Categories

Oszczędzanie: kontrola najwyższą formą zaufania

Namęczyliśmy się przy zbieraniu paragonów. Namęczyliśmy się przy kategoryzowaniu wydatków. Namęczyliśmy się przy podliczaniu poszczególnych pozycji i sprawdzaniu salda. Potem, w przypadku deficytu, spociliśmy się ze stresu. Po co właściwie to wszystko było? Na co mi ten budżet?

Wyobraźcie sobie, że wasza pensja to gigantyczny akwen, który powstrzymuje tama Hoovera. Ciągłe strumienie wody, które napędzają generatory, to wasze wydatki w poszczególnych kategoriach. Woda stojąca w zbiornikach retencyjnych to nasze oszczędności, prywatny fundusz emerytalny, prywatny fundusz inwestycyjny, poduszka bezpieczeństwa i co tam sobie jeszcze wymyślimy.

Wszystko trzymamy pod kontrolą, ale nawet w najdoskonalszej tamie mogą pojawić się szczeliny, pęknięcia i nieszczelności. To nasze niekontrolowane, przypadkowe wydatki, których nawet byśmy nie zauważyli, gdybyśmy nie prowadzili budżetu. Dobrze zaplanowany budżet pozwala nam odpowiednio sterować wszystkimi strumieniami i łatać nieszczelności na tyle wcześnie, żeby naszej tamy nie wzięli diabli.

Dobre poznanie struktury własnych wydatków jest kluczem do ich optymalizowania. Dzięki budżetowi będziemy wiedzieli gdzie najbardziej opłaca się oszczędzać. Może zdarzyć się tak, że postanowimy ograniczyć nasze wydatki na jedzenie na mieście i przenieść telefon z abonamentu na prepaid. To pierwsze dało nam 100 złotych oszczędności, drugie 20. Pierwsze wiąże się z tym, że musimy zacząć robić zakupy i gotować sobie częściej w domu. Drugie, po załatwieniu wszystkich formalności, daje nam stałe dwie dyszki ekstra bez wysiłku.

I może paradoksalnie okazać się, że oszczędzenie tych stu złotych nam się nie opłaca. Wymęczyliśmy te oszczędności, pozornie wysokie (1200 zł rocznie!), tracąc tak naprawdę dużo więcej. A mianowicie czas.

Na pierwszym roku studiów, na wykładzie z makroekonomii, wtedy jeszcze doktor Marek Garbicz zadał nam pytanie: jaki jest najcenniejszy zasób świata. Posypały się niepewne odpowiedzi, że diament, że platyna, że wanad i kobalt. Chyba nikt z nas nie wpadł wtedy, że najcenniejszym zasobem jest czas. Nie wymyśliliśmy też, dlaczego tak się dzieje. To proste – to jedyny zasób nieodnawialny.

Zawsze miejcie w pamięci, że czasu zmarnowanego na bezsensowne czynności nie odzyskacie. Wasz czas ma wartość i dlatego dobrze byłoby nie rozmieniać się na drobne. Dam autentyczny przykład, którego analizę opłacalności znalazłem gdzieś na Facebooku. Abstrahuję od tego, czy sytuacja trąca cebulą, czy też nie, bo to nie jest cel naszego ćwiczenia.

Do pracy jeździcie komunikacją, ale czasami wsiadacie też na rower. Średnio rocznie wychodzi 10 dni na miesiąc na rowerze i 10 dni w komunikacji. Autobus zazwyczaj jedzie 22 minuty w jedną stronę, czasami wyrobi się w 19 minut. I jest dylemat – kasować bilet dwudziestominutowy za 3,40 zł i jechać na ryzyku, czy skasować bilet 75-ciominutowy i podróżować w komforcie psychicznym. W skali miesiąca możecie oszczędzić na tańszych biletach 20 złotych. Ale to oszczędność pozorna, bo w trakcie jazdy, zamiast poczytać książkę i trochę zmądrzeć, nerwowo wypatrujemy kontroli. A jak na nią trafimy, to diabli biorą nasze oszczędności z całego roku, bo jeden mandat kasuje je wszystkie. To właśnie możemy śmiało nazwać głupim oszczędzaniem. Być może oszczędziliśmy dwie dyszki, ale wypatrując kontrolera (i w razie wypatrzonej kontroli, wyskakując czasami przystanek wcześniej), kosztem tych drobniaków zmarnowaliśmy nasz czas.

Dlatego sugeruję, żeby oszczędności zacząć szukać wtedy, gdy dokładnie poznacie strukturę swoich wydatków. W przeciwnym wypadku może okazać się, że wasze oszczędzanie jest pozorne. Poświęcacie mu zbyt dużo czasu i energii, które można byłoby wydatkować na robienie tego tam, gdzie ma to sens. Ewentualnie na zarabianie dodatkowych pieniędzy.

Dzięki budżetowi PLANUJECIE swoje wydatki na kolejny miesiąc, zamiast puszczać je na żywioł. Dzięki analizie historycznej, możecie z dobrym prawdopodobieństwem przewidzieć ile wydacie na poszczególne kategorie. W ciągu miesiąca możecie wprowadzić do budżetu korekty, działać reaktywnie a nie pasywnie. Nie czekacie aż młot opadnie, zamiast tego macie nad swoimi pieniędzmi kontrolę.

Wiecie, jakie to fajne uczucie, mieć kontrolę nad hajsem? Polecam.

 
Categories

Oszczędzanie: zostań strategiem w swoim domu!

W ubiegłym tygodniu zmuszałem was do zapisywania wszystkich wydatków. Dałem co prawda proste narzędzie, które ułatwia tę czynność, ale mimo wszystko to jest jakiś wysiłek. Pora więc opowiedzieć, po co właściwie musimy zadać sobie tyle trudu i skrupulatnie notować cyfry ze wszystkich paragonów.

To proste, bez analizy wydatków nie zaplanujemy sobie sensownie domowego budżetu. A bez zaplanowanego budżetu trudniej będzie nam sterować przepływami pieniędzy. Bez sterowania przepływami pieniężnymi nie jesteśmy w stanie zapanować nad własną kasą. Bez panowania nad własną kasą, nie wiemy dokąd dryfują nasze finanse. A zatem, do roboty.

Słowo o skali – nie ma sensu analizować ani tworzyć budżetu na podstawie danych z jednego miesiąca. Wyobraźmy sobie, że w lutym mamy urodziny i robimy domówkę. Jak to wpłynie na pozycje ‘jedzenie’, ‘alkohol’ i ‘rozrywka’? Ano pewnie wzrosną o 20-30 proc., w zależności od tego jak bardzo planujemy się pokazać przed znajomymi. Żeby uniknąć takich odstających danych, a przy okazji uśrednić sobie wydatki w kategoriach, zbieramy dane z przynajmniej kwartału a najlepiej półrocza.

Załóżmy, że zebraliśmy dane dotyczące naszych sześciomiesięcznych wydatków i mamy podzielone je na kategorie. Co z tym dalej robimy? Trzeba budżet rozliczyć i sprawdzić, czy mamy deficyt, czy nadwyżkę. I odpowiednio do sytuacji zareagować. Pamiętajmy – nie jesteśmy państwem, w przypadku deficytu nie możemy dodrukować pieniędzy, pozostaje tylko zadłużanie się. Zadłużać się nie chcemy.

W pierwszym kroku patrzymy, jak procentowo w naszych dochodach rozkładają się poszczególne kategorie. Są różne szkoły, ale co do zasady wszyscy zgadzają się, że suma wydatków stałych (rata kredytu, czynsz, opłaty eksploatacyjne) nie powinna przekraczać 50-60 proc. wpływów. Sytuacja, w której dociśnięty wysokim kursem franka płacisz wysoką ratę kredytu, która przekracza połowę twoich dochodów, nie zwalnia cię z prowadzenia budżetu. Powiem więcej, zwłaszcza w takim położeniu należy trzy razy oglądać każdą złotówkę. Pozostałe kategorie rozważcie we własnych sercach i dopasujcie do potrzeb.

W statystycznym domu na jedzenie wydaje się 25 proc. środków, my możemy się żywić na mieście i będzie to 35 proc.  Albo na przykład zrezygnowaliśmy z kupowania biletów do kina i weszliśmy do programu ‘Unlimited’, dzięki czemu urwaliśmy z pozycji ‘kultura’ 5 proc. I dodatkowe 5 proc. w kategorii ‘telekomunikacja’ przy przejściu z abonamentu na pre-paida. Narzucanie sobie sztywnych ram nie ma sensu, optymalizacją wydatków w ramach kategorii zajmiemy się później.

Dzięki asystentowi mBankowemu możemy sobie do naszego pliku budżetowego przenieść tyle kategorii, ile chcemy. Jeżeli wydatki spisujemy ręcznie, trzeba sobie liczbę kategorii zmniejszyć, żeby się nie zniechęcić. Jak się wdrożymy, będziemy bawić się w takie detale, jak napoje gazowane, niegazowane i alkoholowe. Tymczasem zostajemy przy napojach ogółem.

Darmowych narzędzi do robienia budżetu domowego jest mnóstwo. Przy wyborze zwróćcie uwagę na to, czy program/aplikacja zbiera dane lokalnie, na waszym komputerze albo komórce, czy trzyma na swoich serwerach. To drugie rozwiązanie, jakkolwiek byłoby pozabezpieczane, jest dla mnie dyskwalifikujące. Nie widzę powodu, dla którego przy zadaniu tak prostym jak budżet, ktoś musiał trzymać moje dane finansowe u siebie.

Sam korzystam z Excela, dlatego nie polecę żadnego konkretnego rozwiązania. Oparłem się na nim, bo szybko liczy wszystko, czego potrzebuję. Od razu mówię, że niepotrzebna jest do tego żadna filozofia, wystarczy umiejętność wpisywania cyferek w okienka i liczenie sum, różnic oraz procentów.

Spisujemy sobie wszystkie wydatki miesięczne, to akurat łatwe. Uwzględniamy wydatki nieregularne, to akurat trochę skomplikowane, ale do ogarnięcia. Uzyskaną kwotę odejmujemy od naszych miesięcznych wpływów. Bang! Jeżeli mamy nadwyżkę, możemy ją zaoszczędzić albo zainwestować. Jeżeli saldo jest ujemne, musimy szybko pomyśleć, z czego pokryć różnicę.

Jak policzyć wydatki nieregularne? Ano przybliżeniami. Jest to zadanie jednorazowe, więc warto się do niego przyłożyć. Lecą tu wszystkie wydatki okazjonalne i te o regularności rzadszej niż miesiąc. Będą to wakacje, ubezpieczenie i przegląd samochodu, ubrania, koncerty i festiwale, szkolna wyprawka dla dzieci, ubezpieczenie mieszkania, lekarstwa, reperacje roweru czy koszt biletów kwartalnych (chyba, że jeździmy na miesięcznych, wtedy wpada nam to do budżetu regularnie). Te pozycje warto przemyśleć dokładnie. Estymujemy ile wydamy na każdą z tych rzeczy rocznie. Dla przykładu przegląd samochodu to akcja jednorazowa o znanym z grubsza koszcie, wydatki na leki zależą od sytuacji. Po spisaniu wszystko sumujemy a potem dzielimy przez 12. Albo przez 10, bo i łatwiej to zrobić, i lepiej mieć te wydatki uwzględnione w budżecie górką.

I to wszystko, przynajmniej na razie. Za tydzień opowiem co możemy sobie z takim budżetem zrobić.

Przeczytaj też: Oszczędzanie: budżet, głupcze!

 
Categories

Oszczędzanie: Za hajs banku baluj

W dwóch poprzednich częściach pokazałem wam, jak przekazać trudny obowiązek oszczędzania w ręce banku, i w jaki sposób zablokować odłożone pieniądze. Dzisiaj zaproponuję zbudowanie pierwszej w waszym życiu piramidy finansowej. W dobrym tego słowa znaczeniu, bo zarobimy uczciwie.

Budowanie naszej piramidy może chwilę potrwać, bo zależy od tego, jakie promocje oferują banki. Widzicie, bankowcom skończyły się pomysły na przyciąganie nowych klientów indywidualnych. Nikt nie jest w stanie zaproponować korzystnej lokaty. W dobie wszechobecnych płatności kartą, sieć bankomatów nikogo nie interesuje. Darmowe przelewy? Ma je chyba każdy. Brak opłat za kartę? No raczej. Aplikacja mobilna? Wiadomo. BLIK? Oczywiście. Czym zatem mają nęcić nas banki?

Bank płaci za otwarcie konta
Zdesperowani marketingowcy wymyślili, że warto byłoby rzucić w klienta gotówką. Dosłownie. I zaczęli rzucać. Na rynku jest masa propozycji otwarcia konta w zamian za pieniądze, zniżki w dużych sklepach czy kupony na Allegro. Banki rozdają również karty kredytowe za hajs, ale tutaj zalecam pewną ostrożność. Kredytówki są świetnym źródłem taniego kredytu, jednak trzeba wiedzieć dokładnie jak z nich korzystać.

Po znalezieniu odpowiednio zyskownej promocji, uważnie wczytujemy się w jej regulamin. Głupio byłoby zorientować się poniewczasie, że darmocha jest przez pierwszy kwartał a później bank zaczyna nas łoić potrójnymi opłatami za oddychanie. Jeżeli wszystko, łącznie z hajsem się zgadza a warunki są dla nas do spełnienia, otwieramy sobie konto bankowe. I czekamy na następną promocję.

Jednocześnie zaczynamy sobie rozrysowywać miesięczne przepływy środków między kontami. Załóżmy, że w warunkach promocji jest konieczność comiesięcznego wpływu 1500 złotych i realizacji dwóch przelewów. Wtedy z naszego głównego konta ustawiamy stałe zlecenie na przelew tej kwoty na konto promocyjne.

Następnie zerkamy w kalendarz naszych zobowiązań i patrzymy, czy mamy jakiś termin w okolicach 7-go każdego miesiąca. Jeżeli tak, ustawiamy stałe zlecenie z konta promocyjnego. A drugie, powrotne na nasze konto główne. W tym momencie nasze konto promocyjne zaczyna zarabiać na siebie podwójnie. Inkasujemy nagrody z nowego banku i już nigdy nie spóźnimy się z płatnościami. Co oznacza brak opłat za zwłokę? Brak opłat za zwłokę oznacza zysk.

Żonglerka przelewami
Z biegiem czasu i uruchamianiem przez banki nowych promocji, nasza struktura będzie się rozbudowywać i zmieniać. Być może uda się wam połączyć nowe konta nie w piramidę a w koła. Czyli macie trzy promocje wymagające comiesięcznych wpłat na konto. Wrzucacie kasę na pierwsze konto, z niego ustawiacie przelew na drugie, z drugiego na trzecie i tak dalej. Liczba kont w kręgu jest dowolna, ale według mnie im więcej, tym zabawniej.

Cały ten proces wymaga od nas trzech rzeczy.

*Dokładnego sprawdzenia warunków promocji – chcemy przecież uniknąć późniejszych opłat za cokolwiek, co może zjeść nasz zysk.

*Terminowego przelewania środków – to załatwią nam stałe zlecenia, których ustawienie to chwila.

*Wyszukiwania nowych promocji – to załatwiają za nas liczne strony zbierające i analizujące takie propozycje.

Po zakończeniu promocji i wypłaceniu premii, trzeba odpowiedzieć sobie na jedno ważne pytanie – czy potrzebujemy takiego konta? Jeżeli nie, bo na przykład nie robimy z niego żadnego ruchu, zamykamy. Praktycznie wszystkie promocje są dla nowych klientów banku. Jeżeli będziemy w nim mieli konto z poprzedniej akcji, nie skorzystamy z nich. Szkoda kasy.

Na co jeszcze czekacie? Poszukajcie stron o zarabianiu na bankach, odpalajcie notes albo Excela i do roboty. Pieniądze same się nie zarobią.

 
Categories

Oszczędzanie: jak nie po dobroci, to siłą

Jak wspomniałem w ubiegłym tygodniu, oszczędzanie to najtrudniejsza ze sztuk. Zaraz po rzucaniu palenia i regularnym porannym wstawaniu na sport. Podtrzymuje swoją opinię, dlatego dzisiaj zaproponuję sposób na oszczędzanie, odpowiadający skali trudności tego zadania. Nazwałem go oszczędzaniem siłowym.

Autooszczędzanie może być potraktowane jako łagodna i wygodna odmiana oszczędzania siłowego. Łagodna, bo sami decydujemy, jaki procent transakcji trafia na nasze konto. Wygodna, bo wszystko odbywa się bez naszego udziału, sprawę przejmuje w swoje ręce bank. Ma jednak wadę. Łatwy dostęp do odkładanych pieniędzy mamy cały czas. Jakże łatwo wtedy o potknięcie i uszczknięcie odrobiny oszczędności. Potem kolejnej odrobiny. I po dwóch miesiącach jesteśmy w punkcie wyjścia.

Mój sposób na oszczędzanie siłowe jest dwuetapowy. W etapie pierwszym ustawiamy stałe zlecenie przelewu w kwocie, jaką chcemy odkładać. Przelewamy ją z jednego banku do drugiego, żeby uniknąć pokusy szybkich przelewów między własnymi kontami w tym samym banku. To łatwiejsza część zadania, dalej są schody.

Teraz trzeba znaleźć taki bank, z którego wydobycie pieniędzy przelewem, czy w jakikolwiek inny sposób będzie trudne. Szukamy więc banku, który oferuje poświadczanie transakcji przy pomocy karty kodów jednorazowych, ciągle ma to na przykład Inteligo. Podczas zakładania konta, które będzie nam służyło wyłącznie do odkładania na nim pieniędzy, prosimy o autoryzację kartą. Gdy dostaniemy ją pocztą, natychmiast ją niszczymy w sposób niepozwalający na odczytanie kodów jednorazowych. Pozbywamy się też karty płatniczej przypisanej do konta. No i na pewno nie instalujemy aplikacji do zarządzania kontem.

W tym momencie stworzyliśmy system o przepływie jednokierunkowym. Pieniądze na konto Inteligo wpłyną, ale ich wypłata będzie bardzo utrudniona. Żeby dostać się do naszego hajsu będziemy musieli albo wyrobić nową kartę płatniczą, albo kartę kodów. Złożenie dyspozycji u konsultanta jest procesem tak bolesnym, i tak długotrwałym, że jest szansa na to, że w połowie rozmowy rozłączymy się płacząc. Bez karty płatniczej nie mamy dostępu do bankomatów. Karta kodów uniemożliwia nam dodanie klienta do przelewu. Mamy pieniądze, ale jakbyśmy ich nie mieli. A jak będziemy chcieli się do nich dobrać, to zadanie będzie na tyle nietrywialne, że może się w jego trakcie okazać, że tej kasy wcale tak bardzo nie potrzebujemy.

Jeżeli uznacie, że nie chcecie wspierać swoimi pieniędzmi banku państwowego, zawsze pozostaje inny bank ze zdrapkami albo PayPal podpięty do naszego konta bankowego. Zasilamy go pieniędzmi co miesiąc i mamy spokój. Oczywiście dopóki nie próbujemy robić zakupów w internecie.

PayPal jest bezpiecznym składem kasy, bo żeby cokolwiek z niego wyciągnąć, musimy się trochę namęczyć. Ja na przykład hasło i login mam zapamiętane tylko na jednym komputerze, którego nie włączam. Więc sami rozumiecie, że musiałbym mieć naprawdę nóż na gardle, żeby mi się chciało uruchamiać sprzęt, do którego zasilacz mam w pracy. Na pewno nie ruszę tych pieniędzy tylko dlatego, że zechce mi się kupić coś ładnego acz nieprzydatnego.

Sposoby siłowe polecam osobom, które mają problem z dyscypliną finansową i gdy kończą się im pieniądze na koncie bieżącym, bez żenady skubią z oszczędności. Nie poskubiesz, jeżeli dostęp do pieniędzy wymaga wysiłku. Przy okazji po kilku miesiącach można nauczyć się, jak planować budżet miesięczny w taki sposób, żeby wystarczało do końca miesiąca. Dzięki temu nasze oszczędności będą bezpieczne.

O sposobach żartobliwych typu bank ziemski (kasa do słoika, słoik do ziemi) albo chowanie pieniędzy w książkach nie będę wspominał. Łatwo jest zapomnieć, gdzie zakopaliśmy szkło, albo w których książkach są pieniądze i oszczędzanie kończy się paniką, przekopaniem całego ogrodu albo inwentaryzacją całej biblioteczki domowej.

Za tydzień zastanowimy się, gdzie można urwać trochę grosza bez popadania w przesadę.