To już 10 lat polskiej sceny startupowej!

W Dolinie Krzemowej szefowie najważniejszych firm technologicznych poznali się w PayPalu, u nas najpewniej na spotkaniu organizowanym przez Aulę Polską.  W tym roku związane z nią nagrody dla biznesów technologicznych zostaną rozdane po raz dziesiąty. To tak jakby scena startupowa świętowała właśnie swoje 10. urodziny. Dojrzewa szybko, choć całkiem niedawno ledwo raczkowała.

Na początku była Aula
Był rok 2007, dzwoniliśmy do siebie z telefonów z guzikami, internet płynął niespiesznie z prędkością 4 Mb/s, pisaliśmy pierwsze blogi i dyskutowaliśmy na czatach. Wtedy właśnie w Polsce zaczęły pojawiać się pierwsze spotkania dla tych, których interesowała nowa technologia i możliwości sieci, tzw. BarCampy. Pierwszy był bodajże Wrocław z GrillIT, później wystartowała Aula w Warszawie, trzeci byliśmy my w Szczecinie z NetCampem, niedługo później Poznań wspomina jeden z pionierów polskiej sceny startupowej Maciej Jankowski, który za swój wkład w organizowanie internetowej społeczności w Polsce otrzymał nagrodę Aulera.

- W 2007 roku pracowałam w korporacji i w ogóle nie myślałam, że będę zakładała startup.To wszystko zaczęło się tak naprawdę od mojej fascynacji internetem, a przygoda z biznesem i startupami rozpoczęła się dla mnie właśnie na Auli. Po prostu przyszłam na jedno ze spotkań i spotkałam osoby, które już działały w branży mówi Agnieszka Maciejowska, współzałożycielka Evenei, firmy z dziesięcioletnim dziś stażem, która zajmuje się sprzedażą biletów online.

Na pierwsze spotkania Auli przychodziło po kilka, kilkanaście osób. Jadło się pizzę i gadało. To były spotkania w stylu “pogadajmy o tym, jak robić kasę w internecie" mówi Artur Kurasiński, który do dziś organizuje Aulę i co roku rozdaje Aulery, nagrody dla najlepszych startupów.

W 2009 roku sypnęło kasą i nagrodami
Można wiele mówić o zaletach polskiej sceny startupowej (świetna społeczność, dużo specjalistów IT, których brakuje na całym świecie), ale na pewno nie można powiedzieć, że w Polsce łatwo było znaleźć pieniądze na biznes. Na pewno nie takie, które pozyskują startupy w osławionej Dolinie Krzemowej czy raju startupów Izraelu. Aniołowie biznesu na polskim niebie pojawiali się raczej rzadko i ze zdecydowanie mniejszym workiem pieniędzy. Dlatego rodzimy rynek startupowy rozwijał się inaczej  zamiast kasy prywatnych inwestorów, mieliśmy unijne dotacje. To one wywołały pospolite internetowe ruszenie - Gdzieś w okolicy 2009 roku słowo "innowacyjne" stało się prawdziwym buzzwordem - potwierdza Agnieszka.

Nasterydowani dotacyjnymi pieniędzmi, ale całkiem zieloni przedsiębiorcy,  pod rękę z jeszcze bardziej zielonymi urzędnikami, którzy podejmowali decyzję o przyznawaniu unijnej kasy… To nie mogło się udać. Na rynku powstało wiele firm-krzaków. Jednak pieniądze wpompowane w branżę interentową w ramach dotacji 8.1. czy 3.2. unijnego programu Innowacyjna Gospodarka nie do końca przeleciały Polakom przez palce. Nawet jeśli pierwsze internetowe biznesy położyli, to wielu z nich, zgodnie ze startupowym duchem, zabrało się za kolejne. Tym sposobem udało się stworzyć pierwszych doświadczonych przedsiębiorców. Wyrosła też masa polskich software house'ów, które dziś obsługują głównie zagranicznych klientów z UK lub Stanów. Te firmy rosły właśnie na unijnych projektach - mówi Jankowski.

Pierwsze gwiazdy, pierwsze miliony
Pierwsze nagrody dla startupów i osób zaangażowanych w budowanie społeczności biznesów technologicznych zostały przyznane 10 lat temu i od tamtego czasu wyróżniono nimi 35 projektów. - To była dla nas bardzo ważna nagroda, bo po Aulerach inwestorzy sami zaczęli do nas przychodzić.  Bycie laureatem automatycznie nas audytowało i uwierzytelniało w środowisku   wspomina Aga Maciejowska, której Eveneę wyróżniono w 2011 roku.

Na aulerowej liście jest zresztą plejada startupowych gwiazd. Tylko dwa z wyróżnionych biznesów nie przetrwały mówi Kurasiński. Co akurat w świecie startupowym, w którym mniej więcej jeden na dziesięć biznesów wypala, jest świetną statystyką.

Wśród laureatów i założycieli wyróżnionych firm znajdziemy najbardziej doświadczonych w Polsce internetowych przedsiębiorców jak Rafał Agnieszczak pierwszy w kraju startupowiec, który w wieku 25 lat zarobił swój pierwszy milion (na serwisie fotka.pl, a w 2009 roku założył Startup School), Jakuba Krzycha (sprzedane Agorze AdTaily i twórca docenionego na światowych rynkach Estimote) czy twórcę Goldenline i rozpychającego się globalnie DocPlannera - Mariusza Gralewskiego.

Mieliśmy już pierwszych doświadczonych przedsiębiorców, ale trzeba było zapewnić dopływ świeżej krwi i zainteresować startupami środowiska studentów. Jak na zawołanie 15 maja 2011 roku Konrad Latkowski zorganizował w Warszawie pierwszy Startup Weekend. Podczas niego trzyosobowe zespoły w ciągu 54 godzin tworzyły technologiczny biznes: od pomysłu, do zakodowania pierwszej wersji. Dziś Startup Weekendy, wciąż koordynowane w Polsce przez Latkowskiego, odbywają się w całej Polsce - od Olsztyna przez Płock po Lublin.

Korporacje i państwo chcą grać w grę
To co do tej pory można było jeszcze nazywać kulturą zapaleńców, w ostatnich dwóch latach osiągnęło rozmiary prawdziwego szaleństwa. Od kiedy wiedzą powszechną stał się fakt, że w gospodarce nowej generacji główną przewagę konkurencyjną gospodarek będzie stanowić innowacyjność, polscy politycy zaczęli dostrzegać w startupowcach nie tylko oszołomów w klapkach, ale też partnerów do rozmów. O startupach mówią teraz u nas premierzy i ministrowie, a raz na jakiś czas  zaprasza je do pałacu prezydent. Od nowego rozdania w rządzie mamy też Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, a rząd planuje wesprzeć w najbliższych latach startupowy rynek kwotą 2,8 mld złotych. Od 2015 roku branża startupowa ma też swoją organizację rozmawiającą w ich imieniu z politykami - Fundację Startup Poland. Robi się poważne.

Wiatr zmian poczuły też korporacje, które od trzech lat prześcigają się w nowych pomysłach na współpracę z młodymi firmami. W centrum stolicy na 38. piętrze jednego z najabrdziej nowoczesnch drapaczy chmur znajduje się nowoczesne centrum współpracy startupów z korporacjami - The Heart Warsaw, a od 2015 roku działa w stolicy jeden z sześciu na świecie campusów Google’a.

Jakby tego było mało, niemal 60 mln złotych z unijnych środków wyda w tym roku Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości na 20 programów, które mają rozpocząć współpracę dużych firm ze startupami. I chociaż na razie nie widać świetlanych efektów, to jedno jest pewnie: duże firmy czują, że to właśnie te startupowe dzieciaki mają coś, czego korporacja nigdy mieć nie będzie - szybkość, świeżość, kreatywność i świetne wyczucie technologii.

Future is bright
Jak będzie wyglądała scena startupowa w Polsce za 10 lat? Na pewno będzie więcej prywatnego kapitału inwestującego w startupy (powoli budzą się nasi biznesmeni), rozwinie się rynek funduszy inwestycyjnych (od tego roku unijne pieniądze płyną nie prosto do przedsiębiorców jak przy feralnych programach dotacjach, tylko do wyspecjalizowanych funduszy).

To, za co wszyscy kibice polskiego rynku startupowego trzymają kciuki, to zagraniczne sukcesu rodzimych biznesów technologicznych.  - Skala polskich biznesów już bardzo się zmieniła. Kiedyś sukces to było Gadu Gadu, lokalny rynek nam wystarczał. Dziś startupy myślą coraz bardziej globalnie - mówi Jankowski.

Jakie biznesy będziemy rozwijali w branży technologicznej za 10 lat? Tego nawet nie próbuję przewidywać, skoro dziesięć lat temu uważaliśmy, że nic lepszego niż muzyka na mp3 nie może nam się przydarzyć. Obyśmy statuetki odbierali podczas dwudziestej gali Aulerów.


/
/artykul/3724/to-juz-10-lat-polskiej-sceny-startupowej

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.