Categories

Telemedycyna: Nie przychodzi baba do lekarza, a lekarz też w internecie

Pod koniec tego roku odbyło się forum ekonomiczne w Davos. Tęgie głowy tego świata dyskutowały o największych bolączkach przyszłości, m.in. o opiece zdrowotnej. Co ciekawe, panuje pełna zgoda, że ten obszar wymaga błyskawicznej rewolucji. Jednym z jej zwiastunów jest telemedycyna.

Dostęp do opieki zdrowotnej, długie kolejki i koszty leczenia to wciąż globalny problem. Krezusi i przywódcy tego świata, których raczej trudno spotkać w kolejce do przychodni, postanowili poszukać rozwiązania. Na realne skutki tych debat jeszcze poczekamy, ale do pracy wzięli się startupowcy. Pewna polska firma sprawdziła, czy jest możliwe pójście do lekarza bez wychodzenia z domu. Telemedi.co to platforma, która umożliwia pacjentowi konsultację z lekarzem i wstępną diagnozę. Krótka rozmowa ze specjalistą jest dla pacjentów ważna, zanim staną w kolejce do prawdziwej przychodni.

– Nie umawiamy wizyt stacjonarnych, cały proces odbywa się zdalnie i w ten sposób dokonujemy świadczenia medycznego. Mamy swoich lekarzy, jesteśmy przychodnią, która zamiast przyjmować osobiście, robi to w Internecie – mówi jeden z twórców serwisu, Paweł Sieczkiewicz.

Wirtualna przychodnia wystartowała w 2014 roku i początkowo specjalizowała się w szybkich poradach zdrowotnych udzielanych matkom małych dzieci. Dotyczyły one mniej poważnych schorzeń, nie wymagających umawiania się na wizytę w gabinecie lekarskim. Konsultantami byli pediatrzy i położne.

Z czasem katalog dostępnych konsultacji się rozrósł. W tej chwili w Telemedi.co przyjmują lekarze z ośmiu specjalizacji i jest to oferta dla firm ubezpieczeniowych. Pacjenci indywidualni mają dostęp do internistów. Można się zastanawiać co może zdziałać lekarz przez Internet albo telefon i czy taka usługa ma sens. Historia uczy, że jak najbardziej tak.

Na początku byli astronauci
Pierwsze zastosowanie telemedycyny na dużą skalę miało miejsce w 1988 roku po trzęsieniu ziemi w Armenii. Od tamtego czasu obszary klęsk żywiołowych regularnie dostają lekarskie wsparcie na odległość.

Bardzo daleko do przychodni

Telemedycyna odgrywa ogromną rolę w czasie misji kosmicznych. Zdalny kontakt z lekarzami to nieoceniona pomoc diagnostyczna, profilaktyczna i terapeutyczna dla astronautów. Podstawowe diagnozowanie jest świetnym rozwiązaniem dla wszystkich przebywających w ekstremalnie nieprzyjaznych miejscach, jak choćby badawcze stacje polarne. No i najmniej przyjemne miejsca na Ziemi, czyli strefy konfliktów wojennych. Tam zawsze brakuje lekarzy, za to jest zbyt wielu poszkodowanych. Część tematów załatwiają konsultacje telefoniczne i tłumacz na miejscu.

Telemedycyna to nie wyciąganie pieniędzy od naiwnych tylko przyszłość diagnozowania. Telemedi.co idealnie wstrzeliło się w rozwijającą się technologię.

Co możemy zrobić na platformie? Konsultować interakcje między lekami branymi na stałe, a nowowprowadzonymi. Dostępne są plany żywieniowe u dietetyka, kontrola przebiegu ciąży i przygotowania do porodu u ginekologa. Bardzo ciekawą opcją jest zdalna interpretacja wyników laboratoryjnych i obrazowych.

Lekarz analizuje sytuację pacjenta i badania, które załącza ewentualnie wskazuje, że trzeba zrobić jeszcze kolejne, konkretne badania. Odbywa się to co na zwykłej wizycie, tylko dotyczy to problemów zdrowotnych mniejszego kalibru, bo nie mamy możliwości badania fizykalnego – wyjaśnia Paweł Sieczkiewicz.

Pomocna może być rozmowa podczas wakacyjnego wyjazdu zagranicznego, gdy napotykamy barierę językową. Telemedycyna pomaga również osobom z małych miast i wsi, dla których dostęp do niektórych specjalistów jest utrudniony.

Jak każdy startup, szukaliśmy swojego modelu biznesowego. My swój odnaleźliśmy, teraz jesteśmy w trakcie doszlifowywania go – tłumaczy Sieczkiewicz.

Kolejny krok: wszystkie dane w jednym miejscu
Katalog możliwości jest szerszy. Wirtualna przychodnia jest usługą wygodną, niedrogą i cały czas rozwijaną. Pełnię możliwości pokaże, gdy lekarz będzie mógł wystawić nam e-skierowanie na badania, e-receptę oraz uzyskać dostęp do naszej pełnej dokumentacji medycznej. Na razie może oglądać tylko te pliki, które znajdują się w systemie firmy. Nie istnieje jeszcze rządowy system integrujący dokumentację pacjentów ze wszystkich źródeł.

Ludzie często mylą usługi oferowane przez Telemedi.co, z tym co proponuje nam na przykład Znany Lekarz lub ABC Zdrowie Wirtualnej Polski. Te platformy stawiają sobie inne cele i służą przede wszystkim do umawiania wizyt lekarskich oraz do zadawania im pytań w serwisie. Oferują też fora tematyczne i dostęp do grup wsparcia.

Jak wspomniałem na początku, na wypracowanie odpowiednich rozwiązań mamy 30 lat. Zrobiliśmy już kilka pierwszych kroków. To, że nad problematyką zdrowotną pochylają się w Davos specjaliści i politycy pozwala żywić nadzieję, że będzie się dziać.

 
Categories

Planujesz urlop? Kupujesz w zagranicznych sklepach? Nie trać kasy na przewalutowaniach

Znacie to – wyjazd zagraniczny, kilka płatności debetówką w sklepie i restauracji, a do  tego  wypłaty z bankomatu. Następnie powrót, analiza konta i spore zaskoczenie. Wydaliśmy trochę więcej niż planowaliśmy i do końca miesiąca żyjemy o chlebie i wodzie. Autor pewnego startupu postanowił skończyć z marnowaniem pieniędzy na kursach wymiany i opłatach bankowych.

Nikołaj Storonski to Rosjanin, który na co dzień mieszka w Londynie. Facet jakiś czas temu wybrał się do Las Vegas. Tak go pochłonęła zabawa, że nie zauważył jak przewalutowanie funtów na dolary zeżarło mu dodatkowe 20 procent środków. Okazało się, że na rynku nie ma karty, która pozwalałaby zaoszczędzić na kursie i opłatach bankowych. Storonski stworzył więc własną – Revolut.

W zasadzie są to dwa produkty – aplikacja, z poziomu której zarządzamy naszym minibankiem oraz karta. Jeżeli chcemy, wybieramy kartę wirtualną. Ja zamówiłem za dyszkę plastik do portfela. Karta jest prepaidowa. Zasilamy ją przelewem bankowym lub podpinamy do niej kartę debetową albo kredytową. Uwiarygadniamy się własnym selfie i zaczynamy korzystać.

Założenia Revoluta są proste jak piosenki Taylor Swift. Nie zdziera z nas hajsu za kurs wymiany ze spreadem (czyli tego, co robią banki), tylko oferuje niższy kurs międzybankowy.  Na dodatek do takich transakcji nie są doliczane żadne dodatkowe opłaty.

Przy pierwszym użyciu wszystko porównałam z płatnością kartą Mastercard albo VISA, które się rozliczają w złotówkach i dodatkowo przez euro. Wyszło mi, że zaoszczędziłam kilkanaście złotych przy zakupie programu za 50 dolarów – mówi Maria, która kartę zamówiła z ciekawości.

Na czym więc startup zarabia? Głównie na opłatach za transakcje kartą, które ponoszą sprzedawcy. Dodatkowe pieniądze firma kasuje za karty w opcji Premium (30 zł miesięcznie) oraz za zasilenie konta kredytówką. To, z kolei opłata w wysokości 1%. Wpłata z karty kredytowej może być dobrą opcją, gdy mamy nóż na gardle i nie chcemy wypłacać z niej pieniędzy w bankomacie (jest horrendalnie drogo), a musimy szybko skołować gotówkę. Revolutem zrobimy to tanio, łatwo i szybko. Natomiast jeżeli będziemy zasilać konto z karty debetowej, nie przekroczymy limitu płatności, przelewów i wypłat z bankomatu, to wszystko możemy mieć bezpłatnie.  

Z ciekawostek: aplikacja umożliwia nam przeliczanie złotówek na ponad 130 walut z całego świata. Jedno kliknięcie w komórce, zaznaczamy czym chcemy płacić i gotowe. Revolut sprawdza się zarówno przy płaceniu w Internecie, jak i na wyjazdach zagranicznych. Jest wygodny, tani i praktycznie bezobsługowy.

Nie tylko Revolut

Od roku 2012 na rynku funkcjonuje Alior Kantor. Jest to przede wszystkim internetowy kantor wymiany walut, który pozwala rozliczać się po kursie lepszym niż bankowy, bo bez spreadu. Czyli oszczędności mamy takie, jak w przypadku Revoluta. Za darmo jest rachunek, przelewy, również zagraniczne i wypłata walut w oddziałach. W gotówce można wypłacić dolary, euro i funty, a do rachunku możemy zamówić kartę. Co w Aliorze jest lepsze niż w Revolucie? Na pewno łatwe i darmowe przelewy międzynarodowe. Jeżeli więc waszą główną potrzebą jest konto, wybierzcie Alior Kantor.

Mam natomiast kłopot z ich kartami. Można je zamówić do funtów, dolarów i euro, przy czym do każdej waluty musimy mieć oddzielną. Niezbyt to wygodne, więc o pomyłkę nietrudno. Gdy zapłacimy za funty dolarami, wpadamy w pułapkę dwukrotnego przewalutowania po kursie międzybankowym i całe oszczędności diabli biorą. Ta opcja w wypadku Revoluta działa lepiej.

I teraz myślę sobie, że skoro wszystko to jest praktycznie za darmo, to można sobie zawinszować oba produkty i zacząć ucierać nosa bankierom. Podwójnie.

 

 
Categories

Ostatni seans filmowy milenialsów

Milenialsi, najbardziej bezwzględni zabójcy świata, wzięli na celownik kolejny biznes i próbują go zniszczyć. Tym razem padło na kina. Ich właściciele i operatorzy nie potrafią zrozumieć tego, że młodzi ludzie mają coraz mniejszą ochotę na to, żeby przepłacać za film, a potem oglądać pół godziny reklam.

Desperacja w przemyśle jest wielka i trochę się nie dziwię. Liczba najmłodszych kinomanów (do 24 .roku życia) spadła w USA w ciągu ostatnich trzech lat o 4 miliony. Ilu biletów, kubłów
popcornu i kubków z napojami nie udało się sprzedać! Na oczach świata odbywa się popełniane z zimną krwią morderstwo.

Streaming nokautuje kina
Streaming nokautuje kina

Jak może pamiętacie, poprzednio pisałem o golfie. Właściciele pól nie są w stanie ogarnąć umysłem idei, że dla milenialsów koncepcja tej gry jest z gruntu obca i bezsensowna. Kiniarze też mają problem ze zrozumieniem prostej prawdy – kino to obecnie żadna atrakcja. Doznania podobne do kinowych oferuje nam dzisiaj blu-ray, duży telewizor i zestaw kina domowego.

Policzyłem, ile przemysł w samych Stanach nie zarobił na tych, którzy się na kina wypięli. Jeżeli chodzili na filmy 2 razy w miesiącu i brali na seans duży popcorn i duży napój, rocznie kina są w plecy ponad 2,2 mld dolarów. Jest to pieniądz, po który warto się schylić. Tylko nie wiedzą jak to zrobić. W desperacji wymyślili na przykład, żeby kino było bardziej przyjazne użytkownikom komórek. Pozwólcie na cytat: „Kiedy mówisz 22-latkom, żeby wyłączyli telefon i nie psuli innym seansu, jedyne co słyszą to „proszę, odetnij sobie lewą rękę w łokciu”. Nie możesz powiedzieć 22-latkom, żeby wyłączyli komórkę, oni tak nie funkcjonują”. Prezes sieci kin AMC Adam Aron naprawdę tak powiedział.

Po pierwsze, skąd pomysł, że komórkę trzeba wyłączać, wystarczy wyciszyć. Po drugie, mówienie że 22-latek nie potrafi wytrzymać dwóch godzin bez zerkania w wyświetlacz jest obraźliwe. Może zerka, bo filmy są nudne a nie dlatego, że jest niewolnikiem komórki i „tak funkcjonuje”?

Pomysł na szczęście szybko porzucono, bo chyba się zgodzimy, że był wyjątkowo idiotyczny. Szefowie sieci kin zaatakowali temat z innej strony. „Dajmy młodym technologię”  – powiedzieli i zaczęli  kombinować, że kina muszą zaoferować im doznania, jakich nie dostaną gdzie indziej. Na przykład wielkie ekrany IMAX, seanse 3D i 4D a nawet 8D. Tyle tylko, że nawet 9D nie uratuje takich filmów jak „Batman vs Superman”, „Mumia” czy „Wonder Woman”. Chociaż te uwagi już do Hollywood.

Żegnaj, Hollywood!

Kin nie uratuje też koszt biletów i przekąsek. USA należy do grupy krajów o tanich biletach, ale i tak za podstawowy zestaw kinomana (wejście+popcorn+napój) trzeba zapłacić 23 dolary, pół godziny reklam przed filmem wliczone w cenę.

W tym samym czasie najdroższy abonament Netflixa, oferujący 4 ekrany i Ultra HD, kosztuje 14 dolarów miesięcznie. I filmy oglądasz z własnej kanapy a jak chcesz sobie zrobić przerwę, to wciskasz pauzę. W dobie nadmiaru dobrych rzeczy, nie musimy oglądać wątpliwej jakości przebojów kinowych w dniu ich premiery. Ba, nie musimy ich nawet oglądać, gdy idą w kinach. Blu-ray robi robotę. W ostateczności możemy poczekać na premierę na jednej z platform streamingowych.

Dlaczego więc młodzież miałaby się ograniczać i skazywać na to, co proponują im kina w sytuacji, w której mamy wszystko na wyciągnięcie ręki i jedno kliknięcie myszy? To w USA, a co u nas?
Niestety, u nas młodzi ludzie zabierają się do zabijania kin wyjątkowo niemrawo. Według raportów, z roku na rok rośnie liczba wizyt w kinie. W roku 2014 było ich 40,4 mln, rok
później 4 miliony więcej a w roku 2016 Polacy aż 52 mln.

Prawie połowa widzów jest w wieku 21-34 lata. Stanowią oni najwierniejszą publiczność, są w kinie średnio 18 razy w roku i wydają na bilety i na przekąski w barze najwięcej. Wszystko wskazuje na to, że eksperci nie uwzględnili polskiej specyfiki. Na mordowanie kin w wykonaniu milenialsów patrzę z radością i bardzo im kibicuje. Jednak wszystko wskazuje na to, że nad Wisłą zajmie im to trochę więcej czasu. I chyba niezbyt szybko będę mógł zrezygnować ze swojej karty Unlimited w Cinema City, z której z powodu daremnej oferty filmowej, przez ostatnie dwa miesiące nie udało mi się skorzystać ani razu.

Za tydzień zabijemy sobie coś innego.

 
Categories

Zabójcze tweety Trumpa

Twitterowa aktywność prezydenta Donalda Trumpa jest legendarna. Jest na nim obecny od 2009 roku i jako zapoznany geniusz biznesu, polityki i nauki wypowiada się na każdy możliwy temat. Sprawuje na Twitterze prezydenturę, rozwiązuje nierozwiązywalne do tej pory problemy polityczne, krytykuje globalne ocieplenie, zaś do jego ulubionych rozrywek należy wyszukiwanie fake newsów w nieprzyjaznych mu mediach i krytykowanie firm, które mu czymś podpadły.

Lista jego tweetów, w których wymienia firmy z nazwy jest długa, impakt znikomy a powody trafienia na jego czarną listę przeróżne, począwszy od przeniesienia produkcji do Meksyku, a skończywszy na zbyt małym ekranie w telefonach.

Trump to na Twitterze mocna marka. Do tej pory napisał prawie 37 tys. tweetów, ma ponad 46 mln obserwujących, dlatego biznes liczy się z tym co prezydent u siebie wyćwierka. Twórcy finansowej aplikacji Trigger wykorzystali sytuację i wprowadzili do programu dodatkową opcję, która powiadamia użytkowników o tym, czy prezydent powiedział coś na temat biznesu, w który zainwestowali.

Lista firm, które Trump zaatakował na Twitterze jest długa i nie sposób ich tu wszystkich wymienić, wybrałem kilka, które podpadły mu z dziwnych, śmiesznych albo niezrozumiałych powodów.

O Amazonie Trump napisał, że firma przynosi straty i że kupienie przez Bezosa Washington Post ma na celu wyłącznie względy podatkowe. Bezos to najbogatszy człowiek świata, Amazon rośnie na giełdzie a WP pobił rekord prenumeraty, miał drugi z rzędu zyskowny rok i zdobył nagrodę Pulitzera.

Apple oberwało za to, że nie chcą produkować telefonów z tak dużymi ekranami, jakie mają ulubione telefony prezydenta, Samsungi. Trump napisał w tweecie, że sprzedał akcje Apple. Przypomina mi to tupanie nóżką przez sześciolatka, któremu rodzice nie pozwolili nadmuchać żaby.

Boeing, który budował nowego Air Force One został skrytykowany za zbyt wysokie koszty – 4 mld dolarów. Trump wyraził chęć skasowania zamówienia, ale pomimo najszczerszych chęci nie udało mu się tego zrobić przy pomocy tweeta.

Od Disneya domagał się ponownego zatrudnienia zwolnionych amerykańskich pracowników, zastąpionych przez tańszych podwykonawców z innych krajów. Ponownie okazało się, że o ile robienie polityki zagranicznej przy pomocy tweetów wydaje się być możliwe, tak wpływanie na biznes już niekoniecznie.

Prezydent Trump nie mógł znieść faktu, że Ford chciał zainwestować 2,5 mld dolarów w Meksyku. Drażni go również to, że General Motors produkuje w Meksyku jeden ze swoich modeli, po czym wysyła go przez granicę bez płacenia cła. Jak na przedsiębiorcę, Trump czasami sprawia wrażenie człowieka, który zupełnie nie rozumie wolnego rynku.

Kompletnym skandalem wydała mu się decyzja Toyoty o zbudowaniu fabryki w Baja, w Meksyku. Zagroził, że albo zbudują ją w USA, albo będą płacić grube cło. Prawa, które zmusiłoby firmy przenoszące produkcję do Meksyku do płacenia wysokiego cła nie udało się uchwalić do tej pory. Tak działa wolny rynek.

Ostrzegł też inwestorów przed pakowaniem pieniędzy w Facebooka, bo nie wierzy, że ta platforma może być tyle warta. W ciągu ostatnich dwóch lat akcje Facebooka podwoiły swoją wartość.

Nie znalazła uznania w jego oczach whisky Glenfiddich, którą nazwał śmieciowym alkoholem i zapowiedział pozbycie się wszystkich butelek z jego licznych posiadłości.

Ciężkie baty zebrał koncern Lockheed Martin, którego myśliwiec F-35 okazał się być dla Trumpa zbyt drogi. Dlatego poprosił o podanie mu kosztów samolotu F-18, produkowanego przez Boeinga. Tego samego Boeinga, którego krytykował za zbyt duży koszt Air Force One. Czasami mam wrażenie, że Trumpowi wydaje się, że kupowanie myśliwca za miliardy dolarów to to samo, co wybieranie płatków kukurydzianych z półki w Wallmarcie.

Jak wspomniałem, szczególnym uczuciem Trump darzy te media, które nie wystawiają mu laurek, tylko piszą prawdę. Właściciela New York Daily News nazwał kompletnym przegrańcem, czytelnikom New York Magazine zasugerował rezygnację z prenumeraty tego upadającego, nudnego i uprzedzonego pisma a NYT określił mianem umierającej gazety, której wiedzie się z dnia na dzień coraz gorzej.

New York Post niewłaściwie opisał jego kampanię w stanie Iowa, gdzie Trump miał pełne sale, najlepsze przemowy, najlepsze słowa i owacje na stojąco.

No i wreszcie Wall Street Journal, którego autorzy według słów Trumpa są kiepscy z matematyki i nikogo nie interesuje co piszą w swoich tekstach.

Wątek przenoszenia pracy do Meksyku pojawił się również w kontekście Procter&Gamble i Rexnord. Trump nie może znieść faktu, że biznes wybiera tańsze rozwiązania i optymalizuje koszty, co jest dziwnym zachowaniem, jak na odnoszącego sukcesy przedsiębiorcę.

Prezydent Trump sprawia wrażenie rozpuszczonego dzieciaka, który przy milczącej aprobacie rodziców, biega po muzeum, maże obrazy sprajem i zrzuca drogocenne wazy na ziemię. Wszystko to, zwłaszcza w wykonaniu prezydenta, zdaje się być groźne. Czy jednak biznes powinien się obawiać tweetów Trumpa?

Nie powinien. Oczywiście większość firm przywołanych w tweetach traci tego dnia na giełdzie, rekordową stratę rzędu -5% odnotował Lockheed Martin. Natomiast kurs bardzo szybko się odbudowuje a potem najczęściej wzrasta. Efekt jest więc odmienny od założonego przez Trumpa.

Jako ciekawostkę można przytoczyć eksperyment komentatora Bloomberga, Barry’ego Ritholtza, który stworzył dwie grupy akcji. W pierwszej, którą nazwał Oligarch Index, zgromadził 11 firm pochwalonych przez Trumpa, w drugiej o nazwie Drain the Swamp Index 15 firm zaatakowanych przez niego w tweetach. I po roku porównał, jak sobie radzą na giełdzie. Ten pierwszy zyskał 19,5 proc. Nawet nieźle. Okazuje się jednak, że bardziej opłaca się być w grupie firm zganionych przez Trumpa – ich indeks wzrósł o 42,5 proc.

W sumie indolencji inwestycyjno-biznesowej Trumpa nie ma się co dziwić. Ten człowiek doprowadził do bankructwa trzy kasyna w czasie, gdy ten przemysł przeżywał okres prosperity. Jest to sztuka.

 
Categories

Powrót do przeszłości, czyli innowacje w czasach międzywojnia

Polska okresu międzywojennego to dla większości z nas czarna dziura. Odzyskaliśmy niepodległość, zrobiliśmy Cud nad Wisłą, zbudowaliśmy Gdynię i Centralny Okręg Przemysłowy. Potem była reforma finansów, przewrót majowy, umarł Piłsudski i chwilę później pobili nas ci przeklęci Niemcy. Coś więcej? No Tuwim, Gałczyński i Broniewski. A jakaś technologia? START READING Powrót do przeszłości, czyli innowacje w czasach międzywojnia

 
Categories

Opaski fitness: wysiłki kontrolowane

Po latach siedzenia na kanapie Polacy odkleili tyłki od miękkiego weluru i zaczęli biegać. Tym razem nie za reglamentowanymi towarami, a dla przyjemności. Trend wyczuli również startupowcy dla których nowe przyzwyczajenia rodaków mogą okazać się żyłą złota. Niekoniecznie tam, gdzie się wszystkim może wydawać. (więcej…)

 
Categories

Autonomiczna czat-taksówka, czyli Uber chce być wunder

Uber przypomina klasowego kujona. Każdy chętnie spisuje od niego prace domowe, ale tak naprawdę nikt go nie lubi. Świadomi tego dysonansu są właściciele marki, którzy dwoją się i troją, aby zadowolić klientów, ugłaskać korporacje taksówkowe oraz nie wkurzyć rządów i regulatorów. START READING Autonomiczna czat-taksówka, czyli Uber chce być wunder

 
Categories

Jak Alien został księżniczką Disneya

Disney nie bierze jeńców. Pod koniec zeszłego roku ogłosił, że kupuje od wytwórni 21st Century Fox ich część związaną z rozrywką za 52 miliardy dolarów. Ciekawy wydaje się być zakup części Hulu. To może oznaczać, że Disney będzie chciał ruszyć z własną platformą stramingową. (więcej…)

 
Categories

Maski antysmogowe: przyczajony startup, ukryty smog

Na scenach większości miast w Polsce pojawił się nowy zawodnik wagi superciężkiej. Nie zna litości,  nie patrzy na status majątkowy, nie interesuje go klasa społeczna ani piastowane stanowisko. Smog jest demokratyczny i szkodzi każdemu. Jednak jeden z gdyńskich startupów postanowił stanąć w szranki z podstępnym trucicielem i pokonać go w innowacyjny sposób. START READING Maski antysmogowe: przyczajony startup, ukryty smog

 
Categories

Nie ma komu łapać za kija

Three friends having fun in a golf course,Biltmore Golf Course,Coral Gables,Florida,USA

Millenialsi wyrastają na elitę zabójców. Lista branż, które zanihilowali w ciągu ostatnich dwóch lat liczy dobre 30 pozycji. Oglądając katalogi zbrodni, zwraca szczególną uwagę jedna kategoria. Millenialsi pogrzebali golfa.
START READING Nie ma komu łapać za kija