Do końca tego roku na sklepowe półki trafi mięso wyhodowane w laboratoriach. Naukowcy potrafią już na masową skalę tworzyć kotlety bez konieczności powoływania do życia całego zwierzęcia. Rolnictwo komórkowe przyspiesza i przewiduje się, że przewróci do góry nogami przemysł spożywczy tak jak robotyzacja przewraca fabryki.

 

Kilka mikroskopijnych komórek – tyle wystarczy, żeby stworzyć w laboratorium udko z kurczaka, antrykot czy rybie dzwonka. Warunek jest jeden: komórki muszą się błyskawicznie dzielić – tak, żeby w krótkim czasie móc stworzyć masę mięśniową, która trafi na talerze. I okazuje się, że przy obecnym stanie nauki wyizolowanie odpowiednich komórek z żywego zwierzęcia i stworzenie z nich gotowych fragmentów mięsa nie stanowi już problemu. Po raz pierwszy w historii jesteśmy naprawdę blisko zakończenia hodowania zwierząt na mięso.

W 1931 roku Winston Churchill wypowiedział prorocze zdanie: “Powinniśmy odejść od absurdalnego hodowania całego kurczaka na rzecz tworzenia w odpowiednich warunkach samej piersi czy skrzydła”. Poważnie prace nad wyprodukowaniem mięsa bez zwierząt ruszyły na początku tego stulecia. Prym wiedli holenderscy naukowcy ochoczo dotowani przez holenderski rząd. Inicjatywę wspierały od początku organizacje walczące o prawa zwierząt z PETA na czele, która w 2008 roku wyznaczyła nagrodę w wysokości miliona dolarów dla pierwszej firmy, która do 2012 roku wyprodukuje sztuczne mięso.

Cała nadzieja w startupach
Pierwszego burgera ze sztucznie wyhodowanego mięsa zjedzono w 2013 roku w Londynie. Mięso powstało w laboratoriach Uniwersytetu w Maastricht. Trzy pierwsze osoby, które go spróbowały uznały, że jest za suchy i brakuje mu smaku. Szef projektu dr Mark Post twierdził wówczas, że naukowcy potrzebują jeszcze około dekady, żeby sztuczne mięso udoskonalić i wprowadzić je do sklepów. Niedługo po tej deklaracji opuścił mury uczelni i założył startup Mosa Meat, w którym kontynuuje badania nad sztucznym mięsem. To dzięki udoskonalonym przez jego zespół metodom produkcji, laboratoryjne mięso będzie można sprzedawać w miarę przystępnych cenach – ma być jedynie dziesięciokrotnie droższe od tradycyjnego.

Szanse na nowopowstającym rynku wywęszyły też inne startupy – izraelski SuperMeat, który zebrał finansowanie na platformie crowdfundingowej oraz trzech graczy w Dolinie Krzemowej: Memphis Meats, które dotąd skupiało się głównie na pracach nad sztucznym drobiem, Finless Foods majstrujące przy rybach i JUST, Inc. najbardziej wszechstronne, najlepiej dokapitalizowane i prawdopodobnie pierwsze, które wprowadzi sztuczne mięso do sprzedaży komercyjnej – chce to zrobić do końca tego roku.

Również w tym roku spodziewamy się, zgodnie z zapowiedzią  firmy Perfect Day. wprowadzenia na rynek pierwszego mleka, które nigdy nie spotkało się z krową.

Pożegnanie z krowami
Idea komórkowego rolnictwa zdaje się łączyć wszystkich: od wegetarian przez wielbicieli zwierząt po zagorzałych mięsożernych. Nosem kręcą tylko przedstawiciele tradycyjnego przemysłu i… niektórzy kucharze. “Sztuczne mięso jest przeciwnością wszystkiego w co wierzę. Traktuję je jak wroga za każdym razem, gdy sprawia, że rozmawiamy o jedzeniu jak substancji odżywczej  bez uwzględnienia szczęścia, radości i magii jaką daje” – mówił Anthony Bourdain i dodawał, że zanim sięgniemy po sztuczne mięso powinniśmy zacząć mniej marnować tego, które hodujemy i wykorzystywać nie tylko wybrane kawałki zwierząt. Ale tej rewolucji nie da się już zatrzymać.

Rolnictwo komórkowe to przyszłość przemysłu spożywczego, za którym ostatecznym argumentem jest stale rosnąca konsumpcja mięsa, co przy nieefektywności jego wytwarzania (choćby pod względem przestrzeni potrzebnej do produkcji paszy zwierzęcej) i dramatycznych skutkach dla środowiska (produkcja zwierzęca odpowiada za emisję aż kilkunastu procent szkodliwych gazów cieplarnianych) wydaje się być jedynym rozsądnym rozwiązaniem.

“Kochanie, nie zapomnij wstawić komórki”
Najtęższe biznesowe głowy ze Scottem Gallowayem (szef L2 i wykładowca-wizjoner biznesu na nowojorskim Stern)  na czele prognozują, że to właśnie “spożywka” będzie areną kolejnych rewolucyjnych zmian gospodarczych. Wystarczy spojrzeć, jak płyną ostatnio pieniądze w wielkim biznesie: Tyson Foods, jedna z największych na świecie firm przetwarzających mięso, uruchomiła w 2016 roku fundusz VC, który z zapałem inwestuje w mniejszych graczy zajmujących się laboratoryjną hodowlą mięsa. Od dwóch lat intensywnie na tym rynku inwestuje jedzeniowy gigant – fundusz New Crop Capital, którego portfolio wygląda dziś jak spis treści do tego, co będzie się działo z naszym jedzeniem w najbliższej przyszłości.

Nowe technologie niezwykle przyspieszyły prace nad pozyskiwaniem mięsa i białka zwierzęcego alternatywnymi metodami. Innowacje doczekały się nawet  własnej nazwy – FoodTech. Jaki będzie następny krok w tym szaleńczym wyścigu? Najpewniej jedzenie z komórek będziemy hodować sobie sami w domu. I choć brzmi to dziś  jak sci-fi, to jeszcze kilkanaście lat temu kosmosem wydawało się to, że będziemy badać swoje DNA przy pomocy szybkich testów z internetu.

Te zmiany oznaczają ogromne wyzwania dla polskiej gospodarki, w której tradycyjny przemysł spożywczy wytwarza dziś ok. 3 proc. PKB i tworzy miejsca pracy dla 15 proc. wszystkich pracujących Polaków (dane GUS).