Nowy rząd ukonstytuował się w styczniu i od razu zabrał się dziarsko do roboty. Po drodze był co prawda zgrzyt z Anną Streżyńską, ale teraz nikt już nie sypie piasku w tryby i ministrowie pracują dla naszego dobra. I pojawia się pytanie, czy stery władzy poszły w ręce ludzi, którzy mając dbać o nasze dobra, potrafią zatroszczyć się o swoje. Obejrzałem oświadczenia majątkowe części członków gabinetu.

W kilku przypadkach pokiwałem głową z uznaniem, w kilku uśmiechnąłem się lekko, w jednym popłakałem się ze śmiechu. Zacznijmy od trójki wiceprezesów Rady Ministrów.

Beata Szydło sytuację ma stabilną z tendencją rosnącą, ponoć lepiej radzi sobie jej małżonek. Była pani premier w ciągu ostatnich trzech lat powiększyła swoje oszczędności w złotówkach, odłożyła ekstra 80 euro, prawie podwoiła wartość swojej polisy ubezpieczeniowej i dała radę pozbyć się jednego samochodu. Ziemi nie przybyło, kredytów nie ma, całkowita wartość wykazanego majątku wynosi 1 mln zł, z czego 25 proc. to gotówka.

Piotr Gliński żywot wiedzie najwidoczniej hulaszczy, bo w niezłym tempie przejada oszczędności. Przejadanie oszczędności na pensji wiceprezesa RM to niezłe osiągnięcie. Poza tym wiedzie mu się całkiem nieźle, cały majątek wycenił na 2,5 mln zł, z czego 2 mln to jego czterystumetrowy dom. Do spłacenia zostało mu 5 tys. zł kredytu, dziwne że nie zrobił tego jedną większą wpłatą. Zaimponowało mi, że jako jedyny w ramach majątku ruchomego wykazał sztukę. Konkretnie obraz Edwarda Dwurnika, wart 20 tys. zł. Przejrzałem ofertę prac artysty i wychodzi na to, że premier Gliński ma na ścianie kawał malunku, przynajmniej metr na półtora.

Desant krakowski, czyli Jarosław Gowin nie ma niczego poza czterdziestoma tysiącami w gotówce, domem i mieszkaniem. Znaczy ma pewnie miłość bliskich, uznanie swoich wyborców i giętki kręgosłup, ale w zakresie majątku nie dzieje się nic. Ani samochodu, ani sztuki, ani kultury. Dom i mieszkanie warte są 650 tys. zł. Premierowi Gowinowi w tempie tysiąca złotych miesięcznie rosną oszczędności. Nie powiem, żeby to był imponujący wynik, mam znajomych zarabiających pół tego, co on a odkładających dwa razy więcej. Słaby prognostyk.

Nasza ulubiona pani minister od edukacji Anna Zalewska w Sejmie tej kadencji dostała pionowego startu. W ostatnim oświadczeniu okazało się, że po raz pierwszy udało jej się odłożyć pieniądze, solidne 20 tys. zł. Kupiła 3,86 ha ziemi wartej 387 tys. zł. Wymieniła stare Clio na nowego Kadjara. I czując wiatr w żaglach, dobrała kilka drobnych kredytów, z których do spłacenia zostało jej marne 100 tys. zł. Łącznie wykazała majątek o wartości 700 tys. zł, w tym tylko 180 tys. za mieszkanie. Gdyby pani minister tak dobrze dbała o stan polskiego szkolnictwa, jak troszczy się o stan swojego posiadania, nie martwiłbym się losem przyszłych pokoleń uczniów.

Minister energii Krzysztof Tchórzewski zabrał się do zarabiania pieniędzy tak mocno, że aż ciśnie się na usta słaby żart. Na początku kadencji miał trochę oszczędności i kredyt, teraz ma 104 tys. oszczędności, dwa samochody i zero kredytu. Jako jedyny posiada coś na kształt portfela akcji, są w nim papiery Avivy, Aegona i BZWBK. I rosną! Łączna wartość wykazanego majątku to 824 tys. zł, duża część to dom warty 350 tys.

Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk ma stabilną sytuację, akcje Polskiego Holdingu Nieruchomości, 6 działek, Passata i od niedawna magistra. Do tego 174 tys. oszczędności, ładny, duży dom i małe mieszkanie. Wszystko warte w sumie prawie 1 mln zł, z czego większość to wartość nieruchomości (prawie 600 tys. zł).

U zastępcy Antoniego Macierewicza też nieźle. Mariusz Błaszczak w stosunku do początku kadencji zwiększył swoje oszczędności o 50 proc. i ma odłożone już 290 tys. zł. Tutaj z kolei taka ciekawostka – wszystkie kolejne oświadczenia wyglądają, jakby były kserami z roku poprzedniego, zmienia się jedynie kwota odłożonych pieniędzy. Łączny majątek ministra Mariusza wynosi 1,22 mln zł, z czego większość to mieszkania i dwie działki.

Ministrowie Ziobro, Jurgiel i Brudziński na pewno kserują swoje oświadczenia. U tego pierwszego nieznacznie zmienia się jedynie wysokość gotówki odłożonej w złotówkach, w tym roku jest to 136 tys. zł. Reszta składników majątku bez zmian, bo i nie ma się co zmieniać. Ani akcji, ani polis ubezpieczeniowych, ani żadnych ruchomości minister Ziobro bowiem nie posiada. Jego majątek wart jest 1,02 mln zł plus 1850 euro.

Poseł Jurgiel ma podobnie. Zmienia mu się jedynie wysokość oszczędności, które w tym roku dobiły do 150 tys. zł. Poza tym dom, działka i samochód, łącznie 670 tys. zł, nuda.

Joachim Brudziński ma 207 tys. oszczędności, polisę na 24 tys., dom wart 230 tys. i Volvo za 75 tys. zł. Muszę powiedzieć, że chętnie bym dom w zadeklarowanej wartości odkupił, 230 tysięcy za 120 metrów to bardzo dobra oferta, nawet jeżeli dom jest ruiną. Do tego minister zaciągnął pożyczkę w Kancelarii Sejmu RP na 20 tys. zł, którą sprawnie spłacił. Temat pożyczek z Sejmu jest dość ciekawy. Gdy analizowałem oświadczenia innych posłów, rzuciło mi się w oczy to, jak wielu posłów z nich korzysta. W sumie nie dziwię się, za 3 proc. na rok albo 4 proc. na dwa sam bym zaciągał.

Pośmiałem się przy oświadczeniu Teresy Czerwińskiej, która jest ministrem finansów. Owszem, majętna kobieta. Ma 62 tys. złotych, 58 tys. euro, 36 tys. dolarów i 260 franków. To szanuję. Rozbawiło mnie natomiast, że z dwoma kredytami hipotecznymi w wysokości odpowiednio 320 tys. zł i 99 tys. franków, jest najbardziej zadłużonym członkiem rządu.

No i kuriozum w postaci ministra-członka RM Mariusza Kamińskiego. W pierwszym oświadczeniu tej kadencji, minister wykazywał 2 tys. zł oszczędności, mieszkanie warte 300 tys. zł oraz kredyt na 85 tys. Od tamtej pory oszczędności wyparowały, mieszkanie dalej kosztuje 300 tys. zł a kredyt się chyba nie chce spłacać, bo ciągle jest go tyle samo. Myślę, że operacja „Top Secret” jest związana z charakterem pracy ministra. Koordynator służb specjalnych nie powinien zdradzać niczego, w tym stanu posiadania.

Na koniec sam premier. Mateusz Morawiecki ma tak przepięknie zdywersyfikowany stan posiadania, że żywię podziw. Szef rządu ma liczne nieruchomości: dom 150m2, dom 100m2, segment 180m2 w szeregowcu, działka rolna 2 ha i wpłacona rata na mieszkanie o powierzchni 74m2. Do tego 2,5 mln oszczędności i 13 711 akcji banku BZ WBK, którego był prezesem. Ich wartość wynosi prawie 5 mln zł. Jednak wszystkie akcje premier przeznaczył do sprzedaży. Z takim majątkiem nieruchomym i pieniędzmi, można pozytywnie i jasno patrzeć w przyszłość kraju.

Wnioskując po tym, jak ogarniają własne finanse, członkowie rządu w większości wyglądają na przytomnych polityków, nadających się do sprawowania funkcji. Ale tylko z tego punktu widzenia.