Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Bezlitosne bezrobocie cz.2

Gdy słyszymy o pozytywnych skutkach bezrobocia, mogą się przydarzyć dwie rzeczy. Gdy mamy pracę, słuchamy z uwagą, kiwamy głową, zgadzamy się lub wchodzimy w spór, jest ciekawie. Gdy jesteśmy bezrobotni, mamy ochotę palić opony i parlament. Też jest ciekawie. Przyjrzyjmy się skutkom bezrobocia, może uda się je przegadać bez udziału butelek z benzyną.

Ale zanim powiem o skutkach, w trzech zdaniach omówię psychologiczne fazy bezrobocia. Na początku pojawia się obawa utraty pracy. Ot, na przykład w firmie pojawiają się plotki o zwolnieniach grupowych. Czujemy się pobudzeni, mamy huśtawki nastrojów i skrajne zmiany stanów emocjonalnych. Z jednej strony szykujemy się na najgorsze, z drugiej myślimy „jestem dobry, zwolnią kogoś innego”.

A potem szef wzywa nas na rozmowę i jest po zawodach. Po utracie pracy przeżywamy szok. Mamy poczucie klęski i krzywdy. Czujemy się bezwartościowi, upokorzeni i przygnębieni. Prawie natychmiast pojawia się lęk przed przyszłością, a przede wszystkim w oczy zagląda widmo konieczności spłaty odsetek frankowego kredytu hipotecznego.

Po kilkunastu dniach rozgaszczamy się w bezrobociu, pojawia się ostrożny optymizm, chwilową przerwę w pracy traktujemy jako tymczasową niedogodność. I robimy sobie urlop od wszystkiego. Gdy go kończymy, wchodzimy aktywnie i z wiarą w sukces, w poszukiwanie odpowiedniej dla nas pracy.

Gdy ją znajdziemy, temat przestaje nas interesować. Gdy poszukiwania pracy się przeciągają, pojawia się pesymizm, rezygnacja, poczucie beznadziei. Tracimy wiarę w siebie, wpadamy w kłopoty finansowe, podupadamy na zdrowiu.

Ostatnia faza to zadomowienie i dopasowanie się do bezrobocia. Towarzyszą temu apatia, izolujemy się od znajomych i społeczeństwa, redukujemy oczekiwania życiowe, zaczynamy realizować program minimum bytowego. Przestają nas interesować jakiekolwiek rzeczy oprócz przeżycia i poszukiwania coraz mniej ambitnej pracy. Bardzo często pojawia się depresja.

Jaki z tego wniosek? Najlepiej nie być bezrobotnym a o pozytywnych skutkach bezrobocia możemy mówić wyłącznie w kategoriach gospodarki lub pracodawcy a nie jednostki. Dla jednostki, poza krótkim urlopem od obowiązków, bezrobocie nie niesie niczego dobrego.

Przepraszam, pomyliłem się. Jest jeden pozytyw dla pracowników. Jeżeli w życiu wypełnionym lękiem, znajdą motywację do samorozwoju, szybko zaczynają się uczyć nowych rzeczy, które pozwolą im utrzymać się w pracy, albo pomogą w poszukiwaniu nowej.

Niewątpliwie rośnie konkurencyjność na rynku pracy. Osoby bezrobotne muszą się rozwijać i kształcić nowe umiejętności. Niestety, ekonomiści zapominają, że osoba apatyczna i bez środków do życia, raczej nie ma sił na głęboki samorozwój.

Kolejnym pozytywnym skutkiem bezrobocia jest możliwość realokacji ludzi z zawodów nieefektywnych i nieopłacalnych do nowoczesnych i efektywnych. Do tego jednak potrzebne są również głębokie przemiany strukturalne gospodarki. Widzieliśmy to u nas po 1989 roku, gdy polikwidowano mnóstwo zawodów fizycznych, a w ich miejsce pojawili się specjaliści do spraw marketingu, przedstawiciele handlowi i PR-owcy.

Bezrobocie oznacza osłabienie pozycji pracowników i związków zawodowych. Maleje presja na wzrost płac. Zmniejsza się popyt na towary i usługi. Wszystko to pomaga walczyć z inflacją.

Gdy rośnie bezrobocie, pracownikom wzrasta motywacja do bardziej efektywnej i solidnej pracy. To prawda, nic tak nie motywuje pracownika do wytężonego wysiłku, jak wiszący nad głową bat.

No i oczywiście gdy widmo bezrobocia zajrzy nam w oczy, jesteśmy bardziej skłonni zainteresować się elastycznymi formami pracy, takimi jak wolontariat, darmowe staże czy zlecenia. Jak mówiłem – pozytywy leżą wyłącznie po stronie pracodawców i gospodarki.

Do negatywnych skutków bezrobocia możemy zaliczyć utratę statusu majątkowego i społecznego, problemy rodzinne, zdrowotne i psychiczne, obniżenie samooceny a w skrajnych przypadkach bezdomność. Jak widać, wszystkie negatywy bierze na siebie pracownik.

Dla porządku warto wspomnieć o rodzajach bezrobocia. Ze względu na czas jego trwania wyróżniamy bezrobocie krótko, średnio i długookresowe, oraz bezrobocie chroniczne. To ostatnie oznacza osoby pozostające bez pracy powyżej roku.

Ze względu na ewidencję, wyróżniamy bezrobocie jawne, czyli tych, którzy rejestrują się w Urzędach Pracy, i bezrobocie ukryte, pozostające poza ewidencją. Nie wszystkim chce się chodzić na niewnoszące niczego wizyty w UP.

Ze względu na stan gospodarki możemy wskazać bezrobocie cykliczne, które jest związane z fazami cyklu koniunkturalnego. Natomiast bezrobocie sezonowe wiąże się zazwyczaj z porą roku i występuje w budownictwie czy rolnictwie. Trudno w zimie zbierać truskawki czy wylewać fundamenty.

Bezrobocie związane ze zmianami technologicznymi i ewolucją procesów produkcyjnych nazywamy bezrobociem strukturalnym. W Polsce w okresie przemian dotknęło ono pracowników górnictwa, hutnictwa, przemysłu włókienniczego i ludzi z PGR-ów. Bezrobocie strukturalne może dotknąć ludzi również z powodu zmian w gustach konsumentów. Dzisiaj aparaty Polaroida kupują już nieliczni.

Bezrobocie technologiczne najkrócej charakteryzuje hasło „zabrali nam pracę”, przy czym nie jest to związane z imigracją ekonomiczną, a z automatyzacją i robotyzacją. Może mieć ono charakter tymczasowy, jeżeli uda się przesunąć ludzi do nowych zajęć, albo stały, jeżeli zrobotyzowaniu uległa cała gałąź gospodarki. Popatrzmy choćby na montownie samochodów, gdzie ludzie są potrzebni wyłącznie do nadzorowania pracy robotów.

W każdym kraju znajdziemy bezrobotnych z wyboru. Niektórym po prostu opłaca się korzystać ze wszystkich dostępnych form pomocy społecznej i jednocześnie pracować na czarno. W przesłanki stojące za takim postępowaniem nie wnikamy, ale mogą się wiązać z niechęcią do nadmiernego wysiłku.

No i na koniec najzdrowszy rodzaj bezrobocia, czyli bezrobocie frykcyjne. Występuje podczas poszukiwania nowej pracy lub zmiany miejsca zamieszkania.

W następnym odcinku poruszymy już przyjemniejsze tematy. 

 
Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: To straszne bezrobocie

Bezrobocie jest wtedy, gdy człowiek w wieku produkcyjnym, zdolny, gotowy i chętny do pracy, oraz aktywnie jej poszukujący, nie jest w stanie jej znaleźć. I tutaj niektórzy pewnie zakrzykną: no ale przecież wszędzie szukają chętnych do pracy, widziałem kartkę na drzwiach w pobliskiej Biedronce, że dają etat, socjal i benefit. To jak w ogóle może być bezrobocie?

O tym za chwilę. Dla jednych bezrobocie to koszmar, pesymizm, fatalizm, rezygnacja i apatia. Dla innych to jedynie powód do wzruszenia ramion. Dzisiaj przyjrzymy się jego naukowej definicji, przełożymy ją sobie na polski i porozmawiamy o jego przyczynach. Ale najpierw wyjaśnimy pułapki rozumowania zasygnalizowane w poprzednim akapicie.

Gdybyśmy żyli w gospodarce centralnie planowanej i ręcznie sterowanej, w której człowieka bezrobotnego kieruje się do pracy na front, na którym akurat pracowników brakuje, bezrobocia faktycznie by nie było. Przyszło nam jednak żyć w gospodarce w miarę wolnorynkowej, w której bezrobotny ma wybór, czy pozostać bez pracy, czy podjąć taką, która mu nie odpowiada.

Przyczyn nieodpowiadania pracy może być dużo. Wyobraźmy sobie sytuację, w której namawiamy korporacyjnego pracownika niskiego szczebla do zajęcia miejsca za kasą w supermarkecie. Jeżeli nie będzie miał noża na gardle, prawdopodobnie nie przystanie na naszą propozycję. Jego decyzję mogą warunkować na przykład czynniki finansowe – suma miesięcznych wydatków stałych, z których nie może zejść, jest wyższa niż maksymalna pensja kasjera. Taki człowiek będzie szukał pracy, w której zarobi na te koszty stałe a nie takiej, dzięki której przeżyje, ale wpadnie w spiralę zadłużenia.

Na przeszkodzie mogą stać również czynniki psychologiczne. Ktoś, kto skończył studia, pracował na stanowisku wymagających specjalnych umiejętności i wiedzy, cieszył się jakimś prestiżem, nieprędko zdecyduje się na pracę, która według jego standardów, będzie niewymagająca, zbyt prosta a nawet urągająca poziomowi jego kompetencji.

Dlatego często ludzie decydują się nie podejmować gorzej płatnej czy mniej prestiżowej pracy i nie ma w tym żadnego paradoksu. Co więcej, w każdej gospodarce, nawet centralnie planowanej, istnieje tak zwana naturalna stopa bezrobocia większa od zera. Wliczymy do niego zarówno tych, którzy nie chcą wykonywać pracy poniżej swoich umiejętności, jak również osoby o niskich kwalifikacjach, które wykonują monotonne, nieciekawe zajęcia. Dla nich czasowa przerwa w pracy może być sposobem na przeczekanie i ucieczkę od nudy i zamułki.

Gdy już sobie wyjaśniliśmy na czym polega błąd mądrości wygłaszanych przez wujka Janka na rodzinnej imprezie, możemy przejść do przyczyn bezrobocia. Jest ich wiele, wybierzemy te najważniejsze.

Wysokie koszty pracy pracodawców mogą powodować likwidację miejsc pracy albo zahamowanie tworzenia nowych. To odwieczny problem, który jest regularnie rozgrywany przez polityków. Podobne problemy może tworzyć nieelastyczne i opresyjne dla pracodawców prawo pracy. Tu jest duże pole do popisu dla aktualnego prawodawcy.

Niedopasowanie popytu i podaży na określony rodzaj pracy, czyli tak zwane bezrobocie strukturalne. W Polsce okresu przełomu politycznego mieliśmy wielu robotników nisko wykwalifikowanych i rolników. Gdy zaczęły padać duże zakłady pracy, PGR-y i małe gospodarstwa rolne, na rynku pracy pojawiła się duża grupa rolników i robotników, przy znacznie zmniejszonym zapotrzebowaniu na te zawody.

Czasami praca nie widzi się z pracownikami z powodów geograficznych. Bo co z tego, że możemy dostać pracę na platformie wiertniczej na Morzu Północnym, jeżeli oznacza to długą rozłąkę z bliskimi. W tym przypadku powodem bezrobocia jest ograniczona mobilność potencjalnych pracowników.

Reglamentacja pracy, czyli system państwowych i korporacyjnych pozwoleń oraz licencji na pracę. W tym przypadku tworzy się bariery wejścia, które zmniejszają liczbę pracowników mogących wykonywać dany zawód. Powoduje to oczywiście wzrost bezrobocia wśród tych zawodów i spadek konkurencyjności w dotkniętej takimi regulacjami branży. Prawnik po studiach potrzebuje aplikacji a lekarz musi zrobić specjalizację.

Brak równowagi między kierunkami kształcenia a zapotrzebowaniem na określony zawód. Pamiętacie wysyp magistrów marketingu i zarządzania? Dzisiaj mamy ich tak wielu, że rynek nie jest w stanie ich wchłonąć. Aktualnie rośnie nadprodukcja absolwentów kierunków informatycznych. Kto wie, za kolejne dziesięć lat możemy mieć nadprodukcję lekarzy.

Automatyzacja i restrukturyzacja przyczyniają się do likwidacji miejsc pracy wymagających niższych albo bardzo wąska wyspecjalizowanych kwalifikacji. Mówi się, że nie ma się co bać robotów zabierających pracę w montowniach, bo dzięki nim wszyscy w końcu będziemy dostawać pieniądze tylko za to, że jesteśmy.

Sezonowe lub stałe ograniczenie produkcji określonych towarów lub wykonywania usług z powodu braku zainteresowania ze strony konsumentów. Sezonowość dotyka na przykład pracujących w rolnictwie. Permanentność zniszczyła prawie całkowicie walkmany, winyle i wideo.

Na dzisiaj tyle, w następnym odcinku opowiem o rodzajach bezrobocia i jego skutkach.