Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Zarabiamy na walutach na Forexie

Bankierzy jej nienawidzą. Jeszcze miesiąc temu była fryzjerką i ledwo wiązała koniec z końcem. Teraz zarabia 1500 euro dziennie, mieszka w luksusowym penthausie i jeździ nowym Ferrari! Chcesz wiedzieć więcej? Ściągnij naszą aplikację do inwestowania, dzięki której szybko dołączysz do grona milionerów.

Chyba każdy z nas zetknął się z podobną reklamą, zmieniają się tylko kwoty dziennych zarobków, poprzednia profesja inwestorki oraz nazwa aplikacji brokera, niezbędnej do zawierania kontraktów na Forexie. Dzisiaj opowiem pokrótce co to jest ten Forex i dlaczego gra na nim to stąpanie po polu minowym.

Forex czyli Foreign Exchange to międzynarodowy rynek walutowy, należący do grupy rynków pozagiełdowych OTC, czyli Over the Counter. Oznacza to, że Forex nie znajduje się w jednym miejscu, nie ma określonej siedziby, jak choćby Warszawska Giełda Papierów Wartościowych i nie jest regulowany przez żadną instytucję powołaną do kontroli rynków finansowych. Pozwala on na globalną wymianę walut i od lat elektryzuje społeczeństwo. Bo cóż to jest za fantastyczne miejsce, gdzie handlujemy walutami i umiejętnie inwestując tysiąc dolarów możemy zarobić w jednej chwili tych tysięcy kilkanaście.

Ułudzie tej chętnie ulegają niedoświadczeni inwestorzy, którym wydaje się, że potrafią ograć rynek i wielkich graczy, i że są w stanie przewidzieć w jakim kierunku pójdzie cena danej waluty. Problem polega na tym, że najczęściej im się to nie udaje. Smutne statystyki przytaczam w ostatniej części tekstu.

Forex kusi bo to największy rynek na świecie. Średnie dzienne obroty w roku 2016 wyniosły 5,1 biliona dolarów. PKB Polski w tym roku wyniósł pół biliona dolarów. PKB średniego, nieźle rozwijającego się państwa stanowił 10 procent średnich dziennych obrotów na Forexie. A ponieważ wiem, że lubicie takie cyferki wspomnę jeszcze, że wartość obrotów z trzech dni, odpowiada całorocznej wymianie handlowej na świecie. Takie porównania i liczby przemawiają do wyobraźni, dlatego ten rynek dynamicznie się rozwija. Od roku 1998 urósł ponad trzykrotnie pod względem obrotów.

Skala obrotów działa na korzyść grających, bo gdy obraca się bilionami dziennie, nikt nie jest w stanie wpływać na kursy walut na Forexie, rzucając na niego duże środki. Nikt bowiem nie dysponuje kwotami zdolnymi wywołać jakiekolwiek wahania. Te są bowiem wywoływane gdzie indziej i wpływają na nie raczej czynniki makroekonomiczne i geopolityczne.

Oprócz gigantycznych pieniędzy, inwestorów kusi dostępność. Forex działa 24 godziny na dobę przez 5 dni w tygodniu. Wystarczy otworzyć rachunek, koniecznie u licencjonowanego brokera, i możemy zacząć grać non stop i prawie bez ograniczeń. A dlaczego bez ograniczeń? Bo możemy skorzystać z dźwigni finansowej.

Dźwignia to w dużym skrócie gra za nieswoje pieniądze. Zamiast zawierać kontrakt za 100 dolarów, posiłkujemy się dźwignią 100:1, czyli korzystamy z pożyczki udzielonej nam przez brokera. Co to oznacza? Kupujemy walutę za stówkę, bo akurat tyle mamy pieniędzy. Zmiana kursu waluty o 1 proc. sprawi, że zarobimy (lub stracimy) złotówkę. A teraz przykładamy do tego dźwignię 100:1, dzięki której gramy już kwotą 10 000 zł. I teraz zmiana kursu o 1 proc. to nasz zysk (lub strata) to już 100 zł. Czyli grając bez dźwigni zyskaliśmy 1 proc. z zainwestowanych pieniędzy. Z dźwignią jest to już wzrost o 100 proc., czyli podwojenie włożonego kapitału.

Dźwignia działa fantastycznie w sytuacji, gdy trafiamy. Gdy notowania ruszą przeciwko naszej pozycji, zerujemy rachunek w czasie krótszym niż mrugnięcie okiem. Oczywiście dobrzy brokerzy oferują różnego rodzaju zabezpieczenia dla klientów, ale wiemy, że jak się człowiek uprze, to będzie brnął, aż się zgra. Będę miał o tym wkrótce artykuł.

Warto wiedzieć, że obecnie około 90 proc. transakcji na Forexie ma charakter spekulacyjny. Miejmy świadomość tego, że pływamy w jednym basenie już nawet nie z rekinami a megalodonami inwestycyjnymi.

Nie mam zamiaru nikogo zniechęcać, jeżeli chcecie grać, to wolna wola. Proszę tylko pamiętać o dwóch rzeczach – wybierzcie licencjonowanego brokera, bo oszustów nie brakuje. I nie nadużywajcie dźwigni. A najlepiej na początku nie używajcie jej w ogóle, a potem bardzo oszczędnie.

Na zakończenie wrócę do szans, jakie na Forexie ma indywidualny inwestor. Commodity Futures Trading Commision zbadała grających i okazało się, że przeciętny inwestor traci na nim średnio 15 tys. dolarów, po czym zbiera zabawki i idzie gdzie indziej.

Według danych polskich biur maklerskich, ponad 80 proc. inwestorów indywidualnych ponosi stratę a początkujący inwestor traci cały zainwestowany kapitał w okresie krótszym niż pół roku. Wynika to zazwyczaj z przyjęcia nieprawidłowej metody zarządzania pieniędzmi, podejmowania dużego ryzyka finansowego i angażowania zbyt dużej części kapitału inwestycyjnego. No i oczywiście z korzystania z dźwigni finansowej.

W zgodnej opinii doświadczonych inwestorów indywidualnych (doświadczeni to ci, którzy na Forexie zarabiają), to nie jest impreza dla ludzi, którzy coś tam kiedyś o tym rynku usłyszeli i postanowili zaryzykować. Nie jest to też coś, co można robić z doskoku, bo czasami reagować musimy błyskawicznie. Dlatego jeżeli chcemy grać na Forexie z sukcesami, musimy się wiele nauczyć, w tym zachowywać zimną krew, prawdopodobnie kilkukrotnie wyzerujemy konto a przede wszystkim jest to praca na pełny etat. Z tymi myślami pozostawiam.

W kolejnym odcinku będzie o dobrach i pewnej piramidzie. Zapraszam.

 
Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Embargo na cygara

Czasami jakiś wyjątkowo niesympatyczny reżim podpada wspólnocie międzynarodowej i trzeba dać mu nauczkę. Zdarza się, że nauczka przybiera brutalną formę wojny, częściej jednak załatwia się to w białych rękawiczkach i karze dany kraj sankcjami gospodarczymi. Czy to w ogóle ma sens? Zdania są podzielone.

Sankcje to kary nałożone na gospodarkę podpadniętego kraju. Czasami są odpowiedzią na łamanie praw człowieka, innymi razy retorsją w konflikcie handlowym, mogą być też narzędziem prowadzenia polityki międzynarodowej.

Sankcje pierwszego rodzaju, czyli wynikające z łamania praw człowieka, dotknęły reżim Saddama Husajna, RPA prowadzące politykę apartheidu, Syrię Assada czy rząd Jaruzelskiego po wprowadzeniu stanu wojennego. Przykładem sankcji w konflikcie handlowym może być aktualna wojna celna USA z Chinami. Z kolei sankcje jako narzędzie prowadzenia polityki zostały zastosowane przez kraje OPEC po wojnie Jom Kippur (embargo na ropę naftową na USA i sojuszników Izraela) czy przez Japonię, po kolejnej próbie jądrowej rządu Indii.

Co ciekawe, przeszukując internet, znalazłem embargo będące wynikiem złego traktowania nie ludzi a zwierząt. Australia nie importuje bydła z Indonezji z powodu brutalnych metod uśmiercania zwierząt, stosowanych przez indonezyjskie rzeźnie.

Sposobów uprzykrzania życia przy pomocy sankcji jest kilka.

– wysokie cła, czyli tak naprawdę wojna celna. Nie możemy mówić o sankcjach w sytuacji prowadzenia normalnej polityki celnej.

– ograniczenia monetarne, obejmujące na przykład zamrożenie kont bankowych. Takie nieprzyjemności regularnie dotykają co bardziej niesympatycznych dyktatorów i watażków.

– embargo, czyli zakaz importu lub eksportu określonych towarów. Jest to ograniczenie handlu, ale też i innych stosunków z określonym państwem, oraz jego bojkot na arenie międzynarodowej. Embargo jest traktowane jako szczególny środek odwetowy, oferujący szeroki wachlarz możliwości.

W ramach embarga można tworzyć limity ilościowe na import/eksport. Można nakładać specjalne opłaty i podatki. Przejmuje się lub aresztuje frachty, zamraża aktywa, ogranicza transfer określonych technologii. Chyba najczęściej słyszymy słowo embargo w zestawieniu „embargo na broń”. Oznacza to, że społeczność międzynarodowa nie sprzedaje broni państwom zaangażowanym w konflikt zbrojny.

Oczywiście embargo ma sens tylko wtedy, gdy nakłada się je na państwo słabe ekonomiczne i robi to albo kraj silniejszy, albo całość lub część wspólnoty międzynarodowej. W przeciwnym przypadku embargo jest zwykłą beczką śmiechu. 

Co do skuteczności sankcji i embarga, zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że działają i pozwalają wymóc na rządach państw nimi dotkniętych pewne ustępstwa polityczne lub humanitarne. Inni uważają, że rząd wyżywi się sam a sankcje uderzają tylko i wyłącznie w obywateli danego kraju, najsilniej w tych najbiedniejszych i najsłabszych. Skłaniam się ku tej drugiej opinii.

W następnym odcinku poruszę kolejne fascynujące kwestie ekonomiczne.

 
Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Mechanizmy, które napędzają dumping

W poprzednim odcinku zatrzymaliśmy się na metodach, jakimi dysponuje państwo walczące z dumpingiem, dzisiaj dokończymy dzieła. Opiszę rodzaje dumpingu i opowiem krótko o nowym spojrzeniu na niego.

Wyróżniamy trzy główne rodzaje dumpingu, ale nie w każdym przypadku państwo uruchamia maszynę retorsyjną.

Dumping sporadyczny to sporadyczne sprzedawanie za granicę produktu po cenach niższych od kosztów. Wynika z sytuacji nadzwyczajnych. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy na rynku wewnętrznym drastycznie spada popyt. Czasami taniej będzie sprzedać towar, nawet w cenie niższej niż koszt wytworzenia, niż go magazynować, czekając na odwrócenie koniunktury. Ten dumping, jeżeli nie zdarza się regularnie, nie powoduje zazwyczaj reakcji kraju, do którego te towary trafiają.

Dumping stały lub trwały to sprzedaż towaru za granicę po cenie niższej niż na rynek krajowy. Wyobraźmy sobie sytuację, w której popyt krajowy jest dużo mniej elastyczny niż popyt na rynku zagranicznym. W takiej sytuacji u siebie możemy sprzedawać produkt drogo. Jeżeli chcemy dokonać ekspansji do kraju, w którym popyt jest bardzo elastyczny, musimy obniżyć cenę. W tym przypadku państwo może potraktować takie działanie jako przejaw normalnej konkurencji monopolistycznej i nie reagować.

Dumping agresywny lub łupieżczy to sytuacja opisana wcześniej. Celem takiego działania jest eliminacja konkurencji, zdobycie rynku cenami niższymi od kosztów wytworzenia, monopolizacja rynku i podwyższenie cen w celu realizacji zysków. Ten rodzaj dumpingu uznawany jest za nieuczciwą konkurencję i zazwyczaj spotyka się z reakcją państwa padającego jego ofiarą. Bywa też cenną nauką dla konsumentów, którzy mogą na własnej skórze przekonać się, że tanio czasami nie znaczy dobrze.

Oprócz klasycznego dumpingu produktowego, wyróżnia się czasami kilka innych, niezwiązanych bezpośrednio z towarem.

Dumping socjalny polega na wykorzystaniu niższych kosztów produkcji w kraju eksportującym. Mogą one wynikać na przykład z dłuższego dnia pracy, niskiej płacy albo wykorzystania pracy niewolniczej.

Dumping walutowy wynika z ogólnej sytuacji gospodarczej kraju eksportera i siły jego waluty. Gdy kurs waluty spada w stosunku do innych, maleje też cena eksportowanego towaru.

Dumping kredytowy ma miejsce wtedy, gdy banki krajowe udzielają przedsiębiorstwom importującym kredytów na bardzo dogodnych warunkach.

Jak pisałem wcześniej, dumping, przynajmniej teoretycznie, dotyczy dóbr importowanych. Jednak coraz więcej ekonomistów odchodzi od podstawowej definicji i klasyfikacji dumpingu, i rozszerza go na działania wyłącznie w obrębie rynku wewnętrznego. W ramach tego podejścia, naukowcy wskazują inne rodzaje dumpingu.

Dumping obronny występuje, gdy firma chce odstraszyć i zniechęcić potencjalnych konkurentów do wejścia na zajmowany przez nią rynek. Jest to działanie wyprzedzające.

Dumping skali. Producent obniża cenę po to, żeby osiągnąć korzyści skali w przyszłości (wzrost produkcji, spadek kosztów jednostkowych) lub wykorzystać w pełni swoje możliwości produkcyjne.

Dumping tworzenia nowego rynku to sytuacja, w której firma wchodzi na rynek z nowym produktem, zazwyczaj zaawansowanym technologicznie. Oferując niską cenę, producent zapewnia sobie duży udział w rynku, odstrasza konkurentów (dumping ochronny), może stać się w krótkim czasie liderem rynku w produkcji nowego towaru.

Dumping frontalny, polegający na zaatakowaniu lidera rynku. Atakujący sprzedaje poniżej kosztów, jego celem nie jest maksymalizacja zysku tylko sprzedaży i walka o prymat rynkowy.

Dumping strategiczny, polegający na redukowaniu silnej pozycji konkurentów. Nie stoją jednak za nim chęci ustanowienia monopolu.

Nie ukrywam, że takie rozszerzenie definicji dumpingu bardzo mnie cieszy. Jeżeli się przyjmie, nikt z nas nie będzie już popełniał błędów w tej materii. W następnym odcinku zajmiemy się kolejnym fascynującym zagadnieniem ekonomicznym.

 
Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Dumping to dobra cena, która wychodzi klientom na złe

O cenach dumpingowych słyszymy średnio raz w tygodniu. W dziewięciu przypadkach na dziesięć określenie to jest użyte nieprawidłowo i dotyczy sytuacji, które zgodnie z definicją, dumpingiem nie są. Już tłumaczę.

W powszechnym rozumieniu, cena dumpingowa oznacza taką cenę, która jest znacząco niższa od tego, co oferuje konkurencja. I wszyscy wiedzą, że takie działanie ma na celu wycięcie jej do ziemi. Dla firm działających na danym rynku taka sytuacja nie jest komfortowa, bo nie da się w nieskończoność sprzedawać po kosztach albo nawet poniżej nich. Dla klienta wręcz przeciwnie, wojna cenowa w wydaniu dumpingowym to okazja do tego, żeby kupować najtaniej. Niestety, wynik takiego starcia w dłuższej perspektywie jest korzystny wyłącznie dla sprzedawcy oferującego ceny dumpingowe. Wytłumaczę ten mechanizm w dalszej części. 

Jak wspomniałem na wstępie, słowo dumping (ang. zrzucać, zarzucać rynek towarami)  jest najczęściej wykorzystywane nieprawidłowo. Dziennikarze używają go do opisania każdego towaru sprzedawanego dużo taniej niż towary działającej aktualnie na rynku grupy producentów. Czyli przyszedł Uber i dał dumpingowe stawki, wycinając konkurencję taksówkarską.

Zgodnie z definicją, o dumpingu można mówić w przypadku towarów i usług importowanych. Nie jest więc klasycznym dumpingiem sprzedawanie warzyw prosto z ulicy taniej, niż identycznego asortymentu (wszak wszystko przyjeżdża z giełdy w Broniszach) w warzywniaku. Tutaj mówimy wyłącznie o dużo niższych cenach.

Natomiast dumping to mechanizm, w którym na rynek, na którym rozsiadło się wygodnie kilku producentów, wchodzi nowa firma zagraniczna. I bez dania racji, zaczyna sprzedawać towar po cenie o 30 proc. niższej od najtańszego egzemplarza oferowanego w tym segmencie. Patrzymy na ceny, po jakich oferuje go nasz zagończyk u siebie i widzimy, że u nas sprzedaje taniej niż na swoim rynku wewnętrznym. To dumping cenowy. A jak sprzedaje poniżej kosztów wytworzenia, to mamy dumping kosztowy. Jest to praktyka niebezpieczna i zagraża najczęściej przemysłowi krajowemu.

Jak wspomniałem wcześniej, jeżeli państwo nie interweniuje i sytuacja taka potrwa dłużej, przegrani są wszyscy, oprócz firmy dumpingującej. Konkurencja nie jest w stanie przetrwać długo takiego naporu niskich cen i pada. W tym samym czasie klienci są zachwyceni i kupują taniej, bo po co przepłacać? Gdy konkurencji zabraknie, zaczyna się czas żniw.

Cena towaru szybuje sobie w górę, klienci wściekli, no bo jak to, miało być już zawsze tak tanio, dumpingujący wygrywa i kosi dużo pieniędzy. Skuteczne państwo stara się nie dopuszczać do takich sytuacji i ma ku temu takie narzędzie, jak cła czy zobowiązania cenowe. Przelećmy szybko przez działania antydumpingowe, jakie można podjąć w stosunku do atakującego.

Na dzień dobry można przyłożyć cłem antydumpingowym, które usuwa jego niekorzystne skutki i wyrównuje szanse w walce konkurencyjnej.

Przedsiębiorstwo oskarżone o dumping nie chce paść ofiarą cła, więc zobowiązuje się, że podniesie ceny przynajmniej do minimalnych rynkowych.

Państwo może ustalić kwoty importowe dla dumpingowanego towaru.

Wreszcie państwo może zastosować środki tymczasowe, czyli nałożyć cło tymczasowe albo depozyt gotówkowy w wysokości naliczonego i nałożonego cła antydumpingowego.

W następnym odcinku opowiem o rodzajach dumpingu i o tym, jak ekonomiści zaczynają opisywać nim również sytuacje wyłącznie w ujęciu rynku wewnętrznego. 

 
Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Antonim oksymoronu – konkurencja monopolistyczna

Dzisiaj opowiem o ostatniej formie organizacji rynku. Dzisiaj mniej o modelach a więcej o rzeczywistości. Dzisiaj o czymś, co możecie zobaczyć w salonie samochodowym i sklepie wielkopowierzchniowym z artykułami rtv-agd. Dzisiaj opowiem o prawdziwej konkurencji. Konkurencji monopolistycznej.

Konkurencja monopolistyczna nazewniczo może się nam wydać konfundująca. No bo jak to ma działać, że z jednej strony monopol a z drugiej konkurencja? Nazwa oddaje idealnie miejsce, w jakim znajduje się ta forma rynku. Jest w niej kilka elementów z konkurencji doskonałej, trochę z monopolu, a wszystko tworzy nową jakość.

Konkurencja monopolistyczna to przede wszystkim wielu producentów i duża swoboda wejścia i wyjścia na rynek. To zbliża tę strukturę do konkurencji doskonałej. O ile jednak tam towary były identyczne, tak w tym przypadku przedsiębiorstwa wytwarzają produkty mniej lub bardziej zróżnicowane. Oznacza to, że o ile firmy oferują towar mniej więcej tego samego typu, to jednak każdy posiada pewne unikalne cechy, które go wyróżniają i odróżniają od konkurencji. Ot, spójrzmy choćby na rynek samochodów.

Konkurencja ma więc charakter pozacenowy a producenci kładą większy nacisk na reklamę, promocję, zróżnicowane opakowanie, lepszą jakość czy inny kolor. Dzięki tej strategii jeden producent farby lateksowej do kuchni może maszerować pod hasłem „biel bielsza od innych bieli” i oferować towar trochę drożej od konkurencji, która idzie pod sztandarem „biel biała jak śnieg”. Można też podkreślić lepszą wydajność krycia metra kwadratowego albo łatwość mycia ścian zabrudzonych przez pryskający olej.

Wszystko to powoduje, że firmy tworzą produkty zaspokajające bardzo podobne potrzeby, ale przez takie różnicowanie, mogą ustalać odrębne ceny na swój towar. Nie jest to już cena jednakowa dla wszystkich, tylko zbiór cen różnych producentów. Pamiętajmy jednak, że nie da się sprzedawać farby w cenie 100 zł, gdy pozostali producenci oferują taką samą ilość za nie więcej niż 50 zł. Handel nie może odbywać się w oderwaniu od innych cen rynkowych, bo to nie zadziała. Producent kontroluje podaż produktu, ale jego wpływ na cenę jest bardzo ograniczony.

I jeszcze słowo o barierach wejścia na rynek. Wspomniałem, że w przypadku konkurencji monopolistycznej ich nie ma i każdy może wejść na rynek. Jest to tylko częściowo prawda. Bo oczywiście w każdej chwili możemy zacząć mieszać farbę i ją sprzedawać. Jednak bez znacznych nakładów na reklamę, która pozwoli nam się przebić do szerszej świadomości, nie mamy tu raczej czego szukać. Pewnie będziemy w stanie działać lokalnie i zabezpieczać farbiarskie potrzeby najbliższych sąsiadów, ale przy tak wąskim rynku, każde jego wahnięcie wykopie nas z niego błyskawicznie.

Na koniec szybko podsumujmy najważniejsze cechy charakterystyczne konkurencji monopolistycznej:

duża liczba firm na rynku
– zróżnicowanie produktu
niewielki wpływ producentów na cenę
niewielkie bariery wejścia na rynek
– na rynku istnieje doskonała informacja

W tym odcinku to wszystko, zamykamy temat form organizacji rynku. Za tydzień omówimy kolejne fascynujące zagadnienie ekonomii.

 
Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Cywilizowany monopol

W poprzednim odcinku opowiedziałem o tym, gdzie się skarżyć na monopol i dlaczego konkurencję doskonałą możemy oglądać wyłącznie w bajkach Disneya. Na dzisiaj obiecałem kolejną formę organizacji rynku, tym razem bliższą temu, co widzimy za oknem. No to wyjrzyjmy.

Taką formą możliwą do zaobserwowania na co dzień jest oligopol. Jest on formą pośrednią między monopolem a konkurencją monopolistyczną, o której opowiem w następnej części. Najważniejsze cechy charakterystyczne oligopolu to:

– liczba producentów działających na rynku nie przekracza kilkunastu

producenci mogą kształtować podaż całej gałęzi, w której operują, co oznacza, że mają znaczny wpływ na cenę rynkową

– pomiędzy uczestnikami rynku zazwyczaj nie występuje konkurencja cenowa

– rywalizacja na rynku odbywa się przez obniżanie kosztów produkcji, reklamę i promocję, dodatkowe usługi, poprawę jakości, różnicowanie wyglądu produktu czy doskonalenie wyrobów

W przypadku oligopolu przedsiębiorcy mogą podjąć szereg działań dotyczących kształtowania ceny. Mogą na przykład prowadzić walkę o zajęcie dominującej pozycji na rynku na własną rękę.  Firmy mogą również zdecydować się na zawarcie porozumienia w formie jawnej i legalnej, jak fuzja, trust lub koncern, oraz tajnej i nielegalnej, jak kartel czy zmowa cenowa.  Szybko je sobie omówimy.

Syndykat prowadzi scentralizowaną politykę cen i zbytu, wyznacza uczestnikom limity produkcyjne.
Trust
to porozumienie, w którym uczestnicy tracą niezależność gospodarczą i prawną, wnoszą do trustu kapitał i w zależności od wkładu, otrzymują udział w zyskach.
Koncern
to forma organizacji skupiająca przedsiębiorstwa o odrębnej osobowości prawnej należące do jednego właściciela.
Fuzja
z kolei stanowi dobrowolne połączenie majątku kilku firm w jeden organizm. Przedsiębiorcy zakładają, że w wyniku połączenia ich sytuacja się polepszy.
Konglomerat
polega na połączeniu kilku firm o odrębnych profilach działalności, z różnych branż i świadczących różnego rodzaju usługi, mające na celu osiągnięcie wyższej rentowności, zdywersyfikowanie źródeł dochodu właścicieli i ograniczenie ryzyka strat finansowych związanych ze zmianami koniunktury w poszczególnych branżach.

Nielegalną w wielu państwach formą działalności jest kartel. Jest to umowa przedsiębiorstw posiadających decydujący wpływ w tej samej lub podobnej gałęzi gospodarki. Cel istnienia kartelu jest jeden – całkowita kontrola nad rynkiem oraz regulacją cen, podaży i popytu.

Żeby nie wikłać się w nielegalne biznesy, nie tracić własnej tożsamości czy wdawać się w wycieńczającą walkę konkurencyjną, uczestniczy oligopolu mogą zdecydować się na przywództwo cenowe, polegające na tym, że najsilniejszy przedsiębiorca określa cenę. 

Jest kilka modeli przywództwa cenowego.
Pierwszy to model dominującej firmy, który odnosi się do tych przemysłów, w których jest jedna duża firma i kilka małych. Małe przejmują cenę określoną przez przywódcę i po niej prowadzą sprzedaż.
Przywództwo efektywnej firmy występuje w sytuacji, w której rolę przywódcy pełni firma mająca najniższe koszty. Wielkość firmy nie ma tutaj żadnego znaczenia.
Przywództwo barometryczne to sytuacja, gdy przywództwo przejmuje firma mająca najlepsze wyczucie sytuacji rynkowej i życzeń pozostałych firm z branży.

W następnej części omówię ostatnią formę organizacji rynku, jaką jest konkurencja monopolistyczna.

 
Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Przyjdzie monopol i nas zje

Ale oni wykorzystują pozycję monopolisty i robią co chcą! To skandal, przecież tak nie może być i się nie godzi! Ile razy słyszeliście lub czytaliście taki tekst? Ludzie narzekają na praktyki monopolistyczne, ale co to właściwie jest ten monopol i czy rzeczywiście można się na niego gdzieś poskarżyć?

Poskarżyć można się wolnemu rynkowi i to chyba jedyna instancja. Czasami, zwłaszcza w gospodarkach silnie regulowanych, wkracza państwo i próbuje z monopolem walczyć, ale dopóki ten płaci podatki, nie ma co liczyć na zmianę przepisów. I płacimy jak za zboże. Czas najwyższy, żebyśmy sobie opowiedzieli o formach funkcjonowania rynku. Dzięki temu zrozumiemy dlaczego produkty Apple’a tyle kosztują.

W gospodarce wolnorynkowej wyróżniamy kilka struktur, pierwszą z nich jest konkurencja doskonała. Ma kilka cech wyróżniających.

Duża ilość kupujących i sprzedających. Jednak, żeby mówić o konkurencji doskonałej, na rynku nie może funkcjonować żaden podmiot dominujący. Gdyby taki był, mógłby oddziaływać na cenę. A założeniem konkurencji doskonałej jest to, że siła oddziaływania na rynek pojedynczego uczestnika jest na tyle niewielka, że nie może on samodzielnie wpłynąć na poziom ceny.

Zakłada się identyczność produktu. Wszystko jest takie samo, dlatego nabywcom wszystko jedno od kogo kupią produkt.

Nie ma barier wejścia i wyjścia. Każdy może więc na rynek wejść kiedy chce, i kiedy zechce może go opuścić. Brak barier instytucjonalnych, technicznych, patentowych etc., które uniemożliwiałyby rozpoczęcie działalności.

Wszyscy uczestnicy rynku dysponują doskonałą i pełną informacją dotyczącą produktu, jak i jego ceny obecnej i w przyszłości.

Uznaje się, że konkurencja doskonała jest taką formą funkcjonowania rynku, w której wszystkie siły rynkowe działają w pełni efektywnie. I jak się być może domyślacie, jest to model stosowany zazwyczaj do celów analitycznych.

Czyste rynki doskonale konkurencyjne w rzeczywistości nie istnieją, chociaż niektóre z nich są bliskie spełnienia założeń konkurencji doskonałej. Ekonomiści często podają przykład rynki produktów rolnych. Byłaby to prawda, gdyby nie rozwinięty system kontraktacji, dopłat, interwencji oraz ceny minimalne na produkty. W praktyce znalezienie przykładu rynku doskonale konkurencyjnego jest szalenie trudne.

Drugą formą organizacji rynku jest monopol. To sytuacja przeciwna do konkurencji doskonałej i charakteryzuje się następującymi, niesympatycznymi dla nas, cechami.

Jest jeden sprzedający albo jeden kupujący. Tak, ta druga sytuacja też się zdarza i takie zjawisko nazywamy monopsonem, lub monopolem popytowym.

Monopolista sam tworzy cenę na swój produkt. A ponieważ w sytuacji czystego monopolu nie występują substytuty, może swoją cenę narzucić kupującym. A ci decydują się ją płacić.

Monopolista dysponuje siłą monopolową. Jest to proces, w którym producent może podnosić ceny rynkowe przez zmniejszenie podaży.

Istnieje doskonała informacja o rynku. Monopolista zna popyt na swój towar, dzięki czemu może przy jego pomocy manipulować ceną.

Nie ma swobody wejścia i wyjścia na rynek. Blokowanie może odbywać się przy pomocy różnych narzędzi. Monopolista może być na przykład jedynym właścicielem danego zasobu. Państwo może mu przyznać prawo wyłączności na sprzedaż produktu lub usługi. Jest właścicielem patentu. Do uruchomienia produkcji potrzebne są bardzo duże pieniądze. Ewentualnie monopolista może operować w takiej skali, że inni zwyczajnie nie zmieszczą się już na rynku.

Przykłady prawie czystych monopoli to wydobycie diamentów, produkcja Coca-Coli albo koleje w Polsce. Prawie czyste, bo we wszystkich przypadkach występują substytuty. Chińczycy produkują masowo diamenty syntetyczne, możemy napić się Pepsi-Coli a na Openera pojechać własnym samochodem. No i umówmy się, w dobie globalizacji zostanie prawdziwym monopolistą jest praktycznie niemożliwe, a na pewno szalenie trudne.

Na dzisiaj to wszystko, w kolejnym odcinku opowiem o pozostałych dwóch, bliższych rzeczywistości formach organizacji rynku.

 
Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Czego państwo szuka w gospodarce?

Statystyczny Kowalski zapytany o funkcje państwa w gospodarce, ma zazwyczaj do powiedzenia dużo ciepłych słów na temat tego, jakie to są funkcje (przeszkadzanie uczciwemu obywatelowi żyć) i jak są przez państwo realizowane (oględnie mówiąc, realizowane są słabo). No dobra, to jakie właściwie, oprócz przeszkadzania uczciwemu człowiekowi, funkcje sprawuje państwo w gospodarce?

W idealnie kulistym wszechświecie, podstawowym celem polityki gospodarczej państwa jest zwiększenie efektywności ekonomicznej rynku. Państwo musi to robić, bo efektywność podlega wahaniom. Czasami spowodowane są przez recesję, innymi razy przez praktyki monopolistyczne, jeszcze kiedy indziej przez cokolwiek, co ma wpływ na ład i porządek gospodarczy.

Alokacja

Zaczniemy od funkcji alokacyjnej. W tym przypadku rolą państwa jest optymalne rozdysponowanie zasobów w sytuacji, w której mechanizmy rynku doprowadziłyby do ich gorszej alokacji. Odbywa się to przez rozbudowę infrastruktury, tak ekonomicznej, jak i społecznej, odpowiednio prowadzoną politykę strukturalną, politykę prewencyjną (ochrona środowiska).

Teoria głosi, że wolny rynek reguluje się sam a własność prywatna jest najlepsza i prowadzi do optymalnego alokowania zasobów. Nie podejmę się tutaj dyskusji z tym poglądem, bo jako model może i się sprawdza, natomiast w życiu nie chce być tak prosto. Dlatego czasami państwo zauważa, że interes jednostki stoi w jawnej sprzeczności z interesem społeczności lub społeczeństwa i wchodzi z regulacjami. Do zadań państwa należy zatem wybór adekwatnych form własności. Sprywatyzowanie wodociągów i sieci CO grozi drastycznymi podwyżkami cen.

Najważniejszym zadaniem jest wspieranie konkurencji. W sytuacji modelowej państwo powinno dążyć do osiągnięcia stanu konkurencji doskonałej. Może się to odbywać przez zwalczanie praktyk monopolistycznych czy eliminowanie barier wejścia na rynek.

Stabilizacja

Kolejną funkcją jest stabilizacja. Obejmuje ona najważniejsze cele makroekonomiczne, jakie stawia przed sobą państwo. Czyli obniżenie lub wyeliminowanie inflacji i bezrobocia, osiągnięcie i utrzymanie wysokiego tempa wzrostu gospodarczego oraz zachowanie równowagi rynkowej.

Gdy mechanizmy rynkowe nie są w stanie doprowadzić do stanu równowagi, wkracza państwo ze swoją polityką. Do najważniejszych zadań każdego sensownego rządu zalicza się walka z inflacją i bezrobociem oraz ograniczanie recesji. Narzędzia, jakie ma do dyspozycji państwo to polityka fiskalna i monetarna.

Ta pierwsza, zwana również polityką budżetową, służy zaspokojenie popytu państwa na pieniądz i realizację wydatków budżetowych. Do realizacji tych zadań państwo ma bardzo szerokie instrumentarium, do którego zaliczają się podatki, cła, subwencje, obligacje czy poręczenia i gwarancje rządowe.

Polityka monetarna, zwana pieniężną jest najczęściej realizowana przez Bank Centralny i polega na oddziaływaniu na poziom podaży pieniądza oraz kursy walutowe. W tym przypadku państwo korzysta z regulacji oficjalnej stopy procentowej (redyskontowej), sprzedaż lub skup papierów wartościowych i kontrola poziomu rezerw obowiązkowych, czyli rezerw obowiązkowo gromadzonych przez banki.

Do instrumentów pośrednich możemy zaliczyć związane z faktem, że bank centralny kontroluje system bankowy w danym kraju. Oraz perswazję. Tak, bank centralny i rząd mogą formułować nieformalne zalecenia w stronę banków komercyjnych w celu wymuszenia określonych działań.

Redystrybucja

Ostatnią funkcją państwa w gospodarce jest redystrybucja. Obejmuje ona działania mające na celu zmniejszenie nierówności majątkowych i dochodowych, przyczyniające się do wyrównania poziomu życia w społeczeństwie.
Redystrybucji państwo dokonuje przy pomocy następujących narzędzi:

– system podatkowy
– wydatki budżetowe
– składki na ubezpieczenia społeczne

Wydatki najczęściej dotyczą grup społecznych o najniższych dochodach. Poprzez odpowiednie sterowanie strumieniami pieniędzy, państwo może niwelować nierówności, modelować strukturę konsumpcji i oddziaływać na dostęp do takich rzeczy jak oświata, kultura, służba zdrowia, szkolnictwo wyższe czy mieszkania. Redystrybucję realizuje się również przez interwencję w poziom cen kształtujących się na rynku. Może to być kontrola poziomu czynszów czy gwarantowane ceny dla rolników.

Oczywiście głównymi formami pomocy ze strony państwa są różne świadczenia pieniężne. Zaliczymy do nich emerytury, renty, zasiłki chorobowe, inwalidzkie, dla bezrobotnych, dla osób o niskich dochodach, dla niepełnosprawnych i wszelkiego rodzaju dodatki rodzinne i mieszkaniowe.

Spotkałem się z opinią, ze redystrybucyjna funkcja państwa wzbudza mniejsze kontrowersje niż pozostałe dwie. Wydaje mi się, że od momentu wprowadzenia programu 500+ nie jest to prawda.

Niektórzy wymieniają jeszcze czwartą funkcję państwa, ale według mnie kreowanie porządku prawnego jest dużo szersze i stosuje się nie tylko do funkcji gospodarczych. Tym niemniej pamiętajmy, że bez sprawnej legislacji państwo działać nie będzie a prawo reguluje wszystkie aspekty naszego życia.

A za tydzień chyba już czas na bardzo bolesny temat podatków.

 
Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Bezlitosne bezrobocie cz.2

Gdy słyszymy o pozytywnych skutkach bezrobocia, mogą się przydarzyć dwie rzeczy. Gdy mamy pracę, słuchamy z uwagą, kiwamy głową, zgadzamy się lub wchodzimy w spór, jest ciekawie. Gdy jesteśmy bezrobotni, mamy ochotę palić opony i parlament. Też jest ciekawie. Przyjrzyjmy się skutkom bezrobocia, może uda się je przegadać bez udziału butelek z benzyną.

Ale zanim powiem o skutkach, w trzech zdaniach omówię psychologiczne fazy bezrobocia. Na początku pojawia się obawa utraty pracy. Ot, na przykład w firmie pojawiają się plotki o zwolnieniach grupowych. Czujemy się pobudzeni, mamy huśtawki nastrojów i skrajne zmiany stanów emocjonalnych. Z jednej strony szykujemy się na najgorsze, z drugiej myślimy „jestem dobry, zwolnią kogoś innego”.

A potem szef wzywa nas na rozmowę i jest po zawodach. Po utracie pracy przeżywamy szok. Mamy poczucie klęski i krzywdy. Czujemy się bezwartościowi, upokorzeni i przygnębieni. Prawie natychmiast pojawia się lęk przed przyszłością, a przede wszystkim w oczy zagląda widmo konieczności spłaty odsetek frankowego kredytu hipotecznego.

Po kilkunastu dniach rozgaszczamy się w bezrobociu, pojawia się ostrożny optymizm, chwilową przerwę w pracy traktujemy jako tymczasową niedogodność. I robimy sobie urlop od wszystkiego. Gdy go kończymy, wchodzimy aktywnie i z wiarą w sukces, w poszukiwanie odpowiedniej dla nas pracy.

Gdy ją znajdziemy, temat przestaje nas interesować. Gdy poszukiwania pracy się przeciągają, pojawia się pesymizm, rezygnacja, poczucie beznadziei. Tracimy wiarę w siebie, wpadamy w kłopoty finansowe, podupadamy na zdrowiu.

Ostatnia faza to zadomowienie i dopasowanie się do bezrobocia. Towarzyszą temu apatia, izolujemy się od znajomych i społeczeństwa, redukujemy oczekiwania życiowe, zaczynamy realizować program minimum bytowego. Przestają nas interesować jakiekolwiek rzeczy oprócz przeżycia i poszukiwania coraz mniej ambitnej pracy. Bardzo często pojawia się depresja.

Jaki z tego wniosek? Najlepiej nie być bezrobotnym a o pozytywnych skutkach bezrobocia możemy mówić wyłącznie w kategoriach gospodarki lub pracodawcy a nie jednostki. Dla jednostki, poza krótkim urlopem od obowiązków, bezrobocie nie niesie niczego dobrego.

Przepraszam, pomyliłem się. Jest jeden pozytyw dla pracowników. Jeżeli w życiu wypełnionym lękiem, znajdą motywację do samorozwoju, szybko zaczynają się uczyć nowych rzeczy, które pozwolą im utrzymać się w pracy, albo pomogą w poszukiwaniu nowej.

Niewątpliwie rośnie konkurencyjność na rynku pracy. Osoby bezrobotne muszą się rozwijać i kształcić nowe umiejętności. Niestety, ekonomiści zapominają, że osoba apatyczna i bez środków do życia, raczej nie ma sił na głęboki samorozwój.

Kolejnym pozytywnym skutkiem bezrobocia jest możliwość realokacji ludzi z zawodów nieefektywnych i nieopłacalnych do nowoczesnych i efektywnych. Do tego jednak potrzebne są również głębokie przemiany strukturalne gospodarki. Widzieliśmy to u nas po 1989 roku, gdy polikwidowano mnóstwo zawodów fizycznych, a w ich miejsce pojawili się specjaliści do spraw marketingu, przedstawiciele handlowi i PR-owcy.

Bezrobocie oznacza osłabienie pozycji pracowników i związków zawodowych. Maleje presja na wzrost płac. Zmniejsza się popyt na towary i usługi. Wszystko to pomaga walczyć z inflacją.

Gdy rośnie bezrobocie, pracownikom wzrasta motywacja do bardziej efektywnej i solidnej pracy. To prawda, nic tak nie motywuje pracownika do wytężonego wysiłku, jak wiszący nad głową bat.

No i oczywiście gdy widmo bezrobocia zajrzy nam w oczy, jesteśmy bardziej skłonni zainteresować się elastycznymi formami pracy, takimi jak wolontariat, darmowe staże czy zlecenia. Jak mówiłem – pozytywy leżą wyłącznie po stronie pracodawców i gospodarki.

Do negatywnych skutków bezrobocia możemy zaliczyć utratę statusu majątkowego i społecznego, problemy rodzinne, zdrowotne i psychiczne, obniżenie samooceny a w skrajnych przypadkach bezdomność. Jak widać, wszystkie negatywy bierze na siebie pracownik.

Dla porządku warto wspomnieć o rodzajach bezrobocia. Ze względu na czas jego trwania wyróżniamy bezrobocie krótko, średnio i długookresowe, oraz bezrobocie chroniczne. To ostatnie oznacza osoby pozostające bez pracy powyżej roku.

Ze względu na ewidencję, wyróżniamy bezrobocie jawne, czyli tych, którzy rejestrują się w Urzędach Pracy, i bezrobocie ukryte, pozostające poza ewidencją. Nie wszystkim chce się chodzić na niewnoszące niczego wizyty w UP.

Ze względu na stan gospodarki możemy wskazać bezrobocie cykliczne, które jest związane z fazami cyklu koniunkturalnego. Natomiast bezrobocie sezonowe wiąże się zazwyczaj z porą roku i występuje w budownictwie czy rolnictwie. Trudno w zimie zbierać truskawki czy wylewać fundamenty.

Bezrobocie związane ze zmianami technologicznymi i ewolucją procesów produkcyjnych nazywamy bezrobociem strukturalnym. W Polsce w okresie przemian dotknęło ono pracowników górnictwa, hutnictwa, przemysłu włókienniczego i ludzi z PGR-ów. Bezrobocie strukturalne może dotknąć ludzi również z powodu zmian w gustach konsumentów. Dzisiaj aparaty Polaroida kupują już nieliczni.

Bezrobocie technologiczne najkrócej charakteryzuje hasło „zabrali nam pracę”, przy czym nie jest to związane z imigracją ekonomiczną, a z automatyzacją i robotyzacją. Może mieć ono charakter tymczasowy, jeżeli uda się przesunąć ludzi do nowych zajęć, albo stały, jeżeli zrobotyzowaniu uległa cała gałąź gospodarki. Popatrzmy choćby na montownie samochodów, gdzie ludzie są potrzebni wyłącznie do nadzorowania pracy robotów.

W każdym kraju znajdziemy bezrobotnych z wyboru. Niektórym po prostu opłaca się korzystać ze wszystkich dostępnych form pomocy społecznej i jednocześnie pracować na czarno. W przesłanki stojące za takim postępowaniem nie wnikamy, ale mogą się wiązać z niechęcią do nadmiernego wysiłku.

No i na koniec najzdrowszy rodzaj bezrobocia, czyli bezrobocie frykcyjne. Występuje podczas poszukiwania nowej pracy lub zmiany miejsca zamieszkania.

W następnym odcinku poruszymy już przyjemniejsze tematy. 

 
Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: To straszne bezrobocie

Bezrobocie jest wtedy, gdy człowiek w wieku produkcyjnym, zdolny, gotowy i chętny do pracy, oraz aktywnie jej poszukujący, nie jest w stanie jej znaleźć. I tutaj niektórzy pewnie zakrzykną: no ale przecież wszędzie szukają chętnych do pracy, widziałem kartkę na drzwiach w pobliskiej Biedronce, że dają etat, socjal i benefit. To jak w ogóle może być bezrobocie?

O tym za chwilę. Dla jednych bezrobocie to koszmar, pesymizm, fatalizm, rezygnacja i apatia. Dla innych to jedynie powód do wzruszenia ramion. Dzisiaj przyjrzymy się jego naukowej definicji, przełożymy ją sobie na polski i porozmawiamy o jego przyczynach. Ale najpierw wyjaśnimy pułapki rozumowania zasygnalizowane w poprzednim akapicie.

Gdybyśmy żyli w gospodarce centralnie planowanej i ręcznie sterowanej, w której człowieka bezrobotnego kieruje się do pracy na front, na którym akurat pracowników brakuje, bezrobocia faktycznie by nie było. Przyszło nam jednak żyć w gospodarce w miarę wolnorynkowej, w której bezrobotny ma wybór, czy pozostać bez pracy, czy podjąć taką, która mu nie odpowiada.

Przyczyn nieodpowiadania pracy może być dużo. Wyobraźmy sobie sytuację, w której namawiamy korporacyjnego pracownika niskiego szczebla do zajęcia miejsca za kasą w supermarkecie. Jeżeli nie będzie miał noża na gardle, prawdopodobnie nie przystanie na naszą propozycję. Jego decyzję mogą warunkować na przykład czynniki finansowe – suma miesięcznych wydatków stałych, z których nie może zejść, jest wyższa niż maksymalna pensja kasjera. Taki człowiek będzie szukał pracy, w której zarobi na te koszty stałe a nie takiej, dzięki której przeżyje, ale wpadnie w spiralę zadłużenia.

Na przeszkodzie mogą stać również czynniki psychologiczne. Ktoś, kto skończył studia, pracował na stanowisku wymagających specjalnych umiejętności i wiedzy, cieszył się jakimś prestiżem, nieprędko zdecyduje się na pracę, która według jego standardów, będzie niewymagająca, zbyt prosta a nawet urągająca poziomowi jego kompetencji.

Dlatego często ludzie decydują się nie podejmować gorzej płatnej czy mniej prestiżowej pracy i nie ma w tym żadnego paradoksu. Co więcej, w każdej gospodarce, nawet centralnie planowanej, istnieje tak zwana naturalna stopa bezrobocia większa od zera. Wliczymy do niego zarówno tych, którzy nie chcą wykonywać pracy poniżej swoich umiejętności, jak również osoby o niskich kwalifikacjach, które wykonują monotonne, nieciekawe zajęcia. Dla nich czasowa przerwa w pracy może być sposobem na przeczekanie i ucieczkę od nudy i zamułki.

Gdy już sobie wyjaśniliśmy na czym polega błąd mądrości wygłaszanych przez wujka Janka na rodzinnej imprezie, możemy przejść do przyczyn bezrobocia. Jest ich wiele, wybierzemy te najważniejsze.

Wysokie koszty pracy pracodawców mogą powodować likwidację miejsc pracy albo zahamowanie tworzenia nowych. To odwieczny problem, który jest regularnie rozgrywany przez polityków. Podobne problemy może tworzyć nieelastyczne i opresyjne dla pracodawców prawo pracy. Tu jest duże pole do popisu dla aktualnego prawodawcy.

Niedopasowanie popytu i podaży na określony rodzaj pracy, czyli tak zwane bezrobocie strukturalne. W Polsce okresu przełomu politycznego mieliśmy wielu robotników nisko wykwalifikowanych i rolników. Gdy zaczęły padać duże zakłady pracy, PGR-y i małe gospodarstwa rolne, na rynku pracy pojawiła się duża grupa rolników i robotników, przy znacznie zmniejszonym zapotrzebowaniu na te zawody.

Czasami praca nie widzi się z pracownikami z powodów geograficznych. Bo co z tego, że możemy dostać pracę na platformie wiertniczej na Morzu Północnym, jeżeli oznacza to długą rozłąkę z bliskimi. W tym przypadku powodem bezrobocia jest ograniczona mobilność potencjalnych pracowników.

Reglamentacja pracy, czyli system państwowych i korporacyjnych pozwoleń oraz licencji na pracę. W tym przypadku tworzy się bariery wejścia, które zmniejszają liczbę pracowników mogących wykonywać dany zawód. Powoduje to oczywiście wzrost bezrobocia wśród tych zawodów i spadek konkurencyjności w dotkniętej takimi regulacjami branży. Prawnik po studiach potrzebuje aplikacji a lekarz musi zrobić specjalizację.

Brak równowagi między kierunkami kształcenia a zapotrzebowaniem na określony zawód. Pamiętacie wysyp magistrów marketingu i zarządzania? Dzisiaj mamy ich tak wielu, że rynek nie jest w stanie ich wchłonąć. Aktualnie rośnie nadprodukcja absolwentów kierunków informatycznych. Kto wie, za kolejne dziesięć lat możemy mieć nadprodukcję lekarzy.

Automatyzacja i restrukturyzacja przyczyniają się do likwidacji miejsc pracy wymagających niższych albo bardzo wąska wyspecjalizowanych kwalifikacji. Mówi się, że nie ma się co bać robotów zabierających pracę w montowniach, bo dzięki nim wszyscy w końcu będziemy dostawać pieniądze tylko za to, że jesteśmy.

Sezonowe lub stałe ograniczenie produkcji określonych towarów lub wykonywania usług z powodu braku zainteresowania ze strony konsumentów. Sezonowość dotyka na przykład pracujących w rolnictwie. Permanentność zniszczyła prawie całkowicie walkmany, winyle i wideo.

Na dzisiaj tyle, w następnym odcinku opowiem o rodzajach bezrobocia i jego skutkach.