Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Akcje spółki. A na co to komu?

W poprzednim odcinku opisałem pokrótce obligacje, dzisiaj zajmiemy się bardzo podobnymi (ale jednak różnymi) papierami wartościowymi. Akcje, bo o nich mowa, rozpalają wyobraźnię początkujących inwestorów, którzy wierzą, że to właśnie im uda się strzał życia, zainwestują w dołku, wyjdą na szczycie i będą mogli wachlować się plikami Sobieskich.


Definicja akcji jest porywająca niczym instrukcja obsługi pralki po węgiersku, więc przetłumaczę wam ją na polski. Akcja to papier wartościowy, dzięki któremu zyskujemy jako akcjonariusz uczestnictwo w spółce. Nabywamy też prawa i obowiązki akcjonariusza. Pojedziemy po kolei, najpierw prawa majątkowe, jakie daje nam posiadanie akcji.

Dzięki nim mamy prawo do dywidendy. Jest to udział w tej części zysku spółki, który został przeznaczony do podziału między akcjonariuszy. Oczywiście może się zdarzyć, że spółka zysk reinwestuje i dywidendy nie będzie. Mamy też prawo do udziału w podziale majątku spółki w przypadku jej likwidacji. Te dwa prawa nie mogą nam zostać odebrane ani przez statut, ani uchwałę akcjonariuszy.

Kupując akcję zyskujemy też prawo do poboru akcji w przypadku nowej emisji. To prawo może już zostać ograniczone lub wyłączone, jeżeli leży to w interesie spółki. To były prawa majątkowe, teraz szybko przelecimy przez prawa niemajątkowe, dzięki którym dostajemy bierne prawo głosu. Oznacza to, że możemy zostać wybrani do zarządu albo rady nadzorczej.

Mamy również prawo uczestniczyć w walnym zgromadzeniu. Jednocześnie dostajemy prawo do zaskarżania uchwał zgromadzenia. Skarżyć możemy uchwały niezgodne z prawem, sprzeczne ze statutem, godzące w interes spółki, służące pokrzywdzeniu akcjonariuszy czy sprzeczne z dobrymi obyczajami.

Możemy żądać udzielenia informacji na walnym zgromadzeniu lub poza nim. I najciekawsze według mnie prawo niemajątkowe, czyli możliwość wystąpienia z powództwem o naprawieniem szkody wyrządzonej spółce, w sytuacji gdy spółka takiego powództwa nie wytoczy.

Jak widać posiadanie akcji daje nam mnóstwo praw. A jakie mamy obowiązki? Musimy za akcje zapłacić, a w przypadku gdy akcja nakłada na nas obowiązek świadczenia niepieniężnego, musimy je zrealizować.

Może nam się wydawać, że akcja jest akcja. Otóż niekoniecznie, prawo polskie wyróżnia aż osiem ich rodzajów, z których omówię najciekawsze. Akcje imienne i na okaziciela. Te pierwsze dają uprawnienia tylko tej osobie, która jest wskazana na akcji z imienia, nazwiska bądź nazwy firmy. Akcje na okaziciela to te, które wszyscy kojarzymy jako akcje. Czyli wszelkie prawa wynikające z ich posiadania przysługują temu, kto trzyma je w portfelu. A właściwie w systemie komputerowym, bo aktualnie akcje mają zazwyczaj postać zdematerializowaną.

Mamy też akcje uprzywilejowane, które są przy okazji akcjami imiennymi. Jak sama nazwa wskazuje, dają nam przywileje dotyczące wybranych albo wszystkich praw wynikających z akcji. Może to być na przykład wyższy udział w dywidendzie albo więcej głosów na walnym.

I na koniec akcje nieme, które nie dają nam prawa głosu na walnym, ale w zamian za to dostajemy przywilej wyższej dywidendy i pierwszeństwo w jej wypłacie. Czyli mamy ograniczone prawa niemajątkowe a uprzywilejowane majątkowe.

Akcje gotówkowe, aportowe, założycielskie i takie, do których przypisany jest obowiązek powtarzających się świadczeń niepieniężnych wymieniam dla porządku, bo one nas interesować nie będą.

Po co spółki emitują akcje? Ano po to, żeby pozyskać środki na inwestycje i dalszy rozwój. To samo ma miejsce w przypadku obligacji, ale jak pamiętamy z poprzedniej części, obligacje nie dają nam tak szerokich praw majątkowych, jak akcje.

Historycznie rzecz biorąc, akcje to leciwy papier. Prekursorem była pierwsza międzynarodowa korporacja, czyli Holenderska Kompania Wschodnioindyjska, która wyemitowała akcje ponad 400 lat temu. Zebrane pieniądze dyrektorzy zainwestowali mądrze, czyniąc ze swojej korporacji prawdziwą potęgę, konkurującą bez kompleksów z Wielką Brytanią i ich Brytyjską Kompanią Wschodnioindyjską. O skali ich działania niech świadczą liczby: mieli 150 statków handlowych, 40 okrętów, 50 tys. pracowników i dziesięciotysięczną armię.

Dzięki akcjom prywatna firma mogła w końcu pozwolić sobie na wydatki, na które do tej pory było stać jedynie państwo.

W kolejnym odcinku opowiem o tym, gdzie kupować akcje i że ich posiadanie daje nam tyle samo szans co ryzyk.

 
Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Obligacje. Bezpieczne inwestycje, na których możemy dużo stracić

Ponieważ od kilku tygodni głośno o firmie GetBack, dzisiaj napiszę kilka zdań o obligacjach. Niektórzy cały czas myślą, że jeżeli papier nazywa się „obligacja” to jest bezpieczny i można go kupować w ciemno. Jak uczy przykład niefortunnie inwestujących w GetBack, nie zawsze i nie do końca.

Najkrócej mówiąc, obligacje są formą pożyczania pieniędzy z rynku w formie innej niż pożyczka, kredyt czy emisja akcji. Trudno ocenić, czy wyemitowanie obligacji jest łatwiejsze od pozyskania kredytu komercyjnego, na pewno są one tańsze.

Co do definicji, obligacja jest papierem wartościowym, w którym strona emitująca stwierdza, że jest dłużnikiem nabywcy, zwanego elegancko obligatariuszem. Emitent zobowiązuje się do spełnienia określonego świadczenia, najczęściej pieniężnego. Co oznacza, że po określonym terminie wykupi od nas taką obligację, płacąc nam jej cenę i dodatkową premię. Ta premia to zysk kupującego.

Obligacje ze świadczeniem niepieniężnym mogą dotyczyć na przykład przeznaczenia obligacji komunalnej na wykup mieszkania od gminy i uzyskania zniżki w cenie.

Obligacje możemy sobie dzielić w zależności od tego, jaki mają okres wykupu, na ich wartość sprzedaży, dodatkowe opcje, poziom ryzyka inwestycyjnego i emitenta. Skoncentruję się na tych dwóch ostatnich.

W powszechnej świadomości pokutuje przekonanie, że obligacje emituje Skarb Państwa i z tego powodu są to papiery bezpieczne. O tym, jak bezpieczne były kwity wyemitowane przez Grecję czy ostatnio Argentynę i Wenezuelę, możemy się przekonać, patrząc na to co się tam działo lub aktualnie dzieje. Ale zasadniczo to prawda, że obligacje państwowe są bezpieczne, gdyż całe kraje stają się niewypłacalne bardzo rzadko.

Jednak obligacje może emitować również samorząd terytorialny, a o bankructwo gminy już łatwiej. Najciekawszym i potencjalnie najbardziej zyskownym papierem spośród obligacji są obligacje korporacyjne, emitowane przez przedsiębiorstwa. Na nich można zarobić najwięcej, ale też najłatwiej stracić. Nawet duża, stabilna firma może popaść w kłopoty i się wyłożyć, o czym świadczy choćby przykład firmy GetBack.

Jak wspomniałem, obligacje można też podzielić ze względu na poziom ryzyka inwestycyjnego. Tutaj na pomoc przychodzą nam agencje ratingowe, które oceniają firmy i instrumenty finansowe właśnie ze względu na ryzyko. Zaufanie do agencji zostało podkopane podczas kryzysu finansowego w roku 2008, gdy przyznawały najwyższe oceny papierom ryzykownym a nawet śmieciowym. Niestety, na razie nie wymyślono niczego lepszego, więc bazujemy na ich ratingach.

I tak z jednej strony mamy obligacje wolne od ryzyka albo oceniane bardzo wysoko, których emitentami są rządy państw i organizacje ponadnarodowe. Na przeciwnym biegunie są tzw. obligacje śmieciowe. Inwestycje w nie są niebywale ryzykowne, ale jednocześnie mogą przynieść ponadprzeciętny zysk. I od naszej strategii inwestycyjnej zależy na jaki sposób zarabiania się zdecydujemy – bezpiecznie ale z niewielką premią, czy raczej duże ryzyko z nadzieją na duże pieniądze.

Czym się różnią obligacje od akcji?
No dobra, mówimy o tych obligacjach, a czym niby one się różnią od akcji? Jedno i drugie to papier wartościowy, możemy w nie inwestować, gdzie różnice?

Obligacje nie dają posiadaczowi żadnych uprawnień względem emitenta, dotyczących współwłasności firmy, wypłacanej dywidendy czy możliwości uczestniczenia w walnych zgromadzeniach. Kupując obligacje nie zyskujemy ani władzy, ani wpływu, ani prawa do wypłaty dywidend. Jak wspomniałem na wstępie, emisja obligacji jest jednym z wielu sposobów finansowania i stanowi alternatywę dla kredytu albo pożyczki.

Jaki pożytek ma z tego emitent? Pozyskuje pieniądze taniej i łatwiej niż z kredytu. Ma możliwość ustalenia oprocentowania, częstotliwości wypłaty odsetek czy możliwości wcześniejszej częściowej lub całkowitej spłaty obligacji. Dla kupującego z kolei obligacja to możliwość uzyskania odsetek wyższych od tych z lokat bankowych.

Inwestowanie w obligacje jest dość bezpieczną grą, ale miejmy świadomość, że na niej też możemy stracić. Zwłaszcza w sytuacji, gdy namawia nas na nie „doradca” inwestycyjny, który zapomina wspomnieć, że nasze pieniądze pożyczymy nie państwu a firmie. Pamiętajcie – zawsze dopytujcie o szczegóły, drobny druk czytajcie przynajmniej trzy razy a lista ostrzeżeń publicznych KNF waszym najlepszym przyjacielem.