40 procent dorosłych Amerykanów już dziś przynajmniej raz dziennie mówi do swoich urządzeń, poszukując porady, informacji czy dyktując maile. Liczba zapytań głosowych w wyszukiwarkach rośnie lawinowo. Od dwóch lat trend używania mowy zamiast klawiatury, przycisków czy pilota rośnie tak szybko, że możemy już dziś powiedzieć, że wkrótce z naszymi komputerami, pralkami i telewizorami będziemy po prostu rozmawiać. Jaskółki zmian widać również w Polsce.

Kto choć raz grał w karaoke na konsoli wie, że głos i urządzenie mogą świetnie współpracować. Gaming jak zwykle był w kwestii wykorzystania głosu lata świetlne przed wszystkimi: w ciągu ostatnich kilku lat rynek zalewały proste gierki, w których postaciami poruszaliśmy się wydając pierwotne dźwięki – najgłośniejsze oczywiście przy skokach i strzelaniu. To była jednak tylko przygrywka do prawdziwego przełomu w technologii, która stała się jednym z najgorętszych rynkowych trendów tego roku – sterowanie głosem (voice control) ma szansę na stałe wejść do naszej codzienności. Tym razem na serio.

Do tej pory maszyny słyszały nasz głos, ale nie potrafiły zrozumieć wypowiadanych słów. To zmieniło się wraz z postępami prac nad rozpoznawaniem głosu (ang. voice recognition)  i sztuczną inteligencją prowadzonymi przez technologicznych gigantów i wypuszczeniem na rynek asystentów głosowych, takich jak Google Home, Apple Alexa czy Amazon Echo.

Szczyt popularności głosowych asystentów przypadł na 2017 rok, a Amazon przewiduje, że do 2022 roku połowa amerykańskich gospodarstw będzie korzystała z inteligentnego głośnika.

Jednak prace nad wykorzystaniem voice recognition to nie tylko głosowi asystenci: nad skomunikowaniem maszyn z ludźmi pochylają się spece od elektroniki użytkowej, nieruchomości, AGD, branży motoryzacyjnej czy nawet medycyny. Gdy niektóre z pomysłów brzmią wciąż jak szalone wizje, inne są już na wyciągnięcie ręki: to poważne zmiany w sposobie wyszukiwania treści w internecie, a co za tym idzie: w marketingu internetowym oraz sterowane głosowo telewizory (oferowane m.in. przez LG, Sony i Samsunga).

Marketing internetowy do poprawki
Search Engine Optimization to termin znany wszystkim publikującym treści w internecie: od wielkich wydawców po małe firmowe strony. Jest to sposób, w jaki tworzymy treści po to, żeby znaleźć się jak najwyżej w wynikach wyszukiwania. Od kiedy okazało się, że odpowiednio pisząc, kodując i prezentując treści na stronie, możemy bez dodatkowych opłat poprawić pozycję firmy w wyszukiwarkach, optymalizacja SEO stała się w marketingu ważniejsza niż internetowe reklamy.

Jak to działało do tej pory? Załóżmy, że mamy stronę sprzedającą dziecięce wózki. Najpewniej marzymy o tym, żeby nasza firma pojawiła się na pierwszej stronie wyników wyszukiwań każdemu rodzicowi, który wpisze w okno wyszukiwarki hasła “wózek dla dziecka”, “bezpieczny wózek dla niemowlaka” itp. To były do tej pory nasze słowa kluczowe – wiedzieliśmy jakie słowa wpisują w wyszukiwarkę ci, którzy szukają wózków i skutecznie to wykorzystywaliśmy, walcząc z konkurencją o pozycje na konkretnych frazach.

Google podaje, że w tej chwili 20 proc. wszystkich wyszukań na telefonach pochodzi z poleceń głosowych. To duża zmiana dla SEO, bo okazuje się, że frazy, które wpisywaliśmy dotąd w wyszukiwarki nie są tymi samymi słowami, które wypowiadamy do urządzeń głosowych. Zestaw słów kluczowych w wyniku wyszukiwania głosowego znacznie się poszerza. Wraz z umacnianiem się trendu, język którym piszemy firmowe strony będzie musiał się zmienić: stanie się bliższy językowi mówionemu niż pisanemu. Na teraz eksperci od SEO radzą, żeby bacznie przyglądać się zapytaniom pochodzącym z wyszukiwania głosowego oraz zmienić pod ich kątem i porządnie wypozycjonować sekcję Q&A.

Druga ważna zmiana może dotyczyć płatnego pozycjonowania – pierwszych kilka linków w wyszukiwarce to zawsze pozycje opłacone. Ponieważ znaczna część komunikatów kierowanych do asystentów głosowych to prośby o zakup produktów, wskazanie dobrej restauracji czy zorganizowanie biletów do kina, to pojawia się ogromna pokusa, żeby za płatne pozycjonowanie dla wyszukiwań głosowych płacić ekstra. Tym bardziej, że asystent wybiera zwykle jedną podpowiedź – jeśli wskaże nasz produkt, z pewnością przełoży się to na zyski.

Pożegnanie z pilotem
Bliższy Polakom będzie drugi z tegorocznych hitów w zakresie voice control: sterowane głosowo telewizory. I chociaż pierwsze jaskółki odczytywania przez nie mowy pojawiły się już kilka lat temu, to głównie obsługiwały proste, zdefiniowane wcześniej komendy. Próba całościowej obsługi urządzenia za pomocą mowy przypominała wtedy surrealistyczną komedię z serii “człowiek kontra maszyna”. Wielu obserwatorów rynku zwątpiło w to, że to może być kierunek, w którym pójdzie rynek.

Z drugiej strony potrzeba zmian była ogromna – trudno w to uwierzyć, ale używane przez nas telewizyjne piloty są “so 80’s” – bazują bowiem na wymyślonej w tych latach technologii IR, wciąż najtańszego sposobu na bezprzewodowe połączenie człowieka rezydującego na kanapie z telewizyjnym odbiornikiem.

Sterowanie głosem – jak to z rewolucyjnymi technologiami bywa, musiało odleżeć swoje i poczekać na lepsze czasy, żeby stać się alternatywą dla pilota. Lepsze czasy nadeszły wraz z rozwojem technologii speech recognition i sztucznej inteligencji, a co za tym idzie: lepszym przetwarzaniem przez maszyny języka naturalnego. Dzięki temu dzisiejsze urządzenia mogą nie tylko odczytywać i odpowiadać na zestaw wgranych wcześniej komend, ale interpretować na podstawie znajomości zasad języka nowe zapytania, formułować coraz bardziej sensowne odpowiedzi, a nawet uczyć się nowych słów i kontekstów.

W tym roku na rynku sterowanych głosem telewizorów nastąpił przełom, bo LG ogłosiło, że jej telewizory będą obsługiwały nie tylko głosowe polecenia z asystenta Google’a, ale też Alexy Amazona. Co więcej, asystent współpracujący z urządzeniami po raz pierwszy rozumie polską mowę. Wreszcie i u nas dziad przestał gadać do obrazu i z urządzeniem można porozmawiać. Po naszemu.