Categories

Na rynku kryptowalut jazda bez trzymanki. Ministerstwo straszy i uspokaja

W ciągu ostatniego tygodnia obracający kryptowalutami Polacy zmieniali się z dnia na dzień z krezusów w bankrutów. Wszystko za sprawą kolejnych komunikatów Ministerstwa Finansów dotyczących sposobu opodatkowania przychodów z kryptowalut. Blady strach padł na tych, którzy mieli na koncie dużo transakcji: nowy podatek w najlepszym wypadku oznaczałby dla nich kres marzeń o lamborghini.

Giełda kryptowalut Bitmarket24 ogłosiła w tym tygodniu, że została kupiona przez spółkę w Londynie. Kryptowalutowy biznes ucieka z kraju. Nic dziwnego, kolejne kroki naszego rządu pokazują, że Polska nie rozumie i boi się rynku kryptowalut. To, co Ministerstwo Finansów zaproponowało ostatnio jako interpretację przepisów podatkowych w kontekście obrotu kryptowalutami sprawiło, że wielu bitcoiniarzom życie stanęło przed oczami.

– Odnoszę wrażenie, że polski rząd porywa się z motyką na słońce, a jedynymi, którzy na tym stracą będziemy my wszyscy, Polacy. Polska to “porodówka” świetnych programistów. Nie ulega wątpliwości, że technologia blockchain [na której opiera się obrót kryptowalutami – przyp.red.] to kolejna z rewolucji, którą ze spokojem można porównywać do tej przemysłowej lub do tej, którą dał nam internet. Postępowanie rządu RP to patrzenie krótkofalowe. Zacznijmy od tego, że Polska mogłaby być, biorąc pod uwagę nasz potencjał intelektualny, zagłębiem blockchaina porównywalnym z szwajcarskim Zug, co mogłoby w efekcie ściągnąć do Polski kapitał międzynarodowych korporacji, takich jak chociażby Microsoft, IBM czy Facebook – mówi Tomasz Limiszewski, który zbiera podpisy pod petycją do polskiego rządu na stopregulacjom.pl.

Nie bez przyczyny technologie rozwijają się tam, gdzie władze jak najmniej ingerują w innowacyjne obszary. Żeby eksperymentować i rozwijać nowoczesne technologie, trzeba mieć pole do eksperymentów. To dlatego Londyn stał się centrum nowoczesnej bankowości ze swoim liberalnym podejściem do technologicznych i biznesowych nowinek. Dalczego to ważne w kontekście kryptowalut? To właśnie ten obszar jest kuźnią talentów technologii, która już wkrótce może stanowić o konkurencyjnej  przewadze wielu branż, na czele z finansową – mowa oczywiście o blockchainie.

O CO CHODZI Z TYM BLOCKCHAINEM?
Zastanawialiście się, dlaczego w świecie, w którym jesteśmy w stanie przesyłać obraz na drugi koniec świata w czasie rzeczywistym, nasze przelewy dochodzą do odbiorcy często dopiero następnego dnia? Ponieważ każdy przelew musi zostać zaakceptowany przez bank. Wszystko dla bezpieczeństwa transakcji i samego pieniądza – każda transakcja internetowa musi być zaksięgowana, żeby nie zdarzyła się sytuacja, że ten sam pieniądz został zaksięgowany w dwóch miejscach. To niestety trwa. Odpowiedzią na to wyzwanie jest blockchain, który – w przeciwieństwie do tradycyjnego rejestru bankowego – jest zdecentralizowanym rejestrem danych. Dzięki blockchainowi Informacje o transakcji nie muszą być przesyłane do banku, tylko trafiają najkrótszą drogą do jednego z wielu komputerów pełniących rolę węzłów w blockchainowej sieci. Dublowaniu wartości zapobiega to, że każdy węzeł błyskawicznie przesyła dane do wszystkich innych węzłów w sieci. Zapis każdej kolejnej transakcji jest możliwy tylko w węźle, w którym historia transakcji pokrywa się z tym, co zapisane jest na wszystkich innych komputerach. Jeśli ktoś próbowałby zmienić zapis transakcji, na którymś z komputerów, sieć natychmiast wykryje modyfikację. Dzięki blockchainowi po raz pierwszy w historii mamy wreszcie szanse na bezpieczne i szybkie transakcje. Tak skonstruowany system może spowodować rewolucyjne zmiany nie tylko w obrocie pieniądzem, ale też na przykład w administracji publiczne, czy służbie zdrowia – wszędzie tam, gdzie mamy bardzo duże ilości danych, które muszą być szybko aktualizowane przez wielu użytkowników, niezmienialne,  łatwo dostępne i jednocześnie bardzo bezpieczne.

Wiele krajów na świecie, chcąc rozwijać tę technologię, tworzy preferencyjne warunki dla rozwoju kryptowalut, rozumiejąc, że świat krypto to zagłębie dobrze wyszkolonych ekspertów od blockchaina. A ci mogą się przydać.

Podatkami w kryptowaluty
Sposób, w jaki Polska zdecyduje się opodatkować kryptowaluty jest ważnym sygnałem tego, czy nasz rynek jest przyjazny rozwojowi krypto. Preferencyjne warunki dot. obrotu krytpowalutami w marcu wprowadziły nawet konserwatywne w kwestiach finansowych Niemcy – transakcje do 600 euro w ogóle nie są objęte podatkiem, a wszystkie ponad tę kwotę mogą być zwolnione z podatku, jeśli użytkownicy będą trzymać kryptowalutę dłużej niż rok.

Tymczasem u nas bałagan. Najpierw Ministerstwo Finansów twierdziło, że kryptowaluty należy rozliczać jak dochody z praw majątkowych. Potem sporządziło definicję “waluty cyfrowej”, do której ta forma rozliczenia nie pasuje. I wreszcie 4 kwietnia poinformowało, że nie tylko trzeba opodatkować transakcje kryptowalutami jak dochody z praw majątkowych, ale jeszcze do budżetu państwa musi trafić 1% z każdej transakcji sprzedaży i wymiany walut na giełdzie (to w ramach PCC – podatku od czynności cywilno-prawnych).  Gdy rozległ się lament, ministerstwo napisało na Twitterze:

Najgorszym sygnałem dla środowiska kryptowalut w pierwszym komunikacie Ministerstwa była informacja o tym, że trzeba będzie odprowadzić podatek od każdej transakcji:

– Dla traderów oznacza nic innego jak zamknięcie rynku. Bo jak inaczej nazwać konieczność zapłacenia 20 tysięcy złotych podatku z tytułu PCC, dla osoby, która wchodziła na rynek z kapitałem 10 tysięcy złotych i w ciągu miesiąca dokonuje 200 transakcji? A co z osobami, które mają podpięte pod API giełd boty, wyszukujące korzystnych par walutowych? Takie boty czasami generują po 1000 transakcji dziennie – mówi Tomasz Limiszewski.

Stawiało to wiele osób zarabiających na mikrotransakcjach w sytuacji, w której obracając na giełdach kwotą 15 tys. złotych mogliby zapłacić pół milion podatku. PCC płaciłoby się również wtedy, gdy transakcje nie przyniosłyby realnych zysków.

Ale opodatkowanie każdej transakcji to nie jedyny karkołomny pomysł, którym Ministerstwo Finansów postraszyło 4 kwietnia kryptowalutowców. Pod górkę mieliby też przedsiębiorcy prowadzący księgowość na podstawie księgi przychodów i rozchodów. “W wydanych obecnie zaleceniach resort finansów postanowił zrobić wszystko, aby wręcz uniemożliwić rozliczanie zysków z obrotami kryptowalutami. I – niestety – zrobił to w taki sposób, że zaszkodzi przede wszystkim sobie”- stwierdził ekspert portalu wGospodarce.pl Marek Siudaj.

W efekcie tej zadymy znów nie do końca wiadomo, jak wygląda kwestia opodatkowania przychodów z obrotu kryptowalutami. W oczekiwaniu na kolejną interpretację przepisów, na pewno można zacząć pisać czynny żal do urzędu skarbowego.

To już wojna?
Bardzo złym sygnałem dla środowiska rozwijającego kryptowaluty było odejście z rządu  w 2017 roku Anny Streżyńskiej, która w lipcu 2016 powołała przy Ministerstwie Cyfryzacji zespół ds. bitcoina i blockchaina. Eksperci i praktycy pracowali nad stworzeniem w Polsce rozsądnych warunków do rozwoju tej technologii, a nawet planowali specjalne kierunków studiów, które miały kształcić blockchainowych specjalistów.

Niedługo po feralnej dymisji gruchnęła wiadomość, że prężnie rozwijający technologię Polski Akcelerator Technologii blockchain pod egidą Instytutu Wiedzy i Innowacji stracił patronat Ministerstwa Cyfryzacji po tym jak ogłosił, że pracuje nad kryptozłotówką (nie oficjalną, ale tyle wystarczyło, żeby wywołać urzędniczą histerię). Ostatecznie oliwy do ognia dolał sam premier Mateusz Morawiecki, który podczas szczytu ekonomicznego w Davos porównał rynek kryptowalut do piramidy finansowej i zapowiedział regulacje. W świecie, w którym kraje takie jak Szwecja czy Estonia z własnej inicjatywy planują  tworzyć kryptowaluty, nerwowe ruchy naszego rządu dziwią.

Środowisko kryptowalutowe na ruchy administracji patrzy z uwagą. Rynek wciąż jest nowy, więc nie do końca wpasowuje się w istniejące przepisy. Można je więc interpretować i na korzyść, i na niekorzyść osób obracających kryptowalutami – ostatnia  interpretacja Ministerstwa Finansów zdecydowanie należała do tych drugich.

Głównym argumentem rządu przeciwko rynkowi kryptowalut jest ryzyko prania brudnych pieniędzy, jakie widzi w świecie krytpowalut. Jednak waluty cyfrowe to tylko 4 proc. wszystkich wypranych na świecie pieniędzy. Warto też dodać, że rejestr blockchainowy zdecydowanej większości krytpowalut umożliwia odtworzenie wszystkich transakcji, więc w wypadku podejrzenia popełnienia przestępstwa dojście do historii transakcji nie powinno stanowić problemu. Gorzej rzecz ma się z anonimowymi walutami typu Monero, w których nie da się przypisać transakcji do jej uczestników. Tym bardziej jednak nie da się nałożyć na taką transakcję podatku. Może jednak nie warto, walcząc z jednym zjawiskiem, ubijać całego rynku?

 
Categories

Twórca polskiego filmu o Bitcoinie: Nie mówimy, że zmienimy świat i zawiesimy tęczę. To merytoryczny głos w sprawie kryptowalut

Dziś w warszawskim kinie Luna premiera “Krypto” – pierwszego polskiego filmu dokumentalnego o polskiej scenie kryptowalut i technologii blockchain. Bohaterami filmu jest czołówka polskiego kryptobiznesu. O budżetach, pomyśle i branży rozmawiam z reżyserem Piotrem Pacewiczem.

Agata Kowalczyk, HiCash: W Twoim filmie wystąpiły same znane nazwiska polskiego świata blockchain i kryptowalut: Krzysztof Piech, Szczepan Bentyn, Lech Wilczyński… Jak to się stało, że w ogóle zetknąłeś się z tymi ludźmi?

Piotr Pacewicz, reżyser “Krypto”: Zafascynowałem się tym tematem, zacząłem go zgłębiać i tak trafiłem na Szczepana Bentyna, który wprowadził mnie w świat polskiego kryptobiznesu, zorganizował mi kontakty do wszystkich osób, które w tym świecie aktywnie działają. Również Arek Regiec z Beesfund  bardzo mi pomógł w temacie. Większość ludzi była bardzo chętna do współpracy, bo zależało im na tym, żeby promować swoją działalność.

Jaki obraz polskiej sceny krypto wyłania z tych rozmów?
Udało się pokazać poważną branżę, która prężnie  się  rozwija. To nie są dzieci, które siedzą w domach i coś tam kombinują, tylko poważni ludzie, którzy widzą przyszłość w tej branży.

Jak prowadzisz historię? Opowiadasz historie kryptoprzedsiębiorców?
Nie, moim zamysłem było zrealizowanie filmu, który będzie kompendium wiedzy, jeśli chodzi o Bitcoina i blockchain. W scenariuszu założyłem, że film będzie podzielony na działy, w których umieszczę wypowiedzi bohaterów. Jest więc dział Bitcoin, blockchain, mining, trading, ICO i przyszłość. O tradingu na przykład wypowiada się Sylwester Suszek z Bitbay.net i Łukasz Fijołek, który jest traderem;  w blockchainie rozmawiamy ze Szczepanem Bentynem, Krzysztofem Piechem i CEO Golema Julianem Zawistowskmi. Starałem się, żeby te działy były rozwinięte, jeżeli chodzi o merytorykę i ciekawe.

A Ty jak postrzegasz tę branżę?
To jest piramida [śmiech]! Jak patrzę na branżę z perspektywy czasu, to widzę ją jako przyszłość. Blockchain to jest coś, co  będzie się na pewno rozwijało – ja w to mocno wierzę. Wierzę też w  ludzi, którzy rozwijają tę technologię – to prekursorzy. Jestem pewien, że czekają nas w przyszłości fajne rzeczy. I nie mówię tu o zyskach z krypto czy technologii blockchain. W filmie poruszyłem też problem podejścia polskich władz do krypto i problemu z związanego z regulacjami. W skrócie wygląda to tak, że nikt nie chce się tym tematem za bardzo zająć, jest dla władz niewygodny i wszyscy spychają  go na boczne tory. Bohaterowie “Krypto” mówią w filmie, jak chcieliby, żeby wyglądały regulacje w sektorze i czego potrzeba branży, żeby się rozwijała. 

Masz poczucie, że dzisiaj w Polsce kyptobiznes wiąże się z podwyższonym ryzykiem? Czy Twoi rozmówcy boją się państwowych regulacji, które co prawda enigmatycznie, ale jednak zapowiadał w Davos premier Morawiecki?
Jeżeli chodzi o regulacje, to jest trochę strach o to, że rząd może zakazać różnych działań, co stłamsi w zarodku niektóre wartościowe projekty. Na pewno jest niepewność branży, bo w tej chwili regulacji nie ma i ja na przykład nie wierzę, że ten rząd to sensownie ureguluje. Odejście Minister Cyfryzacji Anny Streżyńskiej nie było dobrym znakiem, bo jej podejście było nadzieją na to, że coś pójdzie dalej. Z Ministerstwem Cyfryzacji współpracowało m.in. Polskie Stowarzyszenie Bitcoin. Wystarczy zajrzeć na stronę Ministerstwa Cyfryzacji, jakie dokumenty stworzyli w ramach tej współpracy – tam jest wszystko, czego potrzeba, żeby zapoznać się z tematem, a nie gadać jakieś głupoty w telewizji i dopuszczać do głosu jakichś pseudospecjalistów, którzy nazywają Bitcoina piramidą.

Chyba jako reżyser nie jesteś neutralnym obserwatorem… Masz dość jasno sprecyzowaną opinię w sprawie.
Rzeczywiście, w filmie “Krypto” nie przedstawiam dwóch stron medalu: nie przedstawiam stanowiska polskiego rządu. Ja przedstawiam stanowisko branży krypto. Film jest promocją środowiska blockchain i kryptowalut, ale jest w nim też sporo chłodnych wypowiedzi m.in. o zjawisku FOMO w kryptowalutach. Fajnie na ten temat wypowiada się w filmie Julian Zawistowski z Golema. Warto tego posłuchać, bo to wartościowe rzeczy, które mogą przestrzec ludzi przed zachłyśnięciem się FOMO, bo jak w każdej bańce, ludzie mogą stracić w takich sytuacjach pieniądze. Mówimy o tym, jak bezpiecznie funkcjonować w tej przestrzeni, więc w filmie jest dużo praktycznych porad. Nie prezentujemy wyłącznie euforii, że zmienimy świat i zawiesimy kolorowe tęcze. Uważam, że jest to wypośrodkowany głos.

Wśród partnerów masz samych reprezentantów branży Bitcoin…
Tak, budżet produkcji wyniósł milion złotych.

Yyy…Serio?
Nie no, żartuję (śmiech) To była zrzutka. Film robiliśmy po kosztach. Wierzyłem od początku w ten projekt. Moim celem nie było zarobienie na nim kasy, więc tak naprawdę budżet poszedł na pokrycie kosztów produkcji.

Dobra, to czekamy na dalsze wieści o tym, gdzie będzie można zobaczyć. “Krypto”. Dzięki za rozmowę!

Dzięki.

Piotr Pacewicz ma już na swoim reżyserskim koncie kilka produkcji dokumentalnych, głównie o sportach ekstremalnych m.in film dokumentujący Jungle Ultra Marathon – morderczym bieg na 230 km przez brazylijską dżunglę.

 
Categories

W poszukiwaniu perspektywicznych sektorów

Kolonizacja innych planet, rewolucja technologiczna spod znaku blockchaina, a może zielona energia? Globalne trendy powoli się klarują i rozkręcają. Niektóre z nich zmienią nasz świat, a przy okazji mogą zmienić stan naszego portfela. Trzeba tylko zaufać właściwej wizji i zaryzykować.

Wiesz, że gdybyś wrzucił tysiaka 10 lat temu w akcje CD Projektu, producenta gry Wiedźmin, to dziś miałbyś na koncie 114 tys zł, a gdybyś wrzucił 5 tysiaków, miałbyś ponad 0,5 mln zł, a gdybyś… Niewielka kwota i długi termin robią swoje. Szkopuł w tym, że dekadę temu mało kto wyrobrażał sobie, że gry komputerowe będą polskim towarem eksportowym na czele z produktem braci Kicińskich. Teraz też nie wiemy na 100 proc., jak będzie wyglądał świat za kolejnych 10, 20 lat. Co w 2040 r. będzie kołem zamachowym globalnej gospodarki? Jak będzie wówczas wyglądał człowiek, jego potrzeby, preferencje, sposoby spędzania wolnego czasu? Proponuję jednak, by na chwilę zamienić się w futurystę i nakreślić kilka możliwych scenariuszy. Oto moje propozycje perspektywicznych branż.

Fintechowa rewolujcja u bram

Ostatnio pisałem tutaj o bitcoinie, cyfrowym crowdfundingu i technologii blockchain, która jest z nimi bezpośrednio związana. O tej ostatniej w 2017 r. mówiło się wprawdzie mniej niż o bitcoinie (tak wynika z danych wyszukiwarki Google), ale tak na dobrą sprawę, to ona stanowi fundament najbardziej popularnej kryptowaluty i większości tych, które w ostatnich latach zostały wyemitowane.

Z technologią tą, nie bez powodu, “romansują” już największe banki na świecie. Widzą w niej bowiem możliwość ogromnych oszczędności i poprawy efektywności swoich systemów transakcyjnych. Jako zdecentralizowana i rozproszona baza danych świetnie nadaje się ona do projektów fintechowych, od tych tradycyjnych jak właśnie systemy bankowe, po bardziej rewolucyjne, jak możliwość dostarczenie kapitału do najbiedniejszych i wykluczonych finansowo rejonów świata (patrz projekt Humaniq), czy zarządzanie rozproszonymi źródłami energii odnawialnej (patrz SunContract).

Na tegorocznym forum ekonomicznym w Davos słowo blockchain było odmieniane przez wszystkie przypadki i to raczej w kontekście rewolucyjnych zmian, jakie może wywołać. Dlatego uważam, że warto śledzić postępy w wykorzystaniu tej technologii i interesować się najciekawszymi projektami, które będą szukać finansowania, czy przez ICO, emisję akcji, czy chociażby Kickstarter.

Natury nie oszukasz

Skoro już padła fraza “energia odnawialna” to od razu nadmienię, że przed tym tematem nasza planeta, w zasadzie jej właściciele, nie uciekną. Zmusi nas do tego prędzej czy później globalne ocieplenie, albo prędzej odgórne regulacje, jak chociażby porozumienie paryskie z 2015 roku.

“Ojca oszukasz, matkę oszukasz, ale…” natury nie oszukasz. Zasoby ropy, węgla, gazu są na wyczerpaniu, a patrząc na perspektywy demograficzne i rosnącą liczbę homo ekonomistów, energii będziemy potrzebować coraz więcej. Wątpię, by Elon Musk sprowadził ją z Marsa.

Raczej będziemy musieli korzystać ze słońca, wiatru, wody, biomasy itp. Ale produkcja energii to jedna strona medalu. Z drugiej trzeba będzie utemperować nasze energertyczne marnotrastwo. I tu otwiera się przestrzeń dla budownictwa zero lub plus energetycznego, inteligentnych systemów do zarządzania zużyciem, projektów termomodernizacyjnych czy chociażby elektromibilność.

Sektor energetyki odnawialnej i poprawy efeketywności energetycznej może więc w niedalekiej przyszłości stanowić bardzo istotne ogniwo naszej egzystencji. I nie mam tu na myśli tylko tak spektakularnych projektów jak Tesla wspomnianego już Muska, ale nawet najmniejsze inicjatywy, startupowe, jak coś w rodzaju projektu Olgi Malinkiewicz, czyli ogniw słonecznych na bazie perowskitów.

Nadciąga srebrne tsunami

Skoro już wspomniałem o demografii, to proponuję zapoznać się ze zjawiskiem zwanym “srebrne tsunami”. Jest to problem starzejących się społeczeństw widoczny głównie w krajach bogatszych. Pokolenia, która wchodzą lub niebawem wchodzić będą w etap życiowej jesieni i mają na kontach całkiem sporo gotówki, na pewno będą chciały zapewnić sobie na starość odpowiednio wysoki standard bytowania. To wygeneruje ogromny popyt na nowe usługi i produkty.

Mowa nie tylko o ekskluzywnych domach spokojnej starości, ale także o centrach rozrywki dla takich osób i wszelkich inicjatywach, które będą się do ich potrzeb dostosowywać. Trudne do wyobrażenia? To poczytajcie o projekcie “Dancing międzypokoleniowy” Pauliny Braun. Nie zdziwiłbym się, gdyby podobne inicjatywy przeobraziły się kiedyś w konsorcja i spółki giełdowe.

Gatunek międzyplanetarny

Skoro już dwukrotnie wspominałem Elona Muska, to wspominam go i trzeci raz. Tym razem w kontekście podróży kosmicznych. Może to zabrzmi trochę armageddonicznie, ale jeśli nie uda nam się powstrzymać globalnego ocieplenia, to by ćmoże kolonizacja innych planet i takie firmy jak Space-X będą dla nas jedynym ratunkiem. W wersji soft takie firmy będą zaspokajać ambicje naukowców, chcących badać inne obiekty kosmiczne albo zaspokajać turystyczne zapędy Ziemian. Może też być tak, że Ziemia nas po prostu nie pomieści i trzeba będzie szukać nieruchomości gdzie indziej. Tak czy siak, w dłuższej perspektywie człowiek stanie się gatunkiem międzyplanetarnym i czyjaś firma będzie musiała nam to ułatwić…

Automat zamiast człowieka

A skoro o ułatwieniach mowa, to nietrudno mi sobie wyobrazić, że firmy będę zastępować pracowników robotami. Kto nie spotkał się jeszcze w hipermarkecie z samoobsługową kasą, ten chyba nigdy w hipermarkecie nie był. Na HiCash.pl mogliście ostatnio dowiedzieć się o aplikacji, która w zasadzie rolę sklepowej kasy zminimalizuje tylko do postaci czytnika karty kredytowej.

Automatyzacja i robotyzacja postępują, bo zaawansowane języki programowania i zdobyczne nowych technologii razem wzięte pozwalają zastąpić wiele ludzkich czynności algorytmem sprawiając, że są one wykonywane bardziej efektywnie, taniej, a do tego algorytmy nie narzekają i nie zakładają związków zawodowych.

Na liście profesji, które są w tej chwili najbardziej zagrożone zastąpienie przez roboty wymienia się: recepcjonistów, kierowców taksówek, pracowników ochrony i sprzedawców w punktach z fast foodem. Zresztą koncerny samochodowe już chwalą się samochodami autonomicznymi. Na razie nie mogą ich wprowadzić, bo rozwiązania natury prawnej nie są dostosowane do nowych zdobyczy technologii, a w zasadzie do tego co owe zdobycze mogłyby nabroić…

Farmacja, Karol Marks i śmieci

Sporo futurystycznych wizji może przychodzić do głowy. Jeśli rozpatrujecie je w kontekście inwestycyjnym, to dobrze by było, gdybyście takiej wizji kibicowali, by była ona w jakimś sensie zgodna z waszą osobowością, z waszymi poglądami (np. ekoprojekty). Wtedy znacznie łatwiej lokować w niej kapitał. Jeśli wymieniona piątka, mnie najbardziej przekonująca, was nie przekonuje to proponuje na deser pomyśleć nad osiągnięciami medycyny i biotechnologii.

Wystarczy zwrócić uwagę, jakim hitem w ostatnich latach na warszawskiej giełdzie były spółki produkujące leki na nowotwory, jak Mabion, albo te budujące urządzenia do diagnostyki, jak Medicalgorithmics. Raczej nie zapowiada się, by ludzie zaczęli masowo prowadzić zdrowy tryb życia. Jeśli nie medycyna to może wszelkie inicjatywy oddające środki produkcji w ręce ludzi, czyli trochę tak jak chciał Karol Marks. Mam tu na myśli takie projekty jak BlaBlaCar czy Couchsurfing.

Sieć internetowa to dla takich inicjatyw istny raj, a patrząc na ludzi ze wzrokiem wlepionym w ekran smartfona nie spodziewam się, byśmy szybko z tego usieciowienia się wydostali. A jeśli nie sieć, to może coś bardziej przyziemnego, jak zarządzanie odpadami. Przeciętny Europejczyk produkuje 600 kg śmieci rocznie. Miejsca na składowanie nie przybywa, więc ciekawym kierunkiem inwestycyjnym mogą być firmy, które będą zajmować się utylizacją, recyklingiem, upcyklingiem czy po prostu segregacją. Kto przejeżdżał pod górą śmieciową w podwarszawskich Mościckach ten wie, że z tym syfem coś koniecznie trzeba zrobić.

Jak recytował szczeciński raper Łona “każdy problem ma rozwiązanie, jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu”. Myślę, że na wszystkie wymienione wyżej problemy ktoś znajdzie rozwiązanie. Trzeba teraz znaleźć tego kogoś i zastanowić się, czy nie powierzyć mu trochę kapitału.  A  nuż okaże się, że złowiliśmy złotą rybkę na miarę wspomnianego na początku CD Projektu.

 

 
Categories

Była minister cyfryzacji Anna Streżyńska będzie robić blockchain dla graczy

MC2 Solutions to nowa spółka za której sterami stanie Anna Streżyńska i część jej dawnego zespołu z ministerstwa. Nazwa nieprzypadkowa, bo MC2 ma być Ministerstwem Cyfryzacji do potęgi, czyli robić to, czego nie można było zza ministerialnych biurek: znajdować komercyjne zastosowania technologii blockchain. Zaczynają od branży gamingowej, pod rękę z e-sportową spółką Kinguin.

Streżyńska nie tylko będzie zawiadywała firmą MC2 Solutions, stanie się również członkiem Rady Nadzorczej Kinguina – firmy tworzącej platformę do sprzedaży cyfrowych wersji gier i zaangażowanej w e-sport.

Skąd ten dziwny tandem ministerialno-growy?
Anna Streżynska jako specjalistka IT wielokrotnie podkreślała, że dostrzega ogromny potencjał technologii rozproszonego rejestru blockchain.

– Blockchain przywraca demokratyczne zarządzanie internetem i władztwo ludzi w internecie bez podziału pomiędzy wielkie korporacje. Ta technologia odmienia sposób prowadzenia transakcji elektronicznych – mówiła Anna Streżyńska podczas konferencji inaugurującej współpracę z Kinguinem.

A trudno o większy rynek transakcyjny niż 16-milionowe grono polskich graczy, którzy bardzo chętnie odsprzedają pomiędzy sobą gry w ramach platform internetowych, na przykład takich jak Kinguin (firma od 2013 roku zebrała już grono 7,5 mln).

Anna Streżyńska do swojego zespołu w MC2 Solutions ściągnęła wiele osób z dowodzonego do niedawna przez siebie ministerstwa cyfryzacji. Na wspólników wybrała Arka Szczebiota – byłego szefa pionu IT w MR oraz Roberta Kolbarczyka, który objął funkcję Chief Strategy Officera. Firma chce docelowo być hubem dla inwestorów i zajmować się doradztwem dla biznesów w obszarze blockchain i technologii smart. Chce wskazywać szanse i pola do biznesowych zastosowań rozproszonych rejestrów.

 
Categories

Robot zamiast prawnika? Technologia zapukała do sądów i kancelarii

W tym roku po raz pierwszy podczas Eurowizji dla startupów (European Startup Awards) innowacyjne projekty powalczą również w kategorii LEGAL. Rozwój sztucznej inteligencji i technologii blockchain sprawia, że coraz więcej młodych firm próbuje zastąpić prawników sprytnymi algorytmami.

Temat automatyzacji jest hot, również w branży prawnej. Żeby być na bieżąco, warto zapamiętać dwa hasła: lawboty (które swój spryt zawdzięczają rozwojowi sztucznej inteligencji) i smart contracts (za którymi stoi technologia blockchain).

Boty skuteczne w sądzie, ale nieludzkie

Oczy na to, jak prosty dzięki technologii może stać się świat kodeksów, otworzył światu 19-letni Brytyjczyk Joshua Browder. Kilka lat temu stworzył DoNotPay – bota (aplikację, która wykonuje zapisane w kodzie czynności), dzięki której każdy ukarany mandatem mógł za pomocą smartfona w kilka minut wysłać do sądu reklamację. Do 2017 w ponad 375 tys. spraw DoNotPay ochronił mandatowiczów przed karami na łączną kwotę ponad 9 milionów dolarów.

Obecnie w DoNotPay pracuje ponad 100 botów wyspecjalizowanych w prostych sprawach administracyjnych. Na stronie głównej usługi widnieje pytanie, którym rozpoczyna się każde standardowe spotkanie z prawnikiem: “W jakiej sprawie mogę Ci pomóc?”.

W Polsce podobne uproszczenia próbuje wprowadzać m.in. sadinternetowy.pl, który zajmuje się windykacją długów. Jeśli ktoś wisi ci pieniądze, możesz wnioskować do sądu o wydanie nakazu zapłaty, wypełniając formularz na stronie. Można ze smartfona załatwić proste sprawy, w których sądy przewidują uproszczony tryb postępowania.

Algorytm zamiast prawnika?

Kreatywnego prawnika oferującego usługi szyte na miarę, potrafiącego budować relacje z klientem i dostosowywać się do jego potrzeb, a nawet emocji, nie zastąpi maszyna. Nie wyobrażam sobie również, by znalazło społeczną akceptację wyeliminowanie czynnika ludzkiego z procesu sądowego – ocenia Bohdan Pretkiel, który tematem automatyzacji prawa zajmuje się na Uniwersytecie Warszawskim.

Dodaje, że: w wielu przypadkach zastosowanie pełnej automatyzacji będzie nie tylko szkodliwe, ale i niebezpieczne:

Prawo współcześnie bywa postrzegane jako ważenie i realizacja wartości. Czy aby na pewno chcielibyśmy za sędziego czy prawodawcę mieć oprogramowanie?

Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji (AI) algorytmy powinny móc wykonywać coraz bardziej skomplikowane czynności procesowe. Ich inteligencja ma polegać na tym, że im więcej spraw przeanalizują, tym łatwiej i lepiej poradzą sobie z kolejnymi – Póki jednak sztuczna inteligencja używana w programach wykorzystywanych w celu ewaluacji argumentacji prawniczej nie będzie „sztuczną inteligencją” w pełnym tego słowa znaczeniu, to znaczy nie będzie w stanie na podstawie agregacji danych i zdobywanego doświadczenia samodzielnie uczyć się, stosować kolejne nowe wyjątki, reguły, oceniać względną siłę argumentów i rozumować w pełni niemonotonicznie, to pozostanie jedynie gadżetem wspomagającym rozumowanie albo znacznie ułatwiającym przeprowadzenie procesu rozumowania prawniczego – dodaje Pretkiel.

Smart Contracts – wystarczająco sprytne umowy?

Za ideą smart contraktów stoi technologia blockchain. Ta, na której stoi najsłynniejsza kryptowaluta świata – Bitcoin. To ona pokazała, że maszyny mogą prowadzić wiarygodne rejestry transakcji, bez nadzoru banku czy prawnika. Ten mechanizm próbuje się teraz wykorzystać do zautomatyzowania wykonalności umów.

Nie we wszystkich umowach da się oczywiście zastosować smart contrakty. Na dziś zaufałbym im w wypadku umów finansowych – mówi Olaf Tomalka, który pracuje nad technologią blockchain m.in. w spółce Boson.me.

Co ważne, zapisanych w kodzie smart contraktu ustaleń nie można zmienić. Ustalenia raz zapisane w ethereum (oparty na blockchainowym łańcuchu młodszy kuzyn Bitcoina), na zawsze pozostają wiążące. Jeśli więc babcia zapisała nam smart kontraktem spadek, to trudno będzie podstępnemu kuzynowi podrobić akt jej woli. Algorytm stojący na straży babcinej szczodrości na 100% przeleje nam odpowiednią sumę na konto w wyznaczonym
czasie. To, że ustaleń smart contraktu nie da się zmienić może być zaletą, ale nie zawsze tak jest.

Ciekawe jest to, co obecnie robi firma Aragon, która pozwala zakodować wszystkie reguły spółki: określić, na jakich zasadach działa, kto jest udziałowcem itd. Problem może pojawić się wtedy, gdy któryś z udziałowców będzie działał np.zgodnie ze smart kontraktem, ale niezgodnie z obowiązującym prawem. W świetle prawa
polskiego obowiązujące prawo jest ważniejsze niż statut firmy – mówi Tomalka.

Smart contracts rozgrzewają umysły świata finansów i technologii. Więcej barier widzą w technologii sami prawnicy, których martwi przede wszystkim fakt, że smart cntract jest realizowany nawet wtedy, gdy jego ustalenia przestaną być zgodne z obowiązującym prawem. Wyzwaniem dla technologii będzie zapewnienie sprytnym kontraktom równie sprytnych zastosowań.

Kolejnym gorącym tematem z pogranicza biznesu, prawa i technologii jest initial coin offering – ICO. Jeszcze w tym tygodniu więcej o ICO na HiCash.pl

Ciekawe? Przeczytaj Koniec świata prawników? Richarda Susskinda