Rzuć pracę, idź na grzyby. Sprawdziliśmy, to się opłaca

Wysyp. Słowo, które elektryzuje wszystkich grzybiarzy w Polsce. Rzucają wtedy pracę, porzucają rodziny i wyruszają w lasy i bory na poszukiwanie rekordowych okazów. Obowiązkowo z pierwszym słońcem, bo potem do lasu przychodzą niedzielni zbieracze, psujący radość z łowów. 

Niektórzy zbierają dla siebie, inni handlują przy drodze, niektórzy niosą grzyby do skupu. Na początku tegorocznego sezonu za kilogram kurek skupy płaciły 30 złotych, za prawdziwki 20 a podgrzybki 8-10 zł, tak obecnie ceny spadły mniej więcej o połowę. Niektórych grzybów skupy już nawet nie chcą przyjmować. 

Doświadczeni grzybiarze byli w stanie w ciągu godziny zebrać grzyby dające zarobek rzędu 50-100 złotych. Jednak to są drobne na piwo w porównaniu z tym, ile na świecie ludzie płacą za najdroższe gatunki. Co ciekawe, dwa z nich możemy znaleźć również w naszych lasach. 

Pieprznik jadalny - 490 dolarów za 1 kg grzyba suszonego

Stawkę otwiera pieprznik czyli pospolita kurka. Pod koniec tego sezonu za kilogram tych grzybów skupy proponują sprzedającym 15 złotych za kilogram, na początku było to 30 złotych. Na świecie za kilogram suszonych kurek, smakosze płacą około 500 dolarów.

Metoda monetyzacji kurki jest prosta. Szukamy nabywców za granicami Polski, kupujemy hurtem grzyby w skupie, suszymy w specjalnej maszynie i wysyłamy chętnym. Nawet uwzględniając koszty obróbki i utratę masy grzybka po wysuszeniu, jesteśmy w stanie osiągnąć przynajmniej dziesięciokrotne przebicie. 

Smardz - 560 dolarów za 1 kg grzyba suszonego

Smardze to sezonowy przysmak ceniony za swój delikatny, lekko korzenny, bardzo specyficzny smak. Należy pamiętać o dwóch rzeczach. Jeżeli chcemy na smardzu zarabiać, to musimy jechać do Czech lub na Słowację, bo u nas ten grzyb jest pod ochroną. Po drugie, lepiej sprzedawać go suszonego (bo lepsza cena), w opakowaniach z nadrukowanym dużym napisem: Ostrożnie, na surowo grzyb ma działanie toksyczne. 

No i pamiętajmy, że smardze rosną między marcem a czerwcem, teraz ich w lesie nie znajdziemy. 

Gąska sosnowa (Matsutake) - 3 300 dolarów za kilogram grzyba świeżego

Te niepozorne grzybki bardzo lubią Japończycy, którzy zjadają ich dużo z uwagi na ich korzenno-owocowy aromat. Windują tym samym ich cenę do poziomów zarezerwowanych dla bardzo ekskluzywnych produktów spożywczych. 

Uwaga do wszystkich krajowych grzybiarzy - jeżeli znajdziecie gąskę sosnową w Polsce, nie zrywajcie jej. Jasne, będziecie mogli spróbować grzyba kosztującego prawie 13 tys. złotych za kilogram. Ale chyba lepiej wpisać się na karty historii. Otóż w Polsce jedyne stanowisko tych grzybów opisano w roku 1921, obecnie w naszym kraju uznaje się gąskę za gatunek wymarły. Dla znalazcy oznacza to sławę nieśmiertelną. 

Trufle czarne - 4 400 dolarów, białe - 7 900 dolarów za kilogram grzyba świeżego

O truflach, trudach związanych z ich poszukiwaniami i ich wysokich cenach, słyszał chyba każdy, kto choćby raz otarł się o program kulinarny prowadzony przez znanego szefa kuchni. Ich koszt uzasadnia kilka czynników. 

Spośród 200 gatunków, tylko kilka nadaje się do jedzenia. Tych, które się nadają, nie da się uprawiać przemysłowo, gdyż wymagają bardzo specyficznych warunków. Rosną bardzo powoli, występują tylko na określonych rodzajach gleby, pod ziemią, tuż przy korzeniach drzew. Żeby osiągnąć rozmiar dostatecznie duży do zbioru, potrzebują kilku lat. 

Ich poszukiwania wymagają użycia zwierząt z dobrym węchem. Jeszcze do niedawna były to świnie specjalnych ras, ale zdarzało im się wyjadać odnalezione egzemplarze. Dlatego zastępuje się je stopniowo psami. Psy zaś wymagają odpowiedniego, kosztownego szkolenia. 

Po znalezieniu grzyba, nie można rozkopać ziemi, trzeba się do niego dobierać powoli i ostrożnie. To jeszcze jeden argument przeciwko użyciu świń, które co prawda nie wymagają szkolenia, ale jak już znajdą trufle, nie są zbyt subtelne i po prostu ryją ziemię, nierzadko niszcząc grzyby. 

Truflom nie służą zmiany klimatu. Francja, która 100 lat temu produkowała kilkaset ton trufli rocznie, dzisiaj jest w stanie osiągnąć zbiory rzędu 40 ton. 

Sezon na nie nie trwa długo, niektóre odmiany zbiera się tylko przez 2-3 miesiące w roku. Trufle po zebraniu, trzeba szybko zjeść. A ponieważ najlepsze miejsca zbioru znajdują się we Francji i Włoszech, amerykańscy szefowie kuchni płacą krocie za szybki transport na stoły ich restauracji. Po tygodniu od zebrania, trufla całkowicie traci swój smak. 

Oczywiście podane powyżej ceny, są cenami średnimi. Duże, unikalne okazy trufli są sprzedawane na aukcjach za nieporównanie większe pieniądze. 

Za ważącą 1,5 kg truflę, znalezioną w Toskanii i uznawaną za jedną z największych, jakie kiedykolwiek znaleziono, zapłacono 330 tys. dolarów. 

Identyczną cenę uzyskał okaz ważący 1,2 kg, pochodzący o dziwo z Chorwacji. Gdybyśmy chcieli przeliczać cenę na kilogram, jest to najdroższy grzyb świata. 

Kordyceps chiński (Yartsa gunbu) - do 18 000 do 70 000 dolarów za kilogram grzyba świeżego

Yartsa to dziwaczny organizm. Trochę grzyb, trochę owad, co wynika z jego dość makabrycznego sposobu rozmnażania. Żywicielami są larwy kilkudziesięciu gatunków motyli. Owocnik rozprasza zarodniki, te infekują gąsienice. Zakażone larwy pozostają w glebie w pionie, płytko pod powierzchnią ziemi. Grzyb kiełkuje w żywej larwie, powoli ją zabija i mumifikuje. Następnie owocnik wyrasta z głowy larwy, przebija ziemię i wyrasta wczesną wiosną. 

Wysoka cena wiąże się z kilkoma czynnikami. Po pierwsze, grzyb rośnie tylko w górach Tybetu, w Butanie, Nepalu i północnych regionach Indii. Po drugie, występuje na wysokości 3500 m.n.p.m w zacienionych miejscach, co nieco utrudnia zbiory. Po trzecie wreszcie, charakteryzuje się podobno szeregiem dobroczynnych właściwości zdrowotnych i leczniczych, spośród których najważniejsze jest to, że jest afrodyzjakiem. 

Yartsa zyskał popularność w roku 1993 po mistrzostwach Chin w lekkiej atletyce, na których ustanowiono trzy rekordy świata w biegach. Kontrola antydopingowa nie wykazała niczego, ale trener biegaczek, które ustanowiły rekordy, poinformował że zawodniczki jadły zupę żółwiową z dodatkiem wywaru z tych grzybów. Po tym, jak informację potwierdził rzecznik drużyny Chin, w Europie i USA rozpoczął się boom.  

Jeden grzyb waży do pół grama, więc na kilogram masy trzeba ich zebrać ponad 2000 sztuk. Z uwagi na wysoką cenę, wzbudza zainteresowanie nielegalnych zbieraczy, którzy nie przejmują się delikatnym wyciąganiem go z ziemi, tylko przeorują ziemię ciągnikami, a potem wybierają grzyby. Dlatego z roku na rok ich ilość się zmniejsza, co oczywiście winduje cenę. Zwiększa się liczba nielegalnych zbieraczy, zniszczenia mają coraz większy charakter, koło się zamyka. Specjaliści ostrzegają, że przy tak rabunkowej gospodarce, yartsa gunbu może wkrótce całkowicie wyginąć. 

Zarabianie na tym grzybie jest praktycznie niemożliwe, bo licencje na zbiór otrzymują tylko miejscowi. No, chyba że ktoś chce się bawić w gangsterkę, ale to już tylko dla tych, którzy lubią się strzelać.


/
/artykul/5695/rzuc-prace-idz-na-grzyby-sprawdzilismy-to-sie-oplaca

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.