Categories

Coraz więcej zagranicznych spółek, mało innowacji

Już 16 procent wszystkich nowych spółek w Polsce to firmy zakładane przez obcokrajowców – wynika z danych KRS. Biznes chcą robić u nas głównie przedsiębiorcy z Ukrainy i Białorusi. Niestety, większość zakładanych przez nich  firm to wciąż jednoosobowe działalności lub pośrednictwa pracy. Tymczasem Polsce marzy się napływ zagranicznych innowacyjnych firm technologicznych, które przyciągałyby nad Wisłę inwestorów i tworzyły atrakcyjne miejsca pracy, m.in. dla wciąż odpływających z kraju polskich programistów.

W pierwszej połowie tego roku w Polsce zarejestrowano 3658 spółek z zagranicznym kapitałem. Najwięcej, bo aż 45 procent na Mazowszu. To znaczy, że mamy obecnie około 66 tysięcy takich firm. Czym się zajmują? Głównie handlem, mechaniką samochodową, budownictwem i transportem. Gorzej nam idzie przyciąganie młodych innowacyjnych spółek – tylko 12 procent technologicznych startupów w Polsce ma wśród założycieli obcokrajowców (wynika z raportu Fundacji Startup Poland za 2017 rok).

Tymczasem kraje na całym świecie zabiegają właśnie o nich – młodych, oblatanych w nowych technologiach, gotowych tworzyć globalne firmy, a przy tym płacić miejscowe podatki, przyciągać dobrych specjalistów i rozwijać branżę technologiczną. Wiele państw wabi je specjalnymi warunkami: w Stanach znajdą 30-miesięczną bezwizową rezydenturę z darmowym biurem, w Chile ulgi na start i dofinansowanie, a we Francji nawet pomoc w zorganizowaniu życia osobistego w nowym kraju – program French TechTicket załatwia zdolnym obcokrajowcom m.in. znalezienie przedszkola dla dzieci.

Programy przyciągania zagranicznych przedsiębiorców i talentów technologicznych ma wiele krajów: Kanada, Stany Zjednoczone, Australia, Nowa Zelandia czy Chile. Coraz bardziej aktywne, również w Polsce, są organizacje ściągające technologiczne startupy do Azji – wśród największych graczy trzeba wymienić Singapur, ale też mocne programy dla przedsiębiorców z Chin czy Korei Południowej. W Europie o zagraniczne innowacje specjalnymi ofertami walczą: Dania, Francja, Portugalia, Estonia, Irlandia, Włochy, Szwecja, Hiszpania, Holandia, Wielka Brytania, a od ubiegłego roku również Litwa. Gdzie w tym wszystkim Polska?

Długo trwało stworzenie w Polsce pierwszego programu zachęcającego młodych obcokrajowców do zakładania nowoczesnych firm nad Wisłą. Dopiero w tym roku, po kilku latach prac, powstaje program Poland Prize, w ramach którego technologiczne startupy z całego świata będą mogły powalczyć o atrakcyjne warunki dla rozwoju swojego biznesu i wsparcie, również to finansowe – każdy z ośmiu zespołów wybranych w pierwszej edycji programu dostanie 200 tys. złotych na dobry początek. “Ten program to spełnienie mojego marzenia” –   mówi w rozmowie z HiCash Maciek Sadowski, szef fundacji Startup Hub Poland, która od ponad sześciu lat pracuje nad przyciąganiem do Polski innowacyjnych biznesów ze wschodu.

O tym, jakimi argumentami chcemy przyciągać nad Wisłę młody biznes z zagranicy rozmawialiśmy z Maciejem Sadowskim ze Startup Hub Poland i Igorem Sawczukiem, przedsiębiorcą o ukraińskich korzeniach, który zdecydował się rozwijać w Polsce swoją firmę technologiczną firmę Wandlee.

 

 

 

 

 
Categories

7 polskich firm biotechnologicznych, które naprawdę zmieniają świat

Firma biotechnologiczna to nie jest łatwy biznes. Projekty potrafią latami toczyć się za zamkniętymi drzwiami laboratoriów. Zanim zobaczy się pierwsze zyski, trzeba naprawdę sporo zainwestować.  I – co często jest najtrudniejsze – trzeba  sprawić, żeby naukowcy dogadali się z ludźmi od biznesu. Jak już się dogadają, powstają niesamowite rzeczy. Poznajcie siedem naprawdę innowacyjnych polskich projektów biotechnologicznych.

  1. Płyn, który zastępuje ludzką krew> NanoSanguis
    Ta firma ma szansę zmienić świat, ale nie tak jak przeciętny startup zmieniający świat, tylko na serio. NanoSanguis opracowało płyn, który z powodzeniem może zastąpić ludzką krew i być sposobem na dłuższe niż dotychczas przechowywanie ludzkich organów. Firma jest związana z Laboratorium Inżynierii Biomedycznej Politechniki Warszawskiej.

Jakie problemy rozwiązuje NanoSanguis?
Na świecie jest zbyt mało krwi potrzebnej przede wszystkim do transfuzji i zabiegów chirurgicznych. Liczba dawców na świecie maleje i nie jest w stanie pokryć światowego zapotrzebowania na krew. Szacuje się, że przed 2030 rokiem będziemy mieć na świecie deficyt krwi w wysokości 30 mln jednostek.

Drugi problem, nad którego rozwiązaniem pracuje NanoSanguis, to krótki termin przechowywania organów. Teraz można je magazynować przez kilka godzin, NanoSanguis chce wydłużyć ten czas do kilku dni.

Agata Stefanek., IChIP laboratoria

Jak NanoSanguis rozwiązuje problem braku krwi na świecie?
Wytwarza płyn, który może zastąpić krew. Sztuczna krew, nad którą w fazie badań klinicznych pracuje NanoSanguis potrafi przede wszystkim transportować tlen – co jest główną funkcją krwi. Ma jeszcze kilka ważnych zalet: płyn się nie starzeje (można go długo przechowywać, podczas gdy krwinki czerwone pobrane od człowieka mają termin ważności 42 dni) i jest uniwersalny (pasuje do każdej grupy krwi). Sztuczna krew może też wydłużyć czas przechowywania organów do transplantacji – krew może zaopatrywać je w składniki odżywcze i tym samym przedłużać ich życie.

Projektem trzęsie Agata Stefanek

————————————————————————————————————————

2. Polski hit zmienia rynek energii słonecznej> FreeVolt
Polacy ponad siedem lat temu opracowali najlepszą na świecie technologię wytwarzania grafenu – supercienkiego materiału, który świetnie przewodzi prąd. Istniała obawa, że polski biznes nie zobaczy w tym odkryciu szansy na nowe produkty – komercjalizacja wynalazków nie jest naszą najmocniejszą stroną. Impas przełamała m.in. bydgoska firma FreeVolt, która wykorzystała potencjał tego materiału do wzmocnienia wydajności paneli fotowoltaicznych (tzw. paneli słonecznych). W tym roku bydgoska firma Freevolt planuje stworzyć linię produkcyjną dla swojego rozwiązania, która ma produkować 55 tys. paneli rocznie.

Jaki problem rozwiązuje FreeVolt?
FreeVolt chce zmniejszyć koszty pozyskiwania energii słonecznej o połowę  i sprawić, żeby była bardziej konkurencyjna.

Jak rozwiązuje problem?
Do produkcji paneli słonecznych (fotowoltaicznych) wykorzystuje krzem i. grafen – materiał, który sprawia, że panele są bardziej wydajne i odporne.

Projektem trzęsie Łukasz Nowiński

————————————————————————————————————————

3. Każdy rolnik zbada DNA swojej rośliny>NexBio
Grupa naukowców z Lubelskiego Uniwersytetu w Lublinie zasłynęła swoim rozwiązaniem, które ma sprawić, że rolnicy będą bardziej rozważnie stosować środki chemiczne, którymi “chronią” uprawy przed szkodnikami. Wymyślili rozwiązanie, dzięki któremu rolnicy sami będą mogli sprawdzać, jakie bakterie atakują ich rośliny.

Jaki problem rozwiązuje NexBio?
Duża zawartość pestycydów w produkowanej metodami tradycyjnymi żywności. Dziś najczęściej pestycydy, które mają chronić rośliny przed drobnoustrojami, stosowane są “na wszelki wypadek” w najwyższych dawkach. To odbija się na jakości żywności.

Jak problem rozwiązuje?
NexBio stworzyło test DNA, który pomaga wykryć choroby roślin spowodowane przez drobnoustroje na długo zanim będą widoczne. Rolnicy szybko dowiadują się, jakie mikroorganizmy zagrażają roślinom i stosować tylko te środki ochrony roślin, które działają konkretnie na te rośliny. Urządzeniem do badania roślin ma wielkość zwykłego telefonu, a badanie można wykonać bezpośrednio na polu.

Projektem trzęsie Adam Kuzdraliński

Adam Kuzdraliński, fot. Vitagenum/ materiały prasowe

————————————————————————————————————————

  1. Sok z żuka >HiProMine
    Ta polska firma biotechnologiczna zachwyciła samego Travisa Kalanica (byłego szefa Ubera). Firma wierzy, że owady są odpowiedzią na wiele żywieniowych problemów współczesnego świata. Na razie stworzyli w Robakowie pod Poznaniem w pełni zautomatyzowaną fabrykę owadów, z których pozyskują pełnowartościowe białko. Takie białko może być wykorzystane do produkcji żywności nie tylko dla zwierząt gospodarskich, ale również dla ludzi. HiProMine współpracuje z Europejską Agencją Kosmiczną nad programem żywienia w kosmosie.

Jaki problem rozwiązuje HiProMine?
Niewystarczająca ilość żywności – na razie głównie dla zwierząt, ale z potencjałem na zmniejszenie problemu głodu na świecie.Pozyskiwanie związków organicznych z owadów to kompromis pomiędzy produkcją zwierzęcą, dostarczającą wielu ważnych dla człowieka związków (ale niewydajną, emitującą dużo CO2 i odpadów), a wydajną produkcją roślin, która jednak nie dostarcza wszystkich niezbędnych białek .

Jak problem rozwiązuje?
Wykorzystują zdolność owadów do przetwarzania materii organicznej na substancje odżywcze, w tym pełnowartościowe białko. Owady produkują przy tym niewiele odpadów, wymagają małej przestrzeni do hodowli – ścisk lubią i jest on dla nich naturalnym środowiskiem życia). W ogóle nie są wybredne: żywią się odpadkami z produkcji spożywczej i rolnictwa.

Projektem trzęsą Jakub Urbański, Damian Józefiak i Jan Mazurkiewicz

————————————————————————————————————————

5. Siedzenia w tramwajach pokryte srebrem>Insignes Labs
Krakowska firma sprzedaje sprytną substancję, która można dodać do niemal każdego materiału – od plastiku w tramwajowych siedzeniach po lateks w rękawiczkach chirurgicznych. Dzięki temu przedmioty codziennego użytku są bardziej przyjazne dla człowieka, za to mniej dla zarazków, grzybów i bakterii.

Jaki problem rozwiązuje Insignes Labs?
70 proc. zakażeń powstaje przez kontakt rąk człowieka z przedmiotami. Zazwyczaj do stworzenia ochrony przed bakteriami, wirusami czy pleśnią producenci wykorzystują toksyczne biocydy.

Jak problem rozwiązuje?
Insignes Labs proponuje producentom sprzętów użytkowych dodatek ze związkami srebra, które są mniej toksyczne niż powszechnie stosowane preparaty, które mają zabijać bakterie na powierzchni przedmiotów.  Powodują też, że przedmioty są trwalsze.

Projektem trzęsie Anna Ogar

————————————————————————————————————————

  1. Antybiotyki z głową>Biolumo
    Firma pracuje nad szybkim testem, dzięki któremu lekarze w kilka godzin dowiedzą się, jaka bakteria wywołała chorobę u pacjenta.

Jaki problem rozwiązuje Biolumo?
Antybiotyki stają się coraz mniej skuteczne w walce z chorobami. To dlatego, że stosujemy je zbyt często, a lekarze nie chcąc czekać na wyniki badań (trwa to zwykle aż 48 godzin), przepisują najczęściej antybiotyki działające na dużą grupę drobnoustrojów. Takie leczenie jest skuteczne – zazwyczaj w dużej grupie bakterii, na które działa antybiotyk jest i ta, która rzeczywiście wywołała chorobę. Przy okazji dajemy całej reszcie okazję na przystosowanie się do działania antybiotyku, który z czasem przestaje na nie działać.

Jak problem rozwiązuje?
Biolumio sprawia, że testy wykrywające konkretne bakterie wywołujące chorobę są bardzo szybkie, więc lekarze powinni je częściej stosować.

Projektem trzęsie Olga Grudniak

————————————————————————————————————————

7. Świnki pod kontrolą>ThermoEye
Sprytni inżynierowie ze Smart Soft Solutions wymyślili system monitorujący zdrowie trzody w oparciu o kamery termowizyjne rejestrujące ciepło ciała.

Jaki problem rozwiązuje ThermoEye?
Podawanie zwierzętom hodowlanym dużej ilości antybiotyków “na wszelki wypadek”. Wątpliwa jakość mięsa, które trafia do klientów.

Jak ten problem rozwiązuje?
ThermoEye za pomocą kamer termowizyjnych śledzi zmiany temperatury każdego zwierzęcia w stadzie. Podwyższenie się temperatury jest pierwszym ważnym sygnałem rozwijającej się choroby. ThermoEye szybko wykrywa te zmiany, pozwala na bieżąco kontrolować zdrowie zwierząt, dzięki czemu zapobieganie chorobom w stadzie przez podawanie dużej ilości antybiotyków przestaje być jedyną skuteczną metodą dbania o zdrowie zwierząt i jakość mięsa.

Projektem trzęsie Łukasz Adamek

 
Categories

To już 10 lat polskiej sceny startupowej!

W Dolinie Krzemowej szefowie najważniejszych firm technologicznych poznali się w PayPalu, u nas najpewniej na spotkaniu organizowanym przez Aulę Polską.  W tym roku związane z nią nagrody dla biznesów technologicznych zostaną rozdane po raz dziesiąty. To tak jakby scena startupowa świętowała właśnie swoje 10. urodziny. Dojrzewa szybko, choć całkiem niedawno ledwo raczkowała.

Na początku była Aula
Był rok 2007, dzwoniliśmy do siebie z telefonów z guzikami, internet płynął niespiesznie z prędkością 4 Mb/s, pisaliśmy pierwsze blogi i dyskutowaliśmy na czatach. Wtedy właśnie w Polsce zaczęły pojawiać się pierwsze spotkania dla tych, których interesowała nowa technologia i możliwości sieci, tzw. BarCampy. Pierwszy był bodajże Wrocław z GrillIT, później wystartowała Aula w Warszawie, trzeci byliśmy my w Szczecinie z NetCampem, niedługo później Poznań wspomina jeden z pionierów polskiej sceny startupowej Maciej Jankowski, który za swój wkład w organizowanie internetowej społeczności w Polsce otrzymał nagrodę Aulera.

– W 2007 roku pracowałam w korporacji i w ogóle nie myślałam, że będę zakładała startup.To wszystko zaczęło się tak naprawdę od mojej fascynacji internetem, a przygoda z biznesem i startupami rozpoczęła się dla mnie właśnie na Auli. Po prostu przyszłam na jedno ze spotkań i spotkałam osoby, które już działały w branży mówi Agnieszka Maciejowska, współzałożycielka Evenei, firmy z dziesięcioletnim dziś stażem, która zajmuje się sprzedażą biletów online.

Na pierwsze spotkania Auli przychodziło po kilka, kilkanaście osób. Jadło się pizzę i gadało. To były spotkania w stylu “pogadajmy o tym, jak robić kasę w internecie” mówi Artur Kurasiński, który do dziś organizuje Aulę i co roku rozdaje Aulery, nagrody dla najlepszych startupów.

W 2009 roku sypnęło kasą i nagrodami
Można wiele mówić o zaletach polskiej sceny startupowej (świetna społeczność, dużo specjalistów IT, których brakuje na całym świecie), ale na pewno nie można powiedzieć, że w Polsce łatwo było znaleźć pieniądze na biznes. Na pewno nie takie, które pozyskują startupy w osławionej Dolinie Krzemowej czy raju startupów Izraelu. Aniołowie biznesu na polskim niebie pojawiali się raczej rzadko i ze zdecydowanie mniejszym workiem pieniędzy. Dlatego rodzimy rynek startupowy rozwijał się inaczej  zamiast kasy prywatnych inwestorów, mieliśmy unijne dotacje. To one wywołały pospolite internetowe ruszenie – Gdzieś w okolicy 2009 roku słowo “innowacyjne” stało się prawdziwym buzzwordem – potwierdza Agnieszka.

Nasterydowani dotacyjnymi pieniędzmi, ale całkiem zieloni przedsiębiorcy,  pod rękę z jeszcze bardziej zielonymi urzędnikami, którzy podejmowali decyzję o przyznawaniu unijnej kasy… To nie mogło się udać. Na rynku powstało wiele firm-krzaków. Jednak pieniądze wpompowane w branżę interentową w ramach dotacji 8.1. czy 3.2. unijnego programu Innowacyjna Gospodarka nie do końca przeleciały Polakom przez palce. Nawet jeśli pierwsze internetowe biznesy położyli, to wielu z nich, zgodnie ze startupowym duchem, zabrało się za kolejne. Tym sposobem udało się stworzyć pierwszych doświadczonych przedsiębiorców. Wyrosła też masa polskich software house’ów, które dziś obsługują głównie zagranicznych klientów z UK lub Stanów. Te firmy rosły właśnie na unijnych projektach – mówi Jankowski.

Pierwsze gwiazdy, pierwsze miliony
Pierwsze nagrody dla startupów i osób zaangażowanych w budowanie społeczności biznesów technologicznych zostały przyznane 10 lat temu i od tamtego czasu wyróżniono nimi 35 projektów. – To była dla nas bardzo ważna nagroda, bo po Aulerach inwestorzy sami zaczęli do nas przychodzić.  Bycie laureatem automatycznie nas audytowało i uwierzytelniało w środowisku   wspomina Aga Maciejowska, której Eveneę wyróżniono w 2011 roku.

Na aulerowej liście jest zresztą plejada startupowych gwiazd. Tylko dwa z wyróżnionych biznesów nie przetrwały mówi Kurasiński. Co akurat w świecie startupowym, w którym mniej więcej jeden na dziesięć biznesów wypala, jest świetną statystyką.

Wśród laureatów i założycieli wyróżnionych firm znajdziemy najbardziej doświadczonych w Polsce internetowych przedsiębiorców jak Rafał Agnieszczak pierwszy w kraju startupowiec, który w wieku 25 lat zarobił swój pierwszy milion (na serwisie fotka.pl, a w 2009 roku założył Startup School), Jakuba Krzycha (sprzedane Agorze AdTaily i twórca docenionego na światowych rynkach Estimote) czy twórcę Goldenline i rozpychającego się globalnie DocPlannera – Mariusza Gralewskiego.

Mieliśmy już pierwszych doświadczonych przedsiębiorców, ale trzeba było zapewnić dopływ świeżej krwi i zainteresować startupami środowiska studentów. Jak na zawołanie 15 maja 2011 roku Konrad Latkowski zorganizował w Warszawie pierwszy Startup Weekend. Podczas niego trzyosobowe zespoły w ciągu 54 godzin tworzyły technologiczny biznes: od pomysłu, do zakodowania pierwszej wersji. Dziś Startup Weekendy, wciąż koordynowane w Polsce przez Latkowskiego, odbywają się w całej Polsce – od Olsztyna przez Płock po Lublin.

Korporacje i państwo chcą grać w grę
To co do tej pory można było jeszcze nazywać kulturą zapaleńców, w ostatnich dwóch latach osiągnęło rozmiary prawdziwego szaleństwa. Od kiedy wiedzą powszechną stał się fakt, że w gospodarce nowej generacji główną przewagę konkurencyjną gospodarek będzie stanowić innowacyjność, polscy politycy zaczęli dostrzegać w startupowcach nie tylko oszołomów w klapkach, ale też partnerów do rozmów. O startupach mówią teraz u nas premierzy i ministrowie, a raz na jakiś czas  zaprasza je do pałacu prezydent. Od nowego rozdania w rządzie mamy też Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, a rząd planuje wesprzeć w najbliższych latach startupowy rynek kwotą 2,8 mld złotych. Od 2015 roku branża startupowa ma też swoją organizację rozmawiającą w ich imieniu z politykami – Fundację Startup Poland. Robi się poważne.

Wiatr zmian poczuły też korporacje, które od trzech lat prześcigają się w nowych pomysłach na współpracę z młodymi firmami. W centrum stolicy na 38. piętrze jednego z najabrdziej nowoczesnch drapaczy chmur znajduje się nowoczesne centrum współpracy startupów z korporacjami – The Heart Warsaw, a od 2015 roku działa w stolicy jeden z sześciu na świecie campusów Google’a.

Jakby tego było mało, niemal 60 mln złotych z unijnych środków wyda w tym roku Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości na 20 programów, które mają rozpocząć współpracę dużych firm ze startupami. I chociaż na razie nie widać świetlanych efektów, to jedno jest pewnie: duże firmy czują, że to właśnie te startupowe dzieciaki mają coś, czego korporacja nigdy mieć nie będzie – szybkość, świeżość, kreatywność i świetne wyczucie technologii.

Future is bright
Jak będzie wyglądała scena startupowa w Polsce za 10 lat? Na pewno będzie więcej prywatnego kapitału inwestującego w startupy (powoli budzą się nasi biznesmeni), rozwinie się rynek funduszy inwestycyjnych (od tego roku unijne pieniądze płyną nie prosto do przedsiębiorców jak przy feralnych programach dotacjach, tylko do wyspecjalizowanych funduszy).

To, za co wszyscy kibice polskiego rynku startupowego trzymają kciuki, to zagraniczne sukcesu rodzimych biznesów technologicznych.  – Skala polskich biznesów już bardzo się zmieniła. Kiedyś sukces to było Gadu Gadu, lokalny rynek nam wystarczał. Dziś startupy myślą coraz bardziej globalnie – mówi Jankowski.

Jakie biznesy będziemy rozwijali w branży technologicznej za 10 lat? Tego nawet nie próbuję przewidywać, skoro dziesięć lat temu uważaliśmy, że nic lepszego niż muzyka na mp3 nie może nam się przydarzyć. Obyśmy statuetki odbierali podczas dwudziestej gali Aulerów.

 
Categories

FinTech w Polsce: Startupy chcą współpracować z państwem. To lepsze niż strach

Startup to nie jest kiosk, tylko firma działająca w warunkach skrajnej niepewności. A niektóre startupy są niepewne do kwadratu. Ci, którzy robią rozwiązania w obszarze FinTech (innowacje finansowe) pomimo działających biznesów i rzeszy klientów, często nie wiedzą, czy w ogóle działają legalnie. Ze strachem śledzą kolejne ruchy Komisji Nadzoru Finansowego. Ta wyciąga właśnie do nich rękę – od tego roku mogą zadać pytanie o legalność swoich działań w ramach programu Innovation Hub. START READING FinTech w Polsce: Startupy chcą współpracować z państwem. To lepsze niż strach