Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Antonim oksymoronu – konkurencja monopolistyczna

Dzisiaj opowiem o ostatniej formie organizacji rynku. Dzisiaj mniej o modelach a więcej o rzeczywistości. Dzisiaj o czymś, co możecie zobaczyć w salonie samochodowym i sklepie wielkopowierzchniowym z artykułami rtv-agd. Dzisiaj opowiem o prawdziwej konkurencji. Konkurencji monopolistycznej.

Konkurencja monopolistyczna nazewniczo może się nam wydać konfundująca. No bo jak to ma działać, że z jednej strony monopol a z drugiej konkurencja? Nazwa oddaje idealnie miejsce, w jakim znajduje się ta forma rynku. Jest w niej kilka elementów z konkurencji doskonałej, trochę z monopolu, a wszystko tworzy nową jakość.

Konkurencja monopolistyczna to przede wszystkim wielu producentów i duża swoboda wejścia i wyjścia na rynek. To zbliża tę strukturę do konkurencji doskonałej. O ile jednak tam towary były identyczne, tak w tym przypadku przedsiębiorstwa wytwarzają produkty mniej lub bardziej zróżnicowane. Oznacza to, że o ile firmy oferują towar mniej więcej tego samego typu, to jednak każdy posiada pewne unikalne cechy, które go wyróżniają i odróżniają od konkurencji. Ot, spójrzmy choćby na rynek samochodów.

Konkurencja ma więc charakter pozacenowy a producenci kładą większy nacisk na reklamę, promocję, zróżnicowane opakowanie, lepszą jakość czy inny kolor. Dzięki tej strategii jeden producent farby lateksowej do kuchni może maszerować pod hasłem „biel bielsza od innych bieli” i oferować towar trochę drożej od konkurencji, która idzie pod sztandarem „biel biała jak śnieg”. Można też podkreślić lepszą wydajność krycia metra kwadratowego albo łatwość mycia ścian zabrudzonych przez pryskający olej.

Wszystko to powoduje, że firmy tworzą produkty zaspokajające bardzo podobne potrzeby, ale przez takie różnicowanie, mogą ustalać odrębne ceny na swój towar. Nie jest to już cena jednakowa dla wszystkich, tylko zbiór cen różnych producentów. Pamiętajmy jednak, że nie da się sprzedawać farby w cenie 100 zł, gdy pozostali producenci oferują taką samą ilość za nie więcej niż 50 zł. Handel nie może odbywać się w oderwaniu od innych cen rynkowych, bo to nie zadziała. Producent kontroluje podaż produktu, ale jego wpływ na cenę jest bardzo ograniczony.

I jeszcze słowo o barierach wejścia na rynek. Wspomniałem, że w przypadku konkurencji monopolistycznej ich nie ma i każdy może wejść na rynek. Jest to tylko częściowo prawda. Bo oczywiście w każdej chwili możemy zacząć mieszać farbę i ją sprzedawać. Jednak bez znacznych nakładów na reklamę, która pozwoli nam się przebić do szerszej świadomości, nie mamy tu raczej czego szukać. Pewnie będziemy w stanie działać lokalnie i zabezpieczać farbiarskie potrzeby najbliższych sąsiadów, ale przy tak wąskim rynku, każde jego wahnięcie wykopie nas z niego błyskawicznie.

Na koniec szybko podsumujmy najważniejsze cechy charakterystyczne konkurencji monopolistycznej:

duża liczba firm na rynku
– zróżnicowanie produktu
niewielki wpływ producentów na cenę
niewielkie bariery wejścia na rynek
– na rynku istnieje doskonała informacja

W tym odcinku to wszystko, zamykamy temat form organizacji rynku. Za tydzień omówimy kolejne fascynujące zagadnienie ekonomii.

 
Categories

Komu bilecik? Empik is Going places.

Jeszcze 10 lat temu do Empiku chodziło się po książki, muzykę, filmy, gry i bilety na imprezy. Dzisiaj oferta sieci przypomina asortymentem marakeski suk, książki kulą się lękliwie w kątach, CD-ki z muzyką zniesiono do piwnicy, bo wszyscy słuchają Spotify, filmów nie potrzebujemy, mając Netflixa a gry pudełkowe kupuje się tylko na prezenty, bo Steam zmienił reguły gry. Tylko bilety trzymają się mocno, bo koncerty lubią wszyscy.

Trzeba przyznać, że w tym ostatnim segmencie radzi sobie nad wyraz dobrze. Biletami w Empiku handluje się niczym w XX wieku – przychodzisz, stajesz w kolejce, kupujesz bilet, odchodzisz z kartonikiem. Żadnych wydumanych aplikacji, na stronie brak sekcji biletowej, normalna sprzedaż zza lady. W ten oto starożytny sposób Empik sprzedaje co roku około pół miliona biletów na różne wydarzenia. Jednocześnie według słów prezes Ewy Szmidt-Belcarz, jest najczęściej kojarzonym miejscem zakupu wejściówek. To mocna pozycja.

Prace nad własną platformą sprzedażową trwają i niebawem ma ruszyć multikanałowa bileteria Empik Bilety. Tymczasem firma postanowiła zainwestować pieniądze i wykupiła większościowe udziały w start-upie Going. Muszę przyznać, że ich aplikacja do kupowania biletów zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie.

Going nie jest kolejnym serwisem, w którym mogę sobie tylko wyklikać bilety na listopadowy koncert The Breeders, ale cały kombajn imprezowy. Apka wnętrze ma bogate, polecam poklikać, natomiast za jej najciekawszą opcję uważam możliwość przekazania biletu znajomemu, na przykład w formie prezentu. Oczywiście możemy to zrobić również w tradycyjny sposób, wręczając kartonik, ale jak koncert jest w Gdańsku, my mieszkamy w Warszawie a obdarowywana osoba będzie na imprezę jechać z Białegostoku, ta opcja w Going zdecydowanie upraszcza sprawę.

Aplikację ściągnęło do tej pory 300 tys. osób, z usług portalu goingapp.pl korzysta co miesiąc milion użytkowników. Dominują ludzie młodzi, czyli wymarzony target wszystkich marketerów. Dzięki połączeniu z Empikiem, na rynku powstanie największa pod względem zasięgu platforma sprzedaży biletów, obsługująca wszystkie grupy docelowe. Począwszy od rzucających się na każdą nowinkę młodych ludzi, dla których kupowanie biletu w sklepie jest czynnością nienaturalną, a skończywszy na tradycjonalistach, dla których bilet w komórce to nie bilet i liczy się tylko kartonik, który po koncercie można przypiąć do lodówki albo korkowej tablicy.

Zakup Going realizuje nowa spółka w grupie, Empik Ventures. Inwestycja w ten start up to dopiero początek drogi, gdyż spółka planuje w najbliższych latach wydać 50 mln złotych na rozwój nowych biznesów. Cele wiadome – zwiększenie skali działania i wzrost przychodów. W nieco skostniałych strukturach Empiku szykuje się niezłe zamieszanie. Najwyższy czas.

 
Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Cywilizowany monopol

W poprzednim odcinku opowiedziałem o tym, gdzie się skarżyć na monopol i dlaczego konkurencję doskonałą możemy oglądać wyłącznie w bajkach Disneya. Na dzisiaj obiecałem kolejną formę organizacji rynku, tym razem bliższą temu, co widzimy za oknem. No to wyjrzyjmy.

Taką formą możliwą do zaobserwowania na co dzień jest oligopol. Jest on formą pośrednią między monopolem a konkurencją monopolistyczną, o której opowiem w następnej części. Najważniejsze cechy charakterystyczne oligopolu to:

– liczba producentów działających na rynku nie przekracza kilkunastu

producenci mogą kształtować podaż całej gałęzi, w której operują, co oznacza, że mają znaczny wpływ na cenę rynkową

– pomiędzy uczestnikami rynku zazwyczaj nie występuje konkurencja cenowa

– rywalizacja na rynku odbywa się przez obniżanie kosztów produkcji, reklamę i promocję, dodatkowe usługi, poprawę jakości, różnicowanie wyglądu produktu czy doskonalenie wyrobów

W przypadku oligopolu przedsiębiorcy mogą podjąć szereg działań dotyczących kształtowania ceny. Mogą na przykład prowadzić walkę o zajęcie dominującej pozycji na rynku na własną rękę.  Firmy mogą również zdecydować się na zawarcie porozumienia w formie jawnej i legalnej, jak fuzja, trust lub koncern, oraz tajnej i nielegalnej, jak kartel czy zmowa cenowa.  Szybko je sobie omówimy.

Syndykat prowadzi scentralizowaną politykę cen i zbytu, wyznacza uczestnikom limity produkcyjne.
Trust
to porozumienie, w którym uczestnicy tracą niezależność gospodarczą i prawną, wnoszą do trustu kapitał i w zależności od wkładu, otrzymują udział w zyskach.
Koncern
to forma organizacji skupiająca przedsiębiorstwa o odrębnej osobowości prawnej należące do jednego właściciela.
Fuzja
z kolei stanowi dobrowolne połączenie majątku kilku firm w jeden organizm. Przedsiębiorcy zakładają, że w wyniku połączenia ich sytuacja się polepszy.
Konglomerat
polega na połączeniu kilku firm o odrębnych profilach działalności, z różnych branż i świadczących różnego rodzaju usługi, mające na celu osiągnięcie wyższej rentowności, zdywersyfikowanie źródeł dochodu właścicieli i ograniczenie ryzyka strat finansowych związanych ze zmianami koniunktury w poszczególnych branżach.

Nielegalną w wielu państwach formą działalności jest kartel. Jest to umowa przedsiębiorstw posiadających decydujący wpływ w tej samej lub podobnej gałęzi gospodarki. Cel istnienia kartelu jest jeden – całkowita kontrola nad rynkiem oraz regulacją cen, podaży i popytu.

Żeby nie wikłać się w nielegalne biznesy, nie tracić własnej tożsamości czy wdawać się w wycieńczającą walkę konkurencyjną, uczestniczy oligopolu mogą zdecydować się na przywództwo cenowe, polegające na tym, że najsilniejszy przedsiębiorca określa cenę. 

Jest kilka modeli przywództwa cenowego.
Pierwszy to model dominującej firmy, który odnosi się do tych przemysłów, w których jest jedna duża firma i kilka małych. Małe przejmują cenę określoną przez przywódcę i po niej prowadzą sprzedaż.
Przywództwo efektywnej firmy występuje w sytuacji, w której rolę przywódcy pełni firma mająca najniższe koszty. Wielkość firmy nie ma tutaj żadnego znaczenia.
Przywództwo barometryczne to sytuacja, gdy przywództwo przejmuje firma mająca najlepsze wyczucie sytuacji rynkowej i życzeń pozostałych firm z branży.

W następnej części omówię ostatnią formę organizacji rynku, jaką jest konkurencja monopolistyczna.

 
Categories

Mydło, nożyce, papier – milenialsi nie chcą już niczego

To niewiarygodne jaką bezwzględność, zezwierzęcenie i brak poszanowania zdobyczy wolnego rynku prezentują milenialsi. O tym, że dokonują zamachu na fundamenty naszego dobrobytu, już pisałem. Zagrożona jest prawda, piękno, sprawiedliwość i sen o sukcesie. Ale co im mydło zawiniło? Wolą brudni chodzić? Nie do wiary.

Schemat jest ciągle taki sam. Przychodzą młodzi, bezczelni, bez tabu i obciążeń, po czym zaczynają demolkę. A my nie rozumiemy co się dzieje, bo przecież za komuny było ciężko, młodzi nie doceniają tego, co teraz mają i kto normalny nie chciałby używać płynu do płukania tkanin? Jak byliśmy młodzi w sklepach był tylko proszek IXI a ubrania się płukało w zimnym potoku. Teraz luksusy młodzi mają i ich nie chcą. Dlaczego?

Nawet porządnie zjeść nie potrafią. Już nawet pomijamy fakt, że w domu żywią się wyłącznie kanapkami i o porządnym obiedzie nie słyszeli, bo wolą jeść burgery na mieście. Ale jak już jedzą i kogoś zaproszą, to zamiast użyć eleganckich serwetek, wolą korzystać z papierowych ręczników. To po prostu niesmaczne jest.

I tak sobie narzekamy na kolejne przewiny milenialsów, nie dopuszczając do głowy takiej myśli, że może oni mają trochę racji. I ten ich pragmatyzm mógłby nas czegoś nauczyć.

Weźmy te nieszczęsne kostki mydła, których sprzedaż w 2015 roku osunęła się w Stanach o 2 proc. I już alarm, że milenialsi zabijają tradycyjne mydło i chodzą brudni. No dobra, to że chodzą brudni sobie wymyśliłem. Dość powiedzieć, że młodzież dostała kolejną odznakę ‘wzorowego mordercy’, bo to na pewno przez nich był spadek o te 2 proc.

Nikt nie zająknął się, że jednocześnie cały rynek mydła oraz produktów do kąpieli wzrósł o 2,7 proc. I że w dalszym ciągu 2/3 Amerykanów używa mydła w kostce. I że powody odwracania się od takiego mydła są w jakiś sposób racjonalne, bo aż 60 proc. konsumentów w wieku 18-24 lat uważa, że mydło po użyciu pokryte jest bakteriami. I się go po prostu brzydzą. Nie chcą używać go do mycia również z powodu niewygody, gdyż uważają, że mydło w płynie jest wygodniejsze.

Ogólnie cały ten segment rośnie, ale wszyscy uczepili się, jak pijany płotu jednej informacji – młodzi brzydzą się mydła i to przez nich spadek sprzedaży. Podczas gdy tak naprawdę milenialsi kupują mydło w płynie i wydają na nie więcej pieniędzy niż na te cholerne, niewygodne kostki.

Weźmy płyn do płukania tkanin. Jego sprzedaż spada od ponad dekady, ale dopiero ostatnio znaleziono winnych. Są nimi oczywiście milenialsi. Jest tylko jeden problem – większość z nich nie wie, co to w ogóle jest za wynalazek. A ci, którzy wiedzą, rezygnują bo nie czują różnicy. Miało zmiękczyć a nie zmiękcza, no to po co płacić za to hajs? Dodajmy jeszcze, że coraz więcej ubrań sportowych, bardzo popularnych wśród młodzieży, ma na metkach napisane wprost: nie używać środka do zmiękczania. No i wreszcie warto wspomnieć, że milenialsi zwracają większą uwagę na zawartość środków chemicznych używanych w kosmetykach i środkach czystości, więc nie będą dokładać sobie kolejnej chemii nieorganicznej na ciało.

Na koniec obejrzyjmy te nieszczęsne serwetki papierowe. Do końca lat pięćdziesiątych, Amerykanie używali serwetek z materiału. Papierowe zaczęły wygrywać wygodą i ceną, nie trzeba ich prać, suszyć i prasować, a po użyciu lądują w koszu. Dominowały przez 50 lat a potem zaczęło się dziać coś dziwnego. Przyszli milenialsi i stwierdzili, że usta po posiłku można równie dobrze otrzeć papierowym ręcznikiem. Zresztą młodzi i tak częściej jedzą posiłki na mieście, wiec w ogóle nie mają potrzeby dopisywać do listy zakupowej papierowych serwetek. A jak mają bardziej oficjalną okazję, decydują się na serwetki z materiału. Po posiłku można je uprać, wysuszyć, włożyć do szafy i zawsze są pod ręką, gdy znienacka odwiedzą ich rodzice. Pragmatyzm i wygoda przede wszystkim.

I tak to właśnie wszystko wygląda. Milenialsi niby mordują bez litości kolejne gałęzie przemysłu, ale zawsze mają na to w miarę sensowne wytłumaczenie. Często dużo bardziej sensowne, niż byśmy tego oczekiwali. Może dajmy im w końcu spokój?

 
Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Przyjdzie monopol i nas zje

Ale oni wykorzystują pozycję monopolisty i robią co chcą! To skandal, przecież tak nie może być i się nie godzi! Ile razy słyszeliście lub czytaliście taki tekst? Ludzie narzekają na praktyki monopolistyczne, ale co to właściwie jest ten monopol i czy rzeczywiście można się na niego gdzieś poskarżyć?

Poskarżyć można się wolnemu rynkowi i to chyba jedyna instancja. Czasami, zwłaszcza w gospodarkach silnie regulowanych, wkracza państwo i próbuje z monopolem walczyć, ale dopóki ten płaci podatki, nie ma co liczyć na zmianę przepisów. I płacimy jak za zboże. Czas najwyższy, żebyśmy sobie opowiedzieli o formach funkcjonowania rynku. Dzięki temu zrozumiemy dlaczego produkty Apple’a tyle kosztują.

W gospodarce wolnorynkowej wyróżniamy kilka struktur, pierwszą z nich jest konkurencja doskonała. Ma kilka cech wyróżniających.

Duża ilość kupujących i sprzedających. Jednak, żeby mówić o konkurencji doskonałej, na rynku nie może funkcjonować żaden podmiot dominujący. Gdyby taki był, mógłby oddziaływać na cenę. A założeniem konkurencji doskonałej jest to, że siła oddziaływania na rynek pojedynczego uczestnika jest na tyle niewielka, że nie może on samodzielnie wpłynąć na poziom ceny.

Zakłada się identyczność produktu. Wszystko jest takie samo, dlatego nabywcom wszystko jedno od kogo kupią produkt.

Nie ma barier wejścia i wyjścia. Każdy może więc na rynek wejść kiedy chce, i kiedy zechce może go opuścić. Brak barier instytucjonalnych, technicznych, patentowych etc., które uniemożliwiałyby rozpoczęcie działalności.

Wszyscy uczestnicy rynku dysponują doskonałą i pełną informacją dotyczącą produktu, jak i jego ceny obecnej i w przyszłości.

Uznaje się, że konkurencja doskonała jest taką formą funkcjonowania rynku, w której wszystkie siły rynkowe działają w pełni efektywnie. I jak się być może domyślacie, jest to model stosowany zazwyczaj do celów analitycznych.

Czyste rynki doskonale konkurencyjne w rzeczywistości nie istnieją, chociaż niektóre z nich są bliskie spełnienia założeń konkurencji doskonałej. Ekonomiści często podają przykład rynki produktów rolnych. Byłaby to prawda, gdyby nie rozwinięty system kontraktacji, dopłat, interwencji oraz ceny minimalne na produkty. W praktyce znalezienie przykładu rynku doskonale konkurencyjnego jest szalenie trudne.

Drugą formą organizacji rynku jest monopol. To sytuacja przeciwna do konkurencji doskonałej i charakteryzuje się następującymi, niesympatycznymi dla nas, cechami.

Jest jeden sprzedający albo jeden kupujący. Tak, ta druga sytuacja też się zdarza i takie zjawisko nazywamy monopsonem, lub monopolem popytowym.

Monopolista sam tworzy cenę na swój produkt. A ponieważ w sytuacji czystego monopolu nie występują substytuty, może swoją cenę narzucić kupującym. A ci decydują się ją płacić.

Monopolista dysponuje siłą monopolową. Jest to proces, w którym producent może podnosić ceny rynkowe przez zmniejszenie podaży.

Istnieje doskonała informacja o rynku. Monopolista zna popyt na swój towar, dzięki czemu może przy jego pomocy manipulować ceną.

Nie ma swobody wejścia i wyjścia na rynek. Blokowanie może odbywać się przy pomocy różnych narzędzi. Monopolista może być na przykład jedynym właścicielem danego zasobu. Państwo może mu przyznać prawo wyłączności na sprzedaż produktu lub usługi. Jest właścicielem patentu. Do uruchomienia produkcji potrzebne są bardzo duże pieniądze. Ewentualnie monopolista może operować w takiej skali, że inni zwyczajnie nie zmieszczą się już na rynku.

Przykłady prawie czystych monopoli to wydobycie diamentów, produkcja Coca-Coli albo koleje w Polsce. Prawie czyste, bo we wszystkich przypadkach występują substytuty. Chińczycy produkują masowo diamenty syntetyczne, możemy napić się Pepsi-Coli a na Openera pojechać własnym samochodem. No i umówmy się, w dobie globalizacji zostanie prawdziwym monopolistą jest praktycznie niemożliwe, a na pewno szalenie trudne.

Na dzisiaj to wszystko, w kolejnym odcinku opowiem o pozostałych dwóch, bliższych rzeczywistości formach organizacji rynku.

 
Categories

Trzynastolatka wprowadziła swoją lemoniadę do sieci sklepów w USA

Mikaila przedsiębiorczość wyssała z mlekiem matki – oboje rodzice mają dyplom uczelni biznesowych. Trzeba jednak oddać trzynastolatce, że swój produkt i markę budowała konsekwentnie od czwartego roku życia, kiedy to zaczęła sprzedawać własnej roboty lemoniadę. Wystawiła przed domem stolik i ruszyło. Ale to przygodzie z pszczołami zawdzięcza niezwykłe story, które wyniosło markę Me & the Bees Lemonade™ nie tylko na salony (dziewczynka spotkała się m.in. z Barackiem Obamą), ale przede wszystkim na sklepowe półki.

Zgrabnie opowiadana przez trzynastolatkę historia firmy chwyciła  za serca Amerykanów. Skąd pszczoły w nazwie firmy? Kiedy dziewczynka miała cztery lata w ciągu kilu dni użądliły ją dwie pszczoły. Rodzice doradzili jej, że – aby pokonać strach przed owadami – powinna dowiedzieć się o nich więcej. Tak powstała filozofia marki Me&Bees Lemonade.

Do rodzinnego przepisu na lemoniadę Mikaila postanowiła dodać miód produkowany przez pszczoły z sąsiedztwa – dzieło teksańskich owadów stało się kluczowym smakiem napoju i znakiem rozpoznawczym marki. 10 procent zysków ze sprzedaży świeżo wyciskanej lemoniady fundacja Mikaili przekazuje organizacjom zajmującym się ochroną  pszczół.

Największymi sukcesami firmy Me&Bees Lemonade jest sprzedaż 360 tys. butelek napoju rocznie i podpisany w tym roku kontrakt z największą w Stanach siecią sprzedającą produkty organiczne – Whole Foods Market,. Od maja lemoniady Mikaili są dostępne w pięciuset sklepach sieci w sześciu amerykańskich Stanach.

Chociaż wsparcie rodziców widać na każdym etapie budowania firmy, to trzynastolatka pozostaje oficjalną założycielką i CEO firmy. Teraz do najważniejszych wyzwań stojących przed Mikailą jest niezawalenie szkoły, którą próbuje pogodzić z obowiązkami prezeski, mentorki programów uczących dzieci przedsiębiorczości i działalnością edukacyjną dotyczącą ochrony pszczół. Przyznaje też, że prowadzenie jednej firmy zaczyna ją nudzić i ma już pomysły na kolejne biznesy.

Mikaila odbiera Medal Honoru Eleonory Roosevelt/ facebook.com/MikailasBees

 

 

 
Categories

3 polskie startupy modowe, o których głośno w sieci

W ostatnim czasie bardzo popularne stały się zakupy przez Internet. Dzięki aplikacjom, które każdy z nas ma możliwość zainstalowania na swoim telefonie komórkowym lub otworzyć je w przeglądarce internetowej możemy w szybki i łatwy sposób skorzystać z usług modowych, czyli zakupić nowe spodnie albo sukienkę, a może potrzebujemy zaprojektować wnętrze naszego nowego biura.

3 startupy, o których głośno w sieci:

1) LOKO.

LOKO. to pierwszy społecznościowy m-commerce. Loko to aplikacja mobilna, dzięki której przeglądanie ubrań może być łatwe i szybkie. M-commerce to dostęp do komercyjnych usług oferowanych w ramach e-commerce poprzez telefon komórkowy i inne urządzenia przenośne. 

Co robią? LOKO. jako aplikacja mobilna posiada innowacyjny interfejs znany z popularnej na całym świecie aplikacji randkowej Tinder. Dzięki łatwemu przeglądaniu produktów poprzez przesuwanie produktów w lewo (“nie lubię”), w prawo (“lubię”) i w dół (“zapytaj znajomego”) użytkownik nie tylko bez wysiłku przegląda ubrania w aplikacji, ale jednocześnie wyraża swoje zdanie na temat tego, co mu się podoba i co go nie interesuje.

Rok  założenia: 3 lipca 2016 roku

Współzałożyciele: Wojciech Strzałkowski, Piotr Mądry, Karol Chilimoniuk, Jakub Rohleder, Tymon Kokoszka

2) SHOWROOM

SHOWROOM to platforma skupiająca polskie niezależne marki oraz projektantów mody.

Co robią? SHOWROOM zajmuje się reklamowaniem produktów. Produkty są sfotografowane, opisane i zmierzone przez samych projektantów, co daje pewność przy zakupie. Projektanci reklamują tu swoje ubrania, a my możemy je kupić bez jakichkolwiek wątpliwości.

 Rok założenia: 29 sierpnia 2011

Współzałożyciele: Michał Juda, Jan Stasz

3)    AM Cycling

AM Cycling to rowerowa marka odzieżowa.

Co robią? AM Cycling zajmuje się produkcją ubrań, które będą wygodne podczas jazdy na rowerze. Starają się dostarczyć klientom unikalny design i ciekawe połączenia kolorystyczne.

Rok założenia: 2016

Współzałożyciele: Anna Koseska, Marcin Koseski

 
Categories

W SZKOLE NIE MÓWILI: Czego państwo szuka w gospodarce?

Statystyczny Kowalski zapytany o funkcje państwa w gospodarce, ma zazwyczaj do powiedzenia dużo ciepłych słów na temat tego, jakie to są funkcje (przeszkadzanie uczciwemu obywatelowi żyć) i jak są przez państwo realizowane (oględnie mówiąc, realizowane są słabo). No dobra, to jakie właściwie, oprócz przeszkadzania uczciwemu człowiekowi, funkcje sprawuje państwo w gospodarce?

W idealnie kulistym wszechświecie, podstawowym celem polityki gospodarczej państwa jest zwiększenie efektywności ekonomicznej rynku. Państwo musi to robić, bo efektywność podlega wahaniom. Czasami spowodowane są przez recesję, innymi razy przez praktyki monopolistyczne, jeszcze kiedy indziej przez cokolwiek, co ma wpływ na ład i porządek gospodarczy.

Alokacja

Zaczniemy od funkcji alokacyjnej. W tym przypadku rolą państwa jest optymalne rozdysponowanie zasobów w sytuacji, w której mechanizmy rynku doprowadziłyby do ich gorszej alokacji. Odbywa się to przez rozbudowę infrastruktury, tak ekonomicznej, jak i społecznej, odpowiednio prowadzoną politykę strukturalną, politykę prewencyjną (ochrona środowiska).

Teoria głosi, że wolny rynek reguluje się sam a własność prywatna jest najlepsza i prowadzi do optymalnego alokowania zasobów. Nie podejmę się tutaj dyskusji z tym poglądem, bo jako model może i się sprawdza, natomiast w życiu nie chce być tak prosto. Dlatego czasami państwo zauważa, że interes jednostki stoi w jawnej sprzeczności z interesem społeczności lub społeczeństwa i wchodzi z regulacjami. Do zadań państwa należy zatem wybór adekwatnych form własności. Sprywatyzowanie wodociągów i sieci CO grozi drastycznymi podwyżkami cen.

Najważniejszym zadaniem jest wspieranie konkurencji. W sytuacji modelowej państwo powinno dążyć do osiągnięcia stanu konkurencji doskonałej. Może się to odbywać przez zwalczanie praktyk monopolistycznych czy eliminowanie barier wejścia na rynek.

Stabilizacja

Kolejną funkcją jest stabilizacja. Obejmuje ona najważniejsze cele makroekonomiczne, jakie stawia przed sobą państwo. Czyli obniżenie lub wyeliminowanie inflacji i bezrobocia, osiągnięcie i utrzymanie wysokiego tempa wzrostu gospodarczego oraz zachowanie równowagi rynkowej.

Gdy mechanizmy rynkowe nie są w stanie doprowadzić do stanu równowagi, wkracza państwo ze swoją polityką. Do najważniejszych zadań każdego sensownego rządu zalicza się walka z inflacją i bezrobociem oraz ograniczanie recesji. Narzędzia, jakie ma do dyspozycji państwo to polityka fiskalna i monetarna.

Ta pierwsza, zwana również polityką budżetową, służy zaspokojenie popytu państwa na pieniądz i realizację wydatków budżetowych. Do realizacji tych zadań państwo ma bardzo szerokie instrumentarium, do którego zaliczają się podatki, cła, subwencje, obligacje czy poręczenia i gwarancje rządowe.

Polityka monetarna, zwana pieniężną jest najczęściej realizowana przez Bank Centralny i polega na oddziaływaniu na poziom podaży pieniądza oraz kursy walutowe. W tym przypadku państwo korzysta z regulacji oficjalnej stopy procentowej (redyskontowej), sprzedaż lub skup papierów wartościowych i kontrola poziomu rezerw obowiązkowych, czyli rezerw obowiązkowo gromadzonych przez banki.

Do instrumentów pośrednich możemy zaliczyć związane z faktem, że bank centralny kontroluje system bankowy w danym kraju. Oraz perswazję. Tak, bank centralny i rząd mogą formułować nieformalne zalecenia w stronę banków komercyjnych w celu wymuszenia określonych działań.

Redystrybucja

Ostatnią funkcją państwa w gospodarce jest redystrybucja. Obejmuje ona działania mające na celu zmniejszenie nierówności majątkowych i dochodowych, przyczyniające się do wyrównania poziomu życia w społeczeństwie.
Redystrybucji państwo dokonuje przy pomocy następujących narzędzi:

– system podatkowy
– wydatki budżetowe
– składki na ubezpieczenia społeczne

Wydatki najczęściej dotyczą grup społecznych o najniższych dochodach. Poprzez odpowiednie sterowanie strumieniami pieniędzy, państwo może niwelować nierówności, modelować strukturę konsumpcji i oddziaływać na dostęp do takich rzeczy jak oświata, kultura, służba zdrowia, szkolnictwo wyższe czy mieszkania. Redystrybucję realizuje się również przez interwencję w poziom cen kształtujących się na rynku. Może to być kontrola poziomu czynszów czy gwarantowane ceny dla rolników.

Oczywiście głównymi formami pomocy ze strony państwa są różne świadczenia pieniężne. Zaliczymy do nich emerytury, renty, zasiłki chorobowe, inwalidzkie, dla bezrobotnych, dla osób o niskich dochodach, dla niepełnosprawnych i wszelkiego rodzaju dodatki rodzinne i mieszkaniowe.

Spotkałem się z opinią, ze redystrybucyjna funkcja państwa wzbudza mniejsze kontrowersje niż pozostałe dwie. Wydaje mi się, że od momentu wprowadzenia programu 500+ nie jest to prawda.

Niektórzy wymieniają jeszcze czwartą funkcję państwa, ale według mnie kreowanie porządku prawnego jest dużo szersze i stosuje się nie tylko do funkcji gospodarczych. Tym niemniej pamiętajmy, że bez sprawnej legislacji państwo działać nie będzie a prawo reguluje wszystkie aspekty naszego życia.

A za tydzień chyba już czas na bardzo bolesny temat podatków.

 
Categories

7 rzeczy, które musisz wiedzieć o ICO

Już sama znajomość skrótu ICO powinna Ci zapewnić coś uznanie w oczach znajomych geeków. Jeśli jeszcze poznasz tych 7 najważniejszych faktów o Initial Coin Offering, to prawdopodobnie będziesz widzieć wystarczająco dużo, żeby brylować w tech światku.

 

1. ICO (Initial Coin Offering) to sposób, w jaki firmy i osoby mogą zebrać w sieci kapitał na rozwój swoich firm i projektów. Robią to, emitując w sieci tokeny.

2. Tokeny, którymi handluje się w ramach ICO, to nie to samo co kryptowaluta. Tokeny reprezentują wartość istniejących w świecie rzeczywistym dóbr lub usług.

3. Każdy token reprezentuje jakąś wartość określoną przez jego twórcę. Może to być na przykład:

  • equity token, którego kupno zapewnia udział w przyszłych zyskach firmy,
  • security token, który reprezentuje część własności w innych niż firmy dobrach, np. w nieruchomościach czy metalach szlachetnych,
  • utility token, który reprezentuje dostęp do przyszłego produktu lub usługi na prawach pierwszeństwa, ze zniżką lub uprawnienie do kupna wersji kolekcjonerskiej.

4. Tworzenie tokenów stało się możliwe na masową skalę w 2014 roku, kiedy to powstał blockchain Ethereum – kod stojący za kryptowalutą ETH umożliwił tworzenie własnych fragmentów programu określających zasady wymiany wirtualnych tokenów.

5. Kod określający wszystkie warunki transakcji związanej z nabyciem tokenu i dbający o natychmiastową egzekucję zapisów nazywa się smart contract. Mogą być w nim zapisane wszystkie zasady obrotu tokenami i warunki poszczególnych transakcji, np. to jak wiele tokenów może zostać sprzedanych, kto i na jakich warunkach może korzystać z rabatów, kiedy transakcja dochodzi do skutku – może być tak, że jeśli sprzedający nie wypełni jednego z zapisów (np. nie przekaże klucza do nieruchomości), pieniądze zostaną automatycznie zwrócone na konto kupującego.

6. Obrót tokenami to zjawisko nowe, w wielu krajach nie zostało uregulowane prawnie. Stąd dodatkowe ryzyko, którym obarczone są transakcje w ramach ICO.

7. W 2017 roku  firmy na całym świecie za pośrednictwem ICO zebrały finansowanie o wartości ponad 6 mld dolarów. Ze wszystkich przesiębiorstw, które zbierały finansowanie przez ICO, tylko 47 proc. zrealizowała prezentowane inwestorom plany stworzenia produktów i osiągnięcia deklarowanych zysków.

Zobacz też HiCash Week podcast: Czy ICO zastąpi crowdfunding? Rozmowa z Bartoszem Filipem Malinowskim z WeTheCrowd:

 

 
Categories

Czy biznes rowerowy to żyła złota?

Polacy oszaleli. Co prawda szaleństwo udziela nam się przed każdym sezonem letnim i zimowym, bo w tym roku Crocsy, a w następnym powydzierane jeansy, ale jest kilka evergreenowych punktów naszego szaleństwa. Jednym z nich jest rower.

To w sumie jest niesamowite. Pomimo mrocznych lat okresu transformacji, podczas których cykliści byli uważani za ludzi drugiej kategorii i nieudaczników którzy nie potrafili się w życiu ustawić i kupić sobie zagazowanego Paska w tedeiku, rowery jakoś się trzymały. Natomiast to, co się dzieje przez ostatnie 5 lat, to rowerowa rewolucja.
Na początek liczby, potem kilka podpowiedzi, na koniec porady.

Rynek rowerowy w 2017 roku był wart 1 mld zł, za te pieniądze kupiliśmy prawie 1,2 mln rowerów. Przewidywania na ten rok to 1,1 mld zł wartości i 1,1 mln rowerów. Patrząc na ostatnie 5 lat widać, że ilościowo sprzedaje się coraz mniej rowerów, ale wartościowo rynek rośnie. Zwróćmy też uwagę, że wartość rynku obejmuje tylko rowery nowe, z pominięciem szerokiej oferty rowerów używanych, części zamiennych i akcesoriów.

Rynek używek wycenia się na 400 mln zł, sensownych oszacowań dotyczących części zamiennych i akcesoriów nie znalazłem. Z moich obliczeń wynika, że możemy mówić o kwotach rzędu 200 mln zł. Czyli całościowo ten biznes ma wartość około 1,5-1,8 mld zł. Jest się po co schylić.

Jesteśmy czwartym producentem rowerów w Europie, wyprzedzają nas tylko Włochy, Niemcy i Portugalia. Naliczyłem około 100 polskich firm zajmujących się produkcją rowerów i części. Robimy w Polsce rowery masowe, nietypowe, wyspecjalizowane, towarowe, wielokołowe, riksze, tandemy czy składane na zamówienie. Ba, Polak produkuje w Ghanie rowery, które mają ramę z bambusa.

I jeszcze taka ciekawostka na koniec sekcji liczbowej. Kupujemy rocznie więcej rowerów niż samochodów.

Co z tego wynika dla ewentualnych chętnych na prowadzenie sklepu rowerowego. Trochę znam branżę więc mogę powiedzieć, że w naszym klimacie musicie nastawić się na dwa rodzaje działalności: od kwietnia do października rowery a od listopada do marca sprzęt narciarski i snowboardowy. Rower jest u nas sprzętem sezonowym, zimą sprzedaż praktycznie staje, jest trochę ruchu na częściach zamiennych i serwisie, ale z tego trudno utrzymać niewielki sklep. Dlatego niezbędne jest zdywersyfikowanie asortymentu.

Nie da się podać dokładnej liczby sklepów z rowerami, bo nie bardzo wiadomo czy na przykład wliczać do nich hipermarkety, które w swojej ofercie mają tyle tanich rowerów, że deklasują ilością towaru niejeden mały sklepik. Można jednak uznać, że punktów, w których Polak może kupić rower jest w przybliżeniu około 2 tysięcy. Czyli miejsce jeszcze jest, wystarczy wyłożyć pieniądze, wybrać asortyment, którym będziemy handlować, znaleźć dobrego serwisanta (bez niego ani rusz) i można startować.

O dobrej kondycji sklepów zajmujących się sprzedażą sprzętu sportowego, w tym rowerów, świadczą dane dotyczące terminowości regulowania zobowiązań. Tylko 4,7 proc. placówek nie płaci w terminie, co jest całkiem niezłym wynikiem. Dla przykładu wśród producentów napojów czy wyrobów tytoniowych aż 12 proc. przedsiębiorców ma problemy z terminowym regulowaniem bieżących płatności.

O asortyment też nie ma się co bać, producentów rowerów, części, podzespołów i akcesoriów jest mnóstwo. Wystarczy przejechać się na Targi Rowerowe w Kielcach i można sobie wyrobić zdanie o sile polskiego rynku.

W tych kalkulacjach musimy pamiętać o jeszcze jednym. W dużych miastach funkcjonują sieci wypożyczalni rowerów. O tym, jak Polacy pokochali rowery na minuty, niech świadczy sukces warszawskiej sieci Veturilo. Operator Nextbike uruchomił ją w 2012 roku i w ciągu 6 lat te lekko pokraczne rowery zawojowały serca Warszawiaków. W roku 2017 padały kolejne rekordy.

W systemie zarejestrowanych jest 610 tys. użytkowników, którzy mają do dyspozycji 5 tys. rowerów. Od marca do listopada 2017 wykręcili rekord i skorzystali z Veturilo 5,1 mln razy. W sobotę 20 maja rowery były wypożyczane co 2 sekundy. W czerwcu z kolei Warszawiacy wypożyczali średnio 20 rowerów na minutę. Średnio oznacza 24/7.

W tym roku wzrosła liczba stacji klasycznych, kilkanaście swoich dołożyli sponsorzy a na dodatek operator uruchomił 10 punktów z rowerami elektrycznymi. Veturilo rządzi.

Dlatego jeżeli chcemy brać się za handel rowerami w stolicy, musimy uwzględniać nie tylko prognozy rozwoju rynku, ale i plany Nextbike. Wielu, już w tej chwili byłych, sprzedawców myślało, że to okresowa moda, która szybko zgaśnie. Teraz w miejscach, w których mieli sklepy, są tanie ciuchy albo Żabki.

A co dla kupującego, który w końcu przekonał się, że nie całe zło tego świata jest winą cyklistów? Nie powiem, że mój pomysł jest najlepszy, ale sugeruję następujące ruchy. Do jazdy rekreacyjnej za miasto jakiś fajny góral, tutaj do wyboru mamy cały alfabet polskich producentów, od Accenta do Zasada Bikes. Do jazdy po mieście na trochę dłuższych dystansach rower miejski, w tym przypadku bogactwo wyboru również oszałamiające, bo te rowery są od kilku lat bardzo modne. Do dojazdów do pracy w opcji łączonego transportu miejskiego i rowerowego, jakiś zręczny mały składaczek, typu Dahon albo Strida, z którym zmieścimy się nawet w najbardziej zatłoczonym tramwaju.

Żyjemy w najpiękniejszym ze światów, w którym możemy kupić sobie taki rower, jaki sobie zamarzymy. Korzystajmy z tego.