzie zdecydować się na ekscentryczny termin od wtorku do następnej środy. No i być może zamiast wizyty w Hiszpanii trzeba będzie zdecydować się na południe Francji.

Gdy chcesz podróżować skandalicznie tanio, zapominasz o tym, że znajdziesz lot na dokładnie ten okres, w którym chcesz gdzieś lecieć. Zapominasz też o bardzo tanich lotach w miejsce, do którego chcesz lecieć. Bo skandalicznie tanio lecisz nie tam, gdzie chcesz, tylko tam, gdzie powiedzie cię linia lotnicza.

Pierwszy krok w drodze do elastyczności uczyniliśmy, teraz poszerzamy swoją strefę komfortu. Bardzo tanie latanie wymaga mobilności i żeby polecieć gdzieś dalej, musimy wybrać połączenie z przesiadkami. Albo start nie spod domu, tylko z Lwowa. Lub Amsterdamu. I wtedy Tokio za siedem stówek jest możliwe.

Jak już się pogodzimy z faktem, że nasz urlop nie będzie od linijki tylko na spontanie, przechodzimy do spraw technicznych.

Rzeczą najprostszą i podstawową są wyszukiwarki połączeń. Do wyboru mamy w tej chwili mnóstwo narzędzi: Cheapflights, Flipo, Fly4free, Google flights, Kayak, Momondo, Skyscanner. To żadna wiedza tajemna, wszyscy z nich korzystają. Tylko czasami mam z tymi wszystkimi wyszukiwarkami jeden problem. Coraz częściej oferują mi konkretny lot drożej niż na stronie przewoźnika. Dlatego sugeruję, żeby nie ograniczać się li tylko do wyszukiwarek i czesać również strony linii lotniczych.

Jeżeli nie mamy sprecyzowanych planów a chcielibyśmy polecieć w jakieś fajne miejsce, pozwólmy innym poszukać za nas. Można dodać na Facebooku do obserwowanych takie profile jak Tanie Loty, Fly4Free czy Mleczne Podróże . Nie są to jakieś oszałamiające promocji, ale po pierwsze robotę odwala za nas ktoś inny, po drugie czasami można tam coś jednak trafić.

Wracając do wątku linii lotniczych. Zapiszcie się do ich newsletterów. To prawdziwe bogactwo najświeższych informacji. Żeby podróżować za złotówkę, trzeba być na bieżąco. Wiele linii oferuje regularne promocje, sezonowe wyprzedaże i informuje o nowo uruchomionych trasach. Praktycznie u każdego przewoźnika pierwsze rejsy w nowe miejsca można dostać w cenach tak bardzo okazyjnych, że nie uwierzycie.

Przyglądając się uważnie ofertom linii lotniczych możemy znaleźć tzw. błędy rezerwacyjne. To jest wtedy, gdy w wyniku błędu ludzkiego lub systemu komputerowego do oferty trafiają przeloty za ułamek ceny. Możemy trafić na „przeceny” rzędu nawet 80 proc. Bardzo rzadko zdarza się, żeby przewoźnik takie bilety anulował, straty finansowe na takim locie można odrobić w dobę, straty wizerunkowe mogą być niepowetowane. Ale tutaj potrzebujemy szczęścia i refleksu. No i oczywiście nie ma co liczyć, że będzie to ten kierunek i ten termin, który zaplanowaliśmy z wyprzedzeniem.

Programy lojalnościowe. Niektórzy słysząc pytanie „czy jest karta Biedronki” dostają drgawek, inni zapisują się do wszystkiego, co wpadnie im w ręce. W tym przypadku warto przystępować do tych programów, które pozwalają zbierać mile. Jak ich nazbieramy dużo, możemy je wymienić na darmowe loty, które normalnie wymagałyby od nas zaciągnięcia kredytu.

Często za odbyty lot można dostać nawet do 100 proc. mil. Ale to raczej w klasie biznes. Odpalamy excela i orientujemy się, że dopłata do biznesu na długiej trasie da nam taki bonus, że opłaci nam się teraz zapłacić więcej, żeby za mile uzyskane w ten sposób odebrać sobie później jeszcze więcej. Planujmy w dłuższej perspektywie a nie tylko w ramach jednej podróży.

Fora internetowe to niewyczerpane źródło informacji. Wiem, że wszyscy teraz siedzą na Facebooku i chodzenie po obcych stronach nie bardzo ich kręci, ale warto poszukać miejsc, gdzie ludzie którzy zęby zjedli na tanich podróżach dyskutują i dzielą się wiedzą.

Latanie z bagażem podręcznym obniża koszty i gwarantuje, że nasze rzeczy zawsze dolecą z nami, czego nie możemy być pewni w przypadku bagażu lądującego w luku.

Pamiętajmy, że miesiące wakacyjne to najgorsza pora na tanie podróżowanie. Pamiętajmy również, że trzaskający mróz u nas to miłe 25 stopni w innych strefach klimatycznych. Wszyscy to niby wiedzą, a i tak 40 proc. podróży zagranicznych w 2016 roku wykonaliśmy między czerwcem a sierpniem. Indeks sezonowości zmniejsza się, ale i tak w kwietniu czy w listopadzie nie ruszamy się praktycznie z domu.

Połączenia z przesiadkami to temat rzeka. Tutaj wspomnę tylko o tym, że w USA albo w Azji możemy często spotkać się z sytuacją, że taniej jest dolecieć do dużego portu, na który trafiliśmy promocję, ale nie jest on naszym celem. Do celu bowiem polecimy tanimi liniami lokalnymi. Na niektórych kierunkach nie fiksujmy się na osiągnięciu mety już w pierwszym skoku, bo najczęściej przepłacimy.

Niektóre linie specjalizują się w lotach w określonych, bardzo konkretnych kierunkach. Jeżeli jesteśmy fanami Bliskiego Wschodu, to najszybciej znajdziemy tanie połączenie na stronie przewoźnika Pegasus. W trzy minuty wyklikałem przelot we wrześniu, w obie strony do Tel-Avivu za 400 złotych. Lot jest z Berlina, do którego możemy pojechać autobusem albo poszukać taniego połączenia lotniczego. Autobus w obie strony kosztuje 200 zł, co razem daje sześć stówek. Oczywiście taka drożyzna wzbudzi śmiech u wyjadaczy, ale w porównaniu z ofertami z wyszukiwarek lotów to taniocha.

Wbrew powszechnej opinii, półroczne wyprzedzenie wcale nie gwarantuje najniższej ceny.

Nie latajmy w weekendy, planujmy urlop od środy do następnego czwartku.

Polowanie na promocje to sport. Schodzą w kilka minut, wygrywa najszybszy, nagroda jest warta wysiłku. Włączcie powiadomienia z facebookowych profili wyszukiwarek tanich lotów.

Nie skreślajcie biur podróży. W ich ofercie można znaleźć bardzo tanie przeloty czarterowe, zazwyczaj są to oczywiście lasty, więc ta metoda nie nadaje się do podróży pieczołowicie zaplanowanych i rozrysowanych.

Przelot w tę i z powrotem jest oczywiście komfortowy. Ale jak chcemy fruwać tanio, zapoznajmy się z terminem Open Jaw. To połączenie, w którym lądujemy w jednym miejscu, ale wracamy do domu już z innego. Rozwiązanie idealne w przypadku zwiedzania objazdowego. Jeżeli chcemy obejrzeć kawałek Stanów Zjednoczonych, lądujemy na JFK a potem prujemy w dowolnie wybranym kierunku wynajętym samochodem (przy czym obowiązkowe jest posiadanie międzynarodowego prawa jazdy) i nie przejmujemy się tym, czy wyrobimy się ze wszystkim, żeby na czas wrócić do Nowego Jorku. Bo widzicie, będziemy wracać do kraju z Nowego Orleanu czy dokąd nas poprowadzi droga. Oczywiście takie latanie wymaga dużo więcej planowania, ale też daje dużo więcej swobody w podróży. I jest tańsze.

Jeżeli chodzi o sam pobyt na miejscu, to wiele wam nie podpowiem. Sam korzystam z serwisów Booking i Airbnb, które zna każdy.

Jeżeli na Booking szukamy hotelu, interesujące nas oferty należy bezwzględnie sprawdzić bezpośrednio w hotelu. Bardzo często u źródła jest taniej.

Jeżeli nie szukacie luksusów, rozejrzyjcie się za hostelami. Dla najbardziej oszczędnych podróżników pozostaje couchsurfing, który ma te zalety, że jest praktycznie darmowy i daje okazję poznania fantastycznych ludzi.

Pamiętajmy, że wszędzie możemy negocjować cenę już na miejscu.

Jeżeli wyjeżdżamy w miesiącach wakacyjnych i chcemy wynająć na miejscu samochód, zróbmy to dużo wcześniej. I tak będzie drogo, ale nie aż tak, jak dwa tygodnie przed wylotem. Jeżeli podróż zaplanowaliśmy na listopad, nie ma pośpiechu. W terminach mniej turystycznych, wypożyczalnie niemalże dopłacają, żebyśmy wzięli od nich auto i rezerwować można praktycznie z dnia na dzień. W tym roku byłem na tygodniowym urlopie w kwietniu i z zaledwie kilkudniowym wyprzedzeniem samochód wynajęliśmy za 218 złotych.

Jeżeli chcemy, żeby nasza podróż była naprawdę tania, pamiętajmy o ubezpieczeniu się. To zaskakujące, jak często ludzie zapominają o tej podstawowej rzeczy. Ewentualnie wybiera ubezpieczenie, które jest źle dopasowane. Czytajmy warunki, dopasujmy warunki polisy do ryzyka i charakteru naszej wycieczki. Jeżeli chcemy wypoczywać pod palmą, nie ma sensu przepłacać za polisę uszytą dla turystów planujących sportowy wyjazd.

Podczas wyjazdów do Unii karta EKUZ jest czymś tak oczywistym, jak pieniądze w portfelu.

Szerokości!

PS. Podczas pisania tekstu nieocenionymi radami służyły mi trzy podróżniczki, które znają temat jak mało kto. Dlatego z tej strony chciałem podziękować Katarzynie Maniszewskiej, Małgorzacie Morańskiej i Reginie Skibińskiej za cierpliwe znoszenie mojego nerwowego ględzenia i wyrozumiałość, gdy zadawałem nie do końca przytomne pytania.