Biznes ślubny rośnie w Polsce w oczach. Na ślub wydajemy coraz więcej, a pieniądze liczymy coraz bardziej skrupulatnie. O tym, jak nie pogubić się w gąszczu ofert i znaleźć swoją niszę na tym rynku rozmawiam z Basią Tomczak, konsultantką ślubną i właścicielką firmy Pretty Little Weddings.

Agata Kowalczyk, HiCash: Czy mamy w Polsce weselny boom?
Basia Tomczak, Pretty Little Weddings: Zdecydowanie, widać to choćby w popkulturze. Wszystkie media  kobiece bardzo skupiają się ostatnio na tematyce ślubnej. Boom widać też w popularności szkoleń dla wedding plannerów. Oczywiście, nie wszyscy zostają w branży, ale na pewno mamy rosnący trend.

Wydajemy też coraz więcej na wesela?
Zdecydowanie, ale – na szczęście – coraz rzadziej pary decydują się na wzięcie kredytu pod ślub, co zdarzało się jeszcze kilka lat temu. Są też bardziej świadome tego, na co warto wydać pieniądze, a na co nie.

Na co warto więc wydać pieniądze ze ślubnego budżetu?
Na pewno warto wydać każde pieniądze na dobre jedzenie i dobrą oprawę muzyczną, a niekoniecznie już trzeba zapewnić nie wiadomo jakie dodatkowe atrakcje.  Zawsze powtarzam parom, żeby uważać z tymi atrakcjami, bo dla nich to jest często bardzo ważne, żeby zapewnić gościom coś wyjątkowego. Oni czasem starają się wymyślić tyle tych rzeczy, że goście na weselu zaczynają się czuć jak w Tańcu z Gwiazdami, a ludzie też chcą mieć czas, żeby ze sobą porozmawiać, czy pójść na drinka. Zawsze bardzo dobrze sprawdza się profesjonalnie przygotowany pokaz fajerwerków, fotobudka w formie na przykład busika, czy koncert niespodzianka. Trzeba jednak przy tym zawsze pamiętać, że najważniejszą i największą atrakcją wesela jest młoda para i jeśli oni się dobrze bawią, tańczą na własnym ślubie, nie znikają z sali, to są najlepszą atrakcją, jaką można sobie zamówić.

Ile płacimy za wesele?
Trzeba liczyć, że jest to wydatek rzędu od 50 do nawet 100 czy 200 tysięcy. To oczywiście zależy od liczby gości, standardu i priorytetów młodej pary. Za samą suknię można zapłacić 3 tysiące złotych i 30 tysięcy, a liczba gości na tych najbardziej wypasionych weselach to nawet 400 osób.

Jakie  błędy najczęściej popełniają pary planując ślubny budżet?
Najczęściej tworzą sobie budżet, nie mając w ogóle pojęcia na temat tego, co ile kosztuje, więc tworzą budżet, który jest w nieodpowiedni sposób rozplanowany. Tymczasem zawsze powinno być tak, że wynajęcie obiektu i opłaty za tzw. “talerzyk”, czyli każdą osobę, która jest na weselu, to ok. 55 proc. całego budżetu. Więc jeśli młodzi z góry ten próg przekroczą i wezmą sobie za dobry obiekt do swoich możliwości finansowych, to pewnie trzeba będzie do tej uroczystości dokładać. Dla wielu par stworzenie budżetu ogranicza się po prostu do oszacowania kwoty, którą mogą wydać, a potem w ogóle tych wydatków na bieżąco nie kontrolują. Moim zdaniem budżet ślubny trzeba mieć po prostu zrobiony w Excelu.

To ile powinien kosztować ten słynny “talerzyk”?
Uważałabym na cenę talerzyka poniżej 150 zł. To jest za mało i podejrzewałabym, że coś może stać za tak niską ceną. Standardowa oferta to od 180-250 zł (bez alkoholu), a w bardziej prestiżowych obiektach 400-500 złotych.

Jak trafiłaś do ślubnego biznesu?
Studiowałam kulturoznawstwo ze specjalizacją organizacji eventów. Wcześniej zajmowałam się organizacją eventów miejskich, ale do końca mi to nie pasowało. Chciałam zostać w organizacji imprez, ale odejść od pracy miejskiej. Przyszła mi do głowy praca konsultanta ślubnego i poszłam na kurs organizowany przez jedną z polskich agencji, żeby zobaczyć, czy to jest dla mnie. Po kursie od razu założyłam swoją firmę.

Poleciłabyś rozpoczęcie kariery konsultanta ślubnego właśnie od takiego kursu?
Ta praca  ma to do siebie, że nie jesteśmy w stanie nauczyć się jej w teorii i żaden kurs nie przygotuje nas do niej w stu procentach. Ale na pewno jest dobrym początkiem, żeby zobaczyć, czy to w ogóle dla nas. Krążą mity, że to jest praca bardzo przyjemna, taka jak w filmie “Powiedz tak”, w którym Jennifer Lopez jako konsultantka chodzi ze słuchaweczką w uchu i ładnie wygląda.

Prawda jest taka, że jest to bardzo trudna praca i kurs jest dobrym do tego wprowadzeniem. Dla mnie bardzo ważne na były poruszone na nim aspekty biznesowe, bo wcześniej nie prowadziłam swojej firmy i jestem z humanistką, więc wiedziałam, że to będzie dla mnie wyzwanie. Kursy dla wedding plannerów to zazwyczaj szkolenia weekendowe organizowane przez zajmujące się organizacją ślubów agencje. Trwają zwykle ok. 20 godzin.

Masz bardzo ciekawy model biznesowy, bo nie tylko jesteś konsultantką, ale też sprzedajesz na stronie Pretty Little Weddings swój autorski planner ślubny.  Co cię skłoniło, żeby sprzedawać swoje doświadczenie również w takiej formie?

Nie ma co ukrywać: procent par, które stać na zatrudnienie “żywego” konsultanta to tylko kawałek rynku.  Pretty Little Planner czyli notes, który opracowałam, to propozycja dla tych osób, które nie mogą pozwolić sobie na zatrudnienie konsultanta, a potrzebują pomocnej dłoni w zaplanowaniu i organizacji wesela. Wiadomo, że w takiej sytuacji nie pomogę wybrać im oprawy muzycznej czy florystyki, ale przeprowadzę ich przez proces tak, żeby czuli, że o niczym nie zapomnieli.  Planner to 12 arkuszy miesięcznych rozpisanych na tygodnie, które za pomocą naklejek wypełnia się tak, żeby odpowiadały terminom przygotowań do danego ślubu. W formie quizzów, tabel i harmonogramów zadaję w tym plannerze parze w odpowiednim czasie odpowiednie pytania. Odpowiadając na nie, będą wiedzieli jak zacząć, jak skonstruować budżet, o co kiedy zadbać, jak stworzyć listę gości, kiedy i jak wybrać zaproszenia. Planner przeprowadza parę przez cały proces przygotowań aż do dnia ślubu, który para rozpisuje w notesie w formie scenariusza dnia. Zależało mi na tym, żeby – w odróżnieniu od wydawnictw, które są dostępne na rynku – mój planner był nie tylko przydatny, ale też bardzo estetyczny.

Miałaś doświadczenie w organizacji imprez, więc to był Twój plus już na starcie. Co jeszcze Twoim zdaniem trzeba mieć, żeby utrzymać się w biznesie konsultantów ślubnych?
Na pewno potrzebne jest poczucie estetyki i otwartość na ludzi. To praca z jednej strony z klientem prestiżowym, czyli młodą parą dysponującą dużym budżetem, ale  jako konsultant muszę dogadać się też z panią Krysią, która sprząta salę. Trzeba być człowiekiem na tyle otwartym, żeby umieć dogadać się z każdym. Konsultant też, chcąc nie chcąc, jest trochę wciągany do rodziny pary młodej i uczestniczy w konfliktach, których trudno w takich sytuacjach uniknąć. Bywam też mediatorem, więc umiejętność komunikacji naprawdę się przydaje. Bardzo ważną rzeczą jest też zdolność podejmowania decyzji. Czasem para mi mówi: Basia, zdecyduj za nas. Zrób tak, żeby było dobrze. Wtedy muszę wziąć sprawy w swoje ręce.

A co najbardziej lubisz w swojej pracy?
Sam dzień ślubu. Kiedy już wszystkie konflikty zostały zażegnane, wszyscy są uśmiechnięci, a para młoda wchodzi na pięknie udekorowaną salę – zawsze staram się, żeby jej wcześniej nie widzieli! Wtedy czuję, że te miesiące i tygodnie pracy były tego warte.

Czym dokładnie zajmujesz się w ramach ślubnych przygotowań?
Ktoś to ładnie nazwał,  że jestem panią od wszechogarniania i bardzo lubię to słowo. Ja mogę zająć się każdym aspektem, którego wymaga organizacja wesela. Jedyne, czym staram się nie zajmować, to są kontakty z księdzem, jeśli para bierze ślub kościelny. Uważam, że to jest już bardzo intymna sprawa, którą zostawiam parze.

Pracuję w taki sposób, że jeśli zgłasza się do mnie ktoś z zapytaniem, to odsyłam ankietę, w której jest cały zakres moich obowiązków, każda rzecz wymieniona z osobna. Para zaznacza, czym chcieliby, żebym się zajęła i ja na tej bazie tworzę wycenę i umowę. Zazwyczaj to ja przychodzę do pary młodej z propozycjami podwykonawców, ale jeśli mają swoje sugestie, to oczywiście je uwzględniam.  Jestem konsultantem na tyle samodzielnym, że staram się parze jak najmniej zawracać gitarę: nie ciągam ich przy okazji każdej rzeczy na spotkanie. Uważam, że wiele spraw można załatwić mailowo czy Skype’a.

No to pora na bardzo ważne pytanie: ile to wszystko kosztuje?
Trudno mi powiedzieć jak to wygląda u innych konsultantów. U mnie ceny zaczynają się od 3500 zł za samą koordynację dnia ślubu – to jest sytuacja, w której ja nie organizuję poszczególnych elementów wesela, ale jestem przez kilkanaście godzin na weselu, koordynując ludzi, których para młoda sama zatrudniła. Opiekuję się też gośćmi i parą młodą. Najdroższe wesele, które do tej pory zrobiłam jako konsultantka kosztowało około 12 tys. zł.

Więcej informacji o organizacji ślubu zanjdziecie też na firmowym blogu Basi Pretty Little Weddings