Powrót do przeszłości, czyli innowacje w czasach międzywojnia

Polska okresu międzywojennego to dla większości z nas czarna dziura. Odzyskaliśmy niepodległość, zrobiliśmy Cud nad Wisłą, zbudowaliśmy Gdynię i Centralny Okręg Przemysłowy. Potem była reforma finansów, przewrót majowy, umarł Piłsudski i chwilę później pobili nas ci przeklęci Niemcy. Coś więcej? No Tuwim, Gałczyński i Broniewski. A jakaś technologia?

Okazuje się, że II Rzeczpospolita była kuźnią start-upów i innowacji technicznych, którymi potrafiliśmy zadziwić cały świat.

Biopleograf Prószyńskiego

Na początek najważniejsza ze sztuk – kino, które wynalazł jeden z naszych ludzi. Już pod koniec XIX wieku byliśmy pionierami tego przemysłu. Kazimierz Prószyński skonstruował aparat służący do rejestracji materiału filmowego i jego projekcji. Miało to miejsce rok przed braćmi Lumiere! Cztery lata później zbudował kolejny aparat projekcyjny, dający najlepszą w tamtych czasach jakość obrazu. Ten sam konstruktor stworzył w 1908 roku pierwszą na świecie ręczną kamerę filmową o napędzie automatycznym ze stabilizacją obrazu. To dzięki niej narodził się polski film dokumentalny i reportaż filmowy. Rok wcześniej Prószyński konstruuje maszynkę synchronizującą urządzenie do odtwarzania dźwięku z projektorem. Dzięki temu można tworzyć i puszczać w kinie filmy z dźwiękiem. I wreszcie opracowuje i buduje obturator, który likwidował migotanie obrazów na ekranie podczas projekcji. Dzięki temu Prószyński przyczynił się do rozwoju filmów długometrażowych. Ludzi przestało mdlić na pokazach i mogli zostać w kinie na dłużej niż 5 minut. Jeden człowiek podłożył podwaliny pod powstanie kina w kształcie, jaki znamy dzisiaj. Jakkolwiek ciężko w to dziś uwierzyć, ale wymiataliśmy również na kolei. Pobudowano linie kolejowe, na które wyruszyły nowoczesne, szybkie pociągi ekspresowe – torpedy i luxtorpedy. Pasażerowie przemieszczali się wygodnie, szybko i punktualnie. Dacie wiarę, że w okresie międzywojennym słynęliśmy w całej Europie z punktualności i według kursowania pociągów naprawdę można było regulować zegarki. Dzisiaj tak ma Szwajcaria, a my według odjazdów możemy regulować kalendarz. Byliśmy mistrzami radiofonii. W 1922 roku wybudowano na Bemowie radiostację transatlantycką. Sygnał był tak mocny, że pozwalał utrzymywać kontakt z polską flotą bujającą się po dalekich wodach. Dało to również impuls do tworzenia krajowych nadajników. W 1930 roku działało w Polsce 11 radiostacji. W dniu wybuchu wojny liczba słuchaczy wynosiła około miliona osób. Eksperymentowaliśmy też z telewizją. Wynalazca Jan Szczepanik opatentował urządzenie pozwalające na przesyłanie na odległość ruchomego obrazu kolorowego z dźwiękiem. No, ale przyszedł Hitler. Rekordy innowacyjności i nowoczesności biliśmy w lotnictwie. Już trzy lata po uruchomieniu pierwszej lotniczej linii pasażerskiej na świecie ruszyło regularne połączenie między Warszawą a Gdańskiem. Tak się to klientom spodobało, że w krótkim czasie ruszyły liczne połączenia krajowe i zagraniczne. Zapanował chaos, indywidualni operatorzy przestali to ogarniać, dlatego w 1929 roku powstał „LOT”. Jednocześnie objawiła się grupa zdolnych konstruktorów lotniczych, którzy zaczęli projektować i produkować na potęgę świetne samoloty. Na maszynach RWD wygrywali zawody i bili rekordy tacy piloci jak Franciszek Żwirko, Stanisław Wigura czy Stanisław Skarżyński. Ponieważ na zachodzie rosło zagrożenie, nasi inżynierowie skonstruowali i wdrożyli do seryjnej produkcji świetny bombowiec „Łoś” i myśliwiec PZL-P-24. Gdybyśmy w 1939 roku mieli ich więcej, może nie przegralibyśmy kampanii wrześniowej w powietrzu. Polscy konstruktorzy opracowali też karabin przeciwpancerny wz.35, który na początku II wojny światowej był w stanie przebić pancerze w większości czołgów używanych przez Niemców. Gdyby do służby trafiło więcej niż 3500 sztuk tej broni, może zatrzymalibyśmy niemieckie czołgi. Wojnę nakarmiliśmy również wykrywaczem min - peryskopem odwracalnym, który umożliwiał obserwację 360 stopni pola walki bez konieczności obracania głowy przez obserwatora oraz wyrzutnikiem bomb Świąteckiego, który pozwalał w końcu trafić w cel. No i oczywiście najważniejsze dokonanie Polaków w czasie wojny, czyli złamanie kodu niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma. Warto zapamiętać nazwiska: Rejewski, Różycki i Zegalski, bo takiego start-upu to chyba wcześnie.

"Genialni. Lwowska szkoła matematyczna" Mariusz Urbanek

A w sumie może nawet widział. Przed wojną we Lwowie, w „Cafe Szkocka” przy kilku stolikach siadała codziennie grupka dziwnych panów, którzy oddawali się kompletnie niezrozumiałym dla innych rozmowom. Pili kawę, dyskutowali, po czym łapali za serwetki albo blaty stołów i zaczynali pisać na nich dowody twierdzeń. Hugo Steinhaus, Stefan Banach, Stanisław Ulam, Herman Auerbach i pozostali członkowie lwowskiej szkoły matematycznej byli oczywiście geniuszami. Jednak na nasze szczęście, w odróżnieniu od geniuszy nieudolnych, im bardzo często coś wychodziło. Nie jak wtedy, gdy wyprowadzili jeden z dowodów teorii Banacha bezpośrednio na blacie kawiarnianego stolika, a następnego dnia starła go wkurzona sprzątaczka. Ale poza tym szło im świetnie. Banach i Steinhaus zapisali się na stałe w historii matematyki, a Stanisław Ulam brał udział w skonstruowaniu bomby wodorowej. Polska międzywojenna przedsiębiorczość karmiła się nie tylko wojną. Potrafiliśmy robić też rzeczy mające zastosowania w rozrywce. Jednym z naszych produktów, które podbiły Europę, były lalki stworzone przez Stefanię Łazarską. I to nie jakieś tam tandetne pacynki, tylko całe charakterystyczne, wewnętrznie spójne linie produktowe. Wypuściła na przykład całą serię lalek-przedstawicielek regionów Francji. Była dziewczyna z Arles, Bretonka, Pikardyjka czy mieszkanka Lyonu. Igrzyska Olimpijskie w 1924 roku dały jej pomysł na wypuszczenie serii prezentującej poszczególne sporty. Rok później zaprezentowała w Paryżu kolekcję lalek karnawałowych. W 1939 roku pojechała jeszcze na wystawę w Nowym Jorku, a potem...no cóż... przyszedł Hitler. Jeden z najprostszych pomysłów, który przez lata rozrósł się do sporego przemysłu, to solne lampy. Niby nieduży wynalazek, ale jak doszło co do czego, to pod koniec XX wieku wszczęliśmy małą wojnę patentową (przegraną). A co powiecie na jeden najnowocześniejszych parków rozrywki na świecie z jednym z najdłuższych rollercoasterów? Powstał w Poznaniu w 1929 roku i był naprawdę świetny. Do dyspozycji goście mieli dwukilometrową kolejkę górską, co nawet dzisiaj imponuje długością toru. Mniej odważni mogli wybrać się na „Kaskadę wodną”, czyli zjechać sobie w łodzi z wysokiej zjeżdżalni do stawu. Na torze samochodowym każdy mógł się przejechać dwuosobowym autem, a pamiętajmy, że mówimy o czasach, w których samochody były dostępne wyłącznie dla najbogatszych. Młodsi mogli pośmigać na samochodzikach elektrycznych. Do tego bogata oferta karuzel, diabelskich młynów i podobnych zabaw. Do dzisiaj nie widziałem w Polsce niczego podobnie atrakcyjnego. No, a potem przyszedł Hitler...


/
/artykul/3160/powrot-do-przeszlosci-czyli-innowacje-w-czasach-miedzywojnia

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.