Jubilerzy w popłochu. Milenialsi nie chcą zawierać związków małżeńskich

To zamach na świętość rodziny! Związki nieformalne? Życie na kocią łapę? Na kartę rowerową?! W konkubinatach! Zamiast wziąć normalny ślub, wolą podpisywać umowy notarialne… Ci przeklęci milenialsi zabijają małżeństwa!

Święty związek małżeński w zagrożeniu. W USA, skąd płynie największy potok dekadencji i milenialnej zarazy, młodzi wywalają porządek rzeczy do góry nogami. Od dnia, w którym zliczono pierwsze krajowe statystyki w roku 1867 nie było tak źle. Wtedy na 1000 osób notowano 9,6 małżeństw. Szczyt przyszedł gdy dzielni chłopcy wrócili z Plaży Omaha i Iwo-Jimy, wtedy bowiem skoczył do 16,4 na 1000 osób. Jeszcze w latach osiemdziesiątych ten indeks wynosił ponad 10. Potem w wiek małżeński weszli baby boomersi i w roku 1984 zawarto 2,48 mln małżeństw – rekord wszechczasów w Stanach Zjednoczonych. A potem przyszli młodzi i wszystko zniszczyli. W tym dziesięcioleciu indeks małżeństw wynosi niecałe 7, w porównaniu z rekordowym rokiem liczba małżeństw spadła o 350 tys. Milenialsi nie chcą się hajtać!

W latach sześćdziesiątych tylko 8 proc. kobiet i 13 proc. mężczyzn wchodziło w związek małżeński po trzydziestce. Dzisiaj takich pań jest ponad 30 proc. a mężczyzn ponad 40 proc. Socjolog Philip Cohen, który przeprowadził badania w Stanach, twierdzi że jeżeli taki trend społeczny się utrzyma, w roku 2042 liczba małżeństw wyniesie okrągłe zero. To oczywiście niemożliwe, bo raczej nastąpi wyhamowanie tej tendencji, ale kierunek jest w dół. Profesor Alen Downey ma trochę lepszą opinię o milenialsach i twierdzi, że w bliskiej przyszłości tylko 1/3 z nich nigdy się nie ożeni/wyjdzie za mąż. Tak czy inaczej, obecnie małżeństwa w USA to dla milenialsów relikt przeszłości.

Co ciekawe, ponad 60 proc. ludzi w wieku 18-34 pragnie związku i chce się związać z drugim człowiekiem. Ale niekoniecznie ma to związek z małżeństwem i monogamią. Otwarte czy nieformalne związki przestały być tabu i owocem zakazanym. Czy chcemy tego, czy nie, milenialsi mają zupełnie inną wizję spędzenia życia ze swoją drugą połówką.

Taka zmiana obyczajowa pociąga za sobą szereg skutków. Generacja X i Baby Boomersi mieli jasno wytyczony plan na życie – ożenek lub zamążpójście na studiach albo w pierwszych latach wspinaczki po korporacyjnej drabinie. Dom na przedmieściach, dwójka dzieci, szczęśliwe małżeństwo aż po grób. Milenialsi powiedzieli „hola, hola, a kto powiedział, że trzeba żenić się wcześnie, robić karierę po trupach i płodzić dzieci? Młodzi inaczej stawiają priorytety. I tak na przykład 55 proc. milenialsów twierdzi, że małżeństwo i dzieci nie są tak bardzo ważne. Natomiast większość z nich bez wahania jako najważniejszą rzecz w życiu wskazuje edukację i spełnienie ekonomiczne, czytaj dobry hajs po dobrej szkole.

Milenialsom w byciu wyluzowanymi ludźmi pomagają zmiany obyczajowe. Między 2007 a 2014 rokiem liczba Amerykanów deklarujących się jako chrześcijanie spadła z 78 do 71 proc., a jednocześnie liczba ateistów wzrosła do 23 proc. I zaczęły pojawiać się sympatyczne alternatywy. Życie razem czy posiadanie dzieci w związku nieformalnym przestały być stygmatyzowane. Prawie połowa kobiet mieszka z partnerem przed ślubem. Jeszcze 30 lat temu decydowała się na to ledwie 1/3 pań. Porody w wykonaniu kobiet nie mających ślubu wystrzeliły w kosmos. W 2015 roku było to 41 proc. porodów ogółem. DZIEWIĘTNAŚCIE razy więcej niż w 1940 roku i 2,5 raza więcej niż w 1985. No i nawet nie zaczynajmy tematu rozwodów rodziców, na które napatrzyli się milenialsi. Dlatego nie powinna dziwić ich niechęć do instytucji małżeństwa.

A co u nas? Utrwalamy zgniły trend zza oceanu.

Nasi młodożeńcy są jednymi z najmłodszych w Europie, ale nie ma szału. W 2004 roku panowie żenili się średnio w wieku 27,5 lat, dzisiaj mają już 29,3. Kobiety postarzały się z 25 do 27 lat. Chociaż i tak jesteśmy najmłodsi w Europie, to kierunek jest niepokojący. Dodajmy do tego spadek liczby ślubów z 307 tys. w 1980 roku do 193 tys. w 2016 i już widać, że zgniły Zachód znowu nadaje nam ton.

Natomiast prawdziwy dramat dzieje się na naszych oczach, gdy tylko zechcemy spojrzeć na małżeństwa  zawierane wśród najmłodszych. W roku 1980 ożeniło się 164 tys. mężczyzn i 175 tys. kobiet w wieku 20-24 lat. W roku 2016 facetów było marne 25 tys. a pań 51 tys.

Milenialsi niosą śmierć wszystkiemu co normalne i moralne. Nie ma nadziei.


/
/artykul/4250/jubilerzy-w-poplochu-milenialsi-nie-chca-zawierac-zwiazkow-malzenskich

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.