Fake newsy zmieniają rynek. Czas zarabiać na treściach w sieci?

Wyrażeniem roku 2017 było fake news. Ale to nie tylko chwytliwa nazwa. To zjawisko, które postawiło na głowie największe wybory prezydenckie na świecie i zmusiło internautów do zweryfikowania podejścia do konsumowanych treści. Czy sparzeni falą niesprawdzonych treści użytkownicy są wreszcie w stanie płacić za rzetelne informacje? Na jakich treściach można dziś zarabiać?

Jest prawda, gówno prawda i prawda internetu

Internet całkiem zmienił sposób, w jaki dowiadujemy się o świecie. I chociaż zrobił to samo, co wcześniejsze nośniki informacji: gazety, radio, a potem telewizja, czyli pozwolił informacjom docierać do maksymalnej liczby odbiorców w możliwie najkrótszym czasie, to trzeba przyznać, że czas ten skrócił do minimum. Wiadomości i idee zaczęły rozprzestrzeniać się w zawrotnym tempie, sprawiając że dobrze efekt kuli śniegowej (choć dziś wolimy mówić “viralowy”) osiągamy dziś w mgnieniu oka.

Zniknęły też bariery - masową komunikację może uprawiać teraz każdy. Kowalski wrzucający filmik z demonstracji w sekundę staje się dziennikarzem. I to w internecie jest fajne, autentyczne, świeże, demokratyczne. Wreszcie spełniliśmy marzenie pielęgnowane od czasów pierwszej starożytnej demokracji: powstała modelowa Agora - miejsce, w którym każdy może zabrać głos. Cieszymy się, że błyskawicznie możemy rozprzestrzenić informację o tym, że jesteśmy na wczasach pod palmą i apel o wsparcie kogoś bliskiego w potrzebie. Czasem tylko zapominamy, że równie szybko rozsiewamy piramidalne bzdury.

Pół biedy, jeśli powielamy durnoty w stylu “Jedno wideo jest warte więcej niż 1,8 mln słów”, które od kilku lat króluje w marketingowych prezentacjach. Żeby nie brzmiało podejrzanie, dodaje się, że autorem twierdzenia  jest James McQuivey’s, jeden z głównych analityków szanowanego Forrester Research. Wszystko się zgadza, oprócz tego, że McQuivey nie powiedział tego na poważnie. Po prostu “policzył”, że skoro mówi się, że jeden obraz jest wart tysiąc słów, a w wideo mamy ok. 30 obrazów na sekundę, to gdy weźmiemy standardowym format 60-sekundowego filmu, mamy jak nic równowartość 1,8 miliona słów. Wszystko się zgadza, prawda? Tak, tylko że nie. Czy na pewno minutowe wideo z kotkiem jest warte więcej niż Stary i Nowy Testament? Gorzej, gdy granice między prawdą i fałszem zacierają nam się w sferze polityki.

Hitem polskich fake newsów była ostatnio podana przez Polską Agencję Prasową, a potem ochoczo cytowana przez media informacja, że premier Mateusz Morawiecki wspiera WOŚP. W informacji powoływano się na tweeta premiera. Tyle, że tweet pochodził z konta, które do premiera nie należy. Ktoś podszywa się pod niego w serwisie społecznościowym. Media informację sprostowały. ale czy dotarła do wszystkich, którzy dowiedzieli się o charytatywnej działalności premiera? Nie sądzę.

Rok 2016 pokazał nam wszystkim, że żarty się skończyły, bo okazało się, że nieprawdziwe informacje (tzw. fake newsy) łykamy bezkrytycznie na taką skalę, że można nimi zmanipulować wyniki wyborów prezydenckich w jednym ze światowych mocarstw.

- Nabieramy się na tak absurdalne treści w sieci, że aż trudno uwierzyć. Bardzo często naprawdę wystarczy włączyć myślenie. Warto też sprawdzić pochodzenie newsa. Czasem te informacja pojawiają się na stronach, które mają imitować wiarygodne źródło. Wystarczy sprawdzić adres url, datę, czy ktoś się pod tą treścią podpisuje. W profilach społecznościowych czasem wystarczy sprawdzić, czy dany profil ma na przykład  historię wpisów - mówi Wiktor Nowak prezes zarządu organizacji fact-checkingowej Demgog, która edukuje i sprawdza wypowiedzi polityków, szczególnie wtedy, gdy ci powołują się na jakieś dane. Codziennie na stronę stowarzyszenia trafiają wypowiedzi polityków, które są weryfikowane i przydzielane do jednej z kategorii: prawda, fałsz, manipulacja lub nieweryfikowalne z uzasadnieniem.

Donald Trump i fabryki fake newsów
Ujawnienie możliwego wpływu szemranych treści na wyniki wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych wstrząsnęło opinią publiczną. Specjaliści z Uniwersytetu Standford obliczyli, że w ostatnich trzech miesiącach kampanii prezydenckiej Trump-Clinton w sieci krążyło 156 nieprawdziwych historii związanych z wyborami. Najczęściej komentowane wiadomości faworyzowały przyszłego prezydenta USA (źródło: Silverman, 2016): “Papież Franciszek poparł Donalda Trumpa” - głosiła jedna z nich.

Ponad sto stron z sensacyjnymi i nieprawdziwymi informacjami wspierającymi Donalda Trumpa powstało w 55 tysięcznym miasteczku Veles w Macedonii. To m.in. stamtąd płynęły informacje oczerniające Hilary Clinton i wzmacniające pozycję Trumpa. Magazyn Wired opisał jednego z macedońskich fake newsowych przedsiębiorców - 18-letniego Borisa, który prowadził dwie strony m.in. z “informacjami” o kandydatach.

Nie do końca jasne jest to, skąd młody Macedończyk brał publikowane treści. Reporter Wiredstwierdził, że poziom jego angielskiego z pewnością nie pozwolił na napisanie wszystkich artykułów. Wiadomo natomiast, że zasięg rozprzestrzenianych przez Borisa informacji był ogromny, choć nastolatek w ogóle polityką się nie interesował. Publikował po prostu najbardziej sensacyjne newsy, żeby zarabiać na liczbie wejść na swoją stronę. Tylko podczas trzech ostatnich miesięcy kampanii prezydenckiej w USA wpadło mu z tego tytułu 16 tys. dolarów (14 razy tyle, ile przeciętny Macedończyk zarabia w tym okresie).

Absurdalną pointę do amerykańskiego rozdziału historii fake newsów dopisał sam Trump, który w talk show stacji TBN powiedział: “Jednym z najwspanialszych określeń, jakie wymyśliłem, jest  słowo “fake”. Tyle że... nie on je wymyślił. Król fake newsów jest tylko jeden.

- Pierwsze portale fact-checkingowe, które sprawdzały prawdziwość wypowiedzi osób publicznych powstawały w Stanach już w 2010 roku, a same fake newsy mają historię znacznie dłuższą niż kampania prezydencka w USA z 2016 - mówi Wiktor Nowak.

Fake biznes to newsy i sztuczne zasięgi
W ostatnich latach w sieci pojawiło się sporo dostawców usług, które polegają na tworzeniu i rozprzestrzenianiu w sieci nieprawdziwych treści. Zaplanowanego fake newsa buduje zwykle nie jedna informacja, a seria treści artykuł, zdjęcia i - coraz częściej - memy.

Według raportu Trend Micro, w specjalistycznych agencjach działających w Chinach i Rosji, kupno fałszywej informacji kosztuje ok. 30 dolarów, a na przykład kampania oczerniająca dziennikarza ok. 50 tys. dolarów.

Źródło: Raport "The Fake News Machine"
 

 

 

Kolejnym elementem szemranego biznesu wspierającego fake-newsy są sztuczne zasięgi, dzięki którym treści można błyskawicznie rozsiewać w sieci. Niektóre agencje robią to przy użyciu botów i kont społecznościowych udających fikcyjne osoby, inne oferują rozprzestrzenianie treści przez realne, ale opłacane osoby. W każdym z przypadków sposób budowania zasięgu informacji jest zmanipulowany.

W lutym tego roku dziennikarze New York Timesa opisali sprawę amerykańskiej firmy Devumi, która handlowała profilami społecznościowymi - miała 3,5 mln kont nieistniejących osób w mediach społecznościowych. Skutecznie udawano na nich prawdziwych użytkowników sieci - z profili wrzucano zdjęcia, fikcyjne osoby miały znajomych i należały do facebookowych grup. Firma handlowała aktywnością tych martwych dusz - można było zamówić udostępnianie przez nie informacji, polubienia - wszystkie aktywności, które według algorytmów (i nas samych) zwiększają wiarygodność i atrakcyjność informacji.  

- Znam ten mechanizm. Zaczęłam się w to bawić przy promocji jednego z projektów internetowych. Zaskoczyło mnie to, jak łatwo na FB zbudować sieć znajomych, udając fikcyjną postać. Trudno jest pozyskać pierwszych kilkudziesięciu znajomych, potem zaufanie do profilu wzrasta, bo gdy zapraszani widzą, że masz już wśród znajomych kilka osób z ich kręgu, zaczyna być z górki. Zasięg rósł szybko, ale nasz zespół szybko wycofał się z takich działań. Potraktowaliśmy to jak  eksperyment - ciekawy, ale moralnie wszyscy czuliśmy się  z tym słabo. Szczególnie, gdy zaczęliśmy już prywatne konwersacje z tych sztucznych kont - mówi osoba do niedawna odpowiedzialna za projekty internetowe w jednym  z wydawnictw.

Fala fake newsów zmieniła rynek informacji?

 
Reklama płatnych treści New Yorkera

Paradoksalnie - nikt nie powinien być bardziej wdzięczny fali fake newsów niż dziennikarze. Wydaje się, że fala niebezpiecznych bzdur uświadomiła rynkowi wartość zaufania do informacji. Dla dostawców treści otwierają się nowe możliwości. Tym bardziej, że ziarno pada na wyjałowiony grunt: rynek cieszących się zaufaniem mediów opiniotwórczych w ciągu ostatniej dekady skurczył się w Polsce o ok. 70 proc, jak podaje publicysta ekonomiczny tygodnika Polityka Rafał Woś  (licząc stan osobowy ludzi na poważnie zawodowo zajmujących się dziennikarstwem).

Internauci są już skłonni płacić w sieci za rozrywkę - muzykę (Spotify czy Tidal) i filmy (Netflix, HBO Go, Showmax czy Hulu). Może nadszedł też czas na płatne informacje? 

Przeprowadziłem kilkadziesiąt rozmów z osobami, które budują w Polsce media i które nie ściągają filmów z Chomika, tylko są potencjalnie w stanie płacić za treści w sieci. Pytałem, czy i za jakie treści są w stanie płacić w sieci. Zachęceni tym, jak dobrze wychodzą nam wywiady z ludźmi biznesu, zadawaliśmy najpierw pytanie, czy byliby w stanie płacić za wywiady premium. W odpowiedzi usłyszeliśmy stanowcze nie. Wywiady, który robimy dobrze, można potraktować jako tzw. lead magnety, ale nikt nie jest w stanie jednak płacić za kontent jednak rozrywkowy robiony przy małych nakładach inwestycyjnych (Netflix na własny kontent planuje w tym roku wydać 10 mld dolarów, więc trudno się ścigać z takim wydawcą), natomiast w naszej grupie docelowej - startupy i e-commerce, odbiorcy chcą płacić za praktyczne biznesowe tipy,  bardzo dobre analizy rynku i ekspertyzy. Wszystko to, co w najprostszy sposób może przełożyć się na realny zysk. Startupy i e-commerce - mówi Michał Bąk, który rozwija projekt medialny Marketing i Biznes.

Zapał może studzić na przykład ankieta przeprowadzona 18 stycznia przez Artura Kurasińskiego, w której zapytał, ilu czytelników byłoby w stanie zapłacić za codzienny newsletter jego autorstwa. Z 367 osób, które wypełniły ankietę, aż 89,6 proc. stwierdziło, że płacić nie chce. - Tylko że Artur Kurasiński głównie wyszukuje treści, gdyby dodawał do nich jeszcze swój ekspercki komentarz, wtedy wartość newslettera byłaby większa. My też robimy prasówki, ale udostępniamy je teraz czytelnikom za darmo - komentuje Bąk.

Internet namieszał na rynku informacji. Media tradycyjne wchodziły na początku XXI wieku w sieć czując, że tego pociągu nie można przegapić. Ale prawda jest taka, że nikt wtedy nie miał pojęcia, jak na treściach w sieci zarabiać. Do niedawna jedynym rozsądnym pomysłem było obwieszanie stron reklamowymi banerami. Kiedy wydawcy zaczęli szukać sposobów na monetyzację treści u ich odbiorców - czytelników, napotykali opór: trudno kazać nagle płacić czytelnikom za coś, co od wielu lat dostawali za darmo.

Teraz wydaje się, że coś na rynku drgnęło. Opiniotwórcze media zaczęły coraz odważniej prosić swoich czytelników o finansowe wsparcie (Guardian czy Wired) lub wprost wymagać opłaty za dostęp do treści jak New York Times, czy w Polsce Puls Biznesu lub Gazeta Wyborcza(która systemy opłat za treści sprawdza od 2014 roku, a pod koniec 2017 liczyła na 90 tys. subskrybcji).

Zrozumieliśmy, że nawet w internecie obowiązuje zasada price for value i że za zero możemy dostać co najwyżej nieprawdziwą informację o tym, że ktoś pobił Magdę Gessler.

Przygotowując tekst, korzystałam z następujących źródeł:

  1. The Fake News Machinehttp://www.trendmicro.pl/vinfo/pl/security/news/cybercrime-and-digital-threats/fake-news-cyber-propaganda-the-abuse-of-social-media
  2. Hunt Allcott and Matthew Gentzkow, Social Media and Fake News in the 2016 Electionhttps://web.stanford.edu/~gentzkow/research/fakenews.pdf
  3. Steve Coll, Donald’s Trump “fake news tactics” https://www.newyorker.com/magazine/2017/12/11/donald-trumps-fake-news-tactics
  4. Samanth Subramanian, The Macedonian Teen Who Mastered Fake News https://www.wired.com/2017/02/veles-macedonia-fake-news/
  5. Jacek Kowalski, Rynek treści za paywallem czeka zmiana, ale powolna http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/platne-tresci-w-internecie-gazeta-wyborcza

/
/artykul/3584/fake-newsy-zmieniaja-rynek-czas-zarabiac-na-tresciach-w-sieci

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.