Jak wspomniałem w ubiegłym tygodniu, oszczędzanie to najtrudniejsza ze sztuk. Zaraz po rzucaniu palenia i regularnym porannym wstawaniu na sport. Podtrzymuje swoją opinię, dlatego dzisiaj zaproponuję sposób na oszczędzanie, odpowiadający skali trudności tego zadania. Nazwałem go oszczędzaniem siłowym.

Autooszczędzanie może być potraktowane jako łagodna i wygodna odmiana oszczędzania siłowego. Łagodna, bo sami decydujemy, jaki procent transakcji trafia na nasze konto. Wygodna, bo wszystko odbywa się bez naszego udziału, sprawę przejmuje w swoje ręce bank. Ma jednak wadę. Łatwy dostęp do odkładanych pieniędzy mamy cały czas. Jakże łatwo wtedy o potknięcie i uszczknięcie odrobiny oszczędności. Potem kolejnej odrobiny. I po dwóch miesiącach jesteśmy w punkcie wyjścia.

Mój sposób na oszczędzanie siłowe jest dwuetapowy. W etapie pierwszym ustawiamy stałe zlecenie przelewu w kwocie, jaką chcemy odkładać. Przelewamy ją z jednego banku do drugiego, żeby uniknąć pokusy szybkich przelewów między własnymi kontami w tym samym banku. To łatwiejsza część zadania, dalej są schody.

Teraz trzeba znaleźć taki bank, z którego wydobycie pieniędzy przelewem, czy w jakikolwiek inny sposób będzie trudne. Szukamy więc banku, który oferuje poświadczanie transakcji przy pomocy karty kodów jednorazowych, ciągle ma to na przykład Inteligo. Podczas zakładania konta, które będzie nam służyło wyłącznie do odkładania na nim pieniędzy, prosimy o autoryzację kartą. Gdy dostaniemy ją pocztą, natychmiast ją niszczymy w sposób niepozwalający na odczytanie kodów jednorazowych. Pozbywamy się też karty płatniczej przypisanej do konta. No i na pewno nie instalujemy aplikacji do zarządzania kontem.

W tym momencie stworzyliśmy system o przepływie jednokierunkowym. Pieniądze na konto Inteligo wpłyną, ale ich wypłata będzie bardzo utrudniona. Żeby dostać się do naszego hajsu będziemy musieli albo wyrobić nową kartę płatniczą, albo kartę kodów. Złożenie dyspozycji u konsultanta jest procesem tak bolesnym, i tak długotrwałym, że jest szansa na to, że w połowie rozmowy rozłączymy się płacząc. Bez karty płatniczej nie mamy dostępu do bankomatów. Karta kodów uniemożliwia nam dodanie klienta do przelewu. Mamy pieniądze, ale jakbyśmy ich nie mieli. A jak będziemy chcieli się do nich dobrać, to zadanie będzie na tyle nietrywialne, że może się w jego trakcie okazać, że tej kasy wcale tak bardzo nie potrzebujemy.

Jeżeli uznacie, że nie chcecie wspierać swoimi pieniędzmi banku państwowego, zawsze pozostaje inny bank ze zdrapkami albo PayPal podpięty do naszego konta bankowego. Zasilamy go pieniędzmi co miesiąc i mamy spokój. Oczywiście dopóki nie próbujemy robić zakupów w internecie.

PayPal jest bezpiecznym składem kasy, bo żeby cokolwiek z niego wyciągnąć, musimy się trochę namęczyć. Ja na przykład hasło i login mam zapamiętane tylko na jednym komputerze, którego nie włączam. Więc sami rozumiecie, że musiałbym mieć naprawdę nóż na gardle, żeby mi się chciało uruchamiać sprzęt, do którego zasilacz mam w pracy. Na pewno nie ruszę tych pieniędzy tylko dlatego, że zechce mi się kupić coś ładnego acz nieprzydatnego.

Sposoby siłowe polecam osobom, które mają problem z dyscypliną finansową i gdy kończą się im pieniądze na koncie bieżącym, bez żenady skubią z oszczędności. Nie poskubiesz, jeżeli dostęp do pieniędzy wymaga wysiłku. Przy okazji po kilku miesiącach można nauczyć się, jak planować budżet miesięczny w taki sposób, żeby wystarczało do końca miesiąca. Dzięki temu nasze oszczędności będą bezpieczne.

O sposobach żartobliwych typu bank ziemski (kasa do słoika, słoik do ziemi) albo chowanie pieniędzy w książkach nie będę wspominał. Łatwo jest zapomnieć, gdzie zakopaliśmy szkło, albo w których książkach są pieniądze i oszczędzanie kończy się paniką, przekopaniem całego ogrodu albo inwentaryzacją całej biblioteczki domowej.

Za tydzień zastanowimy się, gdzie można urwać trochę grosza bez popadania w przesadę.