Najbardziej dyskretny na świecie komunikator Telegram to tylko wstęp do ambitnych planów rosyjskiego przedsiębiorcy Pavla Durova . W tym roku zdążył już zebrać w sieci 1,7 mld dolarów (to największa zbiórka w historii!) i – jeśli nie nabił inwestorów w butelkę – chce stworzyć usługę totalną. Użytkownicy Telegrama nie będą musieli opuszczać aplikacji, żeby skorzystać z najważniejszych usług w internecie. Jesteśmy świadkami narodzin samowystarczalnego imperium. Przynajmniej na papierze.

 

Z liczbą 200 milionów aktywnych użytkowników, komunikator Telegram wciąż pozostaje w tyle za największymi narzędziami do prowadzenia konwersacji w sieci. Plasuje się na piątym miejscu, zdystansowany przez dwie należące do Facebooka aplikacje: WhatsAppa i Facebook Messangera, japońskiego Vibera i działającego tylko w Chinach, ale znacznie bardziej rozbudowanego pod względem usług, WeChata. I to do tego ostatniego będzie najbardziej upodabniał się Telegram, jeśli postanowi dobudować do swojej aplikacji usługi finansowe, co między innymi obiecał w tym roku inwestorom.

Co planuje Pavel Durov nazywany rosyjskim Zuckerbergiem? Zgodnie z zapowiedziami przedstawionymi inwestorom, do 2021 roku  jego Telegram chce zdobyć 650 milionów użytkowników na świecie. Jednak ważniejszy w tych planach jest nowy projekt zespołu – TON (Telegraph Open Network), którego najważniejszymi elementami ma być blockchain trzeciej generacji (tak nazywają go twórcy), własna kryptowaluta i sieć peer-to-peer. Realizacja tej wizji równałaby się praktycznie ze stworzeniem sieci w sieci.

Telegram mógłby stać się samowystarczalnym ekosystemem, w którym użytkownik miałby dostęp do komunikatora, usług płatniczych, mógłby przechowywać i przesyłać dokumenty oraz pliki nieograniczonych rozmiarów (w ramach usługi TON Storage), a za usługi Telegrama płacić Telegramowi jego własną walutą. Już na pierwszy kwartał 2019 roku twórcy zapowiedzieli wymowne “stworzenie ekonomii Telegrama opartej o TON”.

Okopana twierdza
Telegram od początku, czyli od powstania w 2013, odznaczał się tendencjami do budowania całkowicie samodzielnych usług w oderwaniu od tego, co wypracowali inni.  Główna produkt firmy – komunikator Telegram, jest do tej pory nazywany najszybszym i najlepiej zaszyfrowanym sposobem komunikacji w sieci.

Do wiadomości przesyłanych przy użyciu Telegrama nie mogą mieć dostępu żadne podmioty trzecie, są one też znacznie trudniejsze do przechwycenia i rozszyfrowania przez niepowołane osoby. Komunikaty i pliki transferowane Telegramem są bowiem szyfrowane inaczej niż w innych komunikatorach, za co odpowiedzialny jet brat założyciela Telegrama Nikolai Durov, utalentowany matematyk i programista, który od podstaw stworzył autorski protokół  MTProto.

Krytykowany za tworzenie idealnego narzędzia tajnej komunikacji dla terrorystów, nawet w świetle potwierdzenia się informacji, że z Telegrama korzystają m.in. dżihadyści z ISIS,  Durov nie przestaje odcinać swoich usługi od jakiejkolwiek kontroli ze strony świata zewnętrznego. “Uważam, że w ostateczności prywatność i nasze prawo do prywatności jest ważniejsze niż nasz strach przed tym, że mogą wydarzyć się złe rzeczy, takie jak terroryzm” – mówił w 2016 roku, komentując doniesienia o aktywności bojowników Państwa Islamskiego w jego serwisie. W imię ochrony prywatności Durov posuwa się jeszcze dalej: od niedawna w Telegramie dostępne są ”sekretne chaty”, w których konwersacja prowadzona przez ich uczestników znika natychmiast po odczytaniu treści przez każdego z nich.

Twierdza Durovów trzyma się mocno, nawet po tym jak w kwietniu tego roku używanie aplikacji zostało zakazane w Rosji ze względu na naruszenie przepisów antyterrorystycznych. Sąd zdecydował, że Telegram łamie obowiązujące prawo, które nakazuje komunikatorom umożliwienie wglądu do przesyłanych w ramach ich usług treści. Z podobnych przyczyn usługi Telegrama zostały zabronione w Iranie.

Biznes w opałach
Co myśli Durov o kolejnych banach nakładanych na jego usługę? “W Telegramie mamy luksus nie przejmowania się przychodami czy sprzedażą reklam. Prywatność nie jest na sprzedaż” – skomentował na swoim kanale kwietniowe wyroki Moskwy. Sam zakaz używania komunikatora w Rosji jak dotąd nie przyniósł żadnej realnej zmiany. Programiści Telegramu skutecznie ukryli możliwość wyśledzenia ruchu, używając metody domain fronting, stosowanej dotąd głównie w świecie cyberprzestępców.

Skąd Telegram ma pieniądze? Dotąd komunikator Telegrama był w stu procentach darmowy, a finansowanie zapewniał jej głównie Pavel Durov, który ze swojego poprzedniego projektu Vkontakte.ru wyszedł z sumą co najmniej 300 mln dolarów. W kwietniu tego roku do kieszeni Durovów monet dosypali inwestorzy, którzy w zakakującym tempie wykupili wiosną tego roku wypuszczone przez Telegram Gramy o wartości 1,7 mld dolarów. To właśnie Gramy mają stać się główną walutą wielkiego projektu TON Blockchain, który miałby być  przełomem dla blockchaina, kolejnym po Bitcoinie i Ethereum.

Imperium obywateli najmniejszego kraju na półkuli
Te świetlane wizje przerywają narastające konflikty Telegrama z władzami kolejnych państw, które obawiają się komunikatora znajdującego się poza jakąkolwiek kontrolą . Tym bardziej, że dzieło Durova i spółki umożliwia komunikację o zasięgu niemożliwym u innych dostawców: w Telegramie można tworzyć zamknięte grupy dyskusyjne składające się nawet ze 100 tys. członków!

Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju – wiadomo, ale u siebie Durovovie mają wyjątkowo ciężko. Z Moskwą główny założyciel Telegrama zadarł w 2014 roku, gdy odmówił ujawnienia danych dotyczących aktywności w serwisie Ukraińców wznoszących antyrosyjskie hasła podczas protestów na kijowskim Majdanie. Sprzeciw Durova był kategoryczny. Krótko po nim został odwołany z zarządu firmy VK, po czym załatwił sobie oraz bratu obywatelstwo niewielkiego wyspiarskiego kraju na Morzu Karaibskim i opuścił Rosję bez zamiaru powrotu.

Patrząc na historię projektów Durovów, nie dziwi ich fiksacja na punkcie tworzenia usług, w których prywatność użytkowników jest chroniona ponad wszystko. Można zrozumieć też chęć uniezależnienia się od zewnętrznych dostawców. Teraz jednak technologia dała im realną szansę na otwarcie zupełnie nowego rozdziału tej historii, czyli całkowitego okopania się we własnym samowystarczalnym świecie pełnym cennych danych, do których dostęp będą mieli tylko oni sami.

Jeśli wizja Telegraph Open Network nie była tylko sposobem na wyciągnięcie kasy od inwestorów, to w ciągu najbliższych kilku lat możemy być świadkami narodzin prawdziwego internetowego imperium o nazwie Telegram. Czy bracia Durov będą w stanie chronić swoich użytkowników przed światem i sami siebie przed pokusą zarobienia na powierzonych im danych?