Milenialsi, najbardziej bezwzględni zabójcy świata, wzięli na celownik kolejny biznes i próbują go zniszczyć. Tym razem padło na kina. Ich właściciele i operatorzy nie potrafią zrozumieć tego, że młodzi ludzie mają coraz mniejszą ochotę na to, żeby przepłacać za film, a potem oglądać pół godziny reklam.

Desperacja w przemyśle jest wielka i trochę się nie dziwię. Liczba najmłodszych kinomanów (do 24 .roku życia) spadła w USA w ciągu ostatnich trzech lat o 4 miliony. Ilu biletów, kubłów
popcornu i kubków z napojami nie udało się sprzedać! Na oczach świata odbywa się popełniane z zimną krwią morderstwo.

Streaming nokautuje kina
Streaming nokautuje kina

Jak może pamiętacie, poprzednio pisałem o golfie. Właściciele pól nie są w stanie ogarnąć umysłem idei, że dla milenialsów koncepcja tej gry jest z gruntu obca i bezsensowna. Kiniarze też mają problem ze zrozumieniem prostej prawdy – kino to obecnie żadna atrakcja. Doznania podobne do kinowych oferuje nam dzisiaj blu-ray, duży telewizor i zestaw kina domowego.

Policzyłem, ile przemysł w samych Stanach nie zarobił na tych, którzy się na kina wypięli. Jeżeli chodzili na filmy 2 razy w miesiącu i brali na seans duży popcorn i duży napój, rocznie kina są w plecy ponad 2,2 mld dolarów. Jest to pieniądz, po który warto się schylić. Tylko nie wiedzą jak to zrobić. W desperacji wymyślili na przykład, żeby kino było bardziej przyjazne użytkownikom komórek. Pozwólcie na cytat: „Kiedy mówisz 22-latkom, żeby wyłączyli telefon i nie psuli innym seansu, jedyne co słyszą to „proszę, odetnij sobie lewą rękę w łokciu”. Nie możesz powiedzieć 22-latkom, żeby wyłączyli komórkę, oni tak nie funkcjonują”. Prezes sieci kin AMC Adam Aron naprawdę tak powiedział.

Po pierwsze, skąd pomysł, że komórkę trzeba wyłączać, wystarczy wyciszyć. Po drugie, mówienie że 22-latek nie potrafi wytrzymać dwóch godzin bez zerkania w wyświetlacz jest obraźliwe. Może zerka, bo filmy są nudne a nie dlatego, że jest niewolnikiem komórki i „tak funkcjonuje”?

Pomysł na szczęście szybko porzucono, bo chyba się zgodzimy, że był wyjątkowo idiotyczny. Szefowie sieci kin zaatakowali temat z innej strony. „Dajmy młodym technologię”  – powiedzieli i zaczęli  kombinować, że kina muszą zaoferować im doznania, jakich nie dostaną gdzie indziej. Na przykład wielkie ekrany IMAX, seanse 3D i 4D a nawet 8D. Tyle tylko, że nawet 9D nie uratuje takich filmów jak „Batman vs Superman”, „Mumia” czy „Wonder Woman”. Chociaż te uwagi już do Hollywood.

Żegnaj, Hollywood!

Kin nie uratuje też koszt biletów i przekąsek. USA należy do grupy krajów o tanich biletach, ale i tak za podstawowy zestaw kinomana (wejście+popcorn+napój) trzeba zapłacić 23 dolary, pół godziny reklam przed filmem wliczone w cenę.

W tym samym czasie najdroższy abonament Netflixa, oferujący 4 ekrany i Ultra HD, kosztuje 14 dolarów miesięcznie. I filmy oglądasz z własnej kanapy a jak chcesz sobie zrobić przerwę, to wciskasz pauzę. W dobie nadmiaru dobrych rzeczy, nie musimy oglądać wątpliwej jakości przebojów kinowych w dniu ich premiery. Ba, nie musimy ich nawet oglądać, gdy idą w kinach. Blu-ray robi robotę. W ostateczności możemy poczekać na premierę na jednej z platform streamingowych.

Dlaczego więc młodzież miałaby się ograniczać i skazywać na to, co proponują im kina w sytuacji, w której mamy wszystko na wyciągnięcie ręki i jedno kliknięcie myszy? To w USA, a co u nas?
Niestety, u nas młodzi ludzie zabierają się do zabijania kin wyjątkowo niemrawo. Według raportów, z roku na rok rośnie liczba wizyt w kinie. W roku 2014 było ich 40,4 mln, rok
później 4 miliony więcej a w roku 2016 Polacy aż 52 mln.

Prawie połowa widzów jest w wieku 21-34 lata. Stanowią oni najwierniejszą publiczność, są w kinie średnio 18 razy w roku i wydają na bilety i na przekąski w barze najwięcej. Wszystko wskazuje na to, że eksperci nie uwzględnili polskiej specyfiki. Na mordowanie kin w wykonaniu milenialsów patrzę z radością i bardzo im kibicuje. Jednak wszystko wskazuje na to, że nad Wisłą zajmie im to trochę więcej czasu. I chyba niezbyt szybko będę mógł zrezygnować ze swojej karty Unlimited w Cinema City, z której z powodu daremnej oferty filmowej, przez ostatnie dwa miesiące nie udało mi się skorzystać ani razu.

Za tydzień zabijemy sobie coś innego.