Categories

Finansowi guru jadą po bitcoinie. „Trutka na szczury do kwadratu”

O cyfrowych pieniądzach bardzo chętnie wypowiadają się znane osobistości świata biznesu i ekonomii. Ich opinie są bardzo skrajne, w większości negatywne. Przewijają się porównania do baniek spekulacyjnych, czy wręcz globalnych oszustw. Tylko niektórzy widzą w bitcoinie początek monetarnej rewolucji, która uwolni nas od bankowych monopoli.

Tak to już jest, że jak nie mamy własnej opinii na dany temat, to lubimy wspierać się naszymi autorytetami. Słuchamy ich wypowiedzi i przyjmujemy lub nie ich punkt widzenia. W kwestii kryptowalut ten głos autorytetów cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem z kilku powodów.

Po pierwsze, mamy do czynienia z technologiczną nowością, która stanowi realną konkurencję dla pieniądza fiducjarnego. Po drugie, mało kto dobrze zna się na bazach danych i kryptografii, więc nie jest w stanie sam zweryfikować realnej użyteczności technologii blockchain, która za większością kryptowalut stoi. I w końcu po trzecie, kryptowaluty stały się aktywem spekulacyjnym, na którym wiele osób bardzo dużo zyskało i zastanawia się, czy zyska więcej, a jak wiadomo nic tak nie rozbudza emocji, jak możliwość szybkiego dorobienia się.

Znani ekonomiści, inwestorzy i menedżerowie wysokiego szczebla zaczęli więc coraz częściej dzielić się publicznie swoimi opiniami na temat cyfrowych pieniędzy. Z ich wypowiedzi nie wyłania się optymistyczna wizja przyszłości.

Sceptyczni bogacze
Od kilku lat swojej negatywnej opinii na temat bitcoina nie zmienia najbardziej znany inwestor giełdowy i jednocześnie trzeci najbogatszy człowiek na tej planecie – Warren Buffet. Jego zdaniem kryptowalutom bliżej do hazardu niż do inwestowania, a to dlatego, że nie mają one żadnej wewnętrznej wartości.

 – Jeśli kupujesz coś takiego jak bitcoin czy inna kryptowaluta, to tak naprawdę nie posiadasz czegokolwiek, co cokolwiek produkuje. Masz tylko nadzieję, że inny gość zapłaci za to więcej – tłumaczy Buffett.

Na tegorocznym spotkaniu akcjonariuszy jego wehikułu inwestycyjnego – Berkshire Hathaway – dolał oliwy do ognia mówiąc, że bitcoin jest jak „trutka na szczury do kwadratu”.  Jego zdaniem najbardziej popularna kryptowaluta źle skończy i zadeklarował, że jego fundusz nigdy nie zainwestował w tego typu aktywa i nie zamierza tego robić. Tych co znają styl inwestycyjny Buffetta nie dziwią te mocne opinie. Słynie on bowiem z tego, że inwestuje w wartość, a rynek giełdowy zawsze był dla niego miejscem, gdzie może kupić tanio coś wartościowego.

To coś zawsze miało być dla Buffetta weryfikowalne, dlatego znany jest z tego, że często sam posiada produkty spółek, których jest akcjonariuszem i chodzi na spotkania z zarządami, by osobiście sprawdzać kompetencje menedżerów. Jego zdaniem w przypadku bitcoina takich możliwości weryfikacji nie ma, co z automatu wyklucza kryptowalutę z kręgu jego inwestycyjnych zainteresowań.

O ile sceptycyzm Buffetta można poniekąd tłumaczyć jego wiekiem i deklarowaną niechęcią do nowych technologii, to większe zdziwienie budzą opinie jego przyjaciela Billa Gates’a, szefa Microsoftu. Choć kilka lat temu opisywał bitcoina przymiotnikiem „ekscytujący”, to w jednym z ostatnich wywiadów dla CNBC stwierdził, że chętnie zagrałby na bitcoinie na krótko, co oznacza, że spodziewa się spadku notowań.

Mało tego, w marcu tego roku w wywiadzie dla portalu Reddit.com Gates krytykował kryptowalutę za jej rzekomą anonimowość, dzięki której staje się ona świetnym narzędziem dla terrorystów i handlarzy narkotyków. Choć wielu zarzucało mu niedoinformowanie i brak wiedzy, to Gates swojego stanowiska nie zmienił i pozostaje sceptycznie nastawiony do bitcoina.

Inni panowie o zasobnych portfelach także w mocnych słowach wypowiadają się na temat cyfrowych pieniędzy. – Kryptowaluta jest oszustwem – powiedział wprost Jamie Dimon, prezes JP Morgan Chase,  na konferencji Delivering Alpha. Jego zdaniem bitcoin nie ma żadnej realnej wartości, jest gorszy od cebulki tulipana i skończy podobnie jak ona w XVII w.

Dla kontrastu warto dodać, że CEO Goldman Sachs Lloyd Blankfein przyznał niedawno, że bitcoin jest po prostu nie dla niego i nie posiada, żadnej kryptowaluty, ale dodał, że byłoby zbytnią arogancją mówienie, że bitcoin nie ma przyszłości. CEO Goldmana uważa, że skoro pieniądz fiducjarny istnieje na podstawie pewnej umowy społecznej na linii rząd – społeczeństwo, to dlaczego i kryptowaluty nie miałyby mieć swojego własnego konsensusu.

Takim „optymistą” nie jest Mark Cuban, miliarder, właściciel zespołu NBA Dallas Mavericks, który w wywiadzie dla Vanity Fair powiedział, że „jeżeli inwestujesz w bitcoina, to przygotuj się, że wszystko stracisz”. Co ciekawe – tych ostatnich słów nie do końca podziela chyba George Soros. Choć na tegorocznej konferencji w Davos mówił, że bitcoin to bańska spekulacyjna, która pęknie najszybciej ze wszystkich w historii, to w kwietniu dowiedzieliśmy się z Bloomberga, że jego rodzinna firma Soros Fund Management zamierza handlować kryptowalutami. Jak widać w finansach niekoniecznie liczy się to co myślisz, tylko to czy możesz na czymś zarobić…

Warto przywołać dość stonowane na tle powyższych stanowiska Marka Zuckerberga, szefa Facebooka i Jacka Dorsey’, szefa Twittera. Ten pierwszy widzi w technologiach szyfrowania i kryptografii narzędzia do transferu władzy od systemów scentralizowanych do zdecentralizowanych, czyli bezpośrednio do ludzi. Można więc się domyślać, że atrakcyjna wydaje mu się idea twórcy bitcoina – Satoshi Nakamoto – który stworzył swoją kryptowalutę, by uwolnić ludzi od finansowych pośredników.

Zuckerberg w swoich postanowieniach na 2018 r. umieścił m.in. obserwowanie nowych technologii związanych z cyfrowymi pieniędzmi, pod kątem wykorzystania ich w jego serwisach. Z kolei wspomniany Dorsey uważa wprost, że bitcoin to pieniądz internetu, a ten ostatni zasługuje na to, by mieć własną, odrębną walutę. Na tegorocznej konferencji Consensus w Nowym Yorku szef Twitter powiedział, że „ kryptowaluty to przyszłość legalnych środków płatniczych”. Nie jest tylko pewien, czy ta przyszłość należy właśnie do bitcoina, czy jednak do któregoś z jego konkurentów.

Podzieleni ekonomiści
Czy nam się to podoba, czy nie – kryptowaluty zdołały już całkiem nieźle zadomowić się w świecie finansów. Mają swoje odrębne platformy transakcyjne, bankomaty, fundusze w nie inwestujące, a także kontrakty terminowe notowane na tradycyjnych rynkach (CME, CBOE). Mało tego – wiele gigantów finansowych, jak Goldman Sachs, Fidelity czy Deustche Boerse, zamierza wprowadzić do swoich ofert produkty na kryptowalutach oparte.

Skoro więc cyfrowe pieniądze powoli wchodzą do mainstreamu, to tym bardziej ciekawe wydaje się zdanie ekonomistów na ich temat. Okazuje się, że i w tym środowisku cyfrowe pieniądze budzą sporo emocji.

Nouriel Roubini, który zasłynął tym, że po kilku nieudanych próbach w końcu przewidział kryzys (akurat ten duży, który zaczął się w 2007 r.), bardzo mocno skrytykował bitcoina podczas tegorocznej konferencji Milken Institute Global w Los Angeles. – Nie ma tutaj żadnej decentralizacji, to zwykły „bullshit”. A blockchain to tylko ulepszony arkusz kalkulacyjny – mówił podczas panelu pt. „Kryptowaluty: irracjonalny entuzjazm czy nowy wspaniały świat?”.

Ludzi, którzy bitcoina kupowali w szczycie notowań pod koniec 2017 r. , Roubini nazwał frajerami. Jego ostre słowa wywołały falę krytyki ze strony oponentów. – Przypomina mi to sprzedawcę koni, który twierdzi, że nie potrzebujemy silników spalinowych – odpowiadał Bill Barhydt, szef startupu ABRA, który stworzył jeden z portfeli kryptowalutowych.

Zdecydowanie bardziej wyważony, ale również krytyczny w temacie jest Robert Shiller, noblista, autor książki „Zwierzęce instynkty”. Jego zdaniem bitcoin będzie kolejnym nieudanym eksperymentem w dziedzinie finansów. – Praktycznie nikt poza działami informatyki nie potrafi wyjaśnić, jak dokładnie funkcjonują kryptowaluty. Ta tajemnica tworzy aurę ekskluzywności, nadaje zalet nowemu rodzajowi pieniądza i napełnia wielbicieli rewolucyjnym zapałem. Nie ma w tym nic nowego i podobnie jak w przypadku poprzednich innowacji monetarnych pozornie fascynująca historia może nie wystarczyć – powiedział w maju w wywiadzie dla CNBC. Kilka dni temu w rozmowie z dziennikarzami Bloomberga opisywał bitcoina w kategoriach bardziej behawioralnych, nazywając go społecznym ruchem, w którym panuje „epidemia entuzjazmu”. Swoją wypowiedź spuentował tym, że bitcoin to dla niego bańka spekulacyjna, jednak asekuracyjnie dodał, że nie oznacza to, że wartość tej kryptowaluty spadnie do zera.

Zdecydowanie bardziej wyważone i jednocześnie mniej emocjonalne, a bardziej merytoryczne jest stanowisko Christine Lagarde, szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Na łamach bloga WTF umieściła ona wpisy pokazujące zarówno pozytywne, jak i negatywne jej zdaniem strony kryptowalut (m. in. „An Even-handed Approach to Crypto-Assets”). W wywiadach podkreśla, że nierozsądnym byłoby odrzucenie kryptowalut. Ich popularność i rozwój technologii za nimi stojących skłaniają do głębszej analizy, zarówno pod kątem potencjalnych zalet i ryzyk.

Lagerde zwraca chociażby uwagę na szybkość i niskie koszty transakcji, z drugiej strony ostrzegając przed niestabilnością i wysoką zmiennością notowań. Co ciekawe, nie uważa ona, by rozwiązania z zakresu technologii blockchain wyeliminowały instytucję pośrednika z globalnego obiegu pieniądza. Raczej spodziewa się korzystnej dla wszystkich dywersyfikacji usług dzięki rozwojowi fintechów, a także adaptacji rozwiązań stosowanych w kryptowalutach do tradycyjnych systemów (co zresztą już się dzieje).

Stanowisko szefowej MFO to niewątpliwie ważny głos w całej globalnej dyskusji. Niektórzy komentatorzy uważają, że to jej pozytywny wpis na blogu wywołał kwietniowy skok notowań bitcoina do 8 tys. dol.  Niewykluczone. W końcu, jak widać powyżej, większość z największych „gadających głów” jest sceptycznie nastawiona do bitcoina, więc każdy liczący się, pozytywny głos w temacie stanowi jakiś promyk nadziei dla entuzjastów cyfrowych pieniędzy. Profilaktycznie ostrzegam tylko, by nie traktować każdej pozytywnej opinii jakiegoś guru, jako sygnał do kupna bitcoina.

 
Categories

10 gwiazd światowego formatu, które romansują z kryptowalutami

Cyfrowe nośniki wartości wchodzą na salony. Coraz więcej aktorów, sportowców i celebrytów informuje świat, że albo posiadają bitcoiny, albo inwestują w przedsięwzięcia związane z technologią blockchain, albo… zamierzają wyemitować swój token personalny.

 

Zanim przejdziemy do wyliczanki, kilka słów wprowadzenia. Pisałem kilka tygodni temu na łamach HiCash.pl o tzw. tokenach personalnych („Personalne tokeny, czyli jak zmonetyzować… samego siebie”), zwracając uwagę, że cyfrowe nośniki wartości mogą być niebawem dostępne dla każdego, a szczególnie dla osób aktywnie działających w mediach tradycyjnych i społecznościowych. Nie minęło wiele czasu, a już słyszymy o projektach typu tokenstars.com czy Global Crypto Offering Exchange, a więc platformach, na których takie tokeny będzie można emitować lub wystawić na sprzedaż.

To kolejny etap tej kryptowalutowej ewolucji – zaczęło się od bitcoina, który miał zastąpić pieniądz fiducjarny, a powoli wkraczamy w etap, gdzie każdy może się stokenizować, czyli wyemitować własny, cyfrowy pieniądz, a po jego giełdowym kursie szacować swoją wartość i popularność. Na razie taką monetyzacją samego siebie zainteresowane są głównie gwiazdy, bo nie ma się co oszukiwać – dzięki swoim zasięgom, mogą znaleźć wielu nabywców tokenów i dzięki temu uzyskać naprawdę wiarygodną wycenę swojej osoby. Mało tego – taki token staje się świetnym narzędziem marketingowym, bo może być wymienialny na towary i usługi, jakie jego emitent będzie w stanie zaoferować swoim fanom. Ponadto może być też źródłem dodatkowego dochodu, gdyż można go sprzedać na giełdzie i wymienić na tradycyjne pieniądze lub np. bitcoina. Potencjał jest tutaj spory i wiele znanych osób zdaje się go powoli zauważać. Oto lista wybranych 10 gwiazd, które już zapowiedziały emisję własnych monet, albo mocno angażują się w kryptowalutową branżę.

John McAfee

Twórca znanego oprogramowania antywirusowego już od dłuższego czasu nie ukrywa swojej sympatii do kryptowalut. O ich świetlanej przyszłości jest przekonany do tego stopnia, że w dyskusji na Twitterze zadeklarował nawet zjedzenie własnego prącia w telewizji publicznej, jeśli kurs bitcoina nie wzrośnie w ciągu trzech lat do 0,5 mln dol. W minionym tygodniu ponownie zaskoczył świat informacją, że zamierza wypuścić własną kryptowalutę o nazwie – „McAfee Redemption Unit” (MRU). Co ciekawe MRU będzie mieć fizyczną postać banknotów z hologramem o siedmiu różnych nominałach od 1 do 500 jednostek. Na większości banknotów ma widnieć podobizna nikogo innego, tylko emitenta. Wartość nominalna 1 MRU to 9,95 dol. i można ją będzie wymienić na 1 min spotkania z McAfee. Zgodnie z założeniami do obrotu ma trafić łącznie 6 050 000 jednostek MRU, co przy założeniu, że emitent będzie przeznaczał na spotkania 10 godzin dziennie, daje łącznie okres 27 lat potrzebny na wypełnienie całości zobowiązań. To się nazywa lojalność wobec fanów.

Michael Owen

Były napastnik Liverpoolu i piłkarskiej reprezentacji Anglii ogłosił niedawno, że inwestuje w singapurską platformę do handlu i emisji tokenów Global Crypto Offering Exchange. Mało tego zamierza na niej wyemitować własne tokeny. W wywiadzie dla CNBC powiedział, że kariera sportowca jest krótka i po jej zakończeniu trzeba czymś się zająć. Zdaniem piłkarza cyfrowe nośniki wartości to świetny sposób na interakcje z fanami. Owen chce, by jego żetony były wymienialne m. in. na prywatne filmy szkoleniowe, darowizny na cele charytatywne, a nawet możliwość wykupienia czegoś w rodzaju video-konwersacji ze swoim idolem. Podczas konferencji w Hong Kongu podane zostały szczegóły emisji, w tym cena nominalna jednego OwenCoina, wynosząca 10 dol.

Manny Pacquiao

W tę samą platformę handlową co Michael Owen inwestuje także jeden z najlepszych bokserów ostatniego stulecia – popularny Pacman. Podobnie, jak angielski piłkarz, tak i Filipińczyk chce przy tej okazji wyemitować swoją walutę. Będzie to „PAC Token”, wymienialny m. in. na live streamingi oraz różne gadżety związany z bokserem. Pacquiao powiedział w jednym z wywiadów, że poprzez emisję chce też wyrazić swoje poparcie dla uregulowania cyfrowych pieniędzy. Ma to o tyle duże znaczenie, że jest on członkiem filipińskiego senatu. Wyobrażacie sobie na przykład, że senator Kogut emituje swojego CockCoina? To byłby dopiero znak postępu…

Ashton Kutcher

Znany amerykański aktor od dawna interesuje się kryptowalutami. Przykładowo – już w 2014 r. tweetował na temat ethereum, a więc rok przed emisją drugiego po bitcoinie, najbardziej popularnego cyfrowego nośnika wartości. Na razie nie słychać nigdzie o KutcherCoinie, ale wiadomo, że aktor zainwestował w kilka branżowych przedsięwzięć. Mowa m. in. o Bitpay, a więc firmie płatniczej, która wykorzystuje technologię blockchain.  O tej ostatniej Kutcher wypowiada się w samych superlatywach. – Ta sama infrastruktura, która zbudowała bitcoina, może być wykorzystana zabezpieczając przemysł dla dobra całej ludzkości – mówił w jednym z wywiadów. Warto dodać, że fundusz Kutchera Sound Ventures wspiera Unikrn, internetową platformę zakładów eSportowych, która rok temu uruchomiła własną kryptowalutę UnikoinGold, która może służyć do obstawiania wydarzeń.

Melanie Brown (Mel B)

Była piosenkarka brytyjskiego zespołu Spice Girls, była pierwszym twórcą w branży muzycznej, który zaakceptował płatności w bitcoinach. Mel B zrobiła to bowiem już w 2013 r., nawiązując przy tej okazji współpracę w firmą Cloud Hashing. – Uwielbiam to, w jaki sposób nowa technologia ułatwia nam życie. Jest to dla mnie bardzo ekscytujące, że bitcoin, a więc jedna waluta, jednoczy moich fanów na całym świecie – komentowała swoją decyzję. Wielu innych muzyków poszło w jej ślady, ale tytuł pionierki będzie należał do niej.


Lionel Messi

Jeden z najlepszych piłkarzy świata został ambasadorem marki Sirin Labs, czyli producenta smartfonów przeznaczonych dla inwestorów kryptowalutowych. Urządzenia te spełniają wysokie standardy bezpieczeństwa, skrojone na miarę ery blockchaina, i za pomocą jednego kliknięcia mogą zmieniać się z koparki w mobilny portfel. Token firmy – SRN, zdrożał w ciągu doby o 16 proc. w reakcji na informację, że Messi zagra w reklamie firmy. Trudno się dziwić, skoro post piłkarza na Instagramie i Facebooku dotarł do 90 mln użytkowników.

Gwyneth Paltrow

Znana aktorka została w zeszłym roku doradcą startupu Abra, który tworzy mobilny portfel do przechowywania 25 różnych kryptowalut, w tym m. in. bitcoina, ethereum, i dasha. Współpraca została nawiązana przy okazji emisji jednego z odcinków programu „Planet of the Apps”. W ramach pomocy firmie, Paltrow zorganizowała m. in. videokonferencję z Brianem Chesky, współtwórcą znanego portalu Airbnb.

Jamie Foxx

Znany aktor (m.in. z filmu „Django”) promował w zeszłym roku na swoim twitterze Cobinhood. Jest to projekt giełdy kryptowalutowej, w której nie ma prowizji transakcyjnych. Co ciekawe, Foxx tak mocno zaangażował się w reklamę emisji tokenów, że CEO Cobinhood, musiał wkrótce przepraszać za zachowanie aktora, gdyż prezentowana przez niego oferta przedsprzedaży była niezgodna z white paperami giełdy.

 

The Game

Amerykański raper jest właścicielem apteki z marihuaną w Kalifornii i wpadł rok temu na pomysł, by umożliwić ludziom nabywanie jego towaru przy pomocy technologii blockchain. Dzięki niej użytkownicy mogliby ominąć wiele ograniczeń występujących na wolnym rynku, a jednocześnie robić deale bardzo szybko. – Dzięki blockchain przygotowujemy rewolucje w świecie cannabis – pisał na swoim twitterze muzyk. W tym celu nawiązał współpracę z firmą Paragon, które wyemitowała tokeny PRG w liczbie prawie 165 mln.

Floyd Mayweather Jr.

I na koniec gorzka wisienka na torcie. Nie wszystkie romanse gwiazd ze światem kryptowalut kończą się szczęśliwie. Utytułowany bokser promował w ubiegłym roku ICO firmy Centra Tech, którą założyli Robert Farkas i Sohrah ‘Sam’ Sharma. Panowie zebrali ponad 32 mln dol. od tysięcy inwestorów, którzy byli przekonani, że inwestują w kryptowalutową kartę płatniczą, której powstanie wspierać miały giganty Visa i Mastercard. Sam Mayweather na swoim Instagramie umieścił zdjęcie z przykładową kartą, pisząc jednocześnie, że można go nazywać „Floyd Crypto Mayweather”. Miesiąc temu amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) stwierdziła, że było to zwykłe oszustwo, a twórcy firmy zostali aresztowani. Mayweather okazał się więc twarzą zwykłej piramidy finansowej…

Zdjęcia pochodzą z serwisu Wikipedia.
 
Categories

Na rynku kryptowalut jazda bez trzymanki. Ministerstwo straszy i uspokaja

W ciągu ostatniego tygodnia obracający kryptowalutami Polacy zmieniali się z dnia na dzień z krezusów w bankrutów. Wszystko za sprawą kolejnych komunikatów Ministerstwa Finansów dotyczących sposobu opodatkowania przychodów z kryptowalut. Blady strach padł na tych, którzy mieli na koncie dużo transakcji: nowy podatek w najlepszym wypadku oznaczałby dla nich kres marzeń o lamborghini.

Giełda kryptowalut Bitmarket24 ogłosiła w tym tygodniu, że została kupiona przez spółkę w Londynie. Kryptowalutowy biznes ucieka z kraju. Nic dziwnego, kolejne kroki naszego rządu pokazują, że Polska nie rozumie i boi się rynku kryptowalut. To, co Ministerstwo Finansów zaproponowało ostatnio jako interpretację przepisów podatkowych w kontekście obrotu kryptowalutami sprawiło, że wielu bitcoiniarzom życie stanęło przed oczami.

– Odnoszę wrażenie, że polski rząd porywa się z motyką na słońce, a jedynymi, którzy na tym stracą będziemy my wszyscy, Polacy. Polska to “porodówka” świetnych programistów. Nie ulega wątpliwości, że technologia blockchain [na której opiera się obrót kryptowalutami – przyp.red.] to kolejna z rewolucji, którą ze spokojem można porównywać do tej przemysłowej lub do tej, którą dał nam internet. Postępowanie rządu RP to patrzenie krótkofalowe. Zacznijmy od tego, że Polska mogłaby być, biorąc pod uwagę nasz potencjał intelektualny, zagłębiem blockchaina porównywalnym z szwajcarskim Zug, co mogłoby w efekcie ściągnąć do Polski kapitał międzynarodowych korporacji, takich jak chociażby Microsoft, IBM czy Facebook – mówi Tomasz Limiszewski, który zbiera podpisy pod petycją do polskiego rządu na stopregulacjom.pl.

Nie bez przyczyny technologie rozwijają się tam, gdzie władze jak najmniej ingerują w innowacyjne obszary. Żeby eksperymentować i rozwijać nowoczesne technologie, trzeba mieć pole do eksperymentów. To dlatego Londyn stał się centrum nowoczesnej bankowości ze swoim liberalnym podejściem do technologicznych i biznesowych nowinek. Dalczego to ważne w kontekście kryptowalut? To właśnie ten obszar jest kuźnią talentów technologii, która już wkrótce może stanowić o konkurencyjnej  przewadze wielu branż, na czele z finansową – mowa oczywiście o blockchainie.

O CO CHODZI Z TYM BLOCKCHAINEM?
Zastanawialiście się, dlaczego w świecie, w którym jesteśmy w stanie przesyłać obraz na drugi koniec świata w czasie rzeczywistym, nasze przelewy dochodzą do odbiorcy często dopiero następnego dnia? Ponieważ każdy przelew musi zostać zaakceptowany przez bank. Wszystko dla bezpieczeństwa transakcji i samego pieniądza – każda transakcja internetowa musi być zaksięgowana, żeby nie zdarzyła się sytuacja, że ten sam pieniądz został zaksięgowany w dwóch miejscach. To niestety trwa. Odpowiedzią na to wyzwanie jest blockchain, który – w przeciwieństwie do tradycyjnego rejestru bankowego – jest zdecentralizowanym rejestrem danych. Dzięki blockchainowi Informacje o transakcji nie muszą być przesyłane do banku, tylko trafiają najkrótszą drogą do jednego z wielu komputerów pełniących rolę węzłów w blockchainowej sieci. Dublowaniu wartości zapobiega to, że każdy węzeł błyskawicznie przesyła dane do wszystkich innych węzłów w sieci. Zapis każdej kolejnej transakcji jest możliwy tylko w węźle, w którym historia transakcji pokrywa się z tym, co zapisane jest na wszystkich innych komputerach. Jeśli ktoś próbowałby zmienić zapis transakcji, na którymś z komputerów, sieć natychmiast wykryje modyfikację. Dzięki blockchainowi po raz pierwszy w historii mamy wreszcie szanse na bezpieczne i szybkie transakcje. Tak skonstruowany system może spowodować rewolucyjne zmiany nie tylko w obrocie pieniądzem, ale też na przykład w administracji publiczne, czy służbie zdrowia – wszędzie tam, gdzie mamy bardzo duże ilości danych, które muszą być szybko aktualizowane przez wielu użytkowników, niezmienialne,  łatwo dostępne i jednocześnie bardzo bezpieczne.

Wiele krajów na świecie, chcąc rozwijać tę technologię, tworzy preferencyjne warunki dla rozwoju kryptowalut, rozumiejąc, że świat krypto to zagłębie dobrze wyszkolonych ekspertów od blockchaina. A ci mogą się przydać.

Podatkami w kryptowaluty
Sposób, w jaki Polska zdecyduje się opodatkować kryptowaluty jest ważnym sygnałem tego, czy nasz rynek jest przyjazny rozwojowi krypto. Preferencyjne warunki dot. obrotu krytpowalutami w marcu wprowadziły nawet konserwatywne w kwestiach finansowych Niemcy – transakcje do 600 euro w ogóle nie są objęte podatkiem, a wszystkie ponad tę kwotę mogą być zwolnione z podatku, jeśli użytkownicy będą trzymać kryptowalutę dłużej niż rok.

Tymczasem u nas bałagan. Najpierw Ministerstwo Finansów twierdziło, że kryptowaluty należy rozliczać jak dochody z praw majątkowych. Potem sporządziło definicję “waluty cyfrowej”, do której ta forma rozliczenia nie pasuje. I wreszcie 4 kwietnia poinformowało, że nie tylko trzeba opodatkować transakcje kryptowalutami jak dochody z praw majątkowych, ale jeszcze do budżetu państwa musi trafić 1% z każdej transakcji sprzedaży i wymiany walut na giełdzie (to w ramach PCC – podatku od czynności cywilno-prawnych).  Gdy rozległ się lament, ministerstwo napisało na Twitterze:

Najgorszym sygnałem dla środowiska kryptowalut w pierwszym komunikacie Ministerstwa była informacja o tym, że trzeba będzie odprowadzić podatek od każdej transakcji:

– Dla traderów oznacza nic innego jak zamknięcie rynku. Bo jak inaczej nazwać konieczność zapłacenia 20 tysięcy złotych podatku z tytułu PCC, dla osoby, która wchodziła na rynek z kapitałem 10 tysięcy złotych i w ciągu miesiąca dokonuje 200 transakcji? A co z osobami, które mają podpięte pod API giełd boty, wyszukujące korzystnych par walutowych? Takie boty czasami generują po 1000 transakcji dziennie – mówi Tomasz Limiszewski.

Stawiało to wiele osób zarabiających na mikrotransakcjach w sytuacji, w której obracając na giełdach kwotą 15 tys. złotych mogliby zapłacić pół milion podatku. PCC płaciłoby się również wtedy, gdy transakcje nie przyniosłyby realnych zysków.

Ale opodatkowanie każdej transakcji to nie jedyny karkołomny pomysł, którym Ministerstwo Finansów postraszyło 4 kwietnia kryptowalutowców. Pod górkę mieliby też przedsiębiorcy prowadzący księgowość na podstawie księgi przychodów i rozchodów. “W wydanych obecnie zaleceniach resort finansów postanowił zrobić wszystko, aby wręcz uniemożliwić rozliczanie zysków z obrotami kryptowalutami. I – niestety – zrobił to w taki sposób, że zaszkodzi przede wszystkim sobie”- stwierdził ekspert portalu wGospodarce.pl Marek Siudaj.

W efekcie tej zadymy znów nie do końca wiadomo, jak wygląda kwestia opodatkowania przychodów z obrotu kryptowalutami. W oczekiwaniu na kolejną interpretację przepisów, na pewno można zacząć pisać czynny żal do urzędu skarbowego.

To już wojna?
Bardzo złym sygnałem dla środowiska rozwijającego kryptowaluty było odejście z rządu  w 2017 roku Anny Streżyńskiej, która w lipcu 2016 powołała przy Ministerstwie Cyfryzacji zespół ds. bitcoina i blockchaina. Eksperci i praktycy pracowali nad stworzeniem w Polsce rozsądnych warunków do rozwoju tej technologii, a nawet planowali specjalne kierunków studiów, które miały kształcić blockchainowych specjalistów.

Niedługo po feralnej dymisji gruchnęła wiadomość, że prężnie rozwijający technologię Polski Akcelerator Technologii blockchain pod egidą Instytutu Wiedzy i Innowacji stracił patronat Ministerstwa Cyfryzacji po tym jak ogłosił, że pracuje nad kryptozłotówką (nie oficjalną, ale tyle wystarczyło, żeby wywołać urzędniczą histerię). Ostatecznie oliwy do ognia dolał sam premier Mateusz Morawiecki, który podczas szczytu ekonomicznego w Davos porównał rynek kryptowalut do piramidy finansowej i zapowiedział regulacje. W świecie, w którym kraje takie jak Szwecja czy Estonia z własnej inicjatywy planują  tworzyć kryptowaluty, nerwowe ruchy naszego rządu dziwią.

Środowisko kryptowalutowe na ruchy administracji patrzy z uwagą. Rynek wciąż jest nowy, więc nie do końca wpasowuje się w istniejące przepisy. Można je więc interpretować i na korzyść, i na niekorzyść osób obracających kryptowalutami – ostatnia  interpretacja Ministerstwa Finansów zdecydowanie należała do tych drugich.

Głównym argumentem rządu przeciwko rynkowi kryptowalut jest ryzyko prania brudnych pieniędzy, jakie widzi w świecie krytpowalut. Jednak waluty cyfrowe to tylko 4 proc. wszystkich wypranych na świecie pieniędzy. Warto też dodać, że rejestr blockchainowy zdecydowanej większości krytpowalut umożliwia odtworzenie wszystkich transakcji, więc w wypadku podejrzenia popełnienia przestępstwa dojście do historii transakcji nie powinno stanowić problemu. Gorzej rzecz ma się z anonimowymi walutami typu Monero, w których nie da się przypisać transakcji do jej uczestników. Tym bardziej jednak nie da się nałożyć na taką transakcję podatku. Może jednak nie warto, walcząc z jednym zjawiskiem, ubijać całego rynku?

 
Categories

Personalne tokeny, czyli jak zmonetyzować… samego siebie

Bentyncoin, Wapniakcoin oraz BKcoin to cyfrowe monety wyemitowane w 2017 r. przez znanych polskich youtuberów: Szczepana Bentyna, Maćka Wapińskiego oraz Patryka Suligę. Brzmi trochę, jak żart, ale wcale nim nie jest. Za zebrane w ICO pieniądze panowie rozwijają swoje produkcje wideo, dostarczając nabywcom tokenów lepszej jakości usługi i jednocześnie scalając swoją społeczność. Czy to początek kolejnej rewolucji w kryptowalutowym środowisku?

Satoshi Nakamoto, twórca bitcoina, chyba nie zdawał sobie sprawy, jakiego technologicznego przełomu dokona jego wynalazek i jak wiele nowych możliwości udostępni usieciowionemu społeczeństwu. Rozwój kryptowalut, adaptacja technologii blockchain do wielu tradycyjnych segmentów gospodarki, emisja cyfrowych nośników wartości (ICO), czy chociażby ewolucja smart kontraktów. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze możliwość stokenizowania własnej osoby. Jest to dosyć młoda idea, która zakłada, że tak jak dziś „wartość” ludzi na rynku ocenia się przez pryzmat uwagi odbiorców, jaką są w stanie na siebie skierować (liczba polubień, udostępnień postów, wyświetleń, subskrypcji, komentarzy), tak w niedalekiej przyszłości będzie to oceniane przez pryzmat wartości ich własnych tokenów. Dzięki coraz łatwiejszemu dostępowi do ICO, każdy z nas może wyemitować swoją personalną monetę, wprowadzić ją na giełdę i codziennie sprawdzać, jak wyceniany jest przez rynek. Na pierwszy rzut oka wygląda to, jak smutna, kapitalistyczna wizja, w której każdy człowiek może być dosłownie zmonetyzowany. Jak się jednak głębiej wgryźć w temat, to idea wydaje się całkiem atrakcyjna i sensowna.

Tokenizacja w praktyce
Wyobraź sobie, że prowadzisz kanał na YouTubie, na przykład prezentujący podcasty dotyczące nauki programowania w kilku bazowych językach (C++, HTML). Używasz do tego budżetowej kamerki, mikrofonu i programu do tworzenia animacji. Okazuje się jednak, że masz dydaktyczny dryg, z miesiąca na miesiąc przybywa ci subów, a twoja skrzyka mailowa pęka w szwach od maili typu: “Kiedy pojawi się odcinek o Linuxie?”. Twój kanał skupił wokół się siebie całkiem pokaźną społeczność, a twoi odbiorcy domagają się nowych, lepszych materiałów. Chcesz im tego dostarczyć, ale najzwyczajniej nie masz czasu. Kanał nie jest twoim źródłem utrzymania, tylko dodatkowym hobby, sposobem, by podzielić się z innymi swoją wiedzą. Pieniądze z reklam są marne, a nie chcesz szukać prywatnych sponsorów, gdyż istnieje ryzyko, że zechcą oni ingerować w treść podcastów, a ty przestaniesz być wiarygodnym, niezależnym twórcą. Wątpię byś finansownie uzyskał z funduszy unijnych, od anioła biznesu, albo jakiegoś banku. Zwłaszcza, że istnieje tu spore ryzyko, że inwestycja prędko się nie zwróci, a być może nawet nigdy. Ponadto nie jest w twoim interesie dołączenie do grona zadłużonych. Kanał prowadzisz przecież z pasji i chęci realizowania idei powszechnego dostępu do wiedzy.

W takiej sytuacji emisja personalnych tokenów wydaje się idealnym rozwiązaniem. Z pomocą platformy do przeprowadzania ICO postanawiasz wyemitować 21 mln własnych coinów, z ceną emisyjną 1 gr za token. O emisji informujesz oczywiście swoich odbiorców na kanale, sugerując, że mogą oni bezpośrednio wziąć udział w rozbudowie twojego projektu i dostarczeniu im tego, czego oczekują. Wystarczy, że założą aplikację z portfelem dla różnych kryptowalut (takich multiwalletów jest coraz więcej) i zakupią twoje tokeny podczas emisji. Nikt nie musi tu wykładać dużych kwot. Załóżmy, że masz 200 tys. subskrybentów i połowa z nich wyda na twoje tokeny symboliczną złotówkę (każdy kupi po 100 tokenów). To daje 100 tys. zł dofinansowania, które z pewnością wystarczy, by zatrudnić specjalistę od animacji i nabyć szybszy komputer, i zadbać o udźwiękowienie. Aby uatrakcyjnić emisję, tokeny mogą mieć też opcje konwertowania na inne wartościowe rzeczy związane z twoim projektem (np. wymiana na produkty, które kiedyś wprowadzisz, jak książka, film pełnometrażowy, pierwszeństwo w dostępie do nowych treści, spotkanie face to face, udział w zyskach z reklam, etc.). Ponadto pamiętajmy, że token stanowi, jakkolwiek to brzmi, swego rodzaju udział w twojej osobie. Jest to o tyle istotne, że między twórcami (w tym przypadku youtubowymi), a odbiorcami istnieje specyficzna, sieciowa więź i owym odbiorcom może zależeć na zacieśnianiu tej relacji, czy chociażby odwzajemnianiu się za dostarczanie wartościowej wiedzy.

Po zakończeniu ICO i sprzedaniu 10 mln tokenów, część pozostałych możesz wprowadzić na giełdę, na której twoimi coinami, będzie można obracać jak akcjami na tradycyjnej giełdzie papierów wartościowych. Nie ma takich platform wiele (jeszcze). Przykładowo – tokeny wspomnianych na początku youtuberów notowane sa na coinbe.net. Lwią część pozostałych tokenów zachowujesz dla siebie w kilku celach. Po pierwsze –  możesz je trzymać, licząc na to, że ich giełdowa wycena będzie rosnąć wraz z rozwojem twoich projektów, a ty będziesz mógł je upłynniać czerpiąc gotówkę na dalszy rozwój. Po drugie – tokeny mogą działać jak program lojalnościowy – możesz co jakiś czas rozdawać je w ramach różnych akcji, np. token za suba, token za udostępnienie filmu, etc. Możliwości jest wiele. Wszystko będzie miało jednak sens tylko wtedy, gdy twoja społeczność będzie ci ufać i wierzyć w rozwój twojej działalności. Wówczas w ich interesie jest posiadanie takich tokenów, szerowanie twoich treści i w dłuższej perspektywie zarabianie na ich giełdowej wycenie lub korzystanie z opcji konwersji na inne produkty. Ty zatem musisz dbać o jakość materiałów i regularną aktywnosć na kanale. Można więc powiedzieć, że dzięki personalnej tokenizacji zwiększasz lojalność swoich odbiorców, jednocześnie zobowiązując się wobec nich, że będziesz rozwijał swoją twórczość. Wypadkową tych dwóch czynników może być zwiększanie zasięgu twojego kanału.

Coiny youtuberów
Trudno powiedzieć, czy personalne tokeny mają przed sobą świetlaną przyszłość. Jest to młoda idea, ściśle związana ze środowiskiem kryptowalut, z którym to regulatorzy cały czas mają nie lada zagwozdkę. Dotychczasowe, presonalne ICO pokazały jednak, że potencjał tego rozwiązania jest niemały. Szczepan Bentyn, youtuber nazywający siebie kryptowalutowym ewangelistą, wyemitował 21 mln Bentyncoinów. 3,5 mln rozdał znajomym, a 0,5 mln wprowadził do giełdowego obrotu (na giełdzie Ether Delta). O wejściu na giełdę poinformował na swoim kanale i w 2,5 godziny nabywców znalazło 300 tys. jego coinów. – Po sprzedaży tokenów otrzymałem od ludzi kilkadziesiąt tysięcy złotych i w pierwszym momencie się przeraziłem. Było to dla mnie niespodziewane i nie wiedziałem czego ludzie w zamian oczekują. Czułem, że zaciągnąłem dług, który chcę jak najszybciej spłacić. I tak stałem się uczestnikiem własnego rynku, gdzie kupuję i sprzedaję własne tokeny – tak opisywał swoje pierwsze wrażenia Bentyn. Za pozyskane pieniądze zakupił sprzęt i wynajął operatora i montażystę. Co ciekawe, jego tokeny sprzedawane były na początku za kilka groszy, a w szczytowym momencie osiągnęły wycenę 1,9 zł za sztukę. Bańka w końcu pękła, ale nie zraziło to ponoć jego społeczności. Bentyn uważa, że spoglądając na giełdową wycenę swoich tokenów dostaje realny wyznacznik swojej rynkowej wartości i jest to dla niego o wiele lepszy wskaźnik i motywator, niż lajki na Facebooku.

Okazuje się jednak, że nie trzeba siedzieć w kryptowalutowym środowisku, by znaleźć nabywców swoich tokenów. Świadczą o tym przykłady Maćka Wapińskiego, prowadzącego kanał “Wapniak”  oraz Patryka Suligi prowadzącego kanał “Bez kanału”. Pierwszy zebrał w ICO 110 tys. zł, a drugi w dwa dni sprzedał tokeny za ponad 50 tys. zł. – Jeśli wierzysz we mnie (Patryka), że rozwinę projekt o nazwie “Bez kanału” to masz szansę dać mi kredyt zaufania w ramach którego będę chciał zwiększyć wartość Bez kanału i BKcoina – deklaruje pod swoim filmem Suliga. Jak widać wielu subskrybentów takiego kredytu z chęcią udziela. Nie są to zawrotne kwoty, ale nie oszukujmy się – chodzi przecież o dofinansowanie indywidualnej działalności twórczej, a nie wielkiego giełdowego konsorcjum. Wydaje mi się, że do youtuberów personalna tokenizacja, jako alternatywa dla crowdfundingu, pasuje jak ulał. Zwłaszcza, że nie chodzi o sfinansowanie jednego projektu, ale pomoc w rozwoju długoterminowego planu działalności.

Wyobrażam sobie, że personalne tokeny nie będą domeną tylko twórców youtube’a. W czasach, gdy sieć daje możliwość każdej pojedynczej osobie rozwoju swojego bloga, strony, czy muzycznego profilu, tokenizacja może być istnym motorem napędowym indywidualnej twórczości i przedsiębiorczości. Myślę, że niejeden fan byłby w stanie wyłożyć kilka złotych na wsparcie swojego ulubionego esportowca, licząc na jego sukcesy i wzrost popularności. Niejeden czytelnik bloga chciałby wspomóc swojego ulubionego komentatora, licząc na wzrost jego zasięgu. Niejeden meloman chciałby dofinansować ulubionego dj’a, który wrzuca swoje kawałki na soundcloud i chciałby wydać album i puszczać sety w berlińskich klubach. Takich przykładów można mnożyć.

Zawsze jest jakieś, ale…
Tydzień temu pisałem tutaj, że wyemitowano już mnóstwo bezwartościowych monet zwanych shitcoinami. I od razu nasuwa się skojarzenie, że personalne tokeny tylko zasilą szeregi takiego chłamu. Jest to możliwe, zwłaszcza jak prawdziwą intencją emitenta będzie tylko wzbogacenie się. Podkreślam jednak, że tokenizacja pasuje do twórców, którzy już mają pewną pozycję w sieci, mierzoną liczbą stałych odbiorców. Trudno mi sobie wyobrazić, by ryzykowali oni swoją reputację i lojalność owych odbiorców tylko dla kilkudziesięciu złotych. Z drugiej strony nikomu nieznany twórca nie będzie miał szans na tego typu dofinansowanie, a zbudowanie sobie społeczności wymaga czasu i wysiłku. W tym kontekście wydaje mi się, że o wiele łatwiej jest tutaj oddzielić ziarno od plew i trudniej o wpadnięcie w sidła oszustów.

Wątpliwości, jak to zwykle przy pieniądzach bywa, może budzić też kwestia giełdowych notowań i związane z nimi ryzyko spekulacji. Po pierwsze, jak to w przypadku Bentycoina było, może dojść do nadmuchania spekulacyjnej bańki, która pęknie, a ci co kupowali na górce będą pod kreską. Niestety taka jest natura rynków. Chciwość nierzadko pcha wyceny do poziomów zupełnie oderwanych od fundamnetów i trzeba się z tym liczyć. Wydaje mi się, że personalne tokeny to nie inwestycja na krótki termin, ale raczej na ultradługi. Liczymy na długofalowy rozwój jakiegoś twórcy, więc ewentualnych profitów z trzymania tokenów również należy spodziewać się w bardziej odległej perspektywie. Po drugie, istnieje ryzyko braku płynności. Sam Bentyn podkreślał, że rynek jego monet był bardzo płytki, a więc nie było tam na tyle dużo ofert kupna i sprzedaży, by swobodnie obracać tokenami. To normalne, przy tak niszowych emisjach (choć i na GPW codziennie średnio o 10 do 20 proc. akcji nie znajduje żadnego nabywcy, ani zbywcy). Dlatego też fajnie by było, gdyby tokeny miał dodatkową funkcję konwersji na inne dobra. Personalna tokenizacja jest młodą ideą i będzie zapewne ewoluować. Przyszłość pokaże, w którym kierunku to podąży. Nie będę jednak zaskoczony, jeśli wielu znanych w sieci twórców będzie posiadać swoją własną, cyfrową monetę.

 
Categories

Twórca polskiego filmu o Bitcoinie: Nie mówimy, że zmienimy świat i zawiesimy tęczę. To merytoryczny głos w sprawie kryptowalut

Dziś w warszawskim kinie Luna premiera “Krypto” – pierwszego polskiego filmu dokumentalnego o polskiej scenie kryptowalut i technologii blockchain. Bohaterami filmu jest czołówka polskiego kryptobiznesu. O budżetach, pomyśle i branży rozmawiam z reżyserem Piotrem Pacewiczem.

Agata Kowalczyk, HiCash: W Twoim filmie wystąpiły same znane nazwiska polskiego świata blockchain i kryptowalut: Krzysztof Piech, Szczepan Bentyn, Lech Wilczyński… Jak to się stało, że w ogóle zetknąłeś się z tymi ludźmi?

Piotr Pacewicz, reżyser “Krypto”: Zafascynowałem się tym tematem, zacząłem go zgłębiać i tak trafiłem na Szczepana Bentyna, który wprowadził mnie w świat polskiego kryptobiznesu, zorganizował mi kontakty do wszystkich osób, które w tym świecie aktywnie działają. Również Arek Regiec z Beesfund  bardzo mi pomógł w temacie. Większość ludzi była bardzo chętna do współpracy, bo zależało im na tym, żeby promować swoją działalność.

Jaki obraz polskiej sceny krypto wyłania z tych rozmów?
Udało się pokazać poważną branżę, która prężnie  się  rozwija. To nie są dzieci, które siedzą w domach i coś tam kombinują, tylko poważni ludzie, którzy widzą przyszłość w tej branży.

Jak prowadzisz historię? Opowiadasz historie kryptoprzedsiębiorców?
Nie, moim zamysłem było zrealizowanie filmu, który będzie kompendium wiedzy, jeśli chodzi o Bitcoina i blockchain. W scenariuszu założyłem, że film będzie podzielony na działy, w których umieszczę wypowiedzi bohaterów. Jest więc dział Bitcoin, blockchain, mining, trading, ICO i przyszłość. O tradingu na przykład wypowiada się Sylwester Suszek z Bitbay.net i Łukasz Fijołek, który jest traderem;  w blockchainie rozmawiamy ze Szczepanem Bentynem, Krzysztofem Piechem i CEO Golema Julianem Zawistowskmi. Starałem się, żeby te działy były rozwinięte, jeżeli chodzi o merytorykę i ciekawe.

A Ty jak postrzegasz tę branżę?
To jest piramida [śmiech]! Jak patrzę na branżę z perspektywy czasu, to widzę ją jako przyszłość. Blockchain to jest coś, co  będzie się na pewno rozwijało – ja w to mocno wierzę. Wierzę też w  ludzi, którzy rozwijają tę technologię – to prekursorzy. Jestem pewien, że czekają nas w przyszłości fajne rzeczy. I nie mówię tu o zyskach z krypto czy technologii blockchain. W filmie poruszyłem też problem podejścia polskich władz do krypto i problemu z związanego z regulacjami. W skrócie wygląda to tak, że nikt nie chce się tym tematem za bardzo zająć, jest dla władz niewygodny i wszyscy spychają  go na boczne tory. Bohaterowie “Krypto” mówią w filmie, jak chcieliby, żeby wyglądały regulacje w sektorze i czego potrzeba branży, żeby się rozwijała. 

Masz poczucie, że dzisiaj w Polsce kyptobiznes wiąże się z podwyższonym ryzykiem? Czy Twoi rozmówcy boją się państwowych regulacji, które co prawda enigmatycznie, ale jednak zapowiadał w Davos premier Morawiecki?
Jeżeli chodzi o regulacje, to jest trochę strach o to, że rząd może zakazać różnych działań, co stłamsi w zarodku niektóre wartościowe projekty. Na pewno jest niepewność branży, bo w tej chwili regulacji nie ma i ja na przykład nie wierzę, że ten rząd to sensownie ureguluje. Odejście Minister Cyfryzacji Anny Streżyńskiej nie było dobrym znakiem, bo jej podejście było nadzieją na to, że coś pójdzie dalej. Z Ministerstwem Cyfryzacji współpracowało m.in. Polskie Stowarzyszenie Bitcoin. Wystarczy zajrzeć na stronę Ministerstwa Cyfryzacji, jakie dokumenty stworzyli w ramach tej współpracy – tam jest wszystko, czego potrzeba, żeby zapoznać się z tematem, a nie gadać jakieś głupoty w telewizji i dopuszczać do głosu jakichś pseudospecjalistów, którzy nazywają Bitcoina piramidą.

Chyba jako reżyser nie jesteś neutralnym obserwatorem… Masz dość jasno sprecyzowaną opinię w sprawie.
Rzeczywiście, w filmie “Krypto” nie przedstawiam dwóch stron medalu: nie przedstawiam stanowiska polskiego rządu. Ja przedstawiam stanowisko branży krypto. Film jest promocją środowiska blockchain i kryptowalut, ale jest w nim też sporo chłodnych wypowiedzi m.in. o zjawisku FOMO w kryptowalutach. Fajnie na ten temat wypowiada się w filmie Julian Zawistowski z Golema. Warto tego posłuchać, bo to wartościowe rzeczy, które mogą przestrzec ludzi przed zachłyśnięciem się FOMO, bo jak w każdej bańce, ludzie mogą stracić w takich sytuacjach pieniądze. Mówimy o tym, jak bezpiecznie funkcjonować w tej przestrzeni, więc w filmie jest dużo praktycznych porad. Nie prezentujemy wyłącznie euforii, że zmienimy świat i zawiesimy kolorowe tęcze. Uważam, że jest to wypośrodkowany głos.

Wśród partnerów masz samych reprezentantów branży Bitcoin…
Tak, budżet produkcji wyniósł milion złotych.

Yyy…Serio?
Nie no, żartuję (śmiech) To była zrzutka. Film robiliśmy po kosztach. Wierzyłem od początku w ten projekt. Moim celem nie było zarobienie na nim kasy, więc tak naprawdę budżet poszedł na pokrycie kosztów produkcji.

Dobra, to czekamy na dalsze wieści o tym, gdzie będzie można zobaczyć. “Krypto”. Dzięki za rozmowę!

Dzięki.

Piotr Pacewicz ma już na swoim reżyserskim koncie kilka produkcji dokumentalnych, głównie o sportach ekstremalnych m.in film dokumentujący Jungle Ultra Marathon – morderczym bieg na 230 km przez brazylijską dżunglę.

 
Categories

50 Cent nie jest już bankrutem. Zarobił ponad 7 mln dolarów na Bitcoinach. “I forgot I did that s**t. LOL”

Raper 50 Cent, którego pseudonim okazał się złym proroctwem i zaprowadził go na skraj bankructwa, odnalazł w bitcoinowym portfelu kryptowaluty warte teraz ponad 7 mln dolarów. W 2014 roku jego płytę Animal Ambition można było kupić za Bitcoiny. Trzy lata temu wydawało się to kolejnym szalonym pomysłem gwiazdy.  700 Bitcoinów , które 50 Cent zarobił w

 
Categories

Bitcoin, czyli niespełniony sen anarchisty

Dziewięć lat temu, gdzieś w Kraju Kwitnącej Wiśni, pewien zdolny programista o pseudonimie Satoshi Nakamoto wpadł na pomysł, by przy pomocy nowych technologii dać ludzim środek płatniczy w pełni zdecentralizowany, czyli niezależny od pośredników w postaci banków centralnych i komercyjnych, które emitują, kreaują i nadzorują posiadane przez nas pieniądze. START READING Bitcoin, czyli niespełniony sen anarchisty

 
Categories

FinTech w Polsce: Startupy chcą współpracować z państwem. To lepsze niż strach

Startup to nie jest kiosk, tylko firma działająca w warunkach skrajnej niepewności. A niektóre startupy są niepewne do kwadratu. Ci, którzy robią rozwiązania w obszarze FinTech (innowacje finansowe) pomimo działających biznesów i rzeszy klientów, często nie wiedzą, czy w ogóle działają legalnie. Ze strachem śledzą kolejne ruchy Komisji Nadzoru Finansowego. Ta wyciąga właśnie do nich rękę – od tego roku mogą zadać pytanie o legalność swoich działań w ramach programu Innovation Hub. START READING FinTech w Polsce: Startupy chcą współpracować z państwem. To lepsze niż strach