Gry komputerowe. Dla jednych widomy znak obecności Szatana na Ziemi, dla innych miły sposób spędzania czasu wolnego. Z tymi drugimi zbijamy piątkę, pierwszym współczujemy skomplikowanego systemu wierzeń. I jesteśmy ciekawi, czy dalej mówiliby o Złym, gdyby wiedzieli, że gry komputerowe mogą ratować życie w bardzo dosłownym sensie. Poznajcie grających lekarzy.

Pixel Technology to łódzka firma tworząca rozwiązania dla pracowni radiologicznych, ma za sobą ponad sto udanych wdrożeń w całej Polsce. Teraz rozwija nowy projekt gry szkoleniowej dla studentów medycyny, opartej o sieci deep learningowe. Dzięki podłączeniu do ponad 200 systemów szpitalnych, będzie można stworzyć rozbudowaną platformę na podstawie prawdziwych danych. Przy jej pomocy, w formie gry, studenci i lekarze będą rozwiązywali realne problemy związane z diagnozowaniem i leczeniem. Projekt uzyskał dofinansowanie unijne, w lutym zaczęło się rekrutowanie do niego ludzi. Czekamy na efekty.

Pomysł, żeby lekarzy uczyć dzięki grom nie jest nowy. W Stanach co roku umiera 30 tys. pacjentów, których śmierci można byłoby uniknąć, gdyby tylko ich urazy zostały prawidłowo zidentyfikowane i zostaliby skierowani do odpowiednich placówek. Dlatego doktor Deepika Mohan stworzył grę „Night Shift”, która poprawia umiejętności diagnostyczne lekarzy. Zwiększa ich zdolność do prawidłowego rozpoznania urazu, dzięki czemu pacjent może otrzymać niezbędną pomoc.

Według słów twórcy, gra została stworzona po to, żeby wykorzystywać część mózgu, która odpowiada za rozpoznawanie wzorców i wcześniejszych doświadczeń, do podejmowania błyskawicznych decyzji przy użyciu podświadomych skrótów myślowych. Skomplikowane ale zamysł w sumie jest prosty – lekarze mają działać odruchowo a nie gubić się w domysłach w sytuacji, gdy na ER-kę trafiło 30 osób z wypadku autobusu.

Przy pomocy gry przetestowano 368 lekarzy z izb przyjęć. Żaden z nich nie pracował w szpitalu specjalizującym się w leczeniu urazów, więc ich przeszkolenie w tej materii nie było zbyt głębokie. Połowa grupy grała w grę, druga spędzała co najmniej godzinę dziennie, czytając materiały szkoleniowe. Okazało się, że wciągająca gra tekstowa jest lepszą metodą nauczania od czytania książek.

Grupa graczy nie rozpoznała pacjentów z rozległymi urazami i nie wysłała ich do odpowiednich szpitali w 53 proc. przypadków. Grupa czytająca w 64 proc. Na dodatek efekty grania pozostały w głowach dłużej i utkwiły mocniej niż w grupie czytających. Gracze po pół roku byli prawie tak samo skuteczni, zawiedli w 57 proc. przypadków, druga grupa aż w 74 proc. Przyczyn takiego stanu rzeczy doktor Mohan upatruje w tym, że gra opowiada historie, z którymi lekarzom łatwiej się identyfikować i łatwiej zapamiętać. Ponadto w grze „na żywo” widać wszystkie konsekwencje podjętych decyzji i ewentualnych błędów w ocenie stanu pacjenta. Dodatkowo podczas rozgrywki pojawiają się postacie na bieżąco oceniające i dające graczowi opinie zwrotne na temat jego osiągnięć.

Inny rodzaj gry zaproponował lekarzom doktor Price Kerfoot. Wszyscy wiedzą, że postępy medycyny są błyskawiczne, dlatego lekarze powinni trzymać rękę na pulsie. Tylko co z tego, że trzymają, jeżeli nauka nie przekłada się na polepszenie opieki nad pacjentami. Doktor Kerfoot postanowił temu zaradzić i wymyślił grę mailową.

Na razie uczestniczą w niej pracownicy ośmiu bostońskich szpitali. Każdy dostaje maile, w których znajdują się zdjęcia i opis aktualnego stanu pacjenta oraz test wyboru odpowiedniej terapii. Ponieważ ludzie lepiej uczą się w czasie zabawy, w mailach są stockowe zdjęcia wątpliwej jakości i urody a opisy pacjentów są troszeczkę odjechane. Gracze konkurują ze sobą. A im lepsze wyniki lekarzy, tym lepiej leczą pacjentów. To takie proste. Pierwsza odsłona gry dotyczy kardiologii, w planach cukrzyca.

Na koniec najmniejsze zaskoczenie świata. Lekarze grający w zręcznościówki są dużo skuteczniejsi w operacjach laparoskopowych. Przypomnijmy – laparoskopia to operowanie silnika samochodu przez rurę wydechową albo, według słów niektórych lekarzy, wiązanie sznurowadła za pomocą metrowych pałeczek do chińszczyzny. W sytuacji, w której do organizmu przez małe nacięcie wprowadza się minikamerę i narzędzia chirurgiczne, którymi zdalnie operuje lekarz, bardzo przydaje się dobra pamięć mięśniowa oraz lepsza koordynacja oko-ręka. O co zdecydowanie łatwiej u lekarzy, którym nieobcy jest konsolowy kontroler. Badacze z Beth Israel Medical Center sprawdzili, czy taka korelacja faktycznie istnieje i okazało się, że gracze robią o 37 proc. mniej błędów podczas laparoskopii i wykonują zadanie o 27 proc. szybciej niż ich niegrający koledzy.

To tylko trzy odsłony zjawiska, które rozgrywa się na naszych oczach i zmienia sposób uczenia studentów na uczelniach medycznych. Praktyka medyczna i gamifikacja mają punkty wspólne. W obu przypadkach musimy wymaksować określone umiejętności zanim wskoczymy na wyższy poziom doświadczenia i będziemy mogli używać bardziej zaawansowanych narzędzi/broni. Gry medyczne wspomagają naukę opartą na prawdziwych przypadkach. Atrakcyjna oprawa graficzna, interaktywność i odpowiednio wysoki poziom ich rozrywkowości nie stanowią już dzisiaj problemu. Ani technologicznego, ani finansowego. A prawdziwą rewolucją mogą stać się dwie nowe warstwy rzeczywistości: wirtualna i poszerzona. Dzięki nim możliwe stanie się prowadzenie operacji na odległość i uczenie się na poziomie nieosiągalnym do tej pory. O tym jednak przy następnej okazji.