Pomysł powrotu do podatku „bykowego” rzucony żartem przez wiceministra infrastruktury i rozwoju Artura Sobonia w rozmowie z “Faktem” przywołał nienową ideę opodatkowania singli. Pod tą nazwą funkcjonowało w Polsce kilka świadczeń fiskalnych, których koncepcja może dzisiaj dziwić.

Minister Soboń wspomniał o bykowym, czyli o podwyższonym podatku dochodowym płaconym przez panny i kawalerów w latach 1946-1973. Krytycznym było przekroczenie 21 (a od 1956 r. – 25) roku życia. Po urodzinach pracodawca potrącał z pensji świadczenie na rzecz budżetu państwa.

Sięgając jednak do Encyklopedii Staropolskiej Zygmunta Glogera, możemy dowiedzieć się, że bykowym określano w XVI wieku najpierw opłatę za pokrycie krowy na rozród, a pod koniec stulecia rodzaj grzywny za spłodzenie nieślubnego dziecka. Płacił zarówno mężczyzna, jak i opiekunowie ciężarnej dziewczyny (jej rodzice lub właściciele majątku w którym służyła).

Zwyczaj ten prawdopodobnie wymarł w drugiej połowie XIX wieku wraz ze zniesieniem ostatnich powinności chłopów względem dworu. Musiał jednak zapisać się w pamięci, skoro przezwano tak podatek wprowadzony przez komunistów w 1946 r.