To się normalnie żyć odechciewa. Milenialsi idą przez świat, nie oglądają się na nic i na nikogo a przy okazji niszczą wszystko, co kochamy. Po ubiegłotygodniowym zamachu na wszystko, co dla Amerykanów najważniejsze, dzisiaj przyszedł czas na bezwzględny mord na randkowych obiadach! Co za upadek obyczajów.

 

W czasach mchu i paproci, randkowanie odbywało się nieco inaczej niż dzisiaj. Nie było szybkiego internetu i portali kojarzących ludzi, ludzi trzeba było poznawać na żywo, wymieniać się numerami telefonów, nierzadko stacjonarnych po to, by na końcu wylądować w restauracji na posiłku a potem w kinie. Albo na odwrót.

Dzisiaj sprawy mają się zgoła inaczej. Randkowanie internetowe stało się tak popularne, że chyba tylko w dalekich regionach, gdzie nadal mają internet z modemów, randkuje się w starym stylu. Milenialsi klikają w Tindera, OkCupid czy swojską Sympatię i nie potrzebują wzmożonych spotkań przy świecach. Szkoda im czasu i pieniędzy na siedzenie z kimś, kogo ledwo znają, a wspólne jedzenie posiłku z kimś takim wydaje się im wyrafinowaną formą tortury. Nic dziwnego – według badań przeprowadzonych przez NPD Group aż 57 proc. posiłków Amerykanie spożywają samotnie. Zmienia się również postrzeganie osób jedzących w pojedynkę – kiedyś takie postępowanie stygmatyzowało, dzisiaj jest czymś normalnym. Nic dziwnego, że milenialsi nie mają ciśnienia na umawianie się na randkowe kolacje.

Są inne powody odrzucania tej formy pierwszego spotkania. Na przykład taki, że wspólne wieczerzanie jest przestarzałe. Ten element szarmanckości u mężczyzny nie jest aż tak istotny dla młodych kobiet. A już płacenie przez faceta za posiłek jest niemalże zaproszeniem do łóżka.

Albo wyobraźcie sobie sytuację, w której siedzicie przy pełnodaniowym posiłku z kimś, do kogo nie tylko nie czujecie mięty, ale wręcz was odrzuca. Przy przystawkach pada pierwszy żarcik rodem z męskiej szatni. Podczas jedzenia rosołu warzywnego (nigdy nie zamawiajcie zup z kluskami na pierwszej randce) facet tak energicznie wciąga makaron, że ochlapuje sobie pół twarzy, a kluski zostają mu w brodzie. Gdy na stół wjeżdża befsztyk, okazuje się, że typ miał w dupie to, co do niego pisałaś i nie zorientował się, że od dwunastego roku życia jesteś weganką. Wiesz, że nic z tego nie będzie, ale tkwisz w tym koszmarze, twoja złość i niepokój rosną i jest ci głupio, bo facet wygląda na takiego, który zapłaci. A potem będzie oczekiwał rewanżu. Horror.

Oczywiście, zawsze zostaje opcja upicia się na smutno, bo wtedy wszystkie głupoty wygadywane przez drugą stronę łatwiej znieść, ale w końcu nikt nie chce kończyć dramatycznie nieudanej randki śniadaniem.

Dla większości ludzi jedzenie jest czynnością w jakimś stopniu intymną. Oczywiście nie mówimy tu o wspólnych posiłkach w gronie współpracowników w kantynie zakładowej. Ale jak już siadamy z kimś twarzą w twarz nad talerzem, trzeba bardzo dużego wyczucia co zamówić. Kobieta może nie czuć się komfortowo babrając się w żeberkach. Homar, jakkolwiek luksusowy by nie był, to też brudna robota. Jedzenie ostryg jest seksowne wyłącznie w filmach. W skrócie – wspólny posiłek na pierwszej randce to pole minowe, po którym poruszasz się bez wykrywacza.

No i na koniec najważniejsze. Jedzenie w restauracjach jest drogie. Tinder daje nam przecież możliwość umówienia jednej randki dziennie. Jeżeli jesteśmy zręczni logistycznie, w weekend możemy się ustawić nawet na dwa-trzy spotkania. Wyobraźmy sobie, że w poszukiwaniu drugiej połówki, każdego dnia wyskakujemy z 60-100 złotych, bo tyle trzeba liczyć na dwójkę z napojami. Już po tygodniu nasz budżet miesięczny trzeszczy, po miesiącu musimy brać chwilówkę a po kwartale na kwadrat wjeżdża nam komornik. Takie wydatki dla milenialsów są nie do dźwignięcia.

Dlatego lepiej umówić się w barze na drinka albo kawę. Człowiek nie zbankrutuje a jak sytuacja rozwinie się pomyślnie, zawsze można wyskoczyć coś przekąsić.

Co w Polsce? Ano tym razem nie mamy się czego wstydzić. Nasi milenialsi idą w ślady swoich amerykańskich kolegów i chętniej decydują się na randki nad kawą albo drinkiem, restauracje zostawiając starym ludziom. A i ewentualne odrzucenie mniej boli, gdy zainwestowaliśmy w taki wypad 20 ziko.