Bentyncoin, Wapniakcoin oraz BKcoin to cyfrowe monety wyemitowane w 2017 r. przez znanych polskich youtuberów: Szczepana Bentyna, Maćka Wapińskiego oraz Patryka Suligę. Brzmi trochę, jak żart, ale wcale nim nie jest. Za zebrane w ICO pieniądze panowie rozwijają swoje produkcje wideo, dostarczając nabywcom tokenów lepszej jakości usługi i jednocześnie scalając swoją społeczność. Czy to początek kolejnej rewolucji w kryptowalutowym środowisku?

Satoshi Nakamoto, twórca bitcoina, chyba nie zdawał sobie sprawy, jakiego technologicznego przełomu dokona jego wynalazek i jak wiele nowych możliwości udostępni usieciowionemu społeczeństwu. Rozwój kryptowalut, adaptacja technologii blockchain do wielu tradycyjnych segmentów gospodarki, emisja cyfrowych nośników wartości (ICO), czy chociażby ewolucja smart kontraktów. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze możliwość stokenizowania własnej osoby. Jest to dosyć młoda idea, która zakłada, że tak jak dziś „wartość” ludzi na rynku ocenia się przez pryzmat uwagi odbiorców, jaką są w stanie na siebie skierować (liczba polubień, udostępnień postów, wyświetleń, subskrypcji, komentarzy), tak w niedalekiej przyszłości będzie to oceniane przez pryzmat wartości ich własnych tokenów. Dzięki coraz łatwiejszemu dostępowi do ICO, każdy z nas może wyemitować swoją personalną monetę, wprowadzić ją na giełdę i codziennie sprawdzać, jak wyceniany jest przez rynek. Na pierwszy rzut oka wygląda to, jak smutna, kapitalistyczna wizja, w której każdy człowiek może być dosłownie zmonetyzowany. Jak się jednak głębiej wgryźć w temat, to idea wydaje się całkiem atrakcyjna i sensowna.

Tokenizacja w praktyce
Wyobraź sobie, że prowadzisz kanał na YouTubie, na przykład prezentujący podcasty dotyczące nauki programowania w kilku bazowych językach (C++, HTML). Używasz do tego budżetowej kamerki, mikrofonu i programu do tworzenia animacji. Okazuje się jednak, że masz dydaktyczny dryg, z miesiąca na miesiąc przybywa ci subów, a twoja skrzyka mailowa pęka w szwach od maili typu: “Kiedy pojawi się odcinek o Linuxie?”. Twój kanał skupił wokół się siebie całkiem pokaźną społeczność, a twoi odbiorcy domagają się nowych, lepszych materiałów. Chcesz im tego dostarczyć, ale najzwyczajniej nie masz czasu. Kanał nie jest twoim źródłem utrzymania, tylko dodatkowym hobby, sposobem, by podzielić się z innymi swoją wiedzą. Pieniądze z reklam są marne, a nie chcesz szukać prywatnych sponsorów, gdyż istnieje ryzyko, że zechcą oni ingerować w treść podcastów, a ty przestaniesz być wiarygodnym, niezależnym twórcą. Wątpię byś finansownie uzyskał z funduszy unijnych, od anioła biznesu, albo jakiegoś banku. Zwłaszcza, że istnieje tu spore ryzyko, że inwestycja prędko się nie zwróci, a być może nawet nigdy. Ponadto nie jest w twoim interesie dołączenie do grona zadłużonych. Kanał prowadzisz przecież z pasji i chęci realizowania idei powszechnego dostępu do wiedzy.

W takiej sytuacji emisja personalnych tokenów wydaje się idealnym rozwiązaniem. Z pomocą platformy do przeprowadzania ICO postanawiasz wyemitować 21 mln własnych coinów, z ceną emisyjną 1 gr za token. O emisji informujesz oczywiście swoich odbiorców na kanale, sugerując, że mogą oni bezpośrednio wziąć udział w rozbudowie twojego projektu i dostarczeniu im tego, czego oczekują. Wystarczy, że założą aplikację z portfelem dla różnych kryptowalut (takich multiwalletów jest coraz więcej) i zakupią twoje tokeny podczas emisji. Nikt nie musi tu wykładać dużych kwot. Załóżmy, że masz 200 tys. subskrybentów i połowa z nich wyda na twoje tokeny symboliczną złotówkę (każdy kupi po 100 tokenów). To daje 100 tys. zł dofinansowania, które z pewnością wystarczy, by zatrudnić specjalistę od animacji i nabyć szybszy komputer, i zadbać o udźwiękowienie. Aby uatrakcyjnić emisję, tokeny mogą mieć też opcje konwertowania na inne wartościowe rzeczy związane z twoim projektem (np. wymiana na produkty, które kiedyś wprowadzisz, jak książka, film pełnometrażowy, pierwszeństwo w dostępie do nowych treści, spotkanie face to face, udział w zyskach z reklam, etc.). Ponadto pamiętajmy, że token stanowi, jakkolwiek to brzmi, swego rodzaju udział w twojej osobie. Jest to o tyle istotne, że między twórcami (w tym przypadku youtubowymi), a odbiorcami istnieje specyficzna, sieciowa więź i owym odbiorcom może zależeć na zacieśnianiu tej relacji, czy chociażby odwzajemnianiu się za dostarczanie wartościowej wiedzy.

Po zakończeniu ICO i sprzedaniu 10 mln tokenów, część pozostałych możesz wprowadzić na giełdę, na której twoimi coinami, będzie można obracać jak akcjami na tradycyjnej giełdzie papierów wartościowych. Nie ma takich platform wiele (jeszcze). Przykładowo – tokeny wspomnianych na początku youtuberów notowane sa na coinbe.net. Lwią część pozostałych tokenów zachowujesz dla siebie w kilku celach. Po pierwsze –  możesz je trzymać, licząc na to, że ich giełdowa wycena będzie rosnąć wraz z rozwojem twoich projektów, a ty będziesz mógł je upłynniać czerpiąc gotówkę na dalszy rozwój. Po drugie – tokeny mogą działać jak program lojalnościowy – możesz co jakiś czas rozdawać je w ramach różnych akcji, np. token za suba, token za udostępnienie filmu, etc. Możliwości jest wiele. Wszystko będzie miało jednak sens tylko wtedy, gdy twoja społeczność będzie ci ufać i wierzyć w rozwój twojej działalności. Wówczas w ich interesie jest posiadanie takich tokenów, szerowanie twoich treści i w dłuższej perspektywie zarabianie na ich giełdowej wycenie lub korzystanie z opcji konwersji na inne produkty. Ty zatem musisz dbać o jakość materiałów i regularną aktywnosć na kanale. Można więc powiedzieć, że dzięki personalnej tokenizacji zwiększasz lojalność swoich odbiorców, jednocześnie zobowiązując się wobec nich, że będziesz rozwijał swoją twórczość. Wypadkową tych dwóch czynników może być zwiększanie zasięgu twojego kanału.

Coiny youtuberów
Trudno powiedzieć, czy personalne tokeny mają przed sobą świetlaną przyszłość. Jest to młoda idea, ściśle związana ze środowiskiem kryptowalut, z którym to regulatorzy cały czas mają nie lada zagwozdkę. Dotychczasowe, presonalne ICO pokazały jednak, że potencjał tego rozwiązania jest niemały. Szczepan Bentyn, youtuber nazywający siebie kryptowalutowym ewangelistą, wyemitował 21 mln Bentyncoinów. 3,5 mln rozdał znajomym, a 0,5 mln wprowadził do giełdowego obrotu (na giełdzie Ether Delta). O wejściu na giełdę poinformował na swoim kanale i w 2,5 godziny nabywców znalazło 300 tys. jego coinów. – Po sprzedaży tokenów otrzymałem od ludzi kilkadziesiąt tysięcy złotych i w pierwszym momencie się przeraziłem. Było to dla mnie niespodziewane i nie wiedziałem czego ludzie w zamian oczekują. Czułem, że zaciągnąłem dług, który chcę jak najszybciej spłacić. I tak stałem się uczestnikiem własnego rynku, gdzie kupuję i sprzedaję własne tokeny – tak opisywał swoje pierwsze wrażenia Bentyn. Za pozyskane pieniądze zakupił sprzęt i wynajął operatora i montażystę. Co ciekawe, jego tokeny sprzedawane były na początku za kilka groszy, a w szczytowym momencie osiągnęły wycenę 1,9 zł za sztukę. Bańka w końcu pękła, ale nie zraziło to ponoć jego społeczności. Bentyn uważa, że spoglądając na giełdową wycenę swoich tokenów dostaje realny wyznacznik swojej rynkowej wartości i jest to dla niego o wiele lepszy wskaźnik i motywator, niż lajki na Facebooku.

Okazuje się jednak, że nie trzeba siedzieć w kryptowalutowym środowisku, by znaleźć nabywców swoich tokenów. Świadczą o tym przykłady Maćka Wapińskiego, prowadzącego kanał “Wapniak”  oraz Patryka Suligi prowadzącego kanał “Bez kanału”. Pierwszy zebrał w ICO 110 tys. zł, a drugi w dwa dni sprzedał tokeny za ponad 50 tys. zł. – Jeśli wierzysz we mnie (Patryka), że rozwinę projekt o nazwie “Bez kanału” to masz szansę dać mi kredyt zaufania w ramach którego będę chciał zwiększyć wartość Bez kanału i BKcoina – deklaruje pod swoim filmem Suliga. Jak widać wielu subskrybentów takiego kredytu z chęcią udziela. Nie są to zawrotne kwoty, ale nie oszukujmy się – chodzi przecież o dofinansowanie indywidualnej działalności twórczej, a nie wielkiego giełdowego konsorcjum. Wydaje mi się, że do youtuberów personalna tokenizacja, jako alternatywa dla crowdfundingu, pasuje jak ulał. Zwłaszcza, że nie chodzi o sfinansowanie jednego projektu, ale pomoc w rozwoju długoterminowego planu działalności.

Wyobrażam sobie, że personalne tokeny nie będą domeną tylko twórców youtube’a. W czasach, gdy sieć daje możliwość każdej pojedynczej osobie rozwoju swojego bloga, strony, czy muzycznego profilu, tokenizacja może być istnym motorem napędowym indywidualnej twórczości i przedsiębiorczości. Myślę, że niejeden fan byłby w stanie wyłożyć kilka złotych na wsparcie swojego ulubionego esportowca, licząc na jego sukcesy i wzrost popularności. Niejeden czytelnik bloga chciałby wspomóc swojego ulubionego komentatora, licząc na wzrost jego zasięgu. Niejeden meloman chciałby dofinansować ulubionego dj’a, który wrzuca swoje kawałki na soundcloud i chciałby wydać album i puszczać sety w berlińskich klubach. Takich przykładów można mnożyć.

Zawsze jest jakieś, ale…
Tydzień temu pisałem tutaj, że wyemitowano już mnóstwo bezwartościowych monet zwanych shitcoinami. I od razu nasuwa się skojarzenie, że personalne tokeny tylko zasilą szeregi takiego chłamu. Jest to możliwe, zwłaszcza jak prawdziwą intencją emitenta będzie tylko wzbogacenie się. Podkreślam jednak, że tokenizacja pasuje do twórców, którzy już mają pewną pozycję w sieci, mierzoną liczbą stałych odbiorców. Trudno mi sobie wyobrazić, by ryzykowali oni swoją reputację i lojalność owych odbiorców tylko dla kilkudziesięciu złotych. Z drugiej strony nikomu nieznany twórca nie będzie miał szans na tego typu dofinansowanie, a zbudowanie sobie społeczności wymaga czasu i wysiłku. W tym kontekście wydaje mi się, że o wiele łatwiej jest tutaj oddzielić ziarno od plew i trudniej o wpadnięcie w sidła oszustów.

Wątpliwości, jak to zwykle przy pieniądzach bywa, może budzić też kwestia giełdowych notowań i związane z nimi ryzyko spekulacji. Po pierwsze, jak to w przypadku Bentycoina było, może dojść do nadmuchania spekulacyjnej bańki, która pęknie, a ci co kupowali na górce będą pod kreską. Niestety taka jest natura rynków. Chciwość nierzadko pcha wyceny do poziomów zupełnie oderwanych od fundamnetów i trzeba się z tym liczyć. Wydaje mi się, że personalne tokeny to nie inwestycja na krótki termin, ale raczej na ultradługi. Liczymy na długofalowy rozwój jakiegoś twórcy, więc ewentualnych profitów z trzymania tokenów również należy spodziewać się w bardziej odległej perspektywie. Po drugie, istnieje ryzyko braku płynności. Sam Bentyn podkreślał, że rynek jego monet był bardzo płytki, a więc nie było tam na tyle dużo ofert kupna i sprzedaży, by swobodnie obracać tokenami. To normalne, przy tak niszowych emisjach (choć i na GPW codziennie średnio o 10 do 20 proc. akcji nie znajduje żadnego nabywcy, ani zbywcy). Dlatego też fajnie by było, gdyby tokeny miał dodatkową funkcję konwersji na inne dobra. Personalna tokenizacja jest młodą ideą i będzie zapewne ewoluować. Przyszłość pokaże, w którym kierunku to podąży. Nie będę jednak zaskoczony, jeśli wielu znanych w sieci twórców będzie posiadać swoją własną, cyfrową monetę.