Categories

Zuckerberg w Kongresie, programiści w popłochu. Zmiany w API Facebooka i Instagrama

Podczas gdy Mark Zuckerberg przygotowywał się do przesłuchania przed amerykańskim Kongresem ws. Cambridge Analytica, programiści w wielu firmach próbowali wygrać wyścig z czasem, żeby dostosować się do nagłych zmian API Facebooka i Instagrama. Wiele firm nie zdążyło i czasowo musiało wyłączyć swoje usługi. Po raz kolejny okazało się, że o przewadze konkurencyjnej na dzisiejszym rynku decyduje to, kto ma lepsze zasoby programistów.

Ostatnie pół roku było prawdziwą próbą dla firm, które pracują na danych z Facebooka i Instagrama. Oba serwisy znacznie podkręciły tempo zmian dotyczących nowych przepisów o ochronie danych osobowych, które już od maja zaczną obowiązywać w całej Unii Europejskiej.

Nagle w kalendarz zmian wskoczyły również inne modyfikacje w API obu serwisów, które – trudno wysunąć inne wnioski – koncern Zuckerberga prawdopodobnie chciał zakończyć przed dwudniowym przesłuchaniem Marka w amerykańskim Kongresie (10 i 11 kwietnia). To właśnie kwestia ochrony danych osobowych użytkowników Facebooka miała być tematem rozmów kongresmenów z szefem technologicznego giganta.

Kogo dotknęły wprowadzone naprędce zmiany? Odczuły to przede wszystkim dwie kategorie firm: te, które zarządzają treściami w mediach społecznościowych dla zewnętrznych klientów i takie, które monitorują i analizują dane dotyczące tego, co pojawia się w mediach społecznościowych na temat marek, takie jak Brand24 czy Sotrender.

Wiele polskich firm zajmuje się też zarządzaniem komunikacją dla marek w wielu kanałach społecznościowych jednocześnie (w marketingu mówią: komunikacją ominchannelową). Takie firmy z reguły pracują na zbudowanych przez siebie systemach, które pozwalają z jednego miejsca wrzucać posty i prowadzić komunikację z użytkownikami z jednego miejsca, bez konieczności przelogowywania się na przykład pomiędzy Facebookiem i Instagramem.

Takie firmy z FB czy Instagramem łączą się za pomocą interfejsu – API. To wtyczka, przez którą firmy zewnętrzne mogą połączyć się z Facebookiem, żeby w łatwy sposób pobrać te dane, którymi technologiczny gigant zdecyduje podzielić się z innymi graczami na rynku. I to właśnie ten model współpracy z  firmami zewnętrznymi w ramach API uległ zmianie po aferze z firmą Cambridge Analyltica odpowiedzialną za internetową reklamę w ramach kampanii Donalda Trumpa (więcej o sprawie na HiCash). Wątpliwości opinii publicznej wzbudził przede wszystkim fakt, że nie do końca wiadomo, jakie dane i komu udostępnia Facebook (i należący do tego samego koncernu Instagram).

Zmiany w API Facebooka. Co się zmieniło?
Przede wszystkim pula danych, jaką udostępnia Facebook: mniej jest danych dot. facebookowych wydarzeń oraz informacji o grupach i aktywności użytkowników z nimi związanych.

Zmiany w facebookowych grupach
Dla użytkowników oznacza to przede wszystkim to, że po zmianach nie można zarządzać komunikacją w grupach, korzystając z zewnętrznych narzędzi do zarządzania treścią.

Zmiany w wiadomościach na Facebooku
Ci którzy zarządzali wiadomościami prywatny z poziomu zewnętrznej platformy przed 4 kwietnia, będą mogli robić to nadal. Ci, którzy chcieliby się wpiąć po tej dacie, na teraz nie mogą korzystać z tej funkcjonalności.

Zmiany w wyszukiwaniu na Facebooku
Korzystając z zewnętrznego narzędzia do zarządzania treścią na Facebooku, nie można wyszukiwać innych stron i użytkowników – z poziomu zewnętrznej platformy nie będzie więc można np. otagować innych użytkowników Facebooka w poście.

Zmiany w API Instagrama. Co się zmieniło?
Na Instagramie zmiany też wiążą się z ograniczeniem aktywności, które będzie możliwych z poziomu zewnętrznej platformy. To m.in.:

  • brak możliwości sprawdzenia czy dany użytkownik obserwuje Twój profil na Instagramie,
  • brak możliwości korzystania z funkcji follow i unfollow,
  • niemożliwe będzie również wyświetlenie pełnych danych profilu i aktywność przy postach wyszukanych przez hashtagi lub oznaczenia lokalizacji.

Więcej informacji o zmianach w API Facebooka i Instagrama 

 
Categories

Proste sposoby na to, jak chronić swoje dane na Facebooku

Gigant z Menlo Park już dawno nikogo tak nie wkurzył. Z platformy wyciekły dane 50 mln użytkowników, które następnie trafiły do firmy badawczej Cambridge Analytica (tak, tej od Trumpa). Afera odbija się serwisowiczkawką. Ktoś próbuje niemrawo rozruszać akcję #deletefacebook, ale bądźmy realistami, kto dobrowolnie skaże się na FOMO? Sprawdźmy jak możemy zabezpieczyć się sami przed twórcami aplikacji, którzy wyłudzają od nas dane.

 

Najpierw jednak kilka słów wyjaśnienia. Afera Cambridge Analytica mogłaby zostać zamieciona pod dywan, jak wiele innych akcji związanych z wykorzystaniem danych na nasz temat, gdyby nie splot okoliczności. Facebook nie widział niczego złego w tym, że aplikacja wyciąga dane dotyczące zarówno biorącego udział w idiotycznym quizie, jak i jego wszystkich znajomych. W efekcie CA zgarnęło olbrzymi worek danych, w większości bez zgody ich właścicieli. Co gorsza, Facebook miał o tym wiedzieć, ale postanowił nie informować o tym ani użytkowników, ani władz. Ostatnią kroplą, która przelała czarę był sposób wykorzystania tych danych.

Badacze z Cambridge Analytica wprzęgli do pracy algorytm opracowany przez dr Michała Kosińskiego (nie współpracował on jednak z CA) i na podstawie analizy danych, dokładnie rozpoznali preferencje polityczne użytkowników. A następnie dostosowali komunikację w taki sposób, żeby je zmieniać. Jeżeli wiemy, jakie tematy poruszać z wyborcą, łatwiej możemy nim sterować. Ta wiedza została wykorzystana przez sztab Trumpa i koła optujące za Brexitem.

Pewnie nie dowiedzielibyśmy się o niczym, gdyby nie sygnalista Christoper Wylie, analityk z CA, który całą sprawę ujawnił. I zrobiło się niefajnie. Już wiadomo, że rząd brytyjski i Komisja Europejska zapowiadają wszczęcie postępowań wyjaśniających. Zgłaszają się również przedstawiciele kolejnych krajów, prosząc o wyjaśnienia. Facebook próbował umyć ręce, twierdząc że użytkownicy zgodzili się dobrowolnie na przekazanie danych, ale tym razem taki farmazon nie przejdzie. Jak zatem możemy korzystać z Facebooka, zachowując przy tym względne poczucie bezpieczeństwa?

Wykasuj aplikacje innych firm
Z wygody, lenistwa, niechęci do zakładania konta na nowym serwisie (wpiszcie inną wymówkę) logujemy się Facebookiem do aplikacji zewnętrznych. Zerknąłem w swoje konto i mam na nim 60 aplikacji. Każdej z nich udostępniam swoje imię, nazwisko, profilówkę, zdjęcie w tle, płeć, nazwę i mój identyfikator na Fejsie. Do tego niektóre wyszarpały listę moich znajomych, mój adres e-mail. Praktycznie każda może wysyłać do mnie powiadomienia, niektóre chciały publikować posty w moim imieniu na moim wallu, ale tego pilnuję i zawsze odklikuję. Wejdźcie w Ustawienia -> Aplikacje. Zadumajcie się nad liczbą firm zewnętrznych, którym daliście dostęp do swoich danych. Następnie zjedźcie na dół i polecimy po kolei.

Aplikacje, witryny internetowe i wtyczki -> Edytuj -> Wyłącz platformę. Jasne, po wyłączeniu platformy nie będziemy mogli robić mnóstwa interesujących rzeczy, jak na przykład integracja Facebooka z aplikacjami i witrynami innych firm. Myślę jednak, że jakoś to zniesiemy.

Powiadomienia z gier i aplikacji -> Edytuj -> Wyłącz. I już nie dostajemy bezsensownych powiadomień.

Aplikacje, z których inni korzystają -> Edytuj -> odznaczcie wszystkie opcje -> Zapisz. Dzięki temu użytkownicy Facebooka, którzy widzą informacje o nas, nie będą mieli czego nieświadomie udostępniać aplikacjom, z których korzystają, i które są zainteresowane wyrwaniem ekstra danych.

Ustaw widoczność swoich postów
Tutaj wszystko zależy od tego, jak traktujemy Facebooka. Dla mnie jest on przedłużeniem mojej strony, więc prawie wszystko, co wrzucam pcham na „Public”. Jeżeli jednak nie chcecie się dzielić ze światem swoimi wpisami i nie prowadzicie działalności publicystycznej, proponuję przełączyć się w inny tryb.

Ustawienia -> Prywatność -> Twoja aktywność -> Kto zobaczy Twoje przyszłe posty -> zmieniamy ustawienia na Znajomi. Będzie się to stosować do wszystkich nowych postów, które stworzycie. Ustawienia można modyfikować indywidualnie, choćby podczas tworzenia wpisu.

Ogranicz widoczność starych postów

Dobrym pomysłem może być ograniczenie widoczności starszych rzeczy. Ponownie wchodzimy do sekcji Twoja aktywność -> Ogranicz widoczność starych postów i po rozwinięciu się tej opcji, potwierdzamy nasz wybór. Od tej pory starsze posty, nawet jeżeli były ustawione jako Publiczne, będą widoczne wyłącznie dla twoich znajomych, osób w nich oznaczonych i ich znajomych. Dalekie to od doskonałości, ale lepsze niż nic.

Ogranicz możliwość wyszukiwania Cię
W sekcji Twoja aktywność znajdziemy również pole o nazwie „Jak można Cię znaleźć i nawiązać z tobą kontakt”. Ja występuję jako osoba półpubliczna, więc niczego nie zmieniałem. Ale jeżeli chcecie ograniczać dane, które mogą wyciągnąć inni, możecie poklikać i wyłączyć wyszukiwanie za pomocą e-maila, numeru telefonu oraz nie pozwolić, żeby wyszukiwarki spoza Facebooka linkowały do Twojego profilu.

Oś czasu i oznaczanie
Tutaj możemy ograniczyć bądź wyłączyć możliwość publikowania cudzych wiadomości na naszej osi czasu i ich widoczność, oznaczanie na zdjęciach i w postach. Sami skomponujcie najbardziej odpowiadającą wam paczkę. Mocno rekomenduję wyklikanie sekcji Weryfikacja, włączenie przeglądania postów, w których nas oznaczono, zanim pojawią się na naszej osi czasu oraz weryfikację znaczników.

Przyjrzyjcie się też sekcji Oznaczanie, w której jest rozpoznawanie twarzy. U mnie na razie ta opcja jest niedostępna, ale nasze Facebooki mogą się różnić i możecie mieć ją aktywną. Proponuję wyłączenie.

Wyłączenie usług lokalizacyjnych
Lokalizacja przydaje się w mapach Googla i tylko im zezwalamy na śledzenie naszych poczynań. Dla Facebooka i jego reklamodawców informacje o tym, w jakiej restauracji aktualnie jesteśmy albo gdzie pracujemy, są bezcenne. Nie widzę powodu, dla którego miałbym im je oddawać.

Usługi lokalizacyjne wyłączamy z poziomu telefonu a nie aplikacji. W Androidzie należy wejść w Ustawienia -> Osobiste -> Lokalizacja. I tutaj sprawdźcie, czy na liście aplikacji, którym udostępniacie swoje położenie jest Facebook. Jeżeli jest, klikacie w ikonkę apki, przechodzicie do Uprawnień i wyłączacie lokalizację. Można też pociągnąć hurtem wszystko i wyłączyć to dla wszystkich aplikacji, ale jak wspomniałem wcześniej, te usługi bywają przydatne w przypadku map Googla, aplikacji badających poziom zanieczyszczenia powietrza, nawigacji samochodowych. Dlatego lepiej powyłączać to ręcznie tym programom, którym taka wiedza na nasz temat nie jest potrzebna.

W przypadku urządzeń Apple sposób postępowania jest podobny.

Zmień ustawienia reklam
Należy pamiętać o jednym: nie da się wyłączyć reklam na Facebooku, będziecie je tak czy inaczej dostawać. Wszystko co robimy w tej sekcji ma na celu ich lepsze dopasowanie i uczynienie naszego życia na Facebooku znośniejszym. Być może dzięki nim uda nam się nie przegapić premiery książki naszego ulubionego autora.

Ustawienia -> Reklamy i rozwijamy sobie kolejne sekcje. Warto przejrzeć Twoje zainteresowania i zastanowić się, czy na pewno chcemy dostawać informacje na temat filmów romantycznych tylko dlatego, że zalajkowaliśmy kiedyś oficjalny profil filmu „Love Actually”.

W następnej kolejności wchodzimy do zakładki Twoje informacje i odznaczamy rzeczy, których nie chcemy pokazywać reklamodawcom. Macie tam dwa pola: Informacje o Tobie, gdzie są podstawowe dane (odklikałem wszystko) oraz znacznie ciekawsze Twoje kategorie. Tworzy je sobie sam Facebook na podstawie tego, co mu pokażemy. Warto je przeanalizować i wywalić te, które są bez sensu. U mnie były to na przykład tak dziwaczne kategorie, jak „Bliscy znajomi ekspatów” czy „US soccer fans”.

I tak na szybko to by było na tyle. Miłego facebookowania.

 
Categories

RODO – piekło przedsiębiorców i dobre chęci urzędników

Kilkustronicowe regulaminy do zaakceptowania po wejściu na strony, telefony od banków, w których od lat mamy konto – to czeka klientów w najbliższym czasie. Firmy w popłochu próbują sprawić, żeby nasze dane były przechowywane zgodnie z nowym unijnym prawem i żebyśmy się na to zgodzili. Ale całe to zamieszanie z RODO to tylko wierzchołek biznesowej gry tron, w której złotem jest każdy nasz klik w internecie. Również ten, który sprawił, że czytasz ten tekst.

Monopol na rynku danych?
O co ścigają się największe firmy świata? O to, kto uzyska najszerszy dostęp do informacji o każdym kilku, jaki wykonujemy na naszych telefonach i komputerach. Na razie najwięcej wiedzą o nas firmy z pierwszej czwórki światowych gigantów: Facebook (wart 430 mld dolarów) i firma Alphabet należąca do Google’a (o wartości  640 mld dolarów).

Zwierzamy się tym firmom za każdym razem, gdy szukamy w internecie tego co lubimy, tego czego potrzebujemy lub czytamy treści, którymi nie zawsze chcielibyśmy się chwalić. To właśnie te informacje są paliwem dla Ekonomii Danych, nowego modelu gospodarki, w której eksploracja danych stanowi lwią część wartości największych spółek technologicznych.

Wizja nowej gospodarki to taka, w której najpotężniejsze podmioty wiedzą o nas niemal wszystko. Przerażające? Tak, ale jest też dobra strona: dzięki tej wiedzy sklepy proponują nam wyłącznie to co lubimy, portale podpowiadają tylko te artykuły, które chcemy przeczytać, a banki kredyty, na spłatę których nas stać. Jaki jest czarny scenariusz? Taki, w którym wszystkie dane o nas lądują w jednym miejscu, w jednej firmie. Monopol na tym rynku może być niebezpieczny. I są na to przykłady.

Dane za jeden uśmiech
Rozprzestrzeniane w internecie zmyślone historie wychwalające Donalda Trumpa i równie nieprawdziwe paszkwile na przeciwników politycznych prawdopodobnie znacznie przechyliły szalę amerykańskich wyborów w 2016 roku. Dlaczego Amerykanie łykali te brednie? Bo były skrojone pod ich upodobania, chwytały ich za serce, przypominały coś, co lubią lub obiecywały coś za czym tęsknią. Taką wiedzę dawały sztabowi Trumpa odpowiednio zebrane w sieci dane.

Skąd się wzięły? Wszystko wskazuje na to, że pracująca przy kampanii Trumpa firma Cambridge Analityca kupiła je od osoby, która wypuściła w 2014 roku na Facebooku quizz “Sprawdź, jakim typem osobowości jesteś” (tak twierdzi jej twórca i współpracownik Cambridge Analytica). Aplikacja z quizem nie tylko zebrała dane od 250 tys. osób, które wzięły udział w zabawie (i zgodziły się tym samym na pobranie danych), ale też od ich znajomych (łącznie 50 mln użytkowników Facebooka). Wszystko odbywało się na infrastrukturze serwisu, który pozwala na budowanie zewnętrznych aplikacji zintegrowanych z jej kodem (i do niedawna regulamin pozwalał na wykorzystywanie tych danych).

Tym samym do wielkiego worka danych, którymi obracała firma Cambridge Analytica prawdopodobnie trafiły te, których nikt nigdy nie zgodził się udostępnić (znajomi osób, które wzięły udział w quizzie), a wszystkie zebrane informacje zostały odsprzedane dalej, na co żadna z osób nie wyraziła zgody. Właśnie takim sytuacjom mają zapobiegać unijne regulacje dotyczące danych: GIODO i najnowsza – RODO (ang. GDPR), która zacznie obowiązywać we wszystkich 28 krajach Unii już 25 maja. Unia chce, żeby użytkownicy sieci dokładnie wiedzieli komu i jakie dane udostępniają, komu i w jakim celu będą przekazane i jak mogą mieć wpływ na to, kto gdzie i dlaczego są wykorzystywame.

Co to oznacza w praktyce? – Klienci mogą spodziewać się maili lub innych komunikatów od firm, w których będą informowani o uprawnieniach, które przysługują im w związku z przetwarzaniem danych osobowych. RODO nadaje osobom, których dotyczą dane wiele praw, np. prawo dostępu do danych lub uzyskania ich kopii. Administrator ma obowiązek poinformować o takich uprawnieniach swoich klientów – tłumaczy Alicja Cessak, prawnik Kancelarii Snażyk Granicki.

RODO: Unia Europejska chce wiedzieć kto i jak wykorzystuje dane
Unijne Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych (RODO), jak można się domyślić, jest nie w smak nie tylko technologicznym gigantom, ale wszystkim biznesom, które  gromadzą i wykorzystują dane.Trudno dziś wyobrazić sobie firmę, która tego nie robi: może sklep spożywczy, ale jeśli już przyjmuje zapisy na wielkanocne baby, wpisując w zeszyt imię i nazwisko, a może i telefon zamawiającego, to zbiera i gromadzi dane. Każdy przedsiębiorca, którego relacje z klientami polegają na czymś więcej niż wystawianiu paragonów i faktur, powinien zapoznać się z nowym prawem.

Na celowniku nowej dyrektywy są oczywiście głównie większe firmy zajmujące się zaawansowaną analityką wielkich zbiorów danych (Big Data). Do naszego nazwiska są w nich doczepiane setki informacji o naszych zachowaniach w sieci – to się nazywa profilowanie użytkownika.

Już rozbudowane profile klientów niedługo zostaną uzupełnione o informacje o stanie kont bankowych (umożliwi to wchodzące w tym roku inne unijne prawo PSD2, które sprawi, że banki będą mogły przekazywać informacje o naszych kontach bankowych innym firmom). I to właśnie tak gromadzonym danym Unia Europejska przygląda się najbaczniej. Kombo naszych danych to nie tylko skarbnica wiedzy dla ludzi od marketingu i działów sprzedaży,a  – jak pokazuje historia – polityków. To one są paliwem nowej gospodarki i nimi będziemy karmić maszyny, żeby rozwijać sztuczną inteligencję.

Troska Unii, ból przedsiębiorców
Przedsiębiorcy  we wszystkich 28 krajach Unii Europejskiej uwijają się teraz jak w ukropie, żeby zadowolić Unię, a akronim RODO powtarzają drżącym głosem niczym klątwę rzuconą przez Parlament Europejski nie tylko na największych, ale także małe i średnie biznesy (prawo wobec nich nieco mniej wymagające, ale nowe przepisy ich nie ominą).

– Wciąż zgłaszają się do nas firmy, które dopiero myślą o wdrożeniu RODO, choć czasu pozostało niewiele. Z naszej strony proces jest dwustopniowy. Najpierw analizujemy zasady działania danej firmy, sprawdzamy w jaki sposób jej działalność opiera się na przetwarzaniu danych osobowych, mapujemy przepływy tych danych. To pozwala na identyfikację obszarów, w których dostosowanie jest konieczne. Drugi etap to wdrożenie: przygotowanie odpowiedniej dokumentacji wewnętrznej i zewnętrznej, aneksowanie już istniejących dokumentów, ew. przeszkolenie pracowników i przedstawicieli firmy. Przystosowanie do RODO jest bardziej czasochłonne w przypadku firm, które już na gruncie obecnie obowiązujących przepisów (przed RODO), kwestię ochrony danych osobowych traktowały po macoszemu. Tam świadomość potrzeby ochrony danych trzeba budować od podstaw – tłumaczy Cessak, która wdrożeniem RODO w firmach zajmuje się w kancelarii Snażyk Granicki.

Niechęć przedsiębiorców budzą nie tylko dodatkowe obowiązki i koszty związane z doradztwem przy RODO. Wielu powątpiewa w to, czy nowe prawo nie będzie równie chybione co obowiązek zawieszania informacji o ciasteczkach (plikach cookies), z którego UE wycofała się rakiem krótko po jego wprowadzeniu. Użytkownicy internetu od klikania kolejnych regulaminów jakoś nie zmądrzeli, a chyba i nie czują się w kwestii zbierania danych przez firmy jakoś szczególnie poszkodowani, skoro sami udostępniają je masowo na swoich profilach społecznościowych.

Druga poważna obawa dotyczy tego, że dobrymi chęciami Unii może zostać wybrukowane piekło innowacyjnych przedsiębiorców: przeregulowany rynek przestanie być konkurencyjny na przykład wobec rynku amerykańskiego i część najbardziej innowacyjnych przedsiębiorców technologicznych ucieknie poza Unię.

Podjęto próbę uregulowania technologii na dużą skalę. Gatunek ma 80 tys lat. Prawo może z 8 tysięcy. Ta technologia ma najwyżej 20 lat, więc łatwo być nie może – napisał o RODO na swoim blogu Tomasz Bienias, szef technologii Gazeta.pl.

Unia próbuje wprowadzić regulacje, które przewidzą rozwój technologii. Tymczasem innowacyjność polega na byciu o krok przed regulatorem – tak przynajmniej twierdzi Jack Ma, człowiek, który stworzył swojego e-commercowego giganta w Chinach, jednym z najbardziej obwarowanych regulacjami rynków świata.