Gdy słyszymy o pozytywnych skutkach bezrobocia, mogą się przydarzyć dwie rzeczy. Gdy mamy pracę, słuchamy z uwagą, kiwamy głową, zgadzamy się lub wchodzimy w spór, jest ciekawie. Gdy jesteśmy bezrobotni, mamy ochotę palić opony i parlament. Też jest ciekawie. Przyjrzyjmy się skutkom bezrobocia, może uda się je przegadać bez udziału butelek z benzyną.

Ale zanim powiem o skutkach, w trzech zdaniach omówię psychologiczne fazy bezrobocia. Na początku pojawia się obawa utraty pracy. Ot, na przykład w firmie pojawiają się plotki o zwolnieniach grupowych. Czujemy się pobudzeni, mamy huśtawki nastrojów i skrajne zmiany stanów emocjonalnych. Z jednej strony szykujemy się na najgorsze, z drugiej myślimy „jestem dobry, zwolnią kogoś innego”.

A potem szef wzywa nas na rozmowę i jest po zawodach. Po utracie pracy przeżywamy szok. Mamy poczucie klęski i krzywdy. Czujemy się bezwartościowi, upokorzeni i przygnębieni. Prawie natychmiast pojawia się lęk przed przyszłością, a przede wszystkim w oczy zagląda widmo konieczności spłaty odsetek frankowego kredytu hipotecznego.

Po kilkunastu dniach rozgaszczamy się w bezrobociu, pojawia się ostrożny optymizm, chwilową przerwę w pracy traktujemy jako tymczasową niedogodność. I robimy sobie urlop od wszystkiego. Gdy go kończymy, wchodzimy aktywnie i z wiarą w sukces, w poszukiwanie odpowiedniej dla nas pracy.

Gdy ją znajdziemy, temat przestaje nas interesować. Gdy poszukiwania pracy się przeciągają, pojawia się pesymizm, rezygnacja, poczucie beznadziei. Tracimy wiarę w siebie, wpadamy w kłopoty finansowe, podupadamy na zdrowiu.

Ostatnia faza to zadomowienie i dopasowanie się do bezrobocia. Towarzyszą temu apatia, izolujemy się od znajomych i społeczeństwa, redukujemy oczekiwania życiowe, zaczynamy realizować program minimum bytowego. Przestają nas interesować jakiekolwiek rzeczy oprócz przeżycia i poszukiwania coraz mniej ambitnej pracy. Bardzo często pojawia się depresja.

Jaki z tego wniosek? Najlepiej nie być bezrobotnym a o pozytywnych skutkach bezrobocia możemy mówić wyłącznie w kategoriach gospodarki lub pracodawcy a nie jednostki. Dla jednostki, poza krótkim urlopem od obowiązków, bezrobocie nie niesie niczego dobrego.

Przepraszam, pomyliłem się. Jest jeden pozytyw dla pracowników. Jeżeli w życiu wypełnionym lękiem, znajdą motywację do samorozwoju, szybko zaczynają się uczyć nowych rzeczy, które pozwolą im utrzymać się w pracy, albo pomogą w poszukiwaniu nowej.

Niewątpliwie rośnie konkurencyjność na rynku pracy. Osoby bezrobotne muszą się rozwijać i kształcić nowe umiejętności. Niestety, ekonomiści zapominają, że osoba apatyczna i bez środków do życia, raczej nie ma sił na głęboki samorozwój.

Kolejnym pozytywnym skutkiem bezrobocia jest możliwość realokacji ludzi z zawodów nieefektywnych i nieopłacalnych do nowoczesnych i efektywnych. Do tego jednak potrzebne są również głębokie przemiany strukturalne gospodarki. Widzieliśmy to u nas po 1989 roku, gdy polikwidowano mnóstwo zawodów fizycznych, a w ich miejsce pojawili się specjaliści do spraw marketingu, przedstawiciele handlowi i PR-owcy.

Bezrobocie oznacza osłabienie pozycji pracowników i związków zawodowych. Maleje presja na wzrost płac. Zmniejsza się popyt na towary i usługi. Wszystko to pomaga walczyć z inflacją.

Gdy rośnie bezrobocie, pracownikom wzrasta motywacja do bardziej efektywnej i solidnej pracy. To prawda, nic tak nie motywuje pracownika do wytężonego wysiłku, jak wiszący nad głową bat.

No i oczywiście gdy widmo bezrobocia zajrzy nam w oczy, jesteśmy bardziej skłonni zainteresować się elastycznymi formami pracy, takimi jak wolontariat, darmowe staże czy zlecenia. Jak mówiłem – pozytywy leżą wyłącznie po stronie pracodawców i gospodarki.

Do negatywnych skutków bezrobocia możemy zaliczyć utratę statusu majątkowego i społecznego, problemy rodzinne, zdrowotne i psychiczne, obniżenie samooceny a w skrajnych przypadkach bezdomność. Jak widać, wszystkie negatywy bierze na siebie pracownik.

Dla porządku warto wspomnieć o rodzajach bezrobocia. Ze względu na czas jego trwania wyróżniamy bezrobocie krótko, średnio i długookresowe, oraz bezrobocie chroniczne. To ostatnie oznacza osoby pozostające bez pracy powyżej roku.

Ze względu na ewidencję, wyróżniamy bezrobocie jawne, czyli tych, którzy rejestrują się w Urzędach Pracy, i bezrobocie ukryte, pozostające poza ewidencją. Nie wszystkim chce się chodzić na niewnoszące niczego wizyty w UP.

Ze względu na stan gospodarki możemy wskazać bezrobocie cykliczne, które jest związane z fazami cyklu koniunkturalnego. Natomiast bezrobocie sezonowe wiąże się zazwyczaj z porą roku i występuje w budownictwie czy rolnictwie. Trudno w zimie zbierać truskawki czy wylewać fundamenty.

Bezrobocie związane ze zmianami technologicznymi i ewolucją procesów produkcyjnych nazywamy bezrobociem strukturalnym. W Polsce w okresie przemian dotknęło ono pracowników górnictwa, hutnictwa, przemysłu włókienniczego i ludzi z PGR-ów. Bezrobocie strukturalne może dotknąć ludzi również z powodu zmian w gustach konsumentów. Dzisiaj aparaty Polaroida kupują już nieliczni.

Bezrobocie technologiczne najkrócej charakteryzuje hasło „zabrali nam pracę”, przy czym nie jest to związane z imigracją ekonomiczną, a z automatyzacją i robotyzacją. Może mieć ono charakter tymczasowy, jeżeli uda się przesunąć ludzi do nowych zajęć, albo stały, jeżeli zrobotyzowaniu uległa cała gałąź gospodarki. Popatrzmy choćby na montownie samochodów, gdzie ludzie są potrzebni wyłącznie do nadzorowania pracy robotów.

W każdym kraju znajdziemy bezrobotnych z wyboru. Niektórym po prostu opłaca się korzystać ze wszystkich dostępnych form pomocy społecznej i jednocześnie pracować na czarno. W przesłanki stojące za takim postępowaniem nie wnikamy, ale mogą się wiązać z niechęcią do nadmiernego wysiłku.

No i na koniec najzdrowszy rodzaj bezrobocia, czyli bezrobocie frykcyjne. Występuje podczas poszukiwania nowej pracy lub zmiany miejsca zamieszkania.

W następnym odcinku poruszymy już przyjemniejsze tematy.