Ubój nasz ostatni

Kupię bydło pourazowe, maciory, knury. Odbiór o każdej porze. Wyrejestrowanie, płatność gotówką. POURAZOWE KAŻDE. Skup bydła pourazowego na ubój. To tylko kilka z ogłoszeń, które znalazłem w sieci już po emisji programu TVN-u, poświęconego nielegalnemu ubojowi chorego i okaleczonego bydła. Do dwóch panów pozwoliłem sobie nawet zadzwonić.

Na krowach się nie znam, więc powiedziałem, że rodzice trzymają kilka sztuk takich zwykłych, czarno-białych, nie na handel tylko na mleko. I jedna ma taki problem z tylną nogą, że nie może wstać i raczej pożytku z niej nie będzie. Leczyć tego nie mam zamiaru, nie chcę wydawać pieniędzy na utylizację, słyszałem że takie niepełnowartościowe krowy można sprzedać, pytanie jest tylko za ile.

Panowie handlarze byli gotowi przyjechać i nie wydawali się być zaniepokojeni tym, że mogę być prowokatorem. Oferowali pomoc w wyrejestrowaniu zwierzęcia, gotowi byli odebrać je o każdej porze, płacili gotówką,cena do ustalenia po obejrzeniu krowy. Powiedziałem, że muszę przekonać rodzinę i usiadłem do pisania tekstu.

Odbiór na telefon

Wydawałoby się, że po materiale Superwizjera, powinni być trochę ostrożniejsi, ale w sumie zażartowali, że mięso z mojej krowy pójdzie na karmę dla futerkowych, więc chyba grali na alibi. No i załatwiali wszystkie dokumenty od weterynarza, które są niezbędne do wyrejestrowania zwierzęcia z ewidencji. Co prowadzi mnie do konstatacji, że albo handlarze podrabiają pieczątki, albo nasze służby weterynaryjne zarabiają tak nędznie, że potrzebują dorabiać na boku.

Gdybym faktycznie miał chorą krowę, musiałbym zapłacić około 190 złotych za jej unieszkodliwienie oraz 130 złotych za zbiór i transport. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa refunduje te kwoty w całości lub w większej części (zależy to od wieku zwierzęcia), ale musiałbym się bawić w papiery, wyłożyć własne pieniądze i czekać na zwrot. Zamiast tego mógłbym się też zdecydować na sprzedanie takiego zwierzęcia i natychmiastowy zarobek. Nic więc dziwnego, że ludzie wybierają rozwiązanie wygodniejsze i bardziej dochodowe.

Wszystkim się opłaca

Problem w tym, że handlarze skupują zwierzęta chore, a nawet padłe. Jeszcze większy problem w tym, że to się hodowcy opłaca. Jest pierwszym zadowolonym klientem, bo zamiast wydatku ma zysk. Drugim zadowolonym klientem jest handlarz, który za zwierzę dostanie dobre przebicie w ubojni. Ubojnia też jest zadowolona, bo na handlu mięsem ze zwierząt chorych i martwych zarabia najwięcej. Za zwierzę zdrowe płaci hodowcy średnio 2000-2500 złotych. Za krowę chorą nie więcej niż 1000 zł, najczęściej około 500 zł. Zysk ubojni na mięsie z krowy zdrowej to przeciętnie od 10 do 30 groszy za kilogram. W przypadku sztuki chorej to już 2 złote, za zwierze padłe może dostać nawet 3 złote.

Przyjmując, że rzeźnia działa 5 dni w tygodniu, przerabia 15 sztuk bydła dziennie a średnia waga tuszy to 250 kilogramów, ubojnia na mięsie zwierząt zdrowych zarabia niecałe 300 tys. złotych. Ale już wprowadzając 30 proc. zwierząt chorych do procesu, zysk rośnie do 850 tys. złotych. Bijąc wyłącznie zwierzęta chore, ubojnia może wyciągnąć z takiego procederu prawie 2 mln złotych. To oczywiście kusi, bo taka działalność jest praktycznie pozbawiona ryzyka, nikomu nie opłaca się sypać, bo wszyscy po drodze dobrze na tym zarabiają.

Cudowne panaceum - monitoring

Skala zjawiska nie jest znana, ale reakcja branży mięsnej była tak gwałtowna, jakby proceder dotyczył połowy ubojni w kraju. Według danych Głównego Inspektoratu Weterynarii, w Polsce obecnie jest 951 rzeźni i zakładów rozbioru mięsa, dostarczających towar do 831 zakładów przetwórstwa. Polski Związek Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego wypowiedział się na temat materiału TVN, potępił pokazaną w nim ubojnię, napiętnował praktyki tam stosowane i wezwał do działania Policję.

Jacek Zarzecki, prezes związku hodowców skomentował sprawę następująco:

“Należy zwrócić uwagę, że sytuacja do jakiej doszło w przedstawionym zakładzie, stanowi niechlubny wyjątek, za który całkowitą odpowiedzialność ponosi przedsiębiorca, który robił to z pełną świadomością, że jego zachowania są niezgodne z obowiązującym prawem”.

Wyraził też nadzieję, że ten incydentalny przypadek nie będzie miał wpływu na ocenę całej branży mięsnej. Szkoda, że nie znalazłem z jego strony żadnego komentarza dotyczącego weterynarza, który miał sprawować kontrolę nad tym zakładem (według ostatnich doniesień, po emisji został zwolniony z pracy).

Prezes Zarzecki, wraz z innymi członkami związku, poszukuje rozwiązań, które eliminowałyby takie praktyki. Jednym z nich ma być obowiązkowy całodobowy monitoring w ubojniach.

Hurra, piszą o nas za granicą!

W wypowiedziach prezesa pobrzmiewa obawa o to, jak będzie postrzegany polski sektor mięsa wołowego, bo sprawa tej ubojni to poważna wpadka wizerunkowa. Przede wszystkim za granicą, bo my jesteśmy przyzwyczajeni do przemysłowej soli spożywczej. Sprawę obszernie opisał brytyjski “The Guardian”, stwierdzając że reportaż TVN może wzbudzać bardzo poważne obawy co do jakości mięsa sprowadzanego z Polski. Swoje wątpliwości wyraziła również stacja BBC, wspominając przy okazji skandal związany z końskim mięsem z roku 2013.

Gra warta świeczki

Władzom związku i samym hodowcom nie ma się co dziwić, bo gra idzie o poważne pieniądze. W 2017 roku wyeksportowaliśmy 415 tys. ton wołowiny wartej 1,4 miliarda euro. Brytyjczycy kupili od nas 16 tys. ton, ale najbardziej zaniepokojeni powinni czuć się Włosi, którzy przyjęli ponad 270 tys. ton, Niemcy (ponad 40 tys. ton) czy Hiszpanie (ponad 25 tys. ton).

Obawy krajów Unii może budzić też fakt, że jesteśmy szóstym największym producentem wołowiny w UE, trzecim największym eksporterem unijnym, a na dodatek aż 90 proc. eksportu trafia na wspólny rynek. Tutaj jest się o co bić.

Polacy wielkimi fanami mięsa wołowego nie są, chociaż teoretycznie nie mamy się czego wstydzić. Hodowane u nas rasy są dobre jakościowo, ale jakoś do wołu nie potrafimy się przekonać. Rynek wewnętrzny zadowala się 10-15 procentami produkcji krajowej i niewielkimi ilościami wołowiny importowanej. Można więc liczyć na to, że mięso z padłych i chorych krów nie trafia na nasze talerze.

Mam jednak pewne obawy, że są to nadzieje płonne. Przygotowując ten materiał, wykonałem kilka telefonów, przeczytałem mnóstwo materiałów i statystyk, a w końcu zawędrowałem na fora hodowców. Na jednym z nich natrafiłem na taką konstatację: “ponad 80% (wołowiny) jedzie za granice, aby złom zostaje co się na karmę dla psów nadaje…”

Ja bym się więc nie nastawiał na to, że wołowina z ubojni robiących brzydkie rzeczy trafi na stoły Holendrów czy Włochów.

Tymczasem są już pierwsze efekty emisji tego materiału - ceny skupu mięsa wołowego spadły.

W trakcie przygotowywania materiału zadzwoniłem do dwóch handlarzy leżącymi krowami tzw. leżakami. Numery do nich znalazłem bez problemu w popularnych serwisach aukcyjnych i branżowych. Wiszą tam do tej pory. 


/
/artykul/5426/uboj-nasz-ostatni

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.