Technologia przeszła długą drogę od zwykłych narzędzi, które miały wesprzeć człowieka mocą obliczeniową i szybkim transferem do mechanizmów, które realnie wpłynęły na życie, przekonania i zachowania każdego z nas. Pytanie dziś nie brzmi już czy tak jest, tylko czy jesteśmy skazani na rolę bezwolnych pacynek.

 

Zarówno planując serwisy internetowe, jak i ulice, twórcy chcą wpływać na nasze zachowania. W serwisie chodzi o to, żeby po dodaniu produktu do wirtualnego koszyka klient przeszedł do strony płatności, czy – jak w wypadku serwisów społecznościowych – sprawdzał powiadomienia częściej niż kilka razy dziennie. Architektom projektującym jezdnię chodzi o to, żeby piesi przechodzili przez nią wyłącznie na pasach, a kierowcy zwalniali w wyznaczonych miejscach. Sprzedawcy w sklepach wykorzystują techniki perswazyjne, żeby sprzedać nam produkt.

Dlaczego więc oburzamy się, gdy okazuje się, że twórcy internetowych serwisów takich jak Facebook stosują perswazję? Okazuje się, że technologia z właściwą sobie precyzją optymalizuje procesy doprowadzania nas do podjęcia jedynie słusznej decyzji czy wywołania konkretnego zachowania. Wykorzystując do tego najnowszą wiedzę z zakresu budowy i działania mózgu jest w stanie kierować naszym życiem, pozostawiając nas w błogim przekonaniu, że decyzje podejmujemy sami.

Superużytkownik
Wraz z aferą Cambridge Analytica i przesłuchaniami Marka Zuckerberga w Kongresie pod strzechy trafiła wiedza o tym, jak wiele serwisy takie jak Facebook o nas wiedzą i jak bardzo ta wiedza jest wykorzystywana, żeby wpływać na nasze zachowania i decyzje. “Czy serwisy społecznościowe zatrudniają firmy konsultingowe, które pomagają im w wytworzeniu u użytkowników pętli odpowiedzi dopaminowej po to, żeby nie opuszczali platformy?”- pytał Zuckerberga podczas przesłuchania senator Ben Sesse.

“Nie, nie mówimy o tym w ten sposób i nie w ten sposób budujemy nasze zespoły produktowe” – odpowiadał Zuckerberg. Ale praktyka projektowania najnowocześniejszych aplikacji i usług internetowych każe wątpić, że Facebook nic o związkach zaangażowania użytkowników z poziomem wydzielanej przez ich organizm dopaminy nie wie.

Słowom Zuckerberga przeczą słowa byłego pracownika Facebooka Chamatha Palihapitiya, który w grudniu ubiegłego roku przyznał, że zmaga się z poczuciem winy w związku ze swoją pracą w serwisie i tworzeniem narzędzia, które “niszczy fundamenty, na których zbudowane jest społeczeństwo”. O zburzenie podstaw publicznej dyskusji i współpracy, dezinformację i rozprzestrzenianie nieprawdziwych treści oskarżył wywoływane przez to narzędzie krótkotrwałe cykle zachodzące w mózgu powiązane z wydzielaniem dopaminy. “Nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale jesteście programowani” – ostrzegał widzów podczas wywiadu dla telewizji CBS.

O co chodzi z tą dopaminą?
Dlaczego w świecie technologii i w ogóle w biznesie unika się dopaminowego tematu? Bo temat jest grząski. I to bardzo. Dopamina to co prawda bardzo lubiana przez nasz mózg substancja, wydzielamy ją sobie na przykład podczas jedzenia i seksu, ale regulujący jej wydzielanie tzw. układ nagrody może się wymknąć spod kontroli.  Wtedy zamieniamy się w poszukujące dopaminowych strzałów zombie.

Cała zabawa z układem nagrody polega na tym, że działa on w dwóch fazach: przygotowania i konsumpcji. Przy czym, co najciekawsze, najwięcej dopaminy (czyli przyjemności) dostarcza nam mózg, gdy czekamy na nagrodę. Ten mechanizm nieustannie pobudzają w nas czerwone cyferki przy powiadomieniach na Facebooku.

Widzimy czerwoną ikonkę powiadomienia i już wiemy, że ktoś zareagował na nasz wpis, ale jeszcze nie wiemy, czy to like, czy może ikonka “wrrr”. Nie wiemy, czy dostaliśmy nagrodę czy karę. Mamy 50 proc. szans i jesteśmy na tyle dziwnym gatunkiem, że najprzyjemniej czujemy się właśnie wtedy. Nie wtedy, gdy prawdopodobieństwo uzyskania nagrody wynosi 80 proc. – nasz mózg kocha rosyjską ruletkę: ma być pół na pół.  Wtedy poziom dopaminy jest najwyższy.

Serwowanie w krótkich cyklach naszemu mózgowi następujących po sobie faz oczekiwania na nagrodę i nagrody sprawia, że oddajemy swoje życie w szpony dopaminowego cugu. Stajemy się superuzależnionymi superużytkownikami.

Tak działa na nas Facebook, Instagram, Tinder, LinkedIn czy Snapchat. Tak wciągają nas gry komputerowe i hazard. Im więcej wiedzy o mózgu i jego działaniach na poziomie neurobiologii mają firmy, tym łatwiej jest im kierować naszymi zachowaniami bez potrzeby przekonywania nas do czegokolwiek.

Czy nasza sytuacja jako użytkowników i konsumentów jest dziś beznadziejna? Nie do końca. Naszą bronią jest wiedza – tak łatwo dostępna dziś w internecie. Tylko jeśli  na poziomie naukowym zrozumiemy sami siebie, jak działamy i co nami kieruje, będziemy w stanie sami siebie chronić przed niechcianą perswazją. I znów poczujemy się jak homo sapiens, człowiek myślący, a nie człowiek- pacynka

Więcej o działaniu dopaminy 

Więcej o kaptologii czyli technikach perswazyjnych w technologii